Monochroma – recenzja

Havlo dnia 26 maja, 2014 o 14:00    11 

Siedzą dwie małpy na drzewie. Jedna pyta:
– Co jesz?
– Banana.
– A czemu jest taki brązowy?
– Bo jem go drugi raz.

Tym oto niesmacznym , acz celowo użytym żartem witam i zapraszam do recenzji Monochromy.

Wtórność nad wtórnościami i wszystko wtórność

Temat podejmowany wielokrotnie i jak już zauważył ostatnio „ktoś” ( wybaczcie nie pamiętam kto i pod jaką notką) to w zasadzie nie wiadomo, czemu współcześnie bolą nas gry oparte na zerżniętym pomyśle chociaż kiedyś w przypadku gier-klonów typu Zeusy, Faraony, Cezary Trzecie i co tam jeszcze było antycznego, nie miało to aż takiego znaczenia. Niemniej w przypadku Monochromy wtórność (w jej najgorszym sensie) względem głównie Limbo czy momentami Little Inferno a jakby szukać na siłę to i Deadlighta nie pozostaje niezauważona. I boli.

Ale od początku. Po obejrzeniu trailera z elementami gameplayu, przed pierwszym odpaleniem gry tureckiego developera Nowhere Studios odniosłem wrażenie, że gra będzie polegać głównie na biegnięciu do przodu. I tak się zaczyna – biegniemy do przodu za naszym bratem, który dzierżąc latawiec w dłoni biegnie przed nami do przodu. W trakcie tego biegu do przodu braciszek wpada przez dziurę w dachu do stodoły i łamie obie nogi. Nie łamie przy tym kręgosłupa i nie rozbija czaszki, więc nie zostawiamy go tam, tylko wskakujemy za nim, nic przy okazji nie łamiąc i bierzemy na plecy. Lecz zamiast wracać do domu, dalej bez świadomości celu biegniemy do przodu. I jeszcze zaczyna lać jak z cebra. Jak na razie niewyjaśniona, kulawa historia, dodatkowo musimy nieść kulawego brata – nie zaczęło się dobrze. Myślę sobie: wyjaśni się potem. No właśnie nie bardzo. Z dalszego przebiegu rozgrywki dowiadujemy się jedynie, że w świecie gry jest fabryka, która produkuje roboty dla dzieci, za to (jakieś inne?) dzieci są trzymane w pojemnikach z formaliną. Ja osobiście związku przyczynowo-skutkowego nie widzę, a matura była tak dawno, że zdolność doszukiwania się go na siłę odeszła w niebyt.  Niemniej za odkrycie tej mrożącej krew w żyłach tajemnicy, przez resztę gry próbuje nas ukarać gruby, łysy człowiek w czerwonym swetrze, który jest poplecznikiem człowieka-cthulhu. A człowiek-cthulhu jak się potem okazuje, tak naprawdę lubi dzieci.

SPOILER Pokaż

Co nieco tłumaczy dopiero drugi trailer, bez gameplayu.

Przyznaję bez bicia, obejrzałem dopiero po ukońcczeniu rozgrywki i może dlatego historia wydaje mi się słaba? Gra ma więc być dystopią, parabolą i krytyką konsumpcyjnego Pierwszego i cierpiącego z tego powodu Trzeciego Świata. A jednak matura nie była AŻ TAK dawno – jestem z siebie dumny. No dobra, mamy przesłanie, ale scenariusz gry mimo to wydaje mi się naciągany. Nasz bieg do przodu nie jest niczym umotywowany.

Alone in the light

Jako, że z bratem na plecach to i ciężko się wspinać i skakać niełatwo, możemy go od czasu do czasu zdjąć z pleców żeby działać solo, ale możemy go posadzić tylko w oświetlonych miejscach, a potem po wykonaniu akcji musimy po niego wrócić. Ok, nieźle pomyślane, z tym że gra nie zmusza gracza do zbytniego wysiłku intelektualnego w tym względzie, bo z czasem staje się wiadome, że musimy go zdjąć z barków praktycznie w każdym miejscu, gdzie jest strumień światła. Z innymi zadaniami logicznymi bywa różnie, głównie są niezbyt mocno skomplikowaną wypadkową poprzesuwania dźwigni, skakania i biegania w odpowiednich kierunkach (głównie do przodu) i w odpowiednim czasie.

Rozgrywka i oprawa

Co do szaty graficznej – jak dla mnie jest to chyba największy plus tej produkcji (bo przypomina klimat z Limbo?). Gra jest utrzymana w kolorystyce czarno-białej z odcieniami szarości i tylko niektóre elementy są nasycone barwą – najczęściej czerwoną. Przywodzi to na myśl Sin City i efekt jest fajny. Ale o ile surowość industrialnego dwuwymiarowego tła naszych zmagań może się naprawdę podobać, o tyle postaci są zrobione w jakimś dziwnym 3D, co jakoś mi się słabo komponuje i do tego wygląda dziwnie. Na plus możemy zaliczyć bardzo ciekawą i budującą napięcie, choć miejscami zapętloną muzykę, oraz fakt, że gra, a w zasadzie samo menu, bo nie ma tu żadnych dialogów ani cutscenek z narracją, zostało przetłumaczone na wiele języków w tym polski. Sterowanie bywało czasem nieprecyzyjne, przez co w niektórych momentach ginąłem na potęgę, ale taki chyba urok większości puzzle platformerów, bo w większości z tych, w które grałem, przychodził moment że ginąłem na potęgę. Ciekawym motywem jest też możliwość wczytania gry od danego momentu, nawet przed przejściem do niego w trakcie rozgrywki. Jeśli zatem czujemy że jakaś zagadka sprawia nam zdecydowanie zbyt dużo trudu (choć nie powinno się to wydarzyć) to możemy ją najzwyczajniej w świecie pominąć i kontynuować historię od następnego checkpointu. Albo od razu wczytać i przejść tylko ostatni rozdział, jak lubimy kończyć gry, a nie grać w nie. Zdarzyło się ze trzy razy, że gra zawiesiła się w momencie ładowania. Myślałem, że może to wina laptopa na którym rozpocząłem rozgrywkę, ale potem przerzuciłem się na gikzmachine i dalej się zawieszała, więc to raczej kwestia samej gry. W jednym momencie pojawił się też bug, który opóźnił ukończenie rozgrywki, bo nie wyglądał na klasycznego buga, więc myślałem, że nie moge przejść dalej bo to ja coś źle kombinuję, ale po restarcie wszystko wróciło do normy. Z tego co widziałem, to została już na parówie wypuszczona jakaś łata, więc może te wspomniane błędy zostały poprawione. Nie czuję jednak potrzeby sprawdzania tego.

2014-05-16_00004

Podsumowanie

Dla tych co czytają tylko wstęp i podsumowanie 😉 wytłumaczę, że dowcip o małpach nie ma na celu pokazać, że Monochroma to gunwo, bo skrzywdziłbym producenta, a jedynie uświadomić, że gra nie ma do zaoferowania nic czego byśmy już wcześniej nie skonsumowali. Bo jest motyw rodzeństwa, wielkiej korporacji kontrolującej ludzkie zachowania, są porwania i czarno-biała stylistyka. Biorąc zatem pod uwagę wszystkie aspekty rozgrywki, osoby które grały w gry wymienione w pierwszym akapicie, nie znajdą raczej uzasadnienia dla poświęcenia kilku godzin na przejście Monochromy. Jeśli jednak ktoś rzeczywiście lubi puzzle platformery i nie będzie mu przeszkadzać naciągany scenariusz bez polotu i poczucie, że „chyba kiedyś już jadłem tego banana” może spróbować na własną odpowiedzialność. Potencjał był, zabrakło deko oryginalności. Może następnym razem wyjdzie lepiej. Tymczasem…

ZIMNA-RYBA

 

Czas przejścia: ok 6h

Grę dostarczył wydawca, screeny: all by myself

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Monochroma – recenzja

  1. Goblin_Wizard

    Ej! No co jest!? Obywatel Havlo tyle się napracował, wyprodukował taki kawał tekstu, a wy co!? Nawet jednego komentarza nie napiszecie? Nie wstyd Wam!?

    Pomimo, że platformówki ogólnie są dla mnie meh i omijam je szerokim łukiem to teraz, po przeczytaniu całego tekstu, wiem, że tę będę omijał jeszcze większym łukiem. 😉

  2. Revant

    Fajna recka, dość rzetelna jak na taki “odtwórczy” tytuł ^_^ Little Inferno fajnie mi się ograło, oglądając cały gameplay głównej pary Yogscastowej, ale Limbo nie zainteresowało mnie w cale. Niestety więc, Monochroma, ale ja cię nie ogram 🙁

  3. powazny_sam

    Limbo bardzo dobrze wspominam jako 4h przez które nie mogłem się oderwać od monitora, dokładnie tyle ile potrzebowałem na przejście gry.
    Z tego samego powodu zainstalowałem niedowano Swappera ale mimo że klimat podobny (w sensie “monochromatyczny”), pomysł na grę mimo wszystko całkiem oryginalny, to już jakoś ciężko mi idzie posuwanie się do przodu. Niby wszystko super ale “sięniechce”, może to efekt znudzenia platformówkami albo grami w ogóle (!). Monochromę widzę podonbnie, odpaliłbym, zachwycił się…. i przestał grać po godzinie.
    Może kiedyś, jak efekt wypalenia minie.

    PS. Pewnie w bundlu 😉

Powrót do artykułu