Mad Max – zjedz, wypij, zabij, powtórz

Nitek dnia 15 października, 2015 o 12:20    35 

Mad Max jest zabawą na wskroś powtarzalną, do tego mało zaskakująca, o fabule tak słabej jak kawa z jednej łyżeczki. Fakt. Nie ma tu zbyt wiele miejsca na odkrywczość. Jak w takim razie wytłumaczyć to, że po czterdziestu godzinach cieszę się jak podczas pierwszej? I wcale nie mam dość. Mad Max jest sandboksem bezpiecznym.

mm10

Biorąc pod lupę fabułę i powiązanie z uniwersum jakie znamy z serii filmów i tym najnowszym, najbliżej grze do Fury Road. Co prawda nie ma tu plejady znanych postaci, ale już przeciwnicy żywo przypominają chromowane towarzystwo fanatyków Valhalli. Brakuje gitarzysty rzygającego płomieniami z gryfu, ale zdarzają się w obozach jego daleko krewni, z polskiego wrzaskuni. Siedzą uczepieni na łańcuchach nad arenami na których przestawiamy szczęki masowo nadciągającym przeciwnikom i zagrzewają cały obóz do walki. Same projekty samochodów też skrojone lekko na podobieństwo wozideł z ostatniego filmu. I wybuchają tak pięknie. Przedstawiona historia to inna para kaloszy. Same jej założenie jest tak samo trywialne jak hobbicie podróże z Furiosą. Jest trochę zemsty za połamane żebra, skrojoną skóre i furę, jest dużo krzyku, jest trepanacja piłą spalinową. Dzieje się na otwarciu, z przytupem jest. Niestety dobre wrażenie prowadzenia historii gubi się szybko podczas realizacji opowieści, ale czy to przeszkadza? Bynajmniej.

mm1

Atrakcje zaproponowane przez Avalanche Studios trącą schematami i powtarzalnością. Wychodzi to na jaw bardzo szybko, a co zabawniejsze nie nudzi jak pierwszy Assassin’s Creed. Paradoks. Nie ma niestety jakichś fest fajnych, mocno rozbudowanych misji, nawet w wątku głównym czy w serii misji pobocznych, ale do roboty zawsze coś się znajdzie. Gros zadań to jeżdżenie w rożne miejsce, obijanie jakichś kolesi czy znajdowanie różnych rzeczy, które albo trzeba wziąć i odwieźć do zleceniodawcy, albo pyknąć flarę i czekać, aż sami przyjadą. Mniej więcej tyle się robi podczas wszelakich misji. Wciąż i wciąż, zgadza się. Cele naszych wycieczek to zazwyczaj obozy wszelkiej maści, poskładane z niezliczonych kilogramów złomu o podobnym rozkładzie ścieżek wewnętrznych. To co ujmuje w tym wszystkim to nie raz fantazyjne wykorzystanie owych zardzewiałych strzępków danego świata. A to miejscówki zrobione ze stosu wraków samolotów, a to zasypany pod wydmami kościół czy zastawione wrakami samochodów mroczne korytarze, w których nie jesteśmy sami, to oczywiste.

mm2

Lubię patrzeć, a co jak co, ale Mad Max jest grą urodziwą. Być może Pustkowia wyglądają jak wyjęte z generatora, ba, przecież to Pustkowia, helooooł. Wiatr, piach i kamieni kupa i by stykło. Nic z tego. A to jeździmy po dnie wyschniętego morza, a to po wydmach, gdzie tylko czasem piasek odkrywa swoje tajemnice, innym razem po rejonie składu śmieci, a już w ogóle rejony upstrzone kanionami zestawione z rafinerią gdzieś w tle, generują fest zapierające dech w piersiach landszafty. Tu serio chce się się jeździć to tu, to tam i patrzeć. Bo Mad Max ładny jest, a poza kolejną misją wyplutą z maszynki zlepiającej zupełnie nudne zadań to właśnie widoczki są nagrodą samą w sobie. Wiadomo, trzeba lubić napawać oczy. Lubię, podobało mi się, chciałem i jeździłem wszędzie a podczas podróży, jak rzadko kiedy, tańczyłem kamerą wokół Opus Magnum, by sobie popatrzeć. Na piasek spod kół, na wstęgę dymu ciągnącą się za mną, na piękne niebo. I cyk fotka, i cyk skrinszocik. Przeklęty tryb fotograficzny. Powinien być w każdej grze.

mm3

Zarówno Opus Magnum, nasz pojazd zbudowany z niczego, jak i samego Maxa można przyekspić, by podciągnąć statystyki. Maxa koksimy, biorąc jego wybuchową osobowość na wszelkie zdarzenia siłowe. Walka wręcz zaś, co nie jest trudne do odgadnięcia, jest głównym, zaraz po masowaniu przegród nosowych oponami samochodu, naszym głównym argumentem. Jasne, jest obrzyn, ale potraktowano go raczej jako gadżet, niż główny środek przekazu. Można strzelać – nie można chodzić, można nim za to wyciągać delikwentów przez boczną szybę podczas jazdy. Dziwne, acz można się przyzwyczaić. Coś jak narzędzia Batmana. Niby chodziło się nimi obładowanym, ale używało sporadycznie. Taki jest właśnie obrzyn. Sam Max od Nietoperza zaczerpnął system walki, choć nie bez liftingu. Max wszak nauk baletu u nikogo nie pobierał, więc porusza się z gracją słonia i rozdaje syte razy przyjmowane dziarsko przez wszelkiej maści przeciwników. Nie ma tu jakichś kombinacji, jest to do czego przyzwyczaił nas Nietoperz. Atak, blok, rolki i okazyjne używanie gadżetów. Obrzyna właściwie. No, bo Max auto potrafi złożyć, ale pasa z dziwnymi rzeczami już nie bardzo. Są finiszery, czy to o ścianę, o kolano, czy przy użyciu zdobycznej kosy. Czasem remont twarzy można wykonać narzędziami większego kalibru, o ile przeciwnik wcześniej do nas z takimi podszedł. Z czasem dochodzą także kontry, wyginanie pod dziwnymi kątem kończyn, ale nie oszukujmy się. Batman to nie jest. Mordor też nie. Niby to samo, ale jakoś ociężale i walka jakoś mniej robi. Może kwestia przyzwyczajenia i przejedzenia się mechaniki, a może gdzieś wewnątrz domagam się orania szalonych kombinacji jakie kiedyś w grach przecież były. Mogli pokusić się o więcej fantazji, zwłaszcza, że bitki to tak samo ważny i eksploatowany element jak jeżdżenie samochodem.

mm4

Osobną aktywnością jest ulepszanie twierdz, które wyszło trochę z czapy. Jest ich kilka, każde mają kilka bardzo ważnych postaci dla gry i w ogóle, zlecenia dają, ale też można tam wybudować ułatwiacze zabawy, które postawione powodują, że żyje się trochę lepiej. Zbiornik nafty, by mieć paliwo, zbrojownie, by uzupełniać ammo i ekipy złomiarzy, którzy zamiast nas gromadzą złom podczas zabawy, ale też kiedy jesteśmy offline. Dzięki temu złomu w późniejszych fazach gry zbierać nie trzeba, czego nie robię. Chyba, że chcę wyzbierać wszystko z każdego obozu, to tak, zbieram. Jestem taki pojebany. Przykra sprawa, choć wizualnie twierdze od siebie się różnią, tak poszczególne ich elementy już nie, więc to, że masz już wszystko w miejscu A, nie znaczy nic w miejscu B, bo tam trzeba rozkręcić biznes od nowa. Elementy ulepszeń pochowane są w miejscach, gdzie pewnie i tak maksujący wejdą, jeździć tam zatem można, bo to ułatwia sprawy, nie wiem tylko czemu tyle razy. Zbędne rozciąganie zabawy na siłę. Zdecydowanie wolałbym, co zaś byłoby nie logiczne w świecie gry, zrobić ulepszenie raz i mieć je w każdej twierdzy.

Budując te wszystkie elementy stawiamy także zbiorniki z wodą, które uzupełniają nam manierkę, naszą apteczkę. Co prawda nie ma tu siedzenia z winklem, aż zdrowie wskoczy nam na odpowiedni poziom, ale nie wiem co wypada zabawniej. Zapijanie rany kłutej wodą, czy lizanie ran za ścianą. To niewykorzystany potencjał wplecenia elementów surwiwalu. Widać, że próbowano, ale nie pykło, bo poza wodą można czasem zagryźć szczura czy dawkę białka biegającą po rozkładających się zwłokach, ale to tylko epizody, konieczne tylko kiedy zdrowia brak doskwiera, a nie jakiś mus. Podobna sprawa z benzyną do pojazdów. Jest, można tankować, a z drugiej strony nigdy jej nie brakuje. No i odnawia się w twierdzach, więc szybko konieczność tankowania staje się spłowiałym wspomnieniem, niż czymś co należy pilnować. Szkoda.

mm5

Mamy już punkty i trochę zebranego złomu, bo Maksio to taki wesoły typek z brodą czarną jak noc, co puszki po pustyni zbiera i robi z nich rzeczy cudowne. Na co to wydać? Rozbudowa ekwipunku Maxa nie jest skąpa, ale dość szybko się wszystko odblokowuje. W podręcznej szafie ubierzemy go w ładniejsze fatałachy, zrobimy pancerz ze śrubek i nakrętek, wyhodujemy brodę, czy odblokujemy kolejne ruchy służące do anihilacji przeciwników. To jak szybko Max będzie max zależy w dużej mierze od Was. Podobnie jest z samochodem, który także możemy ulepszać. Felgi, pancerze, rury wydechowe, lepsze silniki, nowe opony, kolory i inne bzdety. Tu już tak szybko nie leci, bo czasem, by coś odblokować trzeba jakąś misję ograć. Co ciekawe, wszelkie elementy pojazdu wpływają na jego statystyki. Co za tym idzie, kiedy nie dopasujecie ciężaru tarana do przepustowości silnika, może się okazać, że Magnum Opus zrobiło się zbyt ociężałe, mniej zwrotne. To czuć, a jest ważne, bo poza jazdą per se, czasem na tej niekończącej się plaży, trzeba od czasu do czasu zrabować jakiś konwój.

mm6

Tych, co celują w jeżdżenie samochodami, uspokajam. Jest okej. Model jazdy jest osobliwy, a co dziwniejsze, nie ma tu ręcznego. Dziwna sprawa. Za to jest widok z kabiny, często w niektórych samochodach nieczytelny, bo dach miewają wozy za nisko i nic nie widać. Jest strzelanie przez okna, czy motanie harpunami w inne samochody. No gdzie takie cuda, panie! W Starym człowieku i morze, kurna. Wszystko ma swój cel, bo często będziecie się stukać z innymi na drodze. Do tego dochodzą dashe, szybkie skręty lewo/prawo, by przeciwnika gdzieś zepchnąć, albo zaorać felgami, by wzniecić pożar czy przebić opony. Dumacie do czego ten harpun pewnie. Do wyciągania kierowców przez przednie szyby, do urywania kół, czy też do przebijania się przez pancerz “jeżyków”, by wyrwać im drzwi czy też odsłonić zbiorniki z paliwem. Kaboom, Kowalski. Wybuchy, takie piękne, tak cieszą. Czterdzieści godzin, dalej się cieszę jak widzę rozrywane pojazdy, kłęby dymu, strzelający wszędzie ogień. Piasek spod kół, chmury dymu, oczy same się cieszą. Auto ulega oczywistemu zużyciu, co zaś doprowadza do fest spiny, podczas kiedy wszystko się pali, my wysiadamy z pojazdu, a adwersarze krążą wokół nas, niczym sępy, w stalowych bestiach i starają się nas przejechać, podczas gdy nasz mechanik próbuje Opus załatać. Mega klimat, zwłaszcza podczas nocnych potyczek. Segment jeżdżony jest co najmniej poprawny, momentami zabawny, czasem trochę frustrujący, ale nie ma to jak wbić się w jakieś wydmy i piach z włosów strzepać.

mm7

Aktywności wzorowego plażowicza bez parawanu to lwia część rozgrywki. W tych nadzwyczajnych i ładnych okolicznościach przyrody jest co robić. W sensie, że dużo tego. To, że rodzajów ćwiczeń na powietrzu jest mniej to insza inszość. Jest rabunek konwojów, gdzie trzeba nastukać obstawę cysterny, by następnie ją rozwalić i ukraść artefakt, jak np. różowego misia, którego przymocowawszy do Magnuma podbijamy staty. Taki pasywny ulepszacz, ładny. Jest od groma straszaków i snajperów w swoich gniazdach do rozwalenia, ściągnięcia harpunem z pojazdu czy wysadzeniem z wybuchowej dzidy. Tego chyba najwięcej. Wręcz się o nie człowiek potyka podczas wojaży. Są też wszelkiej maści obozy do obstukania, gdzie trzeba wejść z buta i przetrzebić zgromadzone tam towarzystwo, by obóz ów przejąć. Są też bossowie, ogary, którym doskwiera brak bólu. Ci są słabi swoją drogą. Różnią się między sobą jedynie kolorami, serio, i areną gdzie zbierają bęcki. Strasznie to słabe, ale hej! Nowe kolory do karoserii za nich się dostaje, bang! Do tego doliczcie magiczne hopki ze skokami ala GTA i rozsypane po całym świecie miejsca, gdzie można nachapać się złomu. Tych zaś jest tyle, co cząstek w opakowaniu bułki tartej. I tym wszystkim właśnie będziecie się zajmować po drodze.

mm8

O, pytajnik, nie interesuje mnie to – powiedział nikt nigdy. To wszystko brzmi strasznie na papierze. W rozgrywce właściwej, zależy od tego kto przy tym siedzi. Sam zwiedzałem te miejsca chłonąc widoczki, delektując się burzami piaskowymi, które jak już schodzą to szarpią gacie. Pioruny, piach w oczy, latający złom trafiający w nas jak i przeciwników. Grubsza sprawa, podobały mi się. Lubię zaglądać w Maxie w każdy kąt, sprawdzać projekty kolejnych obozowisk, bo te są naprawdę fajowskie. Kopara na ziemi, aparat w rękach, cyk skinszoty. Te widoki to taka sama nagroda jak filmiki w point and clickach, czy scenki przerywnikowe w MGS, poza piątym. Tu działają jak marchewka mimo, że znajdźki ewidentnie żerują na nerwicy natręctw graczy i jak to mówię, syndromie niedomkniętych drzwi – jak wyjdziesz z domu i zastanowisz się czy zamknąłeś drzwi, no nie da rady. Wrócisz i sprawdzisz. Tu jest podobnie. Musisz się zastanowić czy to lubisz, a będziesz wiedzieć czy jest to gra dla Ciebie. Będąc przeżartym przez znajdźkowanie w Batmanach i innych Creedach, bawię się z tym dobrze. No, ale landszafty. Wież widokowych nie ma. Są balony, którymi trzeba się wznieść, pooglądać i zejść. Miejsca docelowe szybkiej podróży.

mm9

Technicznie Maksymilian Maxus jest dobrze skrojonym projektem. Chodzi wszystko płynnie, nawet kiedy chaos wyziera z każdego piksela, gra trzyma stabilne klatki, tekstury w porządku, landszafty piękne. Muzycznie także jest dobrze, a dźwięk odpalanego obrzyna zrywa koszulę. To samo w przypadku wybuchów. Jest gorąco. Sterowanie zaś wypada trochę gorzej na PS4, gdzie Max jest wyraźnie ociężały, zlagowany, kiedy szarpiemy gałą pada, co nie występuje na PC. Czasem boli spolszczenie, zdarzają się literówki czy skróty spowodowane chyba brakiem miejsca jak cios w żołon, huehue.

To czego brakuje Maxowi, poza różnorodnością zadań (a może to jakaś satyra na dzisiejsze gry?,) to element wyróżniający go spośród sandboksów wszelkiej maści. Coś co dałoby kopa w jaja, tak jak robił to system nemezis z Shadow of Mordor, czy też fajniejsza narracja i realizacja misji, tak jak kombinował Techland w Dying Light lekko misje reżyserując, jak u Rockstara w przypadku wszystkich odsłon ichniejszych piaskownic. Może tu Avalanche stawiało na generator historii jakimi można by raczyć znajomych przy zimnym, ale samo AI jest zbyt głupie, by historie owe nam dostarczyć. O miejscach odwiedzanych można opowiadać, to tak, o zdarzeniach, jakichś twistach, już średnio. Bez tego Max jest zaledwie poprawnym sandboksem, reskinem i kolejnym daniem tego samego gatunku, który bawi nas od jakiegoś czasu, ku uciesze innych, a zgrzytaniu zębów innych. Mam wrażenie, że wirtualne piaskownice osiągnęły sufit i tylko czasem ktoś tylko szarpnie się, by wpleść jakieś nowe elementy rozgrywki. Rozważając zakup Szalonego, musicie sami sobie odpowiedzieć, czy zabawa w ciągle to samo – choć w przeciwieństwie do MGS V co moment w innym miejscu, przez co uczucie znużenia nie dopada tak szybko, właściwie nawet wcale – Wam odpowiada. Nie każdy będzie się cieszył, że znowu musi iść tu i tam, zrobić znowu to czy tamto. Nie. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że można by się porwać tylko na misje wątku głównego wraz z pobocznymi, ale sam zacząłem z takim podejściem i zobaczcie jak skończyłem. Nadal jeżdżę i ciągle dobrze się bawię.

not-bad

Grane dzięki muve.pl WIęcej moich fikuśnych skrinów znajdziecie tutaj.

Dodaj komentarz



35 myśli nt. „Mad Max – zjedz, wypij, zabij, powtórz

          1. Wyspa

            @Nitek

            Marudzisz 😛
            Ja tam gram w MGS i jestem zadziwiony rozwiązaniami i możliwościami…
            tak wiem w kółko misje extract/kill/get ale sposobów na wykonanie każdej tyle że i tak gram sobie w nie po kilka razy.
            Może zboczenie designera ale jak człowiek się przyjrzy tym mechanikom to każdy sposób różni się nie tylko wykonaniem ale też wynikiem… głupie ogłuszenie w zależności od użytego sposobu decyduje o tym czy gościu obudzi się szybko czy nie oraz czy wywoła alarm po przebudzeniu, a może tylko będzie bardziej podejrzliwy.
            A to tylko jeden element i takie niby subtelne (ale wpływające realnie na rozgrywkę) różnice są wszędzie.
            Szczerze mówiąc to w żadnej innej skradance nie widziałem tak rozbudowanej i sprytnie zaszytej mechaniki.
            No ale jak kto tych różnic nie zauważy (i nie wykorzysta ingame) to pewnie jest efekt Meh™.
            Oczywiście nie neguje każdy lubi co chce ale jak kto na takie pierdółki zwraca uwagę (jak ja) to nowy MGS jest mega 🙂

            1. Nitek Autor tekstu De Kuń

              @Wyspa

              Z drugiej strony, jeśli lubisz tarzać się w ilościach nieprzebranych odblokowanego sprzętu, masterować dziesiątki misji, by mieć najlepszy rating i sam zapewnisz sobie fajny scenariusz zabawy, choć ograniczony do wspólnego celu w każdym zadaniu, będziesz czuć się jak ryba w wodzie. Metal Gear Solid V odpowiednio dawkowany zapewni Ci zabawę na długie godziny, jeśli nie miesiące. W innym przypadku, szybko poczujesz, że powtarzalność zabiła tę grę. Fajnie, że jest tak teoretycznie rozbudowana i w ogóle, ale umordowałem się z tym Metalem jak z żadnym.

              17.09.2015

              https://www.gikz.pl/artykuly/recenzje/metal-gear-solid-v-the-phantom-pain-talon-na-balon/

              1. Wyspa

                @Nitek

                Dlatego nie neguje twojego zdania, tylko dodaje swoje uwagi bo może aihS na takie pierdółki zwraca uwagę i mu to różnicę zrobi.
                Gwoli też ścisłości może też dlatego tak mi się ten nowy MGS podoba że robi dobrze coś co inne gry niekoniecznie. Tak jak wspominałem tutaj sposób wykonania wpływa na wynik… natomiast w zbyt wielu grach gdzie idzie się po taniości i…
                Ot mamy atak ogłuszający i na lvl1 ogłusza na 2 min a na lvl3 na 5… na lvl5 jak go wymaksujemy to gościu po obudzeniu nie wszczyna alarmu… Spoko ale to dalej ten sam atak i w sumie durny “powerup” do niego.
                W MGS owszem są różne zabawki i “powerupy” do unlockowania ale decydująca jest egzekucja planu a nie statystyka. Ba te zabawki różnią się sposobem użycia 🙂
                Stąd może mój zachwyt MSGV i to że mało MGSa w MGSie wynagradza mi ten rozbudowany gameplay.

  1. Kawira

    Przeciwnicy są podobni, bo to te same frakcje, a Scrotus, to nikt inny jak trzeci syn Immortan Joe :D. Najzabawniejsze jest to, że jak piszesz – super prosty sandbox, ale wcale się nie nudzi. Zajebiaszczo sunie się po pustkowiach w swoim Magnusie. Chyba najmilsze zaskoczenie roku

  2. Revant

    Czyli wszystko sprowadza się przynajmniej dla mnie do tego, czy lubię w ogóle Mad Maxa. Nie lubię, szanuję, a gry nie kupuję 😛 dzięki Nitku za potwierdzenie moich rozważań nad tym tytułem 😉

    przy okazji sandboxów – związku z dodatkiem do wiedźmaka, znów wróciłem do gry. Tym razem uzbrojony w świeżo zakupiony pad od xboxa i powiem, że znowu ma się efekt ‘wow’. Nowy paczyk wygłaskał znów landszafty i podkręcił mi trochę fpsów. Nadal to jednak widoczki i klimat pochłania do reszty. Wjeżdżam Płotką na trakt, przytrzymuje sobie przycisk A i prawą gałeczką pochłaniam otaczający mnie świat, rozciągając się leniwie w fotelu. Zakończyłem spokojnie Skellige, zapominając o pytajnikach zgodnie z radą klucznika. Miodzio.

    1. larkson

      @Revant

      Też se wróciłem do Wiedźmina, bo dodatek Hearthstone 😛 Myślałem, że taki dość szybki powrót do tej gry nie będzie dobrym pomysłem, ale się myliłem, bo historia tam opowiedziana jest fest ciekawa, na pewno ciekawsza od głównego wątku i fajne motywy się przewijają. Są też nowe możliwości ulepszania ekwipunku, jak chociażby nałożenie na zbroję tarczy odbijającej bełty, jakie to jest dobre!

      I włosy Nvidii doprowadzili do stanu używalności, prawie nie zżerają klatek, a mówię to ja, posiadacz karty AMD.

  3. larkson

    Mad Maxa nie zdzierżyłem. Gdy tylko dojechałem do północnej części mapy, co stało się po bodajże dwudziestu godzinach grania, to sobie darowałem. Jak sobie pomyślałem, że znów trzeba te wieże rozwalać, bazy czyścić, opitalać obozy ze złomu… no chyba bym kompa przez okno wyjebał. Jeżdżenie jak debil z punktu do punktu. MGS V robi to lepiej. Zamiast wież i innych tam znajdziek są misje Side Ops (no dobra, na upartego są jeszcze zwierzęta). Tak, powtarzają się ostro, ale każda taka misja to coś nad czym trzeba chwilę posiedzieć i stanowią pewne wyzwanie, na początku niewielkie, ale potem trzeba zacisnąć poślady. Chyba o to właśnie chodzi, że ten sandboks nie jest taki strasznie odmóżdżający. Świetnie się bawiłem przez te prawie 100 godzin ze Snakiem, mój brat pewnie również ma z tego niezłą radochę.

    Wracając do Maxa… Gdyby historia była… no jakaś, to może bym to pociągnął do końca, ale nie. Po jakimś czasie totalnie zgubiłem wątek a gra niespecjalnie była skłonna mi o nim przypomnieć. Choć jak się pomyśli to fabuła w filmach też nie była odkrywcza (widziałem dwa, więc może się mylę). Jedyne co mi się tak naprawdę podobało w Mad Maxie, to grafika, a zwłaszcza burze, które są chyba najładniejsze jakie do tej pory widziałem, a przy tym świetnie działa na PC, 60 FPS confirmed.

    TL;DR
    Metal Gear Solid V > Mad Max

    1. emperorkaligula

      @larkson

      historia w maxiu to żart, racja. ocena ujemna za story. ale ja tam jak głupi się cieszyłem ze znisczenia każdego snipera/straszaka 😀 full speed + harpun i skok do tego 😀 nigdy się nie znudziło, a zniszczyłem wszystkie 😀

      do MGS nawet nie podchodzę – interesuje mnie tylko stealth więc 90% ulepszeń do grindu prawdopobonie nie jest mi potrzebna i ich nigdy nie użyję.

  4. quross

    Nitek. jeżeli to widzisz – jak się grało na PS4? Sterowanie gorsze rozumiem, a jest jeszcze więcej minusów?

    Nie mam pojęcia po co kupiłem to pudło, nagle się okazuje ze wszystko na nim gorzej działa (przy PS3 o czymś takim nie słyszałem :/ teraz nagle konsole ssą w każdej pozycji oprócz Batmana)

Powrót do artykułu