LEGO Batman: Film – nanananananana

Nitek dnia 6 lutego, 2017 o 9:57    18 

Zabawna sprawa. Zupełnie przypadkowo wylądowałem wczoraj w kinie. Co zabawniejsze, okazało się, że LEGO Batman Film (defuq) jest najlepszym Batmanem od tego z Ledgerem, Mrocznego Rycerza. Najlepszym Batmanem od dziewięciu lat.

Samo uczucie tego faktu, znakomitości całego projektu, film generuje bardzo szybko, bo już podczas fest dynamicznej sekwencji otwierającej, gdzie na tetrasporowiec, prawie niczym przy uwalnianiu Bane’a w trójce Nolana upchnięto ekstrakt akcji zmieszanej z humorem o zwiększonym stężeniu. Jest Joker, są inni złoczyńcy, jest onomatopeiczny wygrzew z karabinów maszynowych zmieszanych z heavy metalowym dżinglem człenia w pelerynie, tratatatatatatatatata Batman, a potem jest już tylko lepiej i jak dla mnie, mocno śmiesznie.

Składa się na to nie tyle cała otoczka fabularna, której zdradzać nie będę, ale masa odwołań do przeszłości Batmana, zahaczająca także o projekty lat sześćdziesiątych znane w środowisku internetowym przez osoby postronne, które gacka z tamtych lat nie widziały (wink, wink), włącznie z projekcją wyciętych urywków projekcji z tamtego okresu. Obrywa się także Tomkowi Cruisowi, którego to dopełnia Renee Zelweger w jednym z jakichś tam ckliwych romansideł uwielbianych przez klockowatego Bruce’a Wayne’a. Jest tego naprawdę sporo, a gagów tu więcej na minutę, niż ustawa przewiduje. Dość powiedzieć, że raz czy dwa autentycznie uroniłem łezkę ze śmiechu.

Podróże w przeszłość Nietoperza to niejedyne niespodziewane crossy. Pojawiają się tu także postacie niezwiązane z batmanem jako tako, ale nad wyraz tu pasujące. Oczywiście im większa orientacja w temacie, tym mniejsze zaskoczenie co to za wielki zielony typ ziejący kulami ognia czy podróby R2D2. Rzec, że Batman jest tym naszpikowany to dość słabe słowo. On się w tym pławi i robi to bardzo dobrze.

W całej intrydze dyżurnego największego złego, twórcom, podobnie jak w przypadku Lego The Movie udało się przemycić trochę wartości jak przyjaźń, znaczenie rodziny, przy czym sprytnie uniknięto zbyt dużych wtrętów traktując temat niby od niechcenia, bo to jednak Batman, ale na tyle wyraziście, że istnieje ryzyko wyciskacza łez. Przez moment. Cała reszta to jazda po Gotham bez trzymanki, gdzie nie ma momentów przestoju, a przepona pracuje non stop. Do tego muzyka, choć nie jest zaciągana 1:1, pompuje emocje równie dobrze, jeżąc momentami włos na skórze i doskonale uzupełnia całość, zaś dubbing nie jest jakiś kompletnie zły, wręcz słuchało się go całkiem dobrze, a i tłumaczenie jest sprawne, choć mało ma jakichś swojskich odwołań. Z ciekawości kiedys porwę się na wersję angielską, bo przeglądając zwiastuny dopiero teraz, zapowiada się fachowo. Choć nie wiem czy adoptowanego Robina czy Alfreda prześcignie. Cóż, okaże się.

LEGO Batman Film zaskoczył mnie dobrodziejstwem zawartości jaka została w nim upchnięta. To 105 minut zaskakująco dobrej zabawy i jeden z tych filmów, gdzie ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić. Właściwie nie ma do czego. To nie tyle dobra sprawa dla miłośników bohaterskiej ekipy mających lat minus dziesięć, ale też dobra sprawa dla tych większych dzieciaków. Mnie. Jestem zachwycony.

Idźcie do kina. Premiera 9.02. Zupełnie przypadkiem trafiłem na jakiś seans przedpremierowy tydzień wcześniej. Wybornie. Oglądałem 2D, ale podejrzewam, że 3D robi robotę i może być ciekawe, bo mało było tych standardowych ujęć pod 3D, więc może zaskoczyć. Nie mam z kim iść drugi raz, kurczaki.

Dodaj komentarz



18 myśli nt. „LEGO Batman: Film – nanananananana

  1. powazny_sam

    A to ci zaskoczenie, nawet nie wiedziałem że takie coś się szykuje.
    Na pewno pójdę z rodzinką, ale zastanawiam się co to znaczy “przedpremiera”, to jakieś specjalne zaproszenia trzeba mieć czy to jakiś early access czy co ? Wyjaśni ktoś laikowi ?

  2. projan

    Oglądałem dosłownie kilka dni temu Lego: The Movie (widziałeś Nitek?) i wypisz, wymaluj Twoja recenzja Batmana pokrywa się z tym co widziałem. Widać, robi się swoista jakość.
    Też muszę kimś pójść, a dzieciaki z babcią juz były… Hmmm…

    PS Byłem na La La Land. Polecam. Chyba, że nie lubi się śpiewania w filmie.

      1. furry

        @Nitek

        Kurczę, jak czasem młode włączą LEGO Star Wars i patrzę, to czasem to dośmiesznianie jest mocno bardzo, za bardzo.

        Czyli akcje typu: po przegranej bitwie w przestrzeni legowy Vader spada z orbity i zarywa się w glebę. Wygrzebuje się z bruzdy, otrzepuje, rzuca suchara, akcja toczy się dalej.

      1. Revant

        @Revant

        Byliśmy z żoną na tym La La Land. Cudowny film – muzyka, reżyseria, scenariusz i aktorzy. Wspaniały hołd dla filmów takich jak Deszczowa Piosenka. Soundtrack muszę sobie sprawić, taki dobry 🙂 Emma jak zwykle genialna w swojej naturalności, a Ryan mi zaimponowal gra na klawiszach. Historia wydaje se banalna, ale bardzo ładnie twórcy się z nią bawią, zwłaszcza w końcówce. Planujemy iść z zonka jeszcze raz 😀

  3. Mnisio

    Ja w ramach sylwestra byłem z dziewczynami na Trolach.
    Bajka aż ocieka brokatem, wycinankami, piosenkami i innymi podobnymi bajerami. Wylewa się toto z ekranu i leci na widza praktycznie non-stop.
    Pomimo to film wyszedł SUPER. Nie byłem w stanie uwierzyć, że da się stworzyć film z taką ilością bajerów odpowiednich dla małych dziewczynek, który mi się tak spodoba. Wszystko gra i buczy, historia z lekka mroczna, wszystko jest doskonale zrównoważone, morał jest, przesłanie jest, piosenki i stare i nowe doskonale zgrane z akcją, nawet dubbing i tłumaczone piosenki nie przeszkadzają.
    Polecam każdemu, a jak ktoś ma małe dziewczynki w domu to już nie ma przebacz.
    A jak ktoś woli ciszę, to niech się trochę pocieszy:
    https://www.youtube.com/watch?v=4OFUiYMU9DM

  4. Zebulah

    Zdecydowanie dopisuję do listy, razem z filmem “Batman ratuje świat” z 1966 roku.
    Zupełnie przypadkiem widziałem fragment i zapowiada się jazda prawie jak w Monty Pythonie 🙂
    Jeśli faktycznie cały film będzie tak pokręcony jak scena, którą widziałem to zainteresuję się też serialem, z tamtego okresu.

Powrót do artykułu