Homeworld: Deserts of Kharak – reisefieber

Nitek dnia 19 stycznia, 2016 o 19:00    12 

Nie dalej jak rok temu za sprawą Gearbox Software niektóry gracze poczuli się jakby za oknem wciąż szalał 1999, a to za sprawą wydanej paczki dobroci pod szyldem Homeworld Remastered Collection. Inni gracze, w tym ja, mogli w końcu dowiedzieć się o co było kiedyś tyle szumu. Dziś zaś możemy sięgnąć jeszcze dalej i dowiedzieć jak to się zaczęło. Na pustynnej planecie Kharak.

Homeworld: Deserts of Kharak jest prequelem do zdarzeń opisywanych przez poprzednie odsłony serii. Początkowo osoby odpowiedzialne za sukces Homeworlda, ale nie mające praw do marki, po rozsypce Relic Entertaiment, pracowały nad projektem Shipbreakers. A potem Gearbox ogarnęło prawa do marki, porozmawiała z całą ekipą i oto mamy. Początek podróży.

2016-01-16_00005

Historia tu opisywana nie jest może najbardziej szałową opowieścią jakiej moglibyście spodziewać się po akcji dziejącej się w piaszczystym świecie. To opowieść drogi, albowiem kiedy bohaterka dramatu Rachel, decyduje się o wyruszeniu w głąb planety w celu zbadania nieznanego sygnału pośrodku niczego, sprowadza na pozostałość jej klanu (?) zgubę w postaci rdzennych mieszkańców Kharak, którzy dotychczas jeszcze jakoś tolerowali ich zachowanie, tak mocno godzące w ich wierzenia. Rachel i garstka śmiałków, którzy zdecydowali się z nią ruszyć już niebawem nie będzie miała dokąd wrócić, a kosmiczny najeźdźcy nie poprzestali na wybicu resztek tych co zostali. Ruszają w pościg, nadając grze akcji i trochę też nuty opowieści drogi.

Przykłada się do tego wszędobylska mobilność jednostek. Podobnie jak i w poprzednim duo i tutaj nie budujemy bazy i właściwie jakoś specjalnie się nie rozbudowujemy. Za to to dyspozycji oddano nam jeden wielki pojazd, który pełni rolę późniejszego Statku Matki, wypluwając kolejne jednostki, korzystający z mocy wydobywanych gdzieniegdzie artefaktów, co zaś owocuje odblokowaniem kolejnych technologii i jednostek. Wielki lądownik także jest mobliny i warto go brać ze sobą, choćby ze względu na skrócenie czasu jaki minie od użycia samolotów i bombowców do momentu uderzenia w określony cel, a także ze względu na wartości naprawcze.

2016-01-16_00011

Po raz kolejny oddanie do dyspozycji mobilnej bazy zamiast przyszpilenia gracza w jednym kącie mapy daje pozytywny efekt, bo zamiast skupiać się na budowie jakichś fortyfikacji można ruszyć na podbój mapek na których aktualnie rozgrywa się akcja. Tych jest trzynaście, a każda z nich na normalnym poziomie trudności zajmie Wam około godziny przy pełnej eksploracji, której uprawiać nie trzeba, acz warto. tylko wtedy nagromadzicie odpowiednie ulepszenia do swojej bazy, ale też nazbieracie większą liczbę surowców, która ponownie zostaje przenoszona między misjami. Podobnie jak i jednostki, które im więcej sukcesów na polu bitwy odnoszą, tym większą dostają rangę, co zwiększa ich skuteczność. To ma także swoje złe strony, bo można całkiem nieźle się wkopać, jak ja, kiedy przeciwnik w ostatnich minutach misji wjechał mi na ekipę wydobywczą robić porządki, wytłukł zbieraczy surowców, a kiedy ja w innym kącie mapy kończyłem cel misji, zaskoczył jej koniec i rzucił mnie w kolejne zadanie, tak jak stałem gołego i wesołego. Reload pomógł, bo nie chciałem tracić rzeszy moich poruczników i sierżantów, ale gdyby ktoś miał mniej szczęścia czy ochoty, misje można zacząć od nowa z ustawieniami predefiniowanymi. Nie daje to doświadczenia, ale zawsze daje jako taki świeży start.

2016-01-16_00039

Sztuczna inteligencja przeciwników na normalnym poziomie trudności nie napawa grozą. Jest w porządku, ale nie na tyle, żeby człowiek jakoś specjalnie się męczył na jakiejś misji. raczej powtórki tu nie zaznacie. Piekło zaczyna się na poziomie najwyższym, gdzie AI robi się niesamowicie agresywne i mocno kombinuje ze swoją walką podjazdową. To fajny ficzer, sztuczny tłum, kiedy jednostki same z siebie zaczynają taniec między jednostkami i pociskami przeciwnika, by stać się mniej podatnym na ostrzał adwersarza. Do tego bardzo często zauważycie łowienie Was atrakcyjnymi, jednostkami o niskiej zawartości HP, które agresywnie będą zaczepiać, by jak już ulegniecie i złapiecie haczyk, na pełnym gazie cofać się i orać swoimi railami Wasze poszycie. Fajowsko. Samych jednostek nie ma przesadnie dużo, ale dzięki temu zamiast uczyć się wszelkich zależności, w bitki wchodzi się  ot tak, easy. Są jednostki lekkie, railguny, artylerie, krążowniki czy wspomniane bombowce i myśliwce, które wysyłamy z centrum dowodzenia bezpośrednio na misje. Do tego większość z nich ma zdolności specjalne, bardzo pożyteczne, jak granaty dymne, EMP czy parę fajowych zabawek, które poznajcie już sami.

2016-01-18_00007

Swoboda i elastyczność sterowania w kosmicznych Homeworldach odczuwalna jest i tu, głównie za sprawą pracy kamery, którą możemy dowolnie regulować. Intuicyjna sprawa pozwalająca okiełznać ogniste potyczki. Sama oprawa mogła być jednak lepsza, bo piasek nie kręci kiślu w tym samym stopniu co taki choćby śnieg z Company of Heroes 2 i jako taki mało jest interaktywny na to co się z nim dzieje. Tu czasem zprzeczesemy gąsienicami pustynie, tam jakieś opalone okręgi po odpalonych rakietach, zgliszcza, ale nic hiper fantastycznego. Za to landszafty są piękne, bo misje rozgrywają się o różnych porach dnia, a i nawet przyjdzie Wam bić się podczas gdy w tle przetaczać się będzie burza piaskowa czy zaraz u podnóża wydmy muskać Wasze jednostki będą tornada. Jest dobrze, o ile nie zbliżymy się do rekwizytów za nadto, z bliska straszą mocnym rozmyciem. Fajnie za to wypadają wszelkie wybuchy czy wzbijany kołami piasek ciągnący się za naszymi pojazdami czy mimowolne zsypywanie się piachu przez wiatr przecinający krajobrazy. Majstersztykiem ponownie jest oprawa audio począwszy od wybuchów, przez dubbing na muzyce per se skończywszy. Uszy Wasze będą zadowolone. Same scenki i prowadzenie narracji to stara szkoła serii, rysowane epizody przeplatane motywami generowanymi na silniku gry.

Przesiadka na planety wymusiła także inne mapki, oczywiście. Poza otwartymi morzami wydm odwiedzimy także skalne wąwozy gdzie przeciwnik w tym samym stopniu jak i Wy będzie próbował wciągnąć Was w śmiertelną pułapkę. Na większość wydm można podjechać, co daje oczywistą przewagę nad jednostkami znajdującymi się niżej. Ot, nieznany dla serii, wprowadzony element strategiczny. Co zaś jest najfajniejsze w tym wszystkim to fakt, że wszystkie misje są zupełnie od siebie różne, acz za każdym razem ciekawe. Tym bardziej szkoda, że ich tak mało.

2016-01-19_00001

Życzyłbym sobie, żeby Pustynie były grą dłuższą. Niekoniecznie bogatszą, choć zapewne nikt by się nie obraził, bo obecnie jest grą kompletną, choć zdecydowanie wszystkiego jest zaledwie w sam raz. Trzynaście godzin chłonięcia przedstawionej opowieści zleciało jak z bicza strzelił i zostawiło lekki niedosyt. Z drugiej strony to dobrze, bo człowiek nie zdąży przy nowej odsłonie skisnąć. Grasowanie na Kharak okazało się być równie smakowitym kąskiem, zupełnie jak poprzednie odsłony, ale jednocześnie jest przez to tylko kolejny RTSem, bez jakichś specjalnych wyróżników. Owszem, jest fajne story, ciekawe klimaty przyprawiające o chorobliwą chęć powrotu Dune, dobrze się walczy, ale nie ma tu rewolucji i ponowej próby wynaleziena koła na nowo. Nie tym razem. Mimo wszystko, zabawa jest przednia zwłaszcza, że poletko RTSów jest ostatnim czasy suche jak pustynie Kharak.

Wszystkie obrazki są moje, in-game, z wyłączonym HUDem (ctrl+H podczas gry) i oddają w 100% wygląd gry na najwyższych ustawieniach. Grę dostarczył wydawca.

thumbs-up-computer-kid-gif

Dodaj komentarz



12 myśli nt. „Homeworld: Deserts of Kharak – reisefieber

  1. Eschelius

    Ja tam bym powiedział, że nastawienie na taktyczność walk a nie spamowanie jednostek ze stacjonarnej bazy to wyróżnik. Za wiele tego typu RTSów nie ma obecnie (Company of Heroes i coś po za tym? Dawn of War 2 nie liczę). StarCraftr 2, Etherium, Grey Goo to w końcu klasyczno klasyczne RTSy, zwłaszcza w Grey Goo niezbyt jest miejsce na cokolwiek udajacego taktykę, chociaż niby jednostki mają podane na co są mocne a na co słabe – bez znaczenia, miks podstawowej ciężkiej jednostki z podstawową przeciwpancerną i, ewentualnie, jakaś oblężnicza (nie licząc Ludzi, u nich Gladiusy załatwiają sprawe) całkowicie wystarczy, przynajmniej w kampanii.

    Świetnie, że gra się udała, wyglada na to, że dostanę dokładnie to, czego oczekiwałem 🙂

  2. mr_geo

    1. Z opisu historii nic nie zakumałem. Kto kogo goni, skąd się wziął na Kharak i dlaczego nagle ni z gruchy ni z pietruchy pojawiają się jacyś kosmiczni najeźdźcy… /Grammar nazi mode ON/ I tam w 3 akapicie powinno być “mieszkańców Kharak”, a nie “Khark” /Grammar nazi mode OFF/
    2. Grafika tyłka nie urywa, szczególnie podłoże jest strasznie biedne (takie małe tekstury w roku pańskim 2015? plażo, proszę…)
    3. Do tego po obejrzeniu gameplaju w wykonaniu Konia mam wrażenie że 90% czasu gry i tak spędza się za ostrym zoom out, a wtedy jednostki wyglądają jak małe modele rodem z Matchboxa (gimby nie znajo).

    Ale powyższe punkty 1, 2 i 3 mogą iść się posypywać pikantną przyprawą bo i tak jestem napalony 😀

    PS. Stało się. Skończyła się epoka. Odszedł czas niewinności. Stoczyłem się. (czytaj: założyłem konto u Gabcia).
    PS2. I to wcale nie dla tej gry. Wszystko – jak zwykle – przez kobietę (w tym wypadku żonę). A ponieważ nie ma rzeczy bardziej niebezpiecznej niż żona która jest chora i się nudzi, a przy tym trzy są rzeczy, które ko­bieta pot­ra­fi stworzyć z nicze­go: ka­pelusz, sałatę i scenę małżeńską, to żeby uniknąć tej ostatniej podpisałem cyrograf u grubego…

      1. Wyspa

        @Eschelius

        Własnie do kontekstu jest potrzebne chyba podstawowe HW… nie wiem jak tutaj ale w HW story było takie:

        Homeworld 1 Pokaż

        I z tego co wiem toto jest bezpośredni prequel… więc powinno się tej historii trzymać.

Powrót do artykułu