Grim Fandango Remastered – recenzja ¡Viva la Revolución!

Nitek dnia 28 stycznia, 2015 o 13:06    5 

Po siedemnastu latach szkielety wypadają z szafy i choć nadal w cenie, historia pewnie się powtórzy.

U zarania dziejów, w roku 1998 LucArts może nie na ostatnich nogach, wypuściło niejako gwóźdź do trumny dla gatunku przygodówek, przynajmniej ze stajni tego studia. Sam sytuacji nie rozumiem, ale stało się faktem, że nomen omen świetny Grim Fandango położył całą gałąź linii produkcyjnej gier przygodowych ze studia Lucasa, które definitywnie zamknęło gatunek dwa lata później dobijając go Escape from The Monkey Island, które było takie se. Piękne fin de siècle, kurczaki. Jednakowoż nie przyszliśmy tu rozpaczać za Małpą Wyspą  (R.I.P.), bo ta część i tak pewnikiem nigdy nie wypłynie po raz drugi. Na szczęście. Dzisiaj zupa z trupa.

GrimFandango 2015-01-25 08-48-40-705

Manny Calavera (z hiszpańskiego czaszka, gikz bawi i uczy) jest agentem śmierci, a jego głównym zadaniem to żniwo w Świecie Żyjących tych, co przed momentem kopnęli w kalendarz. Następnie ocena życia doczesnego, sprzedaż odpowiedniego pakietu podroży po Krainie Umarłych i odprawa na wieczną tułaczkę do Dziewiątych Zaświatów. To czy zbłąkana dusza dostanie bilet na Dziewiątkę, najszybszy między zaświatowy ekspres wszech czasów, skracający czas tułaczki do mgnienia okiem wykonywanego w cztery minut, zamiast czterech lat, zależy od uczciwości życia jeszcze przed ostatnią podróżą. Dziwnym jest zatem, że Mercedes Meche Colomar, nieskazitelna osoba biletu na Dziewiątkę nie ma. A to dopiero początek intrygi, konspiracji i zbrodni w Krainie Umarłych, gdzie śmierć może przyjść drugi raz. Precedens Meche rychło okaże się powodem dla którego i Manny ruszy w tą wieloletnią podróż. I bardzo dobrze.

GrimFandango 2015-01-25 09-10-54-293

Daję grze jakieś dziesięć minut i maksymalnie prolog do zawiązania pętli ciekawości i zaszczepienia każdemu graczowi chęci obejrzenia finału (jest świetny), napisów końcowych i przeżycia czterech lat w Rubacavie i nie tylko. Już w pierwszych minutach Grim Fandango łapie dobrze rozpisanym drzewkiem dialogowym i świetnie podłożonymi głosami, dopełniającymi postacie poniekąd bez wyrazu, o znikomej mimice kości wszelkich. Tak, dobrze przeczytaliście, drzewka dialogowe, przez które przeklikiwałem się z radością dziecka odwijającego cuksy z choinki. Wiedzieć musicie, zwłaszcza osoby, które znają przygodówki rocznikowo stemplowane dwójką z przodu, że Grim Fandango niezliczoną ilością dialogów stoi, wszak na drodze spotkamy przesło pięćdziesiąt postaci do obgadania, w 90 wyrenderowanych miejscówkach. Wiecie co? Patrząc przez pryzmat popłuczyn gatunku przygodówek z dzisiejszych czasów, te liczby robią na mnie wrażenie i dzisiaj. Na swojej drodze spotkacie plejadę iście barwnych postaci. Dziwnym nie jest, że serce Wasze skradnie główne duo, ale żadna z postaci pobocznych nie jest nijaka. Wszystkie z charakterem, wszystkie dobrze napisanymi kwestiami, wszystkie. Do tego należy dodać fakt, że żadna linijka tekstu nie jest zbędna, a większość podlana humorem, tak byś uśmiechnął się w całej rozpiętości. Siła Grim Fandango. To i zagadki.

GrimFandango 2015-01-25 10-30-02-931

Zagadki to nie żadne pitu pitu na dwa kliki. To pełnoprawne danie z masa kombinowania jak pójść dalej, z czego w dalszym ciągu łamigłówka z zakładami jest to z tych najgorszych. Czasami zdarza się ślepe szukanie przedmiotów, ale momenty to nieliczne, albowiem podobnie jak i w starych filmach animowanych, przedmioty interaktywne lekko odcinają się od otoczenia sygnalizując możliwość ich podniesienia czy też innego użytku. Szału dostałem raz, kiedy już przyzwyczajony do wspomnianego odcinania się, nie zwróciłem uwagi na tą jedną, przeklętą szafkę. Wybornie milordzie, a do tego niesłychanie trudno jak na dzisiejsze standardy. No bo wyobraźcie sobie, że gra w żadnym momencie nie prowadzi gracza za rączkę, a tutoriale w czasie jej powstania były dobrem zbędnym, toteż nie ma tu ni krzty podpowiedzi co robić dalej, ani mapy przez co z przepastnymi lokacjami trzeba się oswoić i zapamiętać rozkład pomieszczeń, by się kompletnie nie pogubić. 100% starej szkoły, co mnie cieszyło. Tęskniłem. Niemniej jednak oczami wyobraźni widzę graczy nie pamiętających, czy też nieznających, jak to drzewiej bywało. Tak, widzę to.

grimgif

 Podstawy oryginału są niezłe, to co tu odświeżać. Panie, siedemnastoletnie szkielety, jest co robić. Tu pies niestety jest pogrzebany, bo o ile rozgrywka, fabuła, rewelacyjna muzyka (teraz odświeżona, pykana przez orkiestrę symfoniczną) broni się sama, tak samo remasterowanie wyszło tak se. Zwróciliście uwagę na pasy na skrinach, jestem tego pewny. Tak się gra, z pasami, gra bowiem hula w formacie ekranu 4:3. Można go zmienić na 16:9, ale to zwykłe rozciągnięcie obrazu i tyle, żadnego dostosowania. Włączyłem, zobaczyłem, klepnąłem dwie zdrowaśki i całość ukończyłem w 4:3. Można się przyzwyczaić.

Najwięcej szpachli poszło w modele 3D i jakkolwiek to nie zabrzmi, proceder ten robi znaczną różnicę o czym można się przekonać za pomocą magicznego knefla zmieniającego na naszych oczach nowe na stare. Pasztet z niskiej półki.

Nowe

Nowe

Stare

Stare

Widzicie na powyższym jeszcze jakieś znaczące różnice? Właśnie. Same tła zostały niestety w rozdzielczości pamiętając pierwszą generację Pentiumów, co ssie. Pewnie na Vicie trochę mniej dzięki mniejszej przekątnej ekranu. Potraktowano je po macoszemu i niektóre miejscówki są miejscami paskudne za sprawą rozmemłanych i rozciągniętych pikseli do rozmiarów Waszego ekranu. Wszystkie są takie jakimi były w 1998, ale o tym Schafer mówił już przy zapowiedziach, że rzeczy jak ustawienia kamer czy wspomniane 4:3 nie ruszą, bo taki był zamysł projektantów. Pokazywanie miejsc pod odpowiednim kątem i takie tam. Niestety trzeba to zaakceptować, choć zgodnie z maksymą, po prostu mogło być lepiej.

GrimFandango 2015-01-25 09-02-23-092

Suchary gamingu zapewne pamiętają bolączkę oryginału, sterowanie. Tu jest trochę lepiej, bo dostępne są trzy schematy, włączając w to klasyczny, który był tak toporny, że nawet jest acziwment za przejście całej gry przy jego pomocy. Grim hula także na padzie, dziwnym nie jest, zarówno na PS4 jak i na PC dobra rzecz, ale co najważniejsze, Schafer ogarnął modera, by ten zezwolił na zaimplementowanie do gry sterowania za pomocą myszy, co zamienia GFR w rasowego point and clicka. Uwierzcie mi, wyborne. Co do wspomnianego modera to tak, dało się GF grac już na myszce, dało się odpalać GF nanowych systemach operacyjnych po serii rytuałów voodoo i gimnastyce ghodnej Van Damme’a na ciężarówkach, ale teraz jest all inclusive. Dodatkowo warto wspomnieć, że gra nie ma HUDa jako takiego. Grając na klawie, Manny rozgląda się w stronę interaktywnych obiektów i tyle. Łatwo coś przegapić, łatwo się wkurzyć, tak srogo. Dlatego jeszcze raz, naręcze kwiatów za p’n’c dla twórców.

Ostatnim dodatkiem, pierdółką, której nie jestem fanem, jest komentarz twórców. Nigdy mnie to nie rajcowało przy wszelkich wydawnictwach, toteż nawet nie sprawdziłem. Wiem, że jest, że gadają, zimna ryba, bo pewnie zagłuszają Glottisa.

Tak, byłem rozemocjonowany powrotem Calavery, od samego ogłoszenia ich nadejścia.

 

Potwierdzam, przez dwanaście godzin bawiłem się tak jak to kiedyś bywało. Nie, remaster nie wyszedł na miarę edycji specjalnych Monkey Island. Na szczęście przygodówki nie muszą wyglądać, by grało się dobrze. W przypadku Grim Fandango dobrze jest rozdzielić temat, by potem odpowiedzieć sobie na pytanie czy lubisz patrzeć na coś co niekoniecznie ujmie Cię tak jak ujęłoby kiedyś, bo gra sama w sobie bawiła mnie bardziej niż wszelkie topowe tytuły z gatunku przygodówek od długiego czasu, jednocześnie wbijając szpilki w źrenice, choć można się przyzwyczaić. I tak, było mi przykro, że Grim Fandango się skończył, będę tęsknił. Znowu.

¡Viva la Revolución!

Me-gusta

 

+ karny kutas za słabą realizację remastera jako takiego.

Grę dostarczył wydawca.

Dodaj komentarz



5 myśli nt. „Grim Fandango Remastered – recenzja ¡Viva la Revolución!

  1. furry

    Potraktowano je po macoszemu i niektóre miejscówki są miejscami paskudne przez dzięki rozmemłanym i rozciągniętym pikselom.
    To ja już naprawdę cię nie rozumiem…

    A w temacie: dobre jest to, że zrobili sterowanie dla ludzi, ja się odbiłem przed laty, przez to strowanie właśnie. Młodszy brat dłużej siedział, ale też ostatecznie nie ukończył, z tego samego powodu.

    Chyba się skuszę, ale raczej później niż prędzej. Może jak zrobią port na androida.

Powrót do artykułu