Flame Over – szurając sikawką

Nitek dnia 15 czerwca, 2015 o 17:30    5 

Losowe pożary w losowo generowanych pomieszczeniach. Czyż nie zasługuje to na swoją własną baśń? I choć Sam ma dzisiaj wolne, będziemy robić wszystko za dwóch. 

Flame Over nie sili się na zbyt wydumaną otoczkę fabularną. Daje nam powody do działania, na drugim końcu kijka zawiązuję pęk marchewek, byśmy zostali przyciągnięci na dłużej, do tego proste sterowanie i voila. Pyrolike jak się patrzy.

FO1

W tym szaleństwie jest metoda. Proste sterowanie sprowadziło grę do gatunku twin stick machacz sikawki, a cała losowość pozwoliła bezpiecznie umieścić grę gdzieś na drodze do arcade’owego tworu ostatecznego, Spelunky. Nie brakuje jej wiele. Oto my, dzielny strażak z wąsem, którego o dziwo płomień się nie ima, wygasić mamy szalone ogniki grasujące w biurowcu. Sama rozgrywka podzielona została na segmenty tegoż właśnie, cztery, po kilka pięter każdy. To właśnie tam opalimy się bardziej niż ustawa przewiduje, toporkiem utorujemy drogę do zagubionych cywli oraz kotów, by móc wyprowadzić ich na zewnątrz. Dziwnym trafem wszyscy zapomnieli o wszelkich protokołach bezpieczeństwa, ale od czego jesteśmy my.

Fo2Na kartce brzmi to wszystko nader prosto. Nic bardziej mylnego. Stój zbyt blisko płomieni, zajmie Ci się kurtka, by koniec końców uszczuplić pasek HP. Zostaw gdzieś cywila, a bądź pewny, że ogień rzygnie jego stronę, zupełnie przypadkiem. A cywile rzecz święta, bo poza poprawą stanu ducha, oferują także dodatkowe sekundy w wyścigu z czasem. Minutę. A czas przenosi się między poszczególnymi poziomami, w związku z tym im dalej w biurowiec, tym presja większa, a biura bardziej skomplikowane. A wiedzieć Wam trzeba, że do w miarę bezpiecznej przeprawy konieczne jest najpierw odszukanie skrzynki z bezpiecznikami, co umożliwi bezpieczne gaszenie sprzętów elektrycznych i zapobiegnie wzniecaniu ognia. Bez tego to se można tak gasić dzień cały. Wisienką na torcie są kończące się zasoby wody, a co za tym idzie brak sikawki w najbardziej stresowych momentach. Burn, baby, burn.

FO3Dość rutynowe działania na mapkach wszelkich upiększono okazyjnym wykonywaniem zadań specjalnych. Zwyczajowo osoba w najdalszym punkcie mapki mówi nam o tym, że zostawiła coś niesamowicie ważnego na drugim końcu mapki. Udać się tam należy, albowiem wbrew wszelkiej logice, zleceniodawca charakteryzuje się inteligencją przeżutej parówki i choćby waliło się i paliło (see what I did there) ni cholery, nie ruszy z miejsca. Zresztą jak już ruszą za naszym dzielnym strażakiem lepiej nie jest, co rusz przywieszając się na kąsanych ogniem meblach. Robi się dwa razy trudniej, choć rozwiązanie mało korzystne. Oczywiście za wszelkie uratowane biurowe pc master race obsypywani jesteśmy golden, za questy dostajemy tokeny, a za uratowane koty czyste kuwety z czego większość z tych rzeczy poświęcimy na dodatkowe perki zwiększające muskulaturę naszego dzielnego pogromcę płomieni.

FO4

Jestem pewny, że Flame Over w swoim środowisku naturalnym, na PS VITA, niejeden ekran strzaskał. Na pececie też źle nie jest, bo i jest wyzwanie i nie wygląda na rysowane na kolanie. Solidne założenia, dobre marchewki przed graczem rozwieszone i tematyka, która rzadko kiedy w grach jest poruszana. Niesienie pomocy bez wyraźnego powodu. Dobra alternatywa dla tych, którzy stronią od dwu gałkowego wyciągania flaków na zewnątrz, a i replayability wysokie. Dobrze bawi.

FLAMEOVER

Grę dostarczył producent.

Dodaj komentarz



5 myśli nt. „Flame Over – szurając sikawką

Powrót do artykułu