Dungeon of the Endless – bier ten kryształ i w nogi

Nitek dnia 24 grudnia, 2014 o 14:10    7 

Dobra, DotE już kiedyś gościło na łachmanach gikza. W tym miejscu mogliście zajarać się na znakomitość kolejnego tworu od Amplitude Studios (Endless Space, Endless Legend). Wtedy bazowałem na wersji wczesnego dostępu, ale te czasy minęły, a gra jak była świetna, tak jest jeszcze fajniejsza.

O kurde, to rok temu było. Nieźle.

 

Zatem w wielkim skrócie, bo przecież założenia gry jak i rozgrywka per se, nie uległy znaczącym zmianom. Ot, tym razem w uniwersum łączącym ze sobą wszystkie gry studia, grupa osób podróżująca pechowym statkiemm kosmicznym rozbija się na nieznanej planecie. Wewnątrz jej właściwie, bowiem statek na tyle był koksem, że rozdarł poszycie ściółki i wylądował gdzieś, gdzie słońce nie dochodzi, zostawiając tam naszych podopiecznych. Tych jest wielu, acz na początek możemy ruszyć we dwójkę. Wszyscy o odmiennym orężu, wyglądzie i statystykach, a jak wspomniałem, im dalej w las, tym odblokować towarzystwa można coraz więcej.

Dungeon of the Endless to dobrze skrojony i wyważony koktajl cech tłumolubnych, takich co to tłumy lubią. Losowość rozgrywki, roguelike, tower defense, mocne aspekty strategiczne, farmienie surówców, lootu, mieszanie w statystykach i levelowanie naszych postaci. Co zechcesz to dostaniesz, nigdy w tych samych proporcjach. Replayability takie duże, szacuneczek. W dodatku grasz w to jak chcesz. W czasie rzeczywistym, zapodajesz aktywną pauzę, a do tego kończysz turę, by wprawić w ruch pozostałe mechanizmy rozgrywki. Nie powiedziałem jeszcze, że największą rolę pełnią tu drzwi. O tak. Dopiero ich otwarcie zaowocuje wydobyciem kolejnej paczki ważnych dla życia materiałów, takich samych jak w pozostałych grach z serii – industry do wznoszenia fortyfikacji, science do prowadzenia badań nad rozwojem posiadanych już technologii oraz jedzenie, tak potrzebne do karmienia naszych wojaków i dźwigania im statów, ale także do leczenia w przytłaczających sytuacjach. Do tego dochodzi dust, pył, to o co tłukliśmy się zawzięcie w Endless Legend. Tu spełnia rolę zasilania wpuszczając elektro do kolejnych pomieszczeń. To istotny element, tak konieczny do planowania ucieczki, albowiem tylko pomieszczenia zasilone nie generują potworów. A tych bez liku. No i wiedzieć musicie, że nigdy nie wiadomo na co się szykować. Nie jest wszak powiedziane, że za każdym razem science będzie Wam potrzebne, bo być może nigdy nie odkryjecie pomieszczenia gdzie można przeprowadzać badania. Ryzyk fizyk.

dote1

Drzwi. Wspomniane drzwi prowadzą do dalszej drogi. Otwierając dowolne wrota, dostajemy surowce, to wiecie. To jednak nie wszystko, bo otwarcie wrót budzi także czyhające w mroku zło wszelkie, a wszelkiej maści stwory nie próżnują obracając w puch budowane przez misternie umocnienia. To, oraz atakują życiodajny kryształ, serce i istotę naszego jestestwa. Nie dość, że ukruszony generuje mniej mocy do zasilania poszczególnych komnat, tak raz rozbity, odsyła nas do menu głównego. Poza drzwiami lwia część rozgrywki to ucieczka, najważniejszy jej element, przeniesienie kryształu do miejsca ewakuacji, jednocześnie odpierając atak przeciwników wypełzających z mroku.

Smaku dodaje fakt, że jedna z postaci staje się wtedy tragarzem, bez możliwości obrony w jakikolwiek sposób. Każdy młody strateg poczuje się przed samą akcją jak ryba w wodzie, gdyż wtedy należy się naszykować, by bezpiecznie wziąć nogi za pas. Można nawalić wieżyczek obronnych, można, ale przecież im wyżej i bliżej do powierzchni (w sumie 12 kondygnacji) tym jest coraz trudniej, a liczba zapasów jakie nafarmimy na jednym poziomie, idzie z nami dalej. Im ich mniej, tym trudniejszy początek. Lub łatwiejszy koniec.

dote2

A jak masz z kim pograć, ucieszy się morda Twoja. Jest multi, acz nie dane mi było sprawdzić. Chętni wyzwań mogą targnąć się na tryb nieskończony, gdzie loszki nigdy się nie kończą, ale nie, nie uda się Wam wyjść zwycięsko za prędko, nie. Nawet poziom łatwy jest taki tylko z nazwy, kiedy sprytnie usypia naszzą czujność, by z łoskotem posłać nas na deski w mgnieniu oka. Nie szkodzi, bo DotE cholernie wciąga, a syndrom jeszcze jednej tury jest w nim silny. Otwórzcie mu drzwi.

Me-gusta

Grę dostarczył wydawca.

Dodaj komentarz



7 myśli nt. „Dungeon of the Endless – bier ten kryształ i w nogi

  1. thewhitestar

    Męczyłem w EA, dosłownie na ostatnią chwilę przed premierą i spędziłem parę ładnych godzin. Wsysała jak odkurzacz muszę powiedzieć, ale denerwowała mnie jedna rzecz: gramy sobie, gramy, gramy, jest lekko łatwo i przyjemnie aż tu JEEB, w góra 2 sekundy ginie całe party i kilka godzin gry poooszłooo… Kila gier rozegrałem i prawie zawsze ten koniec był taki nagły i błyskawiczny.

  2. bad_puppy

    100 godzin grania na liczniku, a ta gra nadal robi motyle w brzuchu. Calkowicie zasluzenie ląduje na gikzie po raz kolejny, bo takie tytuly to w gamingu wyjątki. Swoją drogą połowa fanów gry czeka aż twórca muzyki udostepni gdzieś (zapewne do zakupu) tą muzykę z trailera.

Powrót do artykułu