Desync – neonowe szaleństwo

Nitek dnia 2 marca, 2017 o 17:13    3 

Wydawać, by się mogło, że DOOM pokazał jak się robi miodne strzelanie w strzelankach, a co za tym idzie, że tuż po nim narośnie jemu podobnych niczym grzyby po deszczu. Być może zbyt szybko na to, ale Desync podnosi rękawice i łoi po twarzy znacznie.

W wersji skompresowanej powiedzieć o Decoy, że to taki se niezależny shooter, to jak powiedzieć o nim nic. Choć faktycznie to esencja strzelania, niespecjalnie kwapiąca się na jakąś otoczkę fabularną, choć i historię tu znajdziecie, to nadrabia te braki mechanizmami. Pamiętacie jak wybatożyliście pierwszego delikwenta w Bulletstormie, pociągnęliście go z laczka i poprawiliście ze strzelby, by wprawić go w lot koszący plecami na kaktus? Taki jest Desync, bo i tu roi się od skillshotów podobnego typu, acz uskutecznianych na modłę dawnego Kłeja, z ciągłymi hopkami, a nawet uskokami na boki. Wizualnie zaś, mokry sen nastolatka, zachłyśniętego pierwszym Tronem, bo w tym nowym i tak większość pamięta tylko Olive Wilde, o ile widział to ktokolwiek. Wygrzew prowadzony jest w stosunkowo dużych pomieszczeniach, usianymi naostrzonymi przedmiotami czekającymi na ciało przeciwnika lub wasze, bo jak bardzo rajcujące jest oranie w Desync, tak samo można się niemożebnie przy nim wkurzyć. Śmiertelność i konieczność restartów na poziomie Hotline Miami osiągnięta.

Panie, jakie to jest miodne. I konieczne. Bo im więcej fikuśnych atrakcji zaserwujecie smutnym panom z młotkami i innymy rzeczami, tym więcej amunicji otrzymacie, czasem apteczki, a i liczniki mnożników kombinacji mocno podskoczą.  Zabieg wypadającego zdrowia z ubijanych przeciwników powoduje, że tempo Desync, jak w DOOMie, jest fantastyczne.

des2

Nie byłoby wygrzewu bez dobrej marchewki na końcu laserowej dzidy. Na tym polu Desync mocno zaskakuje. Biegając po miejscówkach zbierać będziecie odłamki, które można potem przerobić na elelemty ulepszające nasze uzbrojenie czy to pod względem zadawanych obrażeń, bądź szybkości wypluwania kolejnych wiązek energii w kierunku strony przeciwnej. Osobną kwestią jest uzbrojenie podręczne, poza czterema pukawkami, które można mieć pod ręką. Znajdziecie tam osłony i insze śmiercionośne przedmioty, działające na dwój sposób, podobni zresztą jak reszta sprzętu. Daje to szalone ilości kombinacji kreatywnego odsyłania delikwentów do dziury. Elementem wieńczącym konieczność przeglądania ekwipunku to paleta perków, którymi można się obłożyć i aktywować w momencie naładowania odpowiednich statystyk poprzez rzezanie delikwentów w co raz to bardziej widowiskowych kill roomach. A to zwiększanie prędkości ataku, prędkości ogólnej, czy dalsze skoki. Długo się tu kilka przed wyruszeniem w drogę, co cieszy, choć nie jest bez znaczenia, bo dobór odpowiedniego ekwipunku współgrający z naszym skillem jest gwarantem sukcesu. Ah, no i temat nie jest proceduralnie generowany.

Tempo rozgrywki mierzwi tupecik i kolejne kille realizowane są w zawrotnym tempie. Ostrzec muszę, że choć grafika jest widowiskowa, mimo swojej skromności, może poprzestawiać klepki w głowie, ciągłymi efektami jakichś mrygnieć czy rozjeżdżającego się obrazu na miarę zakłóceń Rubina. Dlatego Desync, choć tak dobry, może z czasem umęczyć samą oprawą. Muzycznie ugniata małżowiny solidnym synthwavem pasującym do tego, co dzieje się na ekranie.

des1

Nie ma jednak róży bez kolców i w całym szaleństwie brakuje mi jakiejś wizualizacji przeciwników. Może nie fest wskaźników na ekranie, ale adwersarzy nijak nie słychać, a że wysypują się często w dużych ilościach, nie trudno o zaorane plecy. regulacja głośności efektów, względem muzyki nie do końca pomaga, bo i tak ciężko o zorientowanie się w zacieśnionych sytuacjach, czyli przez cały czas. Oczy dookoła głowy to mało powiedziane, ale konieczność szybkich manewrów jest tu rzeczą obligatoryjną i nie ma miejsca na odpoczynek. Aż dzidy zaorają płuco.

Desync wziął mnie z zaskoczenia, bo ani specjalnie tematu nie wyglądałem, ani się nie interesowałem, tymczasem Adult Swim Games wydało rześką wixę, która skupia się na wartkiej akcji i lekkim łamaniu palców grającego w wyścigu o globalnym miejscu na podium. Sporo plansz, rzesze przeciwników i mnogość kombinacji powodują, że co rusz można zbijać samopiątki zaorania kolejnych komnat, a emocje towarzyszące procederowi generują się znaczne. Jeśli podobało wam się co zrobił w kwestii dynamiki prowadzenia redukcji typów po drugiej stronie lufy DOOM i bawiła frywolność Bulletstorma, Desync dowiezie.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Desync – neonowe szaleństwo

  1. powazny_sam

    Wygląda super, już wylądowało na mojej wishliście.
    Trochę obawiam się jednak efektu “Ziggurat” podobnego w założeniach a na którego byłem mocno nakręcony. I mimo że technicznie była to bardzo poprawna gra, to jednak mega powtarzalna… Bronie niczym się nie różnią a przeciwnicy po kilku odpartych hordach przestają wywoływać jakieklowiek emocje.

Powrót do artykułu