Coś jak recenzja – Aliens: Colonial Marines

aihS dnia 22 marca, 2013 o 22:25    32 

Pudełka totalnych gniotów czy średniaków świecą tyloma logami polecających portali i czasopism, że jedynie mundury sowieckich weteranów wojennych mogą się z nimi równać. W tym samym czasie gry przeciętne, czy dobre, potrafią wylądować na końcu stawki pokutując za grzechy, które z samym produktem mogą mieć niewiele wspólnego.

Zapraszam na recenzję gry okrzykniętej kaszanką roku na długo przed pojawieniem się Strzelca: Duchowego Wojownika Dwa.

 

 

Aliens: Colonial Marines zakupiłem znając już zarzuty na niej ciążące. Znałem również treść mowy końcowej całego zespołu prokuratorskiego oraz wyrok składu sędziowskiego. Byłem także świadkiem dekapitacji poczynionej przez internetowego kata. Posiadałem tę wiedzę dnia 14 lutego czyli dwa dni po premierze najnowszej gry w świecie Obcego. W pełni świadom tych faktów, dałem na tacę 110 złotych w intencji nieszczęsnego straceńca. Dziś wiem, że kara dosięgła niewinnego, a pieniądze wydałem słusznie.

 

Prawie wszystkie recenzje, które czytałem łączy jedna rzecz – ostateczna ocena przeczy treści. Niedługo trzeba szukać by zidentyfikować powód tego stanu rzeczy. Recenzenci pogubili się totalnie. Pisali o grze wystawiając ocenę Gearbox i ich kampanii marketingowej. Całą tę szopkę można streścić krótkim zdaniem: “średnia gra, trochę błędów, taka sobie fabuła, kulawa SI, ludzie z Gearbox kłamali! 25/100”. Branżowa prasa ukarała więc grę za grzechy producenta. Doprawdy kuriozalna sytuacja, bo de facto największym poszkodowanym w tej sytuacji są gracze, a nie Sega czy Gearbox. Oni swoją kasę wzięli z preorderów. Miłośnicy rozrywki wieloosobowej będą cierpieć teraz za nich, ponieważ community gry zostało zabite zanim jeszcze rozwinęło skrzydła.

 

Wybaczcie przydługi wstęp, ale to musiało zostać powiedziane. Moim zdaniem większość ocen ma niewiele wspólnego z samą grą, koniec i kropka.

 

Powstanie Aliens: Colonial Marines

Pierwotnie Aliens: Colonial Marines miał wyjść w 2001 roku na konsolę PlayStation 2. Projekt został jednak z niewiadomych powodów zawieszony jeszcze przed premierą. Gra nie ujrzała światła dziennego. W 2006 roku Sega nabyła prawa do franczyzy Obcego. Do pracy przystąpiło studio Gearbox Software, a tytuł gry został ujawniony dopiero dwa lata później w roku 2008. Biorąc pod uwagę wypowiedzi byłego pracownika TimeGate (podwykonawcy,) trudno stwierdzić co tak naprawdę działo się między rokiem 2008 a 2013. Dopóki nie będzie mi dane skonfrontować tego z jakimś oficjalnym stanowiskiem Segi lub Gearbox zakładam, że prawda leży gdzieś po środku.

 

3.jpg

Historia

Historia, którą poznajemy w Alines: Colonial Marines jest bezpośrednią kontynuacją tej z drugiej części Obcego. Akcja rozpoczyna się 17 tygodni po filmie i rozgrywa się w dokładnie tym samym miejscu, czyli na USS Sulaco oraz w ruinach Hadley's Hope na LV-426. Między A:CM a fabułą Obcego 3 są pewne rozbieżności, ale z tego co zrozumiałem wersją wiążącą, kanoniczną, są wydarzenia mające miejsce w grze. O tym czy trzyma się to kupy wspomnę nieco dalej.

 

 

Elementy tragiczne

Sztuczna “inteligencja”

W przypadku najemników Weyland-Yutani ilość idiotycznych zachowań jest tak zatrważająca, że nie jestem pewien czy posiadają oni jakiekolwiek skrypty SI. Większość z nich działa na zasadzie: strzelaj, wylosuj kierunek ruchu, idź aż do kolizji, obróć się w stronę gracza, ponów. Brzmi śmiesznie, ale te irracjonalne zachowania stają się problemem dla gracza na wyższych poziomach trudności, gdzie jedna seria może zabić.

 

13.jpg

Jeżeli chodzi o ksenomorfy, sprawy wyglądają znacznie lepiej. Przez całą kampanię spotkałem tylko jednego Obcego z zamiłowaniem do “lizania szybki”. Warto zaznaczyć, że poziom trudności ma ogromny wpływ na prędkość oraz obieranie dróg przez naszych ogoniastych przyjaciół.

SI naszych towarzyszy nawet nie skomentuję. Napsuło mi zbyt wiele krwi.

 

Skrypty

Dobre skrypty nie są złe. Niestety w A:CM zdarzają się skrypty nieprzemyślane. Jeżeli gracz wyprzedzi akcję o parę kroków, to przeciwnik może zmaterializować się centralnie na plecach. To zdarzyło mi się parę razy, ale nie było uciążliwe, ponieważ dotyczyło frgamentów gry, które wielokrotnie powtarzałem przemieszczając się trasami, których nigdy bym nie obrał przy pierwszym podejściu.

 

Chodząca zbrojownia

Amunicji potrafi zabraknąć, co niezmiernie mnie cieszyło, gdyż służyło budowaniu poczucia grozy. Czar prysł gdzieś w połowie kampanii, gdy zorientowałem się, że nasz dzielny bohater nosi ze sobą wszystkie dziesięć podstawowych broni, a każda z nich dysponuje własnym zapasem pocisków. Nie rozumiem jaki cel przyświecał temu rozwiązaniu, tym bardziej, że z pistoletów można strzelać bez końca.

 

10.jpg

Game over man, game over!

Brak złośliwych tekstów pomiędzy żołnierzami, z którymi dane nam jest czasami przebywać. Kto pamięta cięte riposty Hudsona czy Vasquez, totalnie się na A:CM zawiedzie. Od razu na myśl nasuwa się demo z E3 i animacja, której próżno szukać w finalnej wersji gry. Dobre dialogi w klimacie filmowych Marines można policzyć na palcach jednej ręki. Totalnie zaprzepaszczona szansa, szkoda.

 

0.jpg

 

 

Elementy złe i dobre zarazem

Grafika

Spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Po grafice w grze o obcych spodziewam się przede wszystkim dobrego operowania światłem i cieniem. W A:CM jest to zrobione umiejętnie, a  brak wykorzystania dx10/11 nie specjalnie mi przeszkadza. Jasne mogłoby być lepiej, ale moim zdaniem niczego w tym aspekcie nie brakuje. Niektóre błędy i niskiej jakości tekstury można poprawić jednym patche,m więc nie robiłbym z tej gry jakiegoś paszkwila. Jest przyzwoicie, rok 2009 mniej więcej, bez szaleństw.

 

11.jpg

Klimat

Jak napisałem wyżej, operowanie światłem i cieniem wyszło dobrze, gdy dodamy do tego rewelacyjne efekty dźwiękowe, jest naprawdę dobrze. Gra jest pod tym względem nierówna, ale są momenty, gdzie uczucie grozy daje o sobie znać. Widać, że twórcy chcieli czerpać z Ósmego pasażera i w kilku miejscach się to udało. Zabrakło natomiast specyficznej atmosfery w relacjach z towarzyszami. Nie pomagają również fragmenty gry poświęcone głównie na walkę z Wey-Yu, są bezpłciowe i nie angażują gracza.

 

1.jpg

Postacie

Generalnie są mdłe. Tutaj mogłoby być znacznie lepiej. Główny bohater, nasz dowódca oraz jedna z postaci pod koniec kampanii ratują nieco sprawę. Niestety ta trójka to trochę za mało. Wepchnięty na siłę wątek tragicznej miłości dwojga z naszych towarzyszy jest chyba jednym z najgorszych i najbardziej irytujących elementów gry.

 

14.jpg

Ulepszanie broni

Dobrze, że jest, ale moim zdaniem powinno być zrealizowane na zasadzie prowizorek typu Pulse z miotaczem sklejonym taśmą przez Ripley. Widać, że arsenał został zrobiony z myślą o trybie wieloosobowym. Warto wspomnieć o legendarnych broniach z Obcego 2, które można przy odrobinie wysiłku znaleźć w trakcie grania kampanii. Shotgun Hicksa, Pulse Hudsona czy nawet Smartgun Vasquez to znakomite smaczki, a jednocześnie sensowna alternatywa dla standardowego wyposażenia.

 

9.jpg

Ostatnia walka

Wszyscy na nią narzekają i w sumie nie wiem dlaczego. Moim głównym odniesieniem były filmy, a nie gry i uważam, że walka opiera się na dobrym i jak najbardziej pasującym do sagi pomyśle. Być może wykonanie mogło być nieco lepsze. W momencie, gdy dotrze do nas co należy zrobić, to walka trwa jakieś dwie minuty.

 

16.jpg

Kooperacyjna kampania

Dobrze, że jest, ale mi co-op nie przypadł do gustu. Może przy kolejnym podejściu, gdzie nie będę szukał smaczków i rozglądał się godzinami się sprawdzi. Kampania z przyjaciółmi nie różni się niczym od singlowej, pozwala jedynie uniknąć problemów z tragicznym SI towarzyszy.

 

12.jpg

Rozgrywa wieloosobowa

Postanowiłem, że nie będę w tej recenzji skupiał się na multi, ale warto wymienić ten tryb rogrywki jako jeden z niezłych elementów. Nie grałem zbyt dużo, może z pięć godzin, ale po tym czasie wiem, że moje pierwsze wrażenia, które znalazły się w lajfszpilu Nitka były grubo przesadzone. Tak, tryb wieloosobowy ma wady i irytujące elementy dla zaczynających zabawę, ale po solidnej rozgrzewce, a w szczególności w towarzystwie znajomych, gra nabiera kolorów. Dwa najpoważniejsze zarzuty to po pierwsze brak dedykowanych serwerów, a po drugie bardzo mała liczba graczy.

 

 

Elementy pozytywne

Dzwięki, muzyka, voice acting

Fe-no-me-nal-na robota. Po ostatnim AvP miło usłyszeć oryginalne dźwięki broni. Muzyka w tle bardzo dobra, wstawki dźwiękowe mające budować napięcie oraz te towarzyszące np .przemykającemu cieniowi, świetne. Zdecydowanie najmocniejszy aspekt gry i ma ogromny wpływ na odbiór, bo jednak Obcy to światło, cień i dźwięk, a dopiero potem żrący kwas i odrywanie kończyn.

 

15.jpg

Brak HUDa na najtrudniejszym poziomie

Miła niespodzianka podbijająca klimat. Niestety gra była dla mnie za trudna, żeby przejść ją solo na Prawdziwym Twardzielu, ale chętnie pogram w ten sposób ze znajomymi. Zero informacji o amunicji, o życiu czy podpowiedzi z wykrywacza ruchu. Jedynie kompan może nas poinformować ile z grubsza jeszcze pożyjemy, ale też nie od ręki. Informacja o stanie towarzyszy pojawia się dopiero po chwili patrzenia na nich.

 

Fabuła

Nie jestem zagorzałym fanem Obcych, ale odświeżyłem sobie drugą i trzecią część odpowiednio przed i po ukończeniu kampanii i to pomogło mi wyłapać masę szczegółów, obok których normalnie przeszedłbym obojętnie. Moim zdaniem fabuła gry wpisuje się w drugą część znakomicie. Stanowi naturalne przedłużenie. Tak, jest tu parę rozbieżności, ale są na tyle udolnie wytłumaczone, że nie przeszkadzają w odbiorze. Ogólnie historię opowiedzianą w A:CM oceniam bardzo wysoko. Głównym tego powodem jest punkt odniesienia jaki sobie przyjąłem. Nie uważam, aby Obcy 2, a już tym bardziej Obcy 3 miały jakąś zapadającą w pamięć, ambitną fabułę. Szczerze powiedziawszy, część trzecia jest mierna, a druga to dla mnie jedynie bardzo dobry film akcji osadzony w niezwykle klimatycznym uniwersum Ósmego pasażera Nostromo. Nie zawiesiłem poprzeczki wysoko i nie zawiodłem się, a zakończenie gry uważam za lepsze od filmowych. Tak naprawdę to sama końcówka podbija moją ocenę o co najmniej jeden punkt. 

 

2.jpg

 

Z premedytacją nie podaję żadnych szczegółów. Zastanówcie się jak byście opisali fabułę Obcego 2 i dlaczego udałoby się to Wam w dwóch krótkich zdaniach 🙂 W grze jest fabularny zwrot i pojawia się w nim jeden z bohaterów z drugiej części. Nie jest on zły, ale biorąc pod uwagę ilość opcji kim ten ktoś może być, a także pewne szczegóły, jakie można zauważyć już na początku gry, to po konfrontacji z wydarzeniami z filmu byłem na 99% pewien co do tożsamości tej postaci. Nie jest to Hudson, Hudsona niestety zbójcy ogoniaści zjedli, game over.

 

8.jpg

 

Naprawdę nie rozumiem czego inni recenzenci się spodziewali i dlaczego uznali historię opowiedzianą w A:CM za słaby punkt. Można ponarzekać, że w paru miejscach gra trochę się ślimaczy i pewne sekwencje można było w ogóle wyciąć, ale nie są to kwestie wpływające bezpośrednio na treść, a jedynie jej prezentację.

 

Ocena

A:CM nie jest grą roku, to na pewno, ale nie zasłużył sobie na wiadro hejtu w internecie. Ocena, którą wystawiłem jest odbiciem tego jak dobrze się z tą grą bawiłem i nie ma nic wspólnego z obsuwą, którą zaliczył Gearbox. Według mnie jest to pozycja obowiązkowa dla fanów franczyzy z naciskiem na miłośników Obcego 2.

 

7/10

recenzja pisana na podstawie gry w wersji premierowej, bez patcha wydanego 18 marca 2013

Dodaj komentarz



32 myśli nt. „Coś jak recenzja – Aliens: Colonial Marines

    1. aihS Autor tekstu Webmajster

      @mokraTrawa

      To dobrze, to znaczy, że jesteś homo sapiens sapiens i korzystasz z tej papki w głowie 🙂 To nie jest tekst, który ma na celu hajpować [i]na łyso[/i] tylko zdać relację z rozgrywki i przekazać subiektywną ocenę tejże. Dla odmiany celem innych recenzji A:CM w internetach jest głównie przekazanie “nie kupuj”, “hejtuj Gearbox” itp.

  1. 34all

    ja odnośnie fabuły – napisałeś że dzieje się 17 tygodni po filmie i rozgrywa się w dokładnie tym samym miejscu…

    w filmie na końcu spada tam bomba atomowa i jest wybuch duży… ja tu widzę niemałą rozbieżność 😉 jakos to w fabule wyjaśnili ? (bomba nie trafiła? bomba nie zniszczyła wszystkiego ?)

  2. Beti

    [i]a po drugie bardzo mała liczba graczy.[/i]
    Cały weekend grałam w A:CM i było MNÓSTWO ludzi 🙂

    Nie wypowiem się na temat patcha, bo za wiele nie grałam przed jego wyjściem, ale Liber mówił, że jest dobrze.
    Ajs, skupił się na single. Ja niestety nie mogłam pograć w niego dłużej, ale i tak poczułam świetny alienowski klimat 🙂
    Za to skupiłam się na multi. Na początku chciało mi się płakać, bo w ogóle mi się nie podobał. Po dopasowaniu ustawień, czułości myszki (inna grając marine, inna grając xeno), po kilku meczykach stwierdzam, że multi jest bardzo fajny. To co można robić poszczególnymi alienami jest mega. I wcale szybko nie giną – chyba, że trafią na dobrego gracza, który uzbierał niezły arsenał.
    Trochę razi to, że jak marine spadnie z dużej wysokości, to nic mu się nie staje, nawet najmniejszego ubytku życia nie ma.
    Muszę przyzwyczaić się do sterowania xeno i będzie dobrze 🙂 a także do powolnego chodu człowieka.

    Cieszę się, że Ajs napisał ten tekst, bo A:CM naprawdę nie jest zła. Wystarczy poświęcić grze więcej uwagi, a będzie dobrze. Ja z każdą koleją rywalizacją coraz bardziej ją lubię.

    1. aihS Autor tekstu Webmajster

      @Beti

      500 osób online dla pozycji AAA to nie mnóstwo. Być może faktycznie w patchu poprawili system matchmakingu i teraz gry w multi wchodza gładko.

      To jak miękkie są alieny zależy od trybu rozgrywki. Zwykły shotgun ulepszony na maxa ma tendencje do onehitowania wszystkiego. Poziom doświadczenia marines nie powinien być powiązany z tym nabytym w kampanii i wszystko działało by o niebo lepiej.

Powrót do artykułu