Call Of Juarez Gunslinger – recenzja z wkładką

Nitek dnia 24 maja, 2013 o 18:27    15 

Pif Paf! Patataj, wiśta wio,prrrr, ihaaaa

Dziki Zachód

Dla tych co filmik obejrzeli bądź nie, powtórzę się, setny raz. Call Of Juarez Gunslinger po nieudanej części Cartel wraca do korzeni serii i serwuje nam kolejne westernowe strzelanie. Z większym przymrużeniem oka niż dotychczas, albo takie mi się wydaję, gdyż poprzednie części znam pobieżnie, a pierwszej nie pamiętam i jedyne co wiem to że w nią grałem i że miała strasznie dziwnie oteksturowaną górę na która gdzieś tam się wspinaliśmy. Nie znam dokładnie meandrów i powiązań rodzinnych jakie były wałkowanie od zarania dziejów CoJ, ale Silas, główny bohater tej opowieści i łowca nagród w jednym, chyba nie jest spokrewniony z resztą bohaterów którymi strzelać nam przyszło w poprzedniczkach. W sumie czy to takie ważne? Ani trochę. Silas siedzi w knajpce i sępiąc whisky za friko snuje opowieści o tym kogo jak i dlaczego posłał 2 metry pod ziemie podczas swojego bez wątpienia ekscytującego stażu.

 

CoJGunslinger_2013_05_23_16_40_43_252.jpg

 

Tak jak jego opowieści, taka i cała gra. Może ekscytujące to niedobre słowo, ale na pewno miodna. Strzelanie bowiem to esencja strzelania samego w sobie. Fanatycy symulacji będą zawiedzeni, bowiem CoJ arcade’owym stylem grubo jest smarowany. Nie będziecie obliczać trajektorii lotu pocisków, nie będziecie zastanawiać się czy dobór ekwipunku nie spowolni Was za nadto. O nie, nie. Będziecie siedzieć przygryzając dolną wargę, z szybkim biciem serca, niczym najszybsze palce na zachodzie, klikać lewym pośladkiem myszy dając tym samym robotę grabarzom z okolicznych miejscowości, powiatów i gmin… oh wait. Co najważniejsze, będziecie się przy tym dobrze bawić.

 

CoJGunslinger_2013_05_23_17_10_48_298.jpg

 

Za malownicze rozsmarowywanie przeciwników po elementach otoczenia dostaje się punkty doświadczenia, które upychamy w trzy drzewka zdolności, których nijak nie da się zmasterować przy pierwszym przechodzeniu. Nie martwcie się jednak. Jest New Game+, są dwa zakończenia, jest też tryb arcade, gdzie łącząc zabijanych w łańcuszek kombinacji ścigamy się z internetem o jak najwyższe miejsce w tabelce. Jest także tryb pojedynków, który z radością odpalicie w samo południe, tudzież o innej porze, a grabarz będzie mógł przekonać się czy na oko dobrze tą trumną przed sklepem wymierzył. Do tego dochodzą seksowne (wybaczcie, chodzi za mną to słowo i musiałem je gdzieś upchnąć) znajdźki w postaci Okruchów Prawdy, które to zawierają prawdziwe historie z Dzikiego Zachodu, sylwetki bandziorów, opisy miejscówek, generalnie świetna sprawa. Uderzając w moją ciekawość te sekrety trafiły we mnie bardziej, budząc psa na znajdźki, niż pierdylion obsrajdachów z GTA. Muszę też przestrzec, że choć mimo tego że przeciwnicy są niczym niedoszkolone małpki bojowe, które inteligencję mają na poziomie morza, stoją jak kołki i udają drzwi między framugami, albo maskują się między niczym i są widoczni niczym płachta dla byka, czasem jednak zdarza im się szarżować w Waszą stronę, a czasem robią Pif Paf zza osłony, tak nie da się tego zauważyć, bo jest iście dynamicznie i z taką prędkością wszyscy dotykają plecami ziemi. Szybciej niż kobieta kładzie makijaż.

 

CoJGunslinger_2013_05_24_09_33_52_966.jpg

 

Naparzając do wszystkiego co się rusza, choć możecie też postrzelać do dyniek, puszek czy też butelek, bo to też daje doświadczenie, można odpalić zwolnienie czasu, ku większej masakrze, refleksowi i w ogóle ku chwale ojczyzny. Wrogowie podświetleni są wtedy na czerwono, krew tryska z każdego piksela na ekranie, a Wy cieszyć się z tego wszystkiego będziecie niczym użytkownik serwisu randkowego po otrzymaniu pierwszej wiadomości od płci zainteresowanej. Jakkolwiek. Dodatkowo w mechanizm strzelania wpleciono coś w rodzaju ostatniej szansy, nie wiem czy było to wcześniej, który to element nie raz uratuje Was od za częstego oglądania napisu Nie Żyjesz, a i tak będziecie oglądać go często. Mianowicie kiedy będziecie mieli napełniony pełny wskaźnik tego ficzera, w momencie kiedy zbir posyłać w Waszą stronę będzie zdawałoby się śmiertelną kulkę, czas zwolni niczym w Matrixie a Wy będziecie mogli odchylić się w lewo, czy też w prawo, unikając spotkania z kulka, a w następstwie kostuchą. I napisu nie żyjesz, to ważne by go unikać, legendy głoszą że wywołuje frustracje.

 

2013_05_23_00021.jpg

 

Całość napędzana jest Chrome Engine 5 z lekką nutką dekadencji w postaci, zdaje się, cell shadingu i wygląda to el fantastico! Poważnie. Nie wiem czemu patenty jak boskie promienie, te słoneczne, tu funkcjonują należycie, a w Dead Island: Riptide słońce potrafi świecić z lewej strony, a promienie padać z prawej. De fuk. Muzyka przygrywa wtedy kiedy trzeba i jest taka jak być powinna. Garść monet za świetne voiceovery i trzy zdrowaśki za to, że nikomu nie przyszło do głowy spolszczać mowy, a jedynie napisy, które trzymają się kupy i żadnych baboli wyłapać się nie da. Co byłoby nie halo w tym przypadku, heloł. Poziomy są urozmaicone, choć niektóre kawałki map powtarzają się, jednakże znajdziecie tu wszystko co szanujący się western mieć powinien. W mojej bezspoilerowej polityce szerzenia treści powiem Wam na temat tylko tyle – sprawdźcie sami. Z dynamicznością czegoś co jest bardzo dynamiczne zmierzamy do kolejnego elementu Gunslingera, mianowicie narracji za którą, jak powiedziałem i powtórzę, brawa dla Techlandu. Nie orientuję się czy to całkowita zrzynka z narratora Bastion, bo grałem w niego godzinkę, ale z tego co wiem, działa to podobnie i czasami Silas i towarzystwo na bieżąco kształtują rzeczywistość, a także grymas srogiego ‘o co kurna chodzi’ na naszej twarzy. I za to piątka z przytupem. hopsa!

 

2013_05_23_00025.jpg

 

Nie zapominajmy też o mniej dynamicznej części jaką niewątpliwie są pojedynki jeden na jeden. Jak łatwo można ogarnąć stajemy naprzeciw delikwenta z przedwczesnym życzeniem śmierci i naszym celem jest wysyłka go przed oblicze św. Piotra. Pamiętam pojedynki z Red Dead Redemption, gdzie lewym analogiem odchylaliśmy ręke do tyłu, by szarpnięciem do przodu wyciągnąć sześciu śmiałków w komorach chętnych do posłania naszego adwersarza do krainy wiecznych łowów. Tutaj powiedzmy jest podobnie. Myszką skupiamy celownik na panu z drugiej strony lufy, a klawiszami A i D sterujemy ręką koło pistoletu podnosząc tym samym szybkość wyciągnięcia giwery. Brzmi ciężko i takie jest w istocie, nie raz w późniejszych etapach nie ogarniałem i czytałem niezliczoną ilość razy 'nie żyjesz' na ekranie. Uprzedzając zapytania, tak, na padzie pojedynki wypadają lepiej, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie jak mogłyby być zrealizowane na klawiaturze inaczej. Nie jest źle, jest trudno. To dobrze, c'nie?

 

2013_05_23_00023.jpg

 

Jak na grę w cenie jednego ostrzejszego wieczoru w towarzystwie ciężkich trunków, Call Of Juarez Gunslinger robi doskonale to co do niego należy. Niesie sprawiedliwość, śmierć, wyrównanie rachunków za prąd, a przede wszystkim pokłady miodności. Tak duże, że podstawienie wiadra w okolicy monitora poskutkuje otwarciem Waszej własnej pasieki. Wygłodzonym nieskrępowanego naparzania w zbitki ruchomych poligonów nie można tej produkcji nie polecić, a wszelkie smutasy powinny chociaż poniuchać humor skrzętnie upchany w linie dialogowe. Zabawa gwarantowana, dobra, tania, a w dodatku polska.

*turlu, turlu, Biegacz Stepowy

 

puking.jpg

 

Na koniec obiecana wkładka. Gameplay z audiobookiem i być może streszczeniem powyższego w formie paszczowej. Zobaczycie tam dużo dobra, fikołki narracyjne i polowanie na Daltonów, a przede wszystkim dużo strzelania. Wspominałem, że w Gunslingerze strzelania jest moc? To dobry moment.

 

Dodaj komentarz



15 myśli nt. „Call Of Juarez Gunslinger – recenzja z wkładką

  1. Goblin_Wizard

    Musze powiedzieć, że obrazek z rzyganiem tęczą wpasowany idealnie w moment i moje odczucia co do tego tekstu. Gdybym nie wiedział.. to bym w ciemno postawił na to, że to artykuł sponsorowany. Nie chodzi mi o to, że to zły tekst. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze się czytało ale ilość pochwał sypiających się z każdego zdania jest tak nieprzyzwoita, że zabrakło już chyba tylko opcji “fap. fap, fap” na końcu.;)
    btw Nie napisałeś nic o swoich pobratymcach koniach, a przecież na dzikim zachodzie są tak samo ważne jak broń czy gwiazda szeryfa.:p

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Goblin_Wizard

      wniosek prosty – nie napisałem, bo nie ma co. Konie występują jedynie na obrazkach. Nie ma nawet psów. Podejrzewam, że tamtejszy zachód zna ja tylko stamtąd, coś jak mieszkańcy wielkich miast znający krowy tylko z McDonalda.
      no dobra, pamiętam jednego. stał taki bez wyrazu zaparkowany przy skarpie wraz z powozem.

  2. teekay

    Spoko recka, miło i lekko się czytało, przy okazji widać, że gra sprawia Ci wiele frajdy, co chyba przy takim tytule jest najważniejsze. Gdybym miał się odnieść do samej treści, to porównanie do Bastionu chyba jednak trochę średnio trafione, bo tam narrator komentował to co robiliśmy w świecie, a nie przepowiadał tego co zaraz zrobimy. Niby niewielka różnica, ale jednak poziom zajebistości na zupełnie innym poziomie. 🙂
    Aha, nie wiem czy to coś u mnie ale od ok 10:30 min filmiku jest czarny obraz i jest tylko dźwięk. 🙁

  3. maladict

    Nie wiem czy ktoś to jeszcze przeczyta, ale właśnie spotkałem się z kumplem, który zachwycał się grą z uwagi na narrację właśnie. Jeżeli komuś mówi cokolwiek nazwa ‘papierowego’ RPG Przygody Barona Munchausena, to jest to najlepsze odniesienie.

Powrót do artykułu