Call of Duty Modern Warfare Remastered – nostalgiczny trip

Nitek dnia 14 października, 2016 o 10:48    23 

Nie rozumiem zabiegu Activision z wpychaniem na siłę Infinite Warfare po to, by użytkownik zaopatrzył się w Modern Warfare Remastered. Nie rozumiem, bo efekt pracy studia Raven nad odświeżeniem uwielbianego przez wszystkich pierwszego spotkania z Kapitanem Pricem, nawet bez multi, dałoby im jeszcze więcej pieniążków sprzedawane osobno.

Wiadomo, że wtedy być może liczba pesos za full sci-fi odsłonę coroczniaka nie będzie tak obfita jak zeszłoroczne plony (hej, nikt się nimi nie chwali już, jak kiedyś, nie? A padały rekordy), ale i to nie jest pewne. Tak jak nie do końca było wiadome czy odgrzewane danie w wydaniu Activision zagra.

Zagrało.

Ochoczo zabrałem się za odgrywanie nostalgiczne nuty kampanii, tej ostatniej dobrej, jak mówi wielu. Kwestia sporna, bo przecież tuż po Modern Warfare pojawiły się także Black Opsy, jednak jak wszyscy wiemy, to pewne sceny MW właśnie do dzisiaj są tymi naj i jak tak pomyślę to z kolejnych CODów i tak najbardziej utkwiło mi w pamięci AC-130 i Prypeć. I pies, ale to przemilczmy. W kwestii realizacji misji, zabiegów narracyjnych czy linii dialogowych nic nie tknięto. Wszystko jest takie, jakim zostawiliśmy 9 lat temu oglądając napisy końcowe w zadumce, że ale jak to koniec, tak szybko? I jak słusznie zauważono na czacie, bo ogrywałem rzecz na streamie, to stary COD, a jednak najbardziej aktualny jeśli chodzi o rozgrywane zdarzenia. Jakkolwiek to nie brzmi w odniesieniu do tej marki.

MWR (1)No, ale dobra, pieści te oczy po dziewięciu latach bywania we wspomnieniach? Pieści. Ekipa z Raven solidnie odświeżyła wszelkie lokacje i raczej nie folgowała zbytnio z konstrukcją poszczególnych map, oddając graczom do rąk to, co tak polubili. Dobrze, bo w sumie czemu miałoby być inaczej. Dołożono wiele fikuśnych efektów, poprawiono wszelkie inne faerwerki z podmianką modeli wszystkiego na bardziej szczegółowe. Nie, nie ma destrukcji otoczenia, choć srogo się zdziwiłem na składane domki w misji z AC-130, ale nie wziąłem tabletki na pamięć to mogło mi się coś pomerdać. Szczerze mówiąc, okazało się, że po sławetnej Prypeci mam czarną dziurę i nie pamiętałem niczego. Akcji z cosplayowaniem zielonych ludzików na stacji benzynowej, spotkania z amerykańskimi chewbaccami snajperami przed silosami, no nic. Nostalgia ustąpiła miejsce doświadczaniu na nowo, ale nie szkodzi, bo końcówka nadal robi, włączając w to zakończenie, które zapamiętałem inaczej. !!SPOILER!! No bo jak? Ktoś tam przeżył? !!SPOILER!!

Tekstury podmieniono właściwie wszystkie. Rewitalizacji doczekała się nawet flora. Poprawiono oświetlenie i grę cieni, co robi pozytywne wrażenie. Nie tknięto przy tym wszystkim inteligencji przeciwników, a raczej inteligencji, bo ci nadal przejawiają zachowania dojrzałej pyry wystawiając swoje końcówki zza osłon bez jakichś wyraźnych manewrów flankujących czy ogólnie dywersyfikujących ich zachowanie. Tu zresztą wyłazi wiek Modern Warfare w całej okazałości, bo jakkolwiek nie liniowa to zabawa, ze skryptami, triggerami kolejnych partii przeciwników, tak często przypomina strzelnice z tutoriala, gdzie cele co jakiś czas pokazują się zza winkla tego czy tamtego. Co nie zmienia faktu, że kosi się ich przyjemnie.

MWR (2)Odniosłem wrażenie, że gmerano przy poziomach trudności, bo na potrzeby streamu, siekałem na normalu. Wiecie, płynność zabawy odpowiednia, bez zbędnych przestojów i powtórek (i tak zginąłem dwa razy w tutorialu chcąc się zawrócić i zejść po drabinie), ale całość można było przejść z palcem w nosie. Poza drabiną przez cała grę zginąłem najwięcej od kolby w zęby zza winkla, aniżeli od kul przeciwnika, które albo charakteryzowały się celnością laserów szturmowców Imperium, albo ci nie byli mną zainteresowani strzelając do moich ziomków, nieśmiertelnych botów Price i Gaz. Także no, normal ssie.

Wisienką na torcie jest odświeżona warstwa dźwiękowa, włącznie z podmienionymi dźwiękami niektórych giwer. Już w oryginale był kisiel na realizacje warstwy audio, tak w remasterze wszystko jest bardziej wyraziste, mięsiste i ogólnie brzmi wszystko niesamowicie soczyście, a dźwięk odbijanych od powierzchni granatów nadal przyprawia o dreszcze. Momentami bardziej zachwycała ścieżka dźwiękowa, niż to co me oczy widziały. Wyborne, kurna, serio piszczałem z zachwytu przy każdej wymianie ognia, tudzież przemykaniem na kuczupkach pomiędzy przeciwnikami.

MWR (4)Kłuje w oczy ragdoll AD 2007, bo niestety w tej kwestii niewiele zmieniono. Zdarza się więc, że wiele takich samych modeli jednocześnie składa się do ziemi w identyczny sposób, czasem ktoś przeleci przez schody, a czasem włoży głowę w ścianę, ku uciesze gawiedzi. Mogło być lepiej. Podobnie ma się to do samej zabawy, która momentami trąciła myszką i trochę przynudzała, acz kwestia gustu i pewnie dobrych wspomnień, ale samo strzelanie się w momentach, kiedy gra dosłownie wyrzyguje kolejnych przeciwników było takie se. Nawet odpieranie fal przeciwników w Prypeci w mojej głowie wywołało konsternację, bo podobną scenę MOH Warfighter wydaje się realizować lepiej. bardziej epicko. Trochę gdzieniegdzie CODowi rura jednak zmiękła.

Niemniej jednak bawiłem się z kampanią wyśmienicie. Co prawda nie niesie już tego samego ładunku emocjonalnego, ni zaskoczeń, bo ani nie jestem młodszy, a i zaorałem tych CODów do dzisiaj wiele (osiem kolejnych, OSIEM). Niemniej jednak warto było wskoczyć na te dwa wieczory (tak, jestem stary, że musiałem to podzielić na dwa posiedzenia, wyobrażacie sobie?) do tej samej rzeki i popłynąć z nurtem i przypomnieć sobie, że drzewiej w Prypeci trawa była ruda, a skrypty bywały fajne i nikomu to nie przeszkadzało.

Jak wyjdzie do tego multi, jak nic będę musiał zniknąć na tydzień. Ewentualnie siedem. Czekam.

Podesłał wydawca.

Ogrywałem na PS4, gra zawiera napisy polskie, są w porządku.

Pełny raport analizy Remastera, czy też bardziej remake’a, znajdziecie tu > Digital Foundry.

Dodaj komentarz



23 myśli nt. „Call of Duty Modern Warfare Remastered – nostalgiczny trip

              1. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @Epipodiusz

                Lubiłem najbardziej Chinatown! Bo to reskin Carnetan z COD 2 😀

                Było oczywiście wiele innych i wspólczesne klimaty robiły mocno. Najmniej preferowałem bitki na tym statku. Straszny kocioł, przy którym nawet moje ADHD wymiękało.

                Na Crossfire zaś lubiłem biegać środkiem mapy, żeby ujawniać campy pochowane po bocznych budynkach. I te partyjki do 3 nad ranem ;D

  1. Zebulah

    To chyba dobry moment żeby zabrać się w końcu za wersję pierwotną.
    W 2007 ograłem demo, podobało mi się, ale gra zginęła wśród natłoku innych bo to dobry rok był.
    Chyba dopiero w 2014 czy 2015 kupiłem pełniaka bo było -75% i do teraz leży nieruszony.

  2. Stah-o

    Filmik, ten ostatni, nie sprzęgli. Pojawia się na środku kółeczko z głową kunia a dookoła jedna kreseczka goni drugą kreseczkę i tak się gonią i gonią. Są też momenty, że ta goniąca kreseczka łapie tę gonioną kreseczkę i biegną razem, ale niewiele to daje bo wideła jak nie było tak ni ma.

Powrót do artykułu