Call of Duty Black Ops 3 – recenzja z przyszłości

Nitek dnia 23 listopada, 2015 o 12:21    40 

Patrząc wstecz, bez problemu można powiedzieć, że od dłuższego czasu, Call of Duty jest swego rodzaju gamingowym fast foodem. Szybciej odinstalujesz nim poczujesz smak. BlOps 3 zaś to pełna uczta, po której wchłonięciu znajomi muszą odprowadzać do domu.

Singiel nie dla samotników

To znaczy w pojedynkę też można pograć, jak najbardziej. Tylko tak samo jak na randkę samemu nie wypada iść samemu, tak w BlOpsach ciężko nie skorzystać z możliwości przejścia kampanii ze znajomymi. A można. Zbiorowa frajda dla maks czterech osób zaserwuje Wam niezły wygrzew. W ogóle, W KAMPANII. Nie da tego nawet matka, co kampania CODa i Wasza sąsiadka. A ta, kampania, nie sąsiadka, posmarowana jest zmianami tu i tam.

Niestety fani poprzednich odsłon serii od Treyarch będą zawiedzeni. Nie ma tu Masona, ani reszty ekipy, co jest samo w sobie słabe, ale patrząc na rozrzut czasowy między odsłonami, zrozumiałe. 40 lat robi swoje, a choć wojna się nie zmienia, stare wygi potrzebują odpoczynku. Nie ma specjalnie ciągłośc zdarzeń, ani jakichś odwołań fabularnych, między tym, co oferowała część poprzednia bądź wcześniejsza, więc osoby, które przegapiły kampanię Opsów drugich, nie mają się czego obawiać. To dobry zabieg dla świeżynek, choć postaci występujące tym razem są mniej wyraziste i jako tako nie zapadają w pamięć. Może poza osobą Taylora i Hendricksa, ale i tak nie wywołają aż takiej fascynacji jak Reznov czy Price. Co nie znaczy, że nie jest ciekawie, ale nie spodziewajcie się kumpelstwa z bohaterami ostatniej akcji. Nic ponad normę.

3

Pierwsza misja to mokry sen Micheala Bay’a, podczas której lekko jeden piksel nie wybucha i nie etapuje zbytnio żadną poświatą. Cała reszta skazana jest na spopielenie, a to jak zwykle cieszy. Wszędobylska rozpierducha przestawi Wam tupecik i wywinie skarpety na drugą stronę. Z czasem kampania skręca w wiele dziwnych rejonów, bo działając mocno z przyszłością Treyarch chwilami popłynął fest mocno. Nie dziwota, skoro w odległych czasach ludzie opanowlai technologię na tyle, że wszelkie ataki z powietrza należy między bajki włożyć, a zamiast tego wszelkie operacje są w rękach pojedynczych wojaków, o mocno zaawansowanych o implantach wszczepionych w miejscach o których publicznie się nie mówi. Biorąc pod uwagę i uszanowanie polityki wolnej od spojlerów, wiedzcie, że momentami ciężko nadążyć, nie tyle za tym co dzieje się na ekranie, a wartkiej akcji jest mnóstwo, ale za wywijasami fabularnymi kręcaćych się wokół wyświechtanych schematów Jest trochę zemsty, jest znaczna ilość cybernetyki, jest podszycie Ghost in The Shell. Segmenty bez których COD widocznie obejść się nie zostały pominięte. Mowa o sławetnych momentach z wieżyczką, gdzie przeprawa na szynach jeszcze bardziej przypomina drift w wagoniku z doczepionym czymkolwiek co strzela. Niczym w przejażdżce kolejką górską momentami narracja zwalnia i nieco siada, a nawet  robi się mocno przegadanie, choć nie odczytywałbym tego za minus. To coś, można rzec, odmiennego. Gadanie w Call of Duty, co tu się wyprawia, acz z drugiej strony, Spacey coś tam już próbował.

Konserwatystów fpsów uspokajam. Niby są odrzutowe gacie, ale nie korzysta się z nich jakoś bardzo podczas kampanii fabularnej. Zamiast tego, postawiono na cyber rdzenie. To odpowiednik perków z multi. Porozmieszczane są w kilku drzewkach skilli, które możemy dowolnie ulepszać za zdobywane w trakcie przeprawy punkty doświadczenia. Jest tego sporo, bo drzewka są trzy, po siedem dwupoziomowych zdolności każde. Cudaczne skille, nie występujące w innych trybach, bo i muchami podpalającymi rzucimy w przeciwnika i ciśniemy go z bara, albo przyfandzolimy w posadzkę bujając kandelabrami i motając adwersarzy na wszystkie strony. Sprawdźcie sami. Lejący się na naszą postać to nie jedyne zapożyczenie z potyczek siecioowych, albowiem zupełnie jak tam, w trybie single także dobieramy i gmeramy dowolnie w naszym ekwipunku. Patent znany i lubiany, choć i tak skończyłem całość na pistolet. Znaczy z podstawową pukawką, którą masteruję w multi. Mało tego, możemy wybrać czy gramy babeczką, czy gościem, wybrać facjatę, ubrać ich w odmienne fatałaszki, które też odblokowujemy, ło panie. Głowa mała ile tego tu upchano, a sama kampania, choż składająca się z zaledwie dziesięciu misji, oferuje sycącą zabawę, a żeby było zabawniej, relatywnie długą. Masz konsolę? Split screen na dwa pady.

2

 Nie nastawiajcie się na rewolucję w skostniałym światku singlowych strzelanek, nie do końca, ale ewidentnie czuć tu Wunderbaum, które ktoś zawiesił w okolicy, bo poszczególne mapki  robią dobrą robotę w dozowaniu doznań, a przy tym wystrój plansz zmienia się jak w kalejdoskopie. Zatopione doki, opuszczone kombinaty zdezelowane tajemniczą eksplozją, która zmiotła trzysta tysięcy istnień ludzkich ma większy feeling post apo niż Fallout 4. Innym razem grasujemy w jakichś wieżowcach, zaraz potem pędzimy ciasnymi uliczkami, CO TU SIĘ DZIEJE?! Wypada to fachowo, choć czasem zbyt mocno odczuwalne jest, że lecimy korytarzami przeplatanymi otwartymi arenami na których siekamy duże ilości botów naraz.. Nie grzeszą może IQ Dody nadrabiają za to ilością. A jak już na scenę wjeżdżają potężne jednostki mechaniczne robi się całkiem niezłe Binary Domain. I nie, fakt ten nie odrzuca jak w przypadku innych shooterów, gdzie umieszczenie innego typu przeciwników generuje mocny dysonans. Cześć, Far Cry. Jest w pytę, a jednocześnie nie ma fest bzdur jak choćby pamiętna szarża konna na dwulufowy czołg.

Wychodzi na to, że kampania jest bombastyczna i nie ma się do czego przyczepić. Chciałoby się więcej opcji rozgrywki, większej ilości dróg. Można by pokusić się o w końcu lepszą inteligencję, bo nadal największym przeciwnikiem jest ponadprzeciętna celność i nasza podatność na wystrzały. Za to graficznie jest mocno przyjemnie. Nie tylko kompozycyjnie na poszczególnych poziomach, ale całe BlOps 3 technicznie stoi wysoko. Co prawda na PS4 działa w dynamicznej rozdzielczości, zmieniającej się w zależności od natłoku akcji, tak nie zauważyłem większych chrupnięć. Co innego pecety, które borykają się z miałką optymalizacją, a zatem radziłbym poczekać na dorodny pacz tej wersji przed ewentualnym zakupem. Zdarzyła się gdzieś po drodze swoista rewolucja, bowiem nasze postacie mają widoczne nogi, o tak. Do tego dynamiczne cienie robią swoje. Nie tyle przeciwników co nasz własny, przez co gra jest bardziej plastyczna. Pewnie, patent wykorzystywany był tu i ówdzie, jednak mniej niż bardziej, co czyni go wartym odnotowania. Zawsze. Okazyjnie coś gdzieś odpadnie, fasada budynku, coś się posypie i jasne, kwestia skryptów, nie żadne przereklamowane levolution, ale zawsze dobrze się patrzy, czego efekt psują tylko wysmarowane klejem owocem leżące na targu, niewrażliwe na atomówki. No, ale kiedy przypadkiem coś ustrzelicie, dwumetrowe sople lodu szatkujące pancerz przeciwnika, radości nie będzie końca. Skrypty jak zwykle gniotą, choć jak zwykle należy do nich podejść z otwartością umysłu i podjarą mjłodzieniaszka grającego w grę. Dźwięk mam wrażenie, że leci z tej samej taśmy co zawsze. Można by wyjść ponad wyświechtany standard prowadzenia rozgrywki dwunastoletniej już serii, ale być może za trzy lata się doczekamy, być może.

Nadal piszę o kampanii dla singla w Call of Duty? Whoa.

12240205_10154347780458574_7349137080217994279_o

Hardcore Team Deathmatch

Z czystym sumieniem przyznaję, że więcej w multi CODa do szczęścia nie potrzebuję.

Multi to jak zwykle inna para kaloszy. Inne, stare-nowe zasady i morze zawartości ciut pokrywające się z tym, co mamy w singlu. Sadzić hedziki przyjdzie Wam na dwunastu mocno odmiennych mapach, wciąż ciasnych, o zróżnicowanych miejscówkach do których wiedzie więcej niż jedna ścieżka. Dopiero tutaj wertykalność i cudaczne bieganie po ścianach daje się we znaki, ale co ciekawe, nie jest rzeczą obligatoryjną. Wszystkie mapy mają miejsca, gdzie można spożytkować nowe funkcjonalności, ale i bez tego można brylować na salonach. Co prawda nic nie równa się z biegiem przez większość planszy po skrzętnie rozmieszczonych, niczym w Tonym Hawku, ścianach i sypaniu ołowiem. Czym jednak skorupka za młodu… Osobiście uwielbiam użytkować nowość w serii, wodę. Nurzać się niczym ropucha prawilności w okolicznych bajorkach, małych rzeczkach czy basenie po rekinach. Szybki wyskok, przycupnięcie na kamieniu, tratatata i to zdziwienie na twarzy przeciwnika. Awwww yea. Fajowska sprawa.

 Zabawa w multi BlOps 3 jest dokładnie taka, jak dało się odczuć podczas zorganizowanej wcześniej bety. Wolniejsza względem Advanced Warfare, a sama mobilność jest inaczej zorganizowana, co nie wyklucza dynamizmu pędzącej ciufy z prędkością 77 mil na godzinę. Mapy mają mniej miejsc otwartych z każdej strony, przez co trochę łatwiej się odnaleźć, więc bakcyl na strzelanie złapie każdy kto zajrzy, raczej, a jednocześnie nie jest to stricte casualowa sprawa. Wszystkie teatry zdarzeń oferują inny klimat i nie są żywcem wyciągnięte z singla. Poza jedną. Jest grasowanie po dachach wieżowców, willa z okalającymi ją terenami, stacja metra, leśna arena, przywodząca na myśl Endor, z obowiązkową opuszczoną chatką w samym środku. Zadna z nich nie jest słaba, brawo. Infection gra w znajome nostalgiczne nuty, z lekkim twistem rodem z Incepcji, wiejskie Fringe to istny plac zabaw ze skrzętnie porozmieszczanymi powierzchniami płaskimi, a Evac mam wrażenie jest prztyczkiem w nos Titanfalla, bo wygląda jak tamtejsze mapki.

8

Do naszej dyspozycji oddano szafę uzbrojenia, której nie powstydziłby się Schwarzenegger w Commando. Są perki i wszelkie, trochę przynudzające już, killstreaki. To te dziwne rzeczy latające po mapkach, jakieś czopery, wybuchające kulki z ostrzami, zrzuty rakiet, skrzynki, więcej tego niż w Lidlu towaru na promocjach. Pukawki są otwarte na pimpowanie, możecie je podmalować, poodkręcać śrubki, dołożyć gadżety, by wreszcie wyłączyć menusy i wysłać sweet focię rzygaczki ołowiu na fejsa. Masa wyzwań dająca kolejne kamuflaże dla karabinów i całej reszty, jest co robić i co maksować. Można rzec, standardowo, ale jednocześnie, bardzo dużo. Styka.

Zupełnie nową sprawą są specjaliści, których wybieramy według uznania. Jest ich dziewięciu, każdy z dwoma, właściwymi tylko dla niego, zdolnościami – bronią specjalną i specjalnym drygiem. Mało tego. Im więcej gracie poszczególnym specjalistą/klasą, tym więcej różnorodnych upiększaczy wyglądu odblokowujecie dla niej. I tak, mój ulubieniec, Ruin, nie przypomina już tego samego brodacza, którym rozpoczynałem zabawę. Obecnie ma aparycje największego mofo na dzielni, który niejedno masło pożarł, a przy tym geny podarowały mu  brodę Niedźwiedzia z Osiedla Swoboda. Fatałaszków jest trochę, dzięki czemu pole walki nigdy nie jest jednolite. Czasem jest jak z kolorowanki, takie te kamuflarze wypindrozne kolorkami. Wszelkie zdolności przypisane do plejady barwnych postaci, muszą się podładować, by mogły być wykorzystane. Ruin zaś operuje kolcami graitwacyjnymi, które wbite w ziemię powodują falę uderzeniową bijąc nawet przez przeszkody. W obwodzie ma też dopalacze zwiększające prędkość poruszania się, w sam raz dla nosicieli multi ADHD jak ja. Dlatego tak bardzo go lubię. No i broda, nie? Ale to mój faworyt. Ktoś inny zdecyduje się na Reapera, robota dysponującego Kosą, podręcznym mini gunem, bądź zdolność klonowania, podczas gdy komu innemu wpadnie w oko Outrider, babeczka dzierżąca łuk i potrafiąca wyczuć i oznaczyć czyhającego w pobliżu przeciwnika. Bez glutenu, dla każdego coś.

Black-Ops-3_Specialist-Ruin

Co jeśli nie HC TDM? Z dwunastoma mapami sparowane jest dwanaście trybów plus kilka wariacji tychże w wersji HC, hardkorowej, one shot one kill, bez HUDa i powiadomień, personal fav. Nie uświadczycie tu nic ponad to, czym seria częstuje nas od dłuższego czasu i sam mam wątpliwość czy tyle trybów jest potrzebne, choć co ja wiem, skoro nosa poza HC TDM nie wyściubiam. Jeśli jednak już to ponownie zagracie w Kill confirmed, gdzie po śmierci należy zebrać dog tagi przeciwnika chyba, że uprzedzi Was ktoś z jego drużyny, wtedy kill jest unieważniony. W Uplinku ponownie przyjdzie nam nosić piłkę do bramki, stosując zaawansowane techniki trollowania podając ją przeciwnikowi i stosując wyraźniejsze środki przekazu. Jest search and destroy, jest i gun game, gdzie oramy wszystkim po kolei, dla każdego coś miłego. Tylko HC TDM!

W grach niestandardowych utworzycie własną rozgrywkę, bo serwerów dedykowanych jak nie było, tak nie ma, nie na konsoli przynajmniej. Obecnie do wypróbowania dostępne są areny, seria gier w różnych trybach, potyczki rankingowe ze startem rozgrywek, takich na serio, ustalonym na 1 grudnia. Jeśli komuś zaś mało biegania i czynienia cudów ze swoim odrzutowym plecakiem i stalowymi gaciami, bądź zbyt wielki rozgardiasz przeszkadza, możecie spróbować sił w czasówkach, w trybie freerun, gdzie na czterech trasach Wasz skill wszędobylskiego biegacza zostanie przetestowany ponad normę. Tu akurat biegi uprawiane są samotnie, choć potem możecie przyrównać wyniki do tych wiszących w sieci na listach przebojów. Nie jest to co prawda Mirror’s Edge, ale stanowi fajną odskocznie od strzelania do wszystkiego co się rusza, no i bardziej zaawansowane trasy są fest wykręcone.

Przykre skojarzenia budzi wprowadzony Czarny Rynek, gdzie za zarobione punkty doświadczenia i pozyskane w ten sposób specjalne klucze, wykupić można specjalne skrzynki z nowym lootem. Lepsze skiny do broni, gesty dla naszych postaci, nowe kamuflaże, co chcesz, to masz. Za dziesięć kluczy skrzynka z mniej rzadkim dropem, za trzydzieści drop fajniejszy. Póki co bez ukrytych mechanizmów, ale można się domyślać, że są to jakieś podstawy i miejsce, gdzie ewentualne mikropłatności mogą kiedyś zostać wprowadzone, by ukrócić czas farmy kolejnych kluczy.

1

Zupa z trupa

Dziwnie się czuję nie mogąc przejśc od sztycha do podsumowania już w tym momencie, albowiem to co przeczytaliście to nie wszystko co Call of Duty Black Ops 3 ma do zaoferowania. Nie brakło i tym razem trybu zombie, który przeszedł rewitalizację. Może nie oferuje zmagań w tych samych realiach co zawsze, może nie są to klimaty nazi, ale i tu Treyarch mocno popłynął podczas spotkania scenarzystów pichcąc tym razem pojedynek z siłami zła w latach czterdziestych. Mało tego, nazi eksperymenty zostały wyparte przez pojawienie się Przedwiecznego i spółki, Cthuhlu właśnie. No ja Cię kręcę. Nie zrezygnowano z zombiaków per se, ale w niektórych falach nacierającej hordy znalazło się miejsce dla tych, o których mówić nie wolno. Zresztą nasi bohaterowie, Nero Blackstone (Jeff Goldblum), Jessica Rose (HeatherGraham), Jack Vincent (NealMcDonough) i Floyd Campbell (RonPerlman) wcale tacy święci nie są, a na rękach dzierżą znak bestii pozwalający im przeobrazić się kreaturę smagającą mackami i elektrowstrząsami tych, co do św. Piotra trafić nie mogą. Poza tym rozgrywka jest dość zbliżona, osadzona na jednej mapce, dość przepastnej, ulokowanej w fikcyjnym mieście Morg. Ładnym mieście, skąpanym w mroku przecinanym neonami, z masą wąskich uliczek i znakomitą grą świateł przyprawiającą o dreszcze kiedy na styranej ścianie odbija się cień nadciągającego zła. Klimat! W sumie Morg najbliżej architektonicznie do Rapture z Bioshocka to weź ogarnij, człeniu!

12239357_10154347827438574_4339937435052111093_o

Z randomami może być co prawda ciężko, bo generalnie poziom trudności jest mocno wywindowany, a i współpraca mocno wymagana. Celem zabawy jest odprawienie odpowiednio mrocznego rytuału, po znalezieniu odpowiednich artefaktów poukrywanych w odnogach miasta. Są power upy, zgodnie z dotychczasowymi zasadami, ale jest też randomizjacja skilli w automacie z gumami do żucia o smaku młodości. Tam za odpowiednią kwotą automat losuje wybrany wcześniej w puli dopalacz, który możemy później spożytkować w trakcie całej awantury. Lekki game changer, bo rzadko kiedy wyrzuca to samo, a wachlarz większy, im dłużej gramy, bowiem jak i w całych BlOpdsach i tu zdobywamy doświadczenie, i tu jest sporo rzeczy do odblokowania. A niektóre z nich crossuja się między trybami i tak w multi można pokazać jaki z nas kozak w trybie zombie. Mapa jest jedna, drugą można wytargać w ramach Season Pass i ta jest kontynuacją dziejów zombie jeszcze z poprzednich opsów, a kolejne pewnie pojawią się w kolejnych DLC, tak jak miało to miejsce w Advanced Warfare. Lipa.

6

Zupełnie inaczej sprawy się miewają podczas rozgrywania Koszmaru, kampanii odblokowywanej po przejściu tej podstawowej, choć na internetach jest jakiś sposób jak zrobić to wcześniej, co jest zupełnie bez sensu. Bez sensu, bo zdradza zbyt wiele twistów z podstawki. Co to te koszmary? To cała kampania podstawowa, z misjami w innej rotacji, z innym wątkiem fabularnym, opowiadającym o infekcji zombie, z tymi właśnie zamiast podstawowych przeciwników. Mimo tych samych miejscówek, nagromadzenie nadgniłych ciał zupełnie zmienia wymiar przygody, a i odmienna linia fabularna robi swoje. Co prawda momentami oryginalne kwestie są wygłuszane przez nową narrację, a nie zastąpione czymś zupełnie nowym, ale i tak brawa, bo to kolejny tryb zabawy do ogrania ze znajomi. Tak, co-op po całości.

5

Dead Ops Arcade 2 to wisienka na torcie. Ten ukryty w kampanii singlowej, do odblokowania w kryjówce, w panelu z wszelkimi informacjami, to już przypał absolutny. Z perspektywy top down będziecie orać nieumarłych na modłę rasowego twin stick shootera z lekkim twistem, albowiem wśród ponad 20 power upów jest i zmiana perspektywy na wyrzynkę z oczu bohatera. Także w co-opie, z masą mapek, choć bazująca na prostym schemacie kolejnych aren połączonych ze sobą i tyle. Absolutny mayhem w pojedynkę, niewyobrażalna pożoga ze znajomymi. Fest.

12240216_10154347814813574_4272891491139758502_o

A gdyby to Wam nie wystarczało, noc kończyła się, a będziecie utyskiwać, że czegoś jeszcze Wam brakuje, oddano do dyspozycji graczy tryb kinowy w którym wszelkie rozegrane meczyki możecie pobrać, pociąć i ładnie sobie zmontować, by chwalić się na niedzielnym obiadku wujkowi czy babci. Grubo, bo nie tylko leci wszystko z Waszej perspektywy, ale można dowolnie szybować nad polem bitwy czy zaglądać na innych grających. Nie jest to debiut opcji, bo sam wrzucałem pierwsze filmiki na jutuby z tego trybu, jeszcze z pierwszych BlOpsów z PS3, cieszy fakt, że nie zniknęło. W Advanced Warfare go nie było.

Call of Duty w tym roku nie dziaduje i oferuje moc miodnej rozgrywki, o ile nie sypiacie z militarnymi simami i nastawieni jesteście na dobrą zabawę czy to z doskoku, czy przy dłuższych sesjach. Black Ops 3 w obu przypadkach sprawi, że poczujecie się dobrze łachocąc co rusz jakimiś komunikatami poświadczającymi Waszą znakomitość. Do tego kubeł różnorodnych trybów sprawia, że pieniądz wydany, będzie dobrze ulokowany.

Przed zakupem wersji pecetowej zweryfikujcie jej stan. O ile na PS4 działa wszystko jak burza, tak wersja na blaszaki znana jest z tendencyjnego gubienia płynności. Czuwaj!

thumbs-up-computer-kid-gif

Grę dostarczyło cdp.pl, obrazki moje, choć skompresowane dwukrotnie, więc trochę ssą.

Dodaj komentarz



40 myśli nt. „Call of Duty Black Ops 3 – recenzja z przyszłości

  1. quross

    Widzę Nitek że to jedna z nielicznych w ostatnim czasie recenzji pozytywnych. Powiedzieć że jestem zaskoczony że padło właśnie na tego nowego CoDa, to nic nie powiedzieć. Jedno mam pytanie tylko: z tego co widzę, gra jest miodna ale tylko i wyłącznie w MULTI. Nawet jak kampania – to tylko z kolegami. Albo na dwa pady. Więc spróbuj ocenić grę ze strony całkowitego samotnika, który chciałby pyknąć sobie kampanię. Jak wtedy oceniłbyś ten tytuł? Czy może – jak oceniłbyś samą kampanię, bo wiadomo że cała gra składa się z kampanii plus multi i trudno oceniać bez tego drugiego komponentu.

    PS. Dziwne że piszesz o mocno przegadanej kampanii, zwłaszcza że to właśnie poprzednia część była promowana jako ta o pogłębionej fabule.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @quross

      Na konsoli jestem singlem, chociaż bawię się dużo w multi, ale nie w coopie. Kampania jest bardzo fajna, aż było mi trochę przykro, że się kończy. True story.
      Co śmieszniejsze, jak chwilę nie patrzysz to można się pogubić w otoczce fabularnej.
      Są przegadane momenty, nie wiem czy nie trochę bardziej niż w AW. Ale przynajmniej można wtedy pooddychać 😉
      Reszta rozgrywki to COD w dobrym stylu. Bawiłem się przednio, w sumie momentami przeszkadzał mi zastój jak miałem nastukać jakiegoś mini bossa, zamiast lecieć wciąż do przodu, huehue.

      Godzinowo nabite mam 11h w singlu (na normalu, bo streamowałem), około 20h w multi i około 5 w zombie, bo choć serce chce, tak randomy z neta niekoniecznie mi służą dobrze na cerę. Popinkalam wciąż, multi ofkorz i zacząłem kampanię w trybie koszmaru, czyli inna historyjka, inna rotacja mapek z kampanii i stosy zombie do odstrzelenia.

      W sumie ogólnie, wszystkie tryby są na singla. Nawet multi można z botami grać, offline też (mówię o PS4)

  2. deathclaws

    Właśnie rozkminiam czy nie kupić PS4 i obecnie jedyny sensowy zestaw z grą to ten z BlackOps 3 (jeśli chodzi o wersję CHU-1216B). No i właśnie pomyślałem że zaczekam jeszcze do po świąt, bo pewnie stanieje, ale nie Nitek oczywiście musiał napisać pochlebną recenzję i znowu się zastanawiam 😛

  3. itakumre

    Oj oj. Pozytywna recenzja liniowego do bólu i wtórnego COD-a. Wcześniej narzekanie na MGS5, Fallouta 4, czy nawet trochę (bo pewnie tak bardziej nie wypada :)) Wiedźmina 3… ktoś tu nie powinien zabierać się do grania w “open world-y” jeżeli nie jest to gatunek dla niego. Także Nitku, może jednak trzeba pozostać przy korytarzowych fps-ach, rogalikach itp, a dać sobie spokój z otwartymi światami ?

    1. quross

      @itakumre

      Ja tam cenię ten czasem bardzo oryginalny ale subiektywny i autentyczny punkt widzenia Nitka, nawet jeżeli dość często się z nim nie zgadzam. To poszerza własny opinie – czasem utwierdzając mnie w swoim zdaniu (reakcja “co teń koń znowu…” 😀 ), a czasem przewartościowując swoje zdanie (reakcja “cholera, w sumie faktycznie zimna ryba!”).

      Co nie zmienia faktu, że faktycznie ciekawe jest to zestawienie pozytywnej recenzji dla CoDa i o ironio negatywnej dla Fallouta. Tego bym się nie spodziewał przed premierami 🙂

      1. itakumre

        @Toc85

        No proszę Cię…
        po pierwsze : polska superprodukcja. Po drugie : mająca powszechnie opinię bardzo pozytywną, więc głupio się tak całkiem wybijać 🙂

        Z kolei bluzgi na Fallouta 4 są na gikzie przez sporą grupę wręcz wyczekiwane i oczywiste nawet przed premierą.

        1. Plaster

          @itakumre

          Z tego co pamiętam, Koń wiele razy zaznaczał, że spodziewa się po F4 strzelanki niczym Stalker, co podkreślał przy okazji wrzucania kolejnych materiałów, a i pyskował na Wiedźmina jak chociażby w kategorii, że ma questy słabe na zasadzie “przyjdź, powąchaj, zabij” za to z ciekawymi opowiastkami.
          Warto czasem wiedzieć o czym się pisze, zwłaszcza próbując robić personalne wycieczki.

          1. itakumre

            @Plaster

            Rację masz w tym, akurat Nitek zdrowo podchodził do F4 i w ogóle spróbował zagrać. I ja absolutnie nie bronię mu hejtować tej czy innej gry. Zauważyłem tylko, że ostatnio właśnie gatunek open world mu nie leży, więc po co się katować.
            Rozumiem, że jesteś jego adwokatem i będziesz atakował każdego, kto tylko nie zgodzi się z jego oceną, i jeszcze taki przejaw rażącej niesubordynacji będziesz nazywał będziesz nazywał “wycieczką osobistą”.
            W ogóle po co ta rozmowa?

        2. MusialemToPowiedziec

          @itakumre

          Ad “po pierwsze” – Fallout 4 tez przez pierwsze godziny po premierze miał hurra optymistyczne recenzje chwalące go pod niebiosa, a Nitek od razu był na nie (teraz coraz więcej osób pisuje, że jednak coś z tym FO4 jest nie tak, ale nie w ramach recenzji, bo metacritic musi się zgadzać). Jak koń chce mieć swoją opinię, to ma, i nie patrzy na resztę gikza.

          Ad “po drugie” – bluzgi na CoDa na Gikzie też byłby wielce wyczekiwane i przywitane z radością i Nitek dobrze o tym wie – jakby chciał słuchać “dobrze gada” albo “wal w Activision więcej”, to bez problemu gikz to zapewniłby.

      1. itakumre

        @Revant

        Mimo wielu takich wspólnych posiedzeń przy pegazusie/PS/PC nigdy bym tak nie zrobił, bo sam takiego zachowania nie cierpię, ale gratuluję znajomych 🙂
        Ja mam po prostu taką zasadę, że nie gram w gatunki, gdzie wiem, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że się od nich odbiję po paru godzinach. Dlatego takiego COD ani kijem nie tknę. A szwędać się po otwartych przestrzeniach uwielbiam, chociaż wiem, że innych to nudzi, i ok.

    2. lemon

      @itakumre

      Jeśli sądzisz, że Nitek nie lubi otwartych światów, to zerknij na jego recenzje Mad Maxa, Batmanów, Shadow of Mordor…
      Kurde, teraz zauważyłem, że to wszystko gry WB. Spisek. 😉

      PS I jeszcze Dying Light. Za oceanem to wydaje nie kto inny jak WB. Spisek jak nic. 🙂

  4. borianello

    A mnie coś w weekend wzięło na hamburgera i kupiłem sobie Advanced Warfare. Całkiem przyjemnie, ale smiać mi się chciało, bo moja ostatnia część CoDa to świetne MW1 i potem Black Ops. Kurde, nic się nie zmieniło 😀
    Praktycznie ten sam gejmplej, bez żadnych zmian, “dramatyczne” bullet time;y itd. 😛
    No, ale w sumie tego oczekiwalem, więc jest ok.
    Pewnie się kiedyś wezmę za tą nową częśc, skoro taka fajna.

  5. bogucek

    A ja bardzo lubię opisy Nitkowych doznan growych. Nie mam kiedy grzać na PC, wiec czytam te naturalistyczne opisy i czuje się, jakbym tytuł miał ograny fest xD a jak komuś się nie podoba, niech sam pisze recenzje i je sobie czyta xD

Powrót do artykułu