Byłem (ł)offcą – The Incredible Adventures of Van Helsing

komilll dnia 15 grudnia, 2014 o 12:40    28 

Wcielanie się w łowcę nie było aż tak fajne jak przewidywałem. Po krótkim czasie wpadłem w schematyczne klikanie tych samych przycisków i monotonię, którą musiałem przezwyciężyć dla ukończenia gry.

Przed rozpoczęciem przygody jesteśmy pytani jak na nas wołają oraz czy wolimy walić z miecza (jedyna opcja bez DLC), giwery czy magii. Intuicja podpowiedziała mi, że w tym świecie powinienem być czarownikiem i po raz kolejny okazała się niezawodna. Przez 20 godzin przemierzałem wszelkiego rodzaju mapy, ginąc przy tym prawie 500 razy na najwyższym poziomie trudności. Skillem nigdy nie grzeszyłem, ale ta gra strasznie rozleniwia. Przez pierwszych kilka godzin, po śmierci wracałem się do miasta, skąd na pole bitwy teleportowałem się przez punkty nawigacyjne rodem z Diablo II. Reszta Van Helsinga opierała się na (nie)udanym systemie checkpointów. Ano bliżej było i nerwów oszczędzało, ale gdy przyszło się nabiegać po nadmiarze wygód to człowiekowi gotowała się krew w żyłach. Chwilami produkcja się buntowała i liczyła najbliższy punkt zapisu po linii prostej, który logicznie był położony o wiele dalej.

Van_Helsing1
Portale ułatwiające poruszanie się po planszach.

Umiejętności podzielone są na trzy zakładki, w których pierwsza to najbardziej charakterystyczne drzewko. Ulepszamy w nim skille (głównie aktywne), którym niestety ustawiono limit, z czasem uzyskując dostęp do “lepszych” umiejętności. W rzeczywistości połowa z nich jest bezużyteczna (Thaumaturge) i po 2h gry miałem ułożony plan ich rozłożenia – iść w jeden żywioł, zbierać itemy które go buffują i rozwijać w tym kierunku pasywy. Na próbowanie wszystkich skilli nie dałem się skusić, bo wiem jak to się kończy tj. masa bezużytecznych przycisków, z których 3/4 nie używasz oraz nie masz żadnych obrażeń. Ograniczyłem się do jednej umiejętności głównej – single target focus, jednego ładowanego AoE oraz 2 AoE dps. Miałem wszystko czego dusza zapragnie, w połączeniu z dwoma escape’ami byłem spełniony. Druga zakładka to skille pasywne, jednak z ich puli twórcy każą wybrać maksymalnie dwa. Ostatnia to Tricks, które działają jak normalne zaklęcia, ale mają większe cooldowny i nie zużywają many. Poza tym co otrzymałem na początku, wszystko poszło w główne drzewko. Level cap ustawiony na 30. level (3 punkty na poziom; 90 ogółem) nie pozwala na rozdrabnianie się przy rozdawaniu punktów, chyba że bijemy rekord śmierci i bezużyteczności postaci. W sumie niewiele mi brakowało.

Sama rozgrywka sprowadzała się do rzucania czarów obszarowych, biegania w kółko używając umiejętności o najmniejszym cooldownie i panicznego tappowania potionów. W zasadzie schemat przez połowę rozgrywki bawił, jednak drugie 10 godzin przerodziło się w powtarzalną i nieciekawą czynność. Rozgrywka w hack and slashach zwykle sprowadza się do klepania hord wszelkiej maści istot nieczystych, jednak Van Helsing stał się symulatorem trzymania LPM w akompaniamencie rytmicznie trzaskających klawiszy. Przeciwnicy to niekończący się zastęp moobów schodzących w kilka sekund, ewentualnie wataha (tylko kilkanastu-kilkadziesiąt) elektrycznych wilczków, niewrażliwych na jedyny sensowny żywioł w grze, z którymi przeganiałem spokojnie kilka godzin. Najczęstszym powodem moich częstych spawnów byli zasięgowi przeciwnicy, których kilkudziesięcio-jednostkowa grupa sieje pogrom. Kwestia balansu tu siada, bo na zamkniętych planszach spokojnie kilka razy powąchacie kwiatki od spodu (grałem full dps mag).

Van_Helsing2Mówiłem hordy? Tak, ilość przeciwników była przytłaczająca. Mój biedny drewniany komputer ledwo wyrabiał.

Ekwipunek nowościami nie świeci. Prócz standardowej zbroi, butów, pasków, pierścieni i innego znanego wszystkim szmelcu, otrzymujemy slot na amulet oraz płaszcz, który buduje cały wygląd postaci. Pamiętajcie – bohater musi dobrze wyglądać albo źle używacie gier. Twórcy stworzyli system craftingu, którego użyłem kilka razy, ale szybko zaniechałem kolejnych eksperymentów. Grając na wysokim poziomie trudności miałem wyższe szanse na rare drop, więc szybko moje wyposażenie zaczęło błyszczeć na złoto albo żółto – męski mózg nie obsługuje wielu kolorów. Ranking przedmiotów to powrót do kochanego Diablo II, czyli biały (normalny), niebieski (magiczny), żółty (rzadki), zielony (część zestawu), brązowy (epicki). Przez całą grę ekwipunek mienił się barwami jesieni, przez co tworzenie przedmiotów czy losowanie nie dawało szans na uzyskanie lepszego sprzętu. Ulepszanie kamieniami zrealizowano określając koszt wszczepienia gemu wyrażoną punktami, gdzie uzbrojenie posiada limit tych punktów. Buffy był słabe, choć przy ich odpowiednim doborze, a także ewentualnym powiększeniu pojemności części ekwipunku (używając w tym celu specjalnego kamyczka) nie jest problemem małe podbicie statystyk.

Na więcej niż bezmyślne mordowanie przeciwników nie liczyłem, toteż questy, których po kilku godzinach nie chciało mi się analizować nie były zaskoczeniem. *Klik, klik* Pokonaj złego (tu wstaw imię) *klik, klik*, aby to zrobić musisz… Jak to mój kumpel zwykł mówić “Z fabułą w grze jest jak z pornolem. Dobrze jak jest, ale nie ona jest najważniejsza”.

Van_Helsing3Ekwipunek i… dziwnie świecące się naramienniki.

Graficznie produkcja stoi na dobrym poziomie. Fajerwerków nie ma, oka nie nacieszy, typowy średniak. Postacie wraz z animacjami zostały dobrze wykonane. Podobało mi się, że przeciwnik uderzający młotem o ziemię nie przerywał animacji podczas naszego odskoku lub nie uderzał nas z kilkunastu metrów, lecz kończył sekwencję i zadawał obrażenia obszarowe. Tereny były wykonane starannie. Mieliśmy drzewka, kamyczki, ubitą drogę prowadzącą do nikąd, ale z czasem byłem już znudzony patrzeniem na powtarzające się widoki, zwłaszcza, że ani wideo ani gameplay nie zapewniały odpowiedniej rozrywki. Z pomocą niczym książę na białym rycerzu przybył soundtrack, który nie tylko dobrze potęgował uczucia podczas walki poprzez szybkie i wpadające w ucho melodie, ale sam próbował dodawać emocje. Oprawa audiowizualna komponowała się przyzwoicie, co w wypadku gatunku i idących za tym licznych walk jest ważne.

Jeśli macie 11€ i ochotę przez kilkanaście godzin powtarzalnie klepać przeciwników to The Incredible Adventures of Van Helsing jest dla was wprost idealne. Jeśli wasz portfel jest przepełniony to możecie też sypnąć na DLC, bez których nie pogracie dwoma pozostałymi klasami lub nie będziemy mogli w pełni wykorzystać waszego towarzysza. Chcąc pograć w dobrą grę chrzańcie łowcę wampirów i wróćcie się do starego dobrego Diablo 2 – dłuższe, lepsze i w takiej samej cenie.

Luźne gadki tematyczne, tutaj. Udostępniaj.

Dodaj komentarz



28 myśli nt. „Byłem (ł)offcą – The Incredible Adventures of Van Helsing

    1. Iago

      @Yerz

      Humble Jumbo Bundle 2, w progu od 1$, do kompletu z Deadlight, GalCiv II, Terrarią, CK2, Legend of Grimrock, KoF XIII, Orcs Must Die! 2 i którymś PixelJunkiem.
      Z tego wszystkiego najwięcej ograłem Terrarię i Grimrock (CK2 i OMD2 miałem wcześniej z innych źródeł, nadmiarowe kopie rozdałem), Van Helsing mnie strasznie szybko znużył, a reszty chyba nawet nie uruchomiłem.

  1. emperorkaligula

    skończyłem jedynkę, skończyłem dwójkę, czekam na trójkę. dziwne, że granie nie tanieje, kupiłem pierwszą cześć przed premierą bezpośrednio od twórców za 15 dolców. dobra giera na góra dwa razy – mamy wybór w niektórych questach/dialogach, do tego klasy są ZUPEŁNIE inne.

    fabularnie: helsing>d3>d2>tq>d1>>>torcze
    combat: d3=helsing>d2=tq>>>torcze
    endgame: d3>>>all

    faublarnie dużo lepsze niż d3 czy torcze. combatowo zupełnie inne. bardzo przyjemny slasherek. polecam na początek jedynkę dopiero potem dwójkę bo trochę się łączą fabularnie. chociaż z drugiej strony w dwójce na starcie (bez żadnych DLC) są dostępne trzy klasy i rozbudowana Katarina 😉 ogólnie dwójka lepsza pod każdym względem. jest też import postaci z jedynki i gramy od razu lvle 30-60. można w dwójce też grać od nowa 1-30, a potem drugi raz 30-60.

    1. błąd w pierwszym akapicie. domyślną klasą w podstawce, tj: HUNTEREM można grać spokojnie jako full ranged dps z pistoletami/karabinem (osobne drzewko). tak właśnie grałem. pozostałe 2 klasy są w DLC.
    2. nie testować skilli w grze gdzie jest reset skilli za grosze od samego początku gry ? eeeeeee… ?
    3. autor gra glasscanonem na wysokim poziomie trudności (co sam wspomina) i narzeka, że musi kiteować i dużo pada ? eeeeeee… ?
    4. ekwipunek – możemy ubierać towarzyszkę i zrobić z niej tanka/dpsa/supprot. do tego jest slot na trofea (osobną grupę przedmiotów) i przedmioty tylko dla konkretnej klasy. jest też levelowanie niektórych przedmiotów.
    5. w jednym z updatów dodano opcje ON/OFF odradzania się mobków. grałem jak jeszcze tego nie było. ciekawa opcja.
    6. przemilczenie tego co wyróżnia helsingi na tle innych h’n’sów jest dziwne. chodzi o mechanikę rage.

    1. komilll Autor tekstu

      @emperorkaligula

      1. Brzydko ubralem to w slowa. Oczywiscie, ze hunterem mozna grac zarowno w zwarciu jak i na dystans.
      2. Mimo wszystko szkoda na to czasu. Grajac smiesznym magiem testowalem troche skilli, ale niektore aktywy sa naprawde slabe np. przejecie kontroli czy ta latajaca grawitacyjna[?] kula. Pomysl z mozliwoscia wybrania tylko dwoch pasywek jawi mi sie dosc biednie. Gralem tylko jedna klasa, wiec nie mam takiego obeznania jak ty. Duze sa zmiany w klasach w dwojce?
      3. Na padanie nie narzekalem, raczej smialem sie z siebie, bo z 200 smierci bylo do unikniecia. Kite’owanie rzecz normalna na glasscanonie, ale chodzi o to ze gra w subiektywnym odczuciu nie dala mi przyjemnosci. Co gorsza nie mam wiekszego wyboru sensowny umiejetnosci. Najgorsze sa jednak zasiegowe moby, ktore wystepuja w ogromnych grupach, a ich zdjecie wiaze sie ze spora liczba smierci (przypominam – full dps).
      4. Moja tylko tankowala… Oczywistoscia wydalo mi sie, ze kazda klasa otrzymujemy nieco inny set. Toz to maga z giwera jeszcze nie widzialem. Istotnie zapomnialem o odblokowywaniu dodatkowych statystyk przy niektorych przedmiotach po wykonaniu zadan w style “uzyj x skilli z ragem”.
      5. Bylo off.
      6. Szczerze? Srednio mi sie podobala. Uzywalem glownie do ladowania many na bolcie. Ogolnie na najwyzszym poziomie stuny nie byly uzyteczne. Jakie jeszcze byly bonisy na rage’u?

      Ogolem dzieki za komentarz i przepraszam za kilka bledow logicznych.

      1. emperorkaligula

        @komilll

        2. przejęcie kontroli na mniejszych packach (2-3 duże twardsze mobki) daje radę, do tego pasywki na zatrzymanie czasu, leczenie z ataku podstawoewego, czy klony katariny zawsze na propsie. z tego co pamiętam w dwójce drzewka 1-30 są identyczne, ale mają ciąg dalszy 30-60. są dłuższe. rasowy dodatek.
        6. masa przeróżnych ? większy dmg, większy zasięg (fajne zestawienie obu pod aoe), dodatkowe efekty, zwrot kosztu manu itd. każdy skill ma trochę inne dopalacze. ja tam zawsze na początku na maxa rozwijałem RAGE, a potem jak w masełko non stop na dopalonych RAGE’em skillach 🙂 a stunów nigdy nie używałem.

Powrót do artykułu