Butcher – mielone drobno zmielone

Nitek dnia 26 września, 2016 o 14:17    3 

W wielkim skrócie, gierka mistrz. Miodna tak bardzo, że pod ekran należy podstawić wiadro  z filtrem oddzielającym wylewającą się miodność od osocza przeciwników, bo i jednego i drugiego tu nie brakuje.

Nie doszukujcie się w tym wszystkich jakichś niemożebnych zakrętasów fabularnych. Tych nam oszczędzono, a samo wprowadzenie zredukowano do krótkiego driftu w przestrzeni kosmicznej i lądowaniu na orbitującym wokół rdzawej planety pierścieniu w towarzystwie instrukcji dotyczącej czystki owej miejscówki. Za mało? Cóż, nikt nie spodziewał się, że Butcher bogatą historią stać będzie.

W tym szaro-krwisto rdzawym świecie postawiono przede wszystkim na czystą, soczystą rozwałkę, uskutecznianą na dwie ręce, w myśl twin stickowych strzelanek, gdzie lewa ręka prowadzi postać, druga zaś, rozgrzaną do czerwoności lufę naszej giwery. Koniec filozofii. No, można jeszczekomuś pokazać podeszwę od dołu i na moment zdezorientować, ale to z grubsza tyle. Wyliczankę dostępnej palety ruchów zamyka piła łańcuchowa, do której mamy nieskończoną ilość paliwa, jednakże nie myślcie, że z nią poszalejecie. Traktujcie ją jako ostateczny środek anihilacji, kiedy braknie amunicji do czegokolwiek innego, bo zbliżyć się do przeciwnika jest niezwykle trudno. Jednak raz brakło mi amunicji w środku uskutecznianej pożogi, akurat kiedy jakiś kiep krążył wokół mnie na jetpacku próbując ułatwić mi oddychanie ołowiem i jak rzuciłem się w jego stronę z piłą na wysokich obrotach to ino raz. O ile ogarniecie moment, w którym z natłoku akcji źrenice zaczną się odklejać od białka, możecie pobawić się w stylowego zabójce wykorzystując do zabawy wszędobylskie haki czy zbiorniki rozgrzanej lawy. Myśl kreatywnie, choć nigdy nie ma na to za wiele czasu.

Butcher (2)

Nie myślcie sobie, że gra to spacerek przez park. najniższy poziom wygrzewu sygnowany jest poziomiem trudnym, do tego dochodzi poziom wyższy o ograniczonej ilości zdrowia, czy prawie, że niemożliwy, gdzie w ogóle z przeciwników nie wypada ani pancerz, ani zdrowie. W związku z niesamowitą dynamiką starć pikselowych ludzików i dość sporym obrażeniom jakie zniżają pasek zdrowia, Butcher jest przeprawą przez mięsny cierniami wyłożoną i jednocześnie wielce satysfakcjonująca, kiedy uda Wam się ograć moment w którym utknęliście. Zasłużone zwycięstwo smakuje najlepiej. Pompka z adrenaliną pracuje tym mocniej, im dalej dojdziecie, a to przez fakt, że poziomy trzeba przejść od kopa, na jednym życiu przez co nie grzeszą specjalnie długością. Odważna decyzja, dodająca szczypty pikanterii do naszych zmagań i zmuszająca do niezłego obycia z tematem, w świecie, w którym nikt nie prowadzi nas za rączkę.

Poskąpiono ulepszeń postaci czy oręża i skupiono się na esencji rozwałki czyniąc ze strzelania mocną kartę produkcji. Nie ma power upów to czysta skóra i mięso, wyciąg z ekscytującego wygrzewu, który równie szybko się rozpoczyna jak kończy. Wszystko dzieje się na skrzętnie zaprojektowanych arenach, których niestety kule się nie imają, bo nie doszukacie się modelu zniszczeń otoczenia, niczym w Broforce. Nie szkodzi, bo ten fakt szybko umyka podczas przemalowywania przeciwnikami otoczenia na czerwono. Wrogie piksele są dość konkretnie ukrwione i zaglądając doń ołowiem, można dorzucić do skąpej palety industrialu tu wykreowanego moc krwistej czerwieni do czterech milionó dodatkowych pikseli, jak chwalą się twórcy na Steam sklepie.

Butcher (3)

Oprawie naszych zmagań daleko jest do sterylności zalecanej przez towarzystwo z sanepidu. Jest brudno, rdzawo, mięsisto i krwiście. Całość polepiona jest z brudnych pikseli, co nie wszystkim może przypaść do gustu, mnie jednak ujęło za serce. Niekiedy przeciwników można zaskoczyć z alternatywnej ścieżki, są sekrety, ewidentnie widać, że twórcy lepili kolejne plansze po nocach dokładając tu piksel po pikselu generując industrial mroczniejszy od szaty Vadera. Rachunek zamyka oprawa dźwiękowa, tak soczysta, że z każdym strzałem zawiewa grzywką, a sąsiedzi słysząc tłuste nuty mieszane z okrzykami przeciwników o siódmej nad ranem, nie chodzą po domu zadowoleni. Na Pixel Heaven 2016 podobała mi się ta bezkompromisowość, stoisko zepchnięte gdzieś w kąt, rozdzierające sobie należne miejsce dźwiękami destrukcji płynącymi z końca skali głośności. Ten efekt zachowano i w sferze dźwięków, nie mam nic Butcherowi do zarzucenia. Miotą mną jak Rzeźnik.

Butcher to celny strzał prosto z Polski serwujący wyciąg z wygrzewu zręcznościowego w czystej postaci. Nie dla każdego, z wielu względów, ale tych, do których trafi, rozkocha w sobie serwując zabawę bez precedensów. Ciężka, stylowa, czysto skillowa zabawa dająca wiele satysfakcji.

Aaaaah, świeże mięso.

emma_triple_yes

Podesłał wydawca. Gra będzie mieć premierę 5 października.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Butcher – mielone drobno zmielone

Powrót do artykułu