Broforce – piątka!

Nitek dnia 28 października, 2015 o 14:59    11 

HATSZ!

Ahoj ekipa, znowu się widzimy. Od naszego poprzedniego wyjścia w dżunglę dużo wody w Amazonii przepłynęło, prawie dwa lata. To sporo jak na dojrzewanie produktu w szklarni zwanej Wczesny Dostęp i jakimś czterem niedotrzymanym terminom, kiedy to Broforce teoretycznie miało ujrzeć światło dzienne. Nie denerwuj się człowieniu, melduję wykonanie zadania!

Flexing

Broforce jest bez wątpienia tematem, który wykorzystał early access w pełni, w międzyczasie oferując także darmowe zabawy przy nieoficjalnym spin offie jaki ekipa wypuściła w okolicach premiery trzeciego Expendables, Expendabros. Link wrzucam na końcy, byś swe oczęta skierował jeszcze przez chwilę i wyczytał, tudzież pooglądał co mam do powiedzenia, a co. Przez ten czas gra stale była aktualizowana, dodawano coraz to więcej nowości, dopieszczano najmniejsze detale, jak choćby wysokość trawy, delikatną fizykę uwalnianego z przeciwników osocza, watahy przeciwników czy szalone projekty kolejnych plansz niemożebnie deformując fabułę, by zupełnie przypadkiem zapewne, oddać hoł tym wszystkim filmom akcji, jakie zostały wzięte na warsztat. A jest tego trochę, do tego im jesteś starszy, tym więcej wychwyczisz, a to zaś oznacza, że siedzieć przed monitorem będziesz niczym z wieszakiem w ustach, ciesząc się jak małe dziecko na dziwne sytuacje jakich Broforce dostarcza. James Bond walczący z Obcymi? Proszę bardzo. Uma Thurman w żółtym odzieniu przecinająca na pół wyposażenie obozu terrorystów? Też jest. Facet w Czerni pośród dziwnych abominacji? Tu też postaw ptaszek. A wydawać, by się mogło, że nie da się wycisnąć więcej z relatywnie prostego i wyświechtanego tematu podróży po planszy z punktu A do punktu B, ratując tego i owego. DA SIĘ!

Chuck

Podczas zabawy przyjdzie nam obsłużyć wiele postaci żywcem wyciągniętych z filmów akcji począwszy od lat dziewięćdziesiątych na obecnym stuleciu skończywszy. Wbrew wszystkiemu, babeczki jakie dostały angaż pasują tu równie bardzo, co plejada naoliwionych klatek piersiowych ,ociekających testosteronem, chłopów, którzy bawili nas za młodu ścigając  arcy zło na wytartych od wypożyczeń VHSach. O tak, szykujcie chusteczki, albowiem jest ich tu dość, byście zostali przejechani walcem nostalgii niczym świeżo zrolowany asfalt na A4. To jedna z fajniejszych mechanik Broforce i w grach w ogóle.

Na mapkach znajdziecie w klatkach jeńców, których można uwolnić, co jest profitem samym w sobie. nie dość,, że nabija licznik żyć, to jest istnym game changerem, bo właśnie wtedy z puli odblokowanych postaci losuje się kolejna, a my sterujemy kimś zupełnie innym. Warto zaznaczyć, że postaci napchano do gry tyle, że będziecie je odblokowywać jeszcze w ósmej godzinie rozgrywki. Nie, nie poprzez jakiś system znajdziek, a przez ratowanie kolejnych pojmanych. Kolejne progi, kolejne nagrody, jest w czym wybierać, jest o kogo walczyć, pozwólcie, że zaskoczenie pozostawię samej grze i nie będę wymieniał obsady jak listy zakupów. Game changer dlatego, bo każdą postacią gra się inaczej. Każdą, true story. Weźmy takiego Broden Walkera, który wali z pół obrotu i ciśnie z shotguna, a do tego w ramach specjala rozprzestrzenia demokratyczne bomby na szerokości całej mapy, podczas gdy Terminabro już tylko minigunem orze otoczenie, a jako cios specjalny uskutecznia transformację w szkielet T-800. Broforce robi ikoniczym postaciom kina akcji lepiej, niż wszystkie dotychczasowe gry na licencjach razem wzięte. A do tego jest najlepszą grą o Alienach jaka kiedykolwiek powstała i pierwszą która uskutecznia działanie kwasu tak znakomicie. Piękna sprawa, a i tak nie zdołałem rozgryźć działania wszystkiego podczas standardowej, dziesięciogodzinnej kampanii. Nie szkodzi. Po tym jak uroniłem łezkę na napisach końcowych, że to już koniec, rzuciłem się na hard mode. Jadą mnie jak mokrą szmatę. Nie szkodzi. Piątka!

HATSZ!

bladevstruck
Wiadra midoności dodaje fakt absolutnej destrukcji jaką można uskuteczniać na planszach. Nie tyle w szeregach przeciwnika, co w planszy samej w sobie, bowiem zniszczyć można tu dosłownie wszystko. Niby takie eye candy, bo jak się zaczyna sypać świat dookoła, tak człowieka napawa duma, ale jednocześnie też wprowadza walor taktyczny do rozwałki na wyższym szczeblu, wspomnianym hard mode. Generalnie Broforce do najłatwiejszych gier nie należy, całe szczęście, a cała zabawa przebiega w myśl zasady one shot one kill, działającej w obie strony. Fakt resetowania liczby żyć na każdej planszy także nie pomaga, co doliczam jako plus, bo sam ginąłem bardzo często, ale to też dlatego, bo nie chciałem, by zabawa znalazła swój koniec. Życie do puli dodaje odbicie jeńca, game changer, właśnie.

Walor strategiczny tego swoistego domina śmierci to suma mniejszych mechanizmów rządzącym światem gry. Wszystkie ściany można zniszczyć, wszystkie skrzynki i beczki zdetonować, co otwiera grę na kombinowanie z przeciwnikami i mocne nieliniowe zagrania na tych planszach, które nierzadko można ogarnąć w dwie minuty. Tak, dwie minuty, nie szkodzi. Wiecie jak wprost proporcjonalnie wkręca się jeszcze jeden raz do szybkości rozgrywki i kolejnych porażek. Broforce Ci pokaże, gwarantuję. Ktoś stoi na Twojej drodze i przejawia ewidentne przedawkowanie białka na śniadanie? Przekop się pod nim i wjedź między żebra od tyłu. Albo zrzuć mu na głowę skrzynki z trotylem schowane w pomieszczeniu wyżej. Albo skieruj w jego stronę zapaloną niczym w Just Cause, butlę z gazem. Albo… baw się sam, jak Ty chcesz, choć w tym znakomicie wygenerowany, chaosie nieraz świat wymknie Ci się spod kontroli. Nieważne, to właśnie jest piękne. Rico płakał jak oglądał.

onthehelicopter
W paczce na jaką się porywacie znajdziecie niesamowite pokłady testosteronu do wcierania na zmianę z miodnością jaka wylewa się z ekranu. Ktoś powie mało. Jest coop dla czterech, jednocześnie, lokalnie i przez sieć. Jest edytor plansz dla chętnych zbudowania własnego świata. Jest tryb versus. Całą kampanię można przejść ze znajomymi, a ci wpadają do gry płynnie, drop in, drop out. Profit? Wzajemne porównywanie cepsów na chawirze i możliwość przybicia piątki in-game, co owocuje zwolnieniem czasu, by pożoga zostawała w Waszych oczach i sercu dłużej. 15 misji głównych kampanii jest podzielone na kilka mniejszych, nie liczyłem dokładnie, nie chciałem, wiedzcie, że nie ma tu plansz słabych. Nie sprawdziłem jeszcze co prawda kampanii tworzonych przez graczy, ale na wejściu, przy standardowych filtrach, w odpowiednim menu przywitało mnie pięćdziesiąt jeden kreacji, z czego na końcu dyndał napis – wczytuję więcej.

Gwarantuję Ci, drogi Czytelniku, Broforce zrobi Ci dobrze na tak wielu płaszczyznach, że będziesz zaskoczony.

MUST HAVE!

Puking_rainbows

Grane dzięki wydawcy.

Przedsmak zajebistości ogarnijcie w darmowym, steamowym Expendabros.

I tak, zrobiłem nowy filmik. PIĄTKA!

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Broforce – piątka!

Powrót do artykułu