Aarklash: Legacy – recenzja

aihS dnia 29 września, 2013 o 11:00    12 

Ktoś chciał kiedyś być komornikiem? A komornikiem w świecie fantasy? Jak niedorzecznie by to nie brzmiało to teraz możecie swoje marzenia zrealizować. Jest dług, jest ekipa, będzie i egzekucja. Windykujmy więc.

Piętnaście sekund po wybraniu opcji New Game było dla mnie jasne, że jest to produkcja klasy B. Nie ma to jak zabić grę już na początku recenzji, ale czuję się w obowiązku od tej informacji zacząć. Głównie po to żeby nikt kto, zachęcony poniższym tekstem, Aarklash Legacy zakupi nie poczuł się nabity w butelkę. Może nie jest to poziom kioskowych produkcji Si Aj Gejms, ale często występujące uczucie zażenowania może skutecznie utrudnić rozpoczęcie przygody.

Gościmy w świecie Aarklash, który to świat współdzieli uniwersum z figurkową grą bitewną o tytule Confrontation. O bitewniaku nie powiem wam nic bo jedyne moje z nim doświadczenia to parę konwertowanych miniatur na potrzeby WFB gdzieś pod koniec mojej przygody z tym niezwykle drogim hobby. Generalnie jest to świat fantasy z domieszką steampunku.

Historia, której uczestnikami będziemy rozpoczyna się dość nietypowo. Wpływy w świecie podzielone są pomiędzy gildie. Jest wśród nich gildia Gold Mongers, na której usługach działamy w roli windykatorów wysłanych by dokonać egzekucji komorniczej. Takich jak my jest wielu i nazywają siebie Wheel Swords. Wszyscy są związani z wyżej wymienioną gildią kontraktami przypieczętowanymi krwią i służą jej aż do ich wygaśnięcia. Nie będę wchodził głębiej w szczegóły bo gra jest tak liniowa jak tylko się da a sama jakość fabuły pozostawia wiele do życzenia. Na pytanie “a jak tam fabuła w Aarklash Legacy?” odpowiedź brzmi “tak” albo “okoń”. Tyle właśnie uwagi należy jej, moim zdaniem, poświęcić choć to może nawet za dużo.

1

Gra jest zlepkiem walk, pomiędzy którymi łazimy sobie po dużych mapach, na których nic się nie dzieje. Warto odnotować, że wizualnie są bardzo ładne, niektóre nawet przepiękne. Niestety służą jedynie jako martwy wypełniacz. Równie dobrze moglibyśmy się poruszać kropką po mapie świata. Poziom ekscytacji podobny. Na kilku lokacjach znajdują się opcjonalne skrzynki lub ukryci bossowie, ale można te elementy policzyć na palcach jednej ręki. W grze znajdziemy również całkiem dużo łamigłówek, które czasem będą chroniły dostępu do wspomnianych wyżej skrzynek z fantami, ale w większości będą obowiązkowe by ruszyć fabułę dalej. Przyznam, że są momenty gdy jest ich zdecydowanie za dużo i mózg się człowiekowi lasuje.

2

Mam nadzieję, że ktoś dotrze aż tutaj bo oto przyszedł czas na danie głównie. Wyjątkowo smaczne danie główne. Mowa o taktycznej, drużynowej walce. Aarklash Legacy bardzo przypomina w tym aspekcie Icewind Dale. Nasza drużyna składa się z ośmiu bohaterów, z których wybieramy czworo do aktywnej gry. Startując nie mamy dostępu do wszystkich co zmienia się wraz z postępem w grze. Co ważne postacie nie biorące aktywnego udziału w walce dostają również doświadczenie więc nikt nie zostaje w tyle i możemy dostosowywać skład do aktualnych potrzeb. Zaadoptowano tu system znany bardziej z MMO, ale był on przecież obecny nawet Baldurach choć może wtedy nikt tego tak nie postrzegał. Mowa o podziale na tanka (gąbka na obrażenia), healera/support (przywracanie zdrowia, wzmocnienia cech, osłabianie wroga) i dpsa (zadawanie obrażeń).

16

Każdy z bohaterów posiada cztery umiejętności, które w trakcie przygody rozwijamy. Każdy ze skilli możemy pchnąć dwiema różnymi ścieżkami w “drzewku”. Zazwyczaj różnice są niewielkie jak wybór pomiędzy mniejszym kosztem a większymi obrażeniami, ale niektóre zdolności potrafią zupełnie zmienić zastosowanie postaci. Nasz wybór możemy w każdej chwili zmienić bez żadnych konsekwencji. Podział na klasy nie jest w Aarklash tak oczywisty jak mogłoby się wydawać. Jako przykład może posłużyć nam pierwszy healer, do którego mamy dostęp. Korzysta z many, ale jej naturalnie nie regeneruje. Kuriozalnie może ją pozyskiwać poprzez wyssanie jej z innego członka grupy wraz z jego życiem. Czyli utnijmy rękę jednemu by przyszyć ją innemu. Gra od razu zmusza do kombinowania i szukania taktyk bo przecież jak nasz tank ma przeżyć bez uzdrowienia. Z początku jest ciężko, ale wraz z rozwojem naszej wesołej gromadki windykatorów otrzymujemy dostęp do coraz większej ilości combosów – kombinacji umiejętności – które współgrając sprawiają, że ostateczny efekt jest dla nas pozytywny. Oczywiście o ile przeciwnik nie przerwie nam w trakcie.

13

Zaczynając przygodę korzystamy z oczywistej taktyki – uzdrowiciel na pierwszy ogień. Ta taktyka jest zawsze słuszna, ale potem grupy przeciwników dysponują tak różnorodnymi kombinacjami zdolności, że spalenie najmocniejszych cooldownów na healera niekoniecznie musi nam się opłacać. Już tutorial stara się wpoić nam nawyk budowy taktyki pod konkretny pojedynek. Trzeba przyznać, że interfejs spisuje się znakomicie i pomaga nam w ogarnianiu sporej ilości informacji. Po zaznaczeniu każdego przeciwnika możemy przejrzeć jego statystyki oraz umiejętności. Co więcej gdy dowolna wroga jednostka używa jakiegokolwiek skilla nad jej głową wyświetla się castbar – znacznik postępu. Po najechaniu nań wyświetla się dokładny opis zdolności oraz zaznaczony zostaje cel lub obszar, którego będzie dotyczył. Masa informacji jak na grę w czasie rzeczywistym. Na szczęście z pomocą przyjdzie nam aktywna pauza. Poza byciem pomocną w nadążaniu za akcją i koordynacją działań jest nieoceniona przy unikaniu. Tak, w Aarklash legacy mamy całkiem sporo zdolności działających jak skill shoty (np fireball leci w konkretnym, wskazanym kierunku a nie do wyznaczonego celu) w League of Legends. Tych zdolności możemy unikać, a przynajmniej możemy próbować. Są wyjątkowo dewastujące gdyż ranią wszystkie cele na drodze. Niejednokrotnie kończyłem jakąś potyczkę w ciągu dwóch sekund bo po prostu zagapiłem się a wrogi mag położył mi całą drużynę jednym czarem.

14

Obrażenia i uzdrawianie to rzecz jasna nie wszystko. Mamy efekty wzmocnień cech, osłabienia tychże, zauroczenia, ogłuszenia, prowokację (taunt) czy nawet zdolności typu instakill (natychmiastowy zgon). Wszystkie walki wymagają powolnego budowania przewagi i niwelowania atutów przeciwników. Każdą potyczkę należy zacząć od zapoznania się z wachlarzem skilli wroga w przeciwnym wypadku możemy natknąć się na przykre niespodzianki jak rzucanie przez stwora czaru wskrzeszenia na samego siebie albo uzdrowienia za 100% punktów życia. Zdecydowanie jest to gra w pilnowanie wielu zależności. Posiadanie oczu dookoła głowy wysoce wskazane.

15

Ekwipunek postaci został ograniczony do biżuterii. Każda postać może korzystać z jednego naszyjnika, kolczyka, pierścienia oraz talizmanu. Te cztery przedmioty dostarczają nam jedynych permanentnych modyfikatorów współczynników w grze. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość niszczenia niepotrzebnych świecidełek aby otrzymać nowe legendarne artefakty. Z początku wydaje się, że ta sztuka uda nam się jedynie parę razy w ciągu całej rozgrywki, ale w rzeczywistości palimy tyle śmieci, że wykujemy tych przedmiotów co najmniej kilkadziesiąt. Warto odnotować, że statystyki biżuterii są generowane losowo.

Będąc przyzwyczajonym do miałkości współczesnych tzw. gier strategicznych swoją przygodę rozpocząłem na poziomie hard i powiem szczerze, że w trakcie półtoragodzinnej walki z bossem I aktu ze łzami w oczach rozważałem przesiadkę na normal. Aarklash Legacy jest naprawdę wymagające, ale daje również dziką satysfakcję. Stan euforii w jakim znalazłem się po pokonaniu wspomnianego bossa mogę przyrównać jedynie do opróżnienia pełnego pęcherza po wielu godzinach oczekiwania na tę możliwość – pełnia szczęścia i ulga zarazem :mrgreen:

Mam niesamowity problem z oceną Aarklash Legacy więc nie będę owijał w bawełnę. Gra klasy B z przeciętną fabułą, żenującym zakończeniem (serio wszystko mi opadło), nieźle napisanymi dialogami, słabym voice overem. Graficznie jest ok, chwilami scenerie są naprawdę piękne. Dźwięk i muzyka, cóż, są i to tyle w tej kwestii. Jako przeciwwagę mamy znakomitą mechanikę walki, fajnych przeciwników oraz wysoki poziom trudności. Twórcy mieli solidny pomysł na taktyczny combat, ale obudowali go w przeciętne czy nawet słabe elementy crpg co w rezultacie daje pozycję wartą uwagi dla fanów taktycznych, drużynowych strategii i pozycję do omijania szerokim łukiem dla reszty.

6/10

Grę do recenzji dostarczyło Cyanide Studios

Dodaj komentarz



12 myśli nt. „Aarklash: Legacy – recenzja

  1. brokilon

    Jestem tym jednym czytelnikiem, który czekał na ten tekst ;). Dla mnie to wszystko brzmi zachęcająco. Icewind Dale też było żenujące, ale walki były przyjemne. Problemem gier Cyanide jest to, że pomimo przeciętnych ocen, wcale nie lądują zbyt szybko na półce za 5 euro.

    1. aihS Autor tekstu Webmajster

      @brokilon

      Uwierz mi, że IWD nie było żenujące 😉 Było po prostu wykastrowanym z fabuły i rozmachu BG. W Aarklash walka i mechanika są moim zdaniem lepsze bo ogromną losowość (kostki z D&D 2.5) zastąpiono większą ilością zależności i kombinowania. Cała otoczka jest jednak sporo gorsza.

    1. aihS Autor tekstu Webmajster

      @maladict

      Gra, gra w tym rzecz 🙂 Jeden z przeciwników potrafi rzucać taki czar tuż przed śmiercią. Zajmuje mu to 2 sekundy i trzeba być gotowym ubić go zanim zdąży to aktywować. Wydaje się proste, ale wystarczy chwila nieuwagi o co bardzo prosto w tej grze i nagle masz nowego świeżego przeciwnika ze 100% punktów życia.

    1. aihS Autor tekstu Webmajster

      @Goblin_Wizard

      Gra jest liniowa. Jedyne co można zaliczyć na poczet replayability to podjęcie wyzwania na wyższym poziomie trudności. Są też pewne elementy, z których w ogóle nie korzystałem:

      • poza jednym wyjątkiem nie resetowałem drzewek umiejętności, fajnie, że można w każdej chwili, ale dla mnie to oszustwo bez żadnych konsekwencji czy kar
      • po wybraniu składu, którym chcę grać grałem tylko nim o ile gra nie narzucała mi których bohaterów mam użyć

      Prawdopodobnie używając tych udogodnień niektóre fragmenty pokonałbym dużo szybciej, ale szukałem wyzwania a nie okazji do przeklikania się przez całą grę na luzie.

        1. aihS Autor tekstu Webmajster

          @brokilon

          Z drugiej strony trochę zużyły mi się klawisze F5 i F9 choć tu też miałem zasadę, że staram się wygrać pomimo poniesionych strat i dopiero cisnę quickload 😉

          Generalnie w grach stretegicznych/taktycznych/crpg często narzucam sobie swój set hardcoreowych zasad a jak gra umożliwia mi instalację odpowiednich modów (FNV na przykład) to chętnie z tego korzystam. W grach nadal szukam wyzwania a nie tylko relaksującej młócki, choć przyznam, że z wiekiem trochę mi się zmienia – zmęczenie materiału.

      1. Goblin_Wizard

        @aihS

        Wydaje mi się, że przy zerowym replayability resetowanie skilli jest jak najbardziej sensowne. Któż chciałby robić to samo po raz drugi tylko dlatego, że gdzieś po drodze źle dobrał umiejętności dla postaci. Poza tym dzięki temu można przetestować rożne kombinacje.
        btw czy wyższe poziomy trudności oznaczają lepsze AI czy.. to co zwykle?

        1. aihS Autor tekstu Webmajster

          @Goblin_Wizard

          Nie wiem, boję się very harda, jeszcze mój mózg nie odpoczął po hardzie 😉

          Nie da się źle wybrać o ile czytasz opisy umiejętności przed a nie po. Ja raz zresetowałem bo źle kliknąłem i drugi raz żeby faktycznie zmienić skilla a w rezultacie ani z jednego ani z drugiego nie korzystałem.

          Co do replayability to o ile trzymasz się zasady, że nie zmieniasz składu w trakcie gry to każde przejście w innym składzie będzie się znacząco różniło. Walki będą inne a to cały Aarklash jak dla mnie.

Powrót do artykułu