Życie w rozkroku, czyli parę słów o zdradzie z Melodiami Dnia w tle

bea dnia 18 września, 2014 o 8:50    114 

Zdrady nie można generalizować, to pewne. Nie zawsze mąż jest od tego, by rozmawiać z nim o obowiązkach, a kochanek – by realizować łóżkowe fantazje. Tym bardziej kobieta tych ról nie rozdziela aż tendencyjnie. Czort jeden wie, czego kobiecie zabraknie i co odnajdzie w innym mężczyźnie. Co zauroczy.

Nie zawsze chodzi o to,  że ktoś przestał być dla niej atrakcyjny,  że w domu naczynia nigdy nie są pozmywane, a u tego drugiego nie ma się czasu o naczyniach pomyśleć. Nie zawsze chodzi o seks. Nie zawsze chodzi o miłość. Nie zawsze o coś nowego.

Skończyłam czytać książkę, którą polecił mi dawny znajomy, właściciel księgarni, do której zajrzałam po wielu latach. Miała to być, z założenia, wakacyjna lektura. Babska. O emocjach i miłości.

Okazało się jednak, że nie do końca tak jest.

JANKO_PASJA.indd

Choć faktycznie miłość jest motywem przewodnim Pasji wg świętej Hanki Anny Janko. Miłość w każdej postaci. Ta z przyzwyczajenia, trwająca od lat (do męża), ta jedyna, która jest na zawsze (do dziecka), ta, która czasem jest obowiązkiem (do rodziców), ale przede wszystkim ta, która spada jak grom z jasnego nieba, nie pasuje nam do schematu, i z którą nie do końca wiadomo, co zrobić . Te miłości gdzieś tam na siebie natrafiają, wzajemnie sobie przeszkadzając, a tym czymś, co je przeplata (i czasami wyklucza) jest po prostu miłość bohaterki do samej siebie.

Zaczyna się dość pospolicie. Wspólna praca, hobby, zamiłowanie do literatury, temat do rozmów, takich, których w domu żona i matka dwójki dzieci nie ma z kim prowadzić. Parę rozmów, mail, a potem to spotkanie. Spotkanie przyszłych kochanków. Takie, które wiadomo  jak się skończy (wiedzą to oboje), ale w trakcie którego wciąż zachowuje się pozory normalności. Spotkanie, które już po momencie kulminacyjnym rozpętuje wszelkie żywioły.

(i tutaj następuje przerwa na pierwszą Melodię Dnia, jakże pasującą do tematu)

To spotkanie, o którym mowa powyżej w sumie niekoniecznie musiało się skończyć romansem, a potem (jak się okazuje) miłością. Ale skończyło się, bo oboje postanowili je wciąż karmić. Mailami, wierszami, sms’ami. Słowami, których żadna ze stron dawno nie słyszała. Pocałunkami, nie tymi pospiesznymi, chwytanymi w locie, na dzień dobry i do widzenia, na odwal się, na nie mam czasu i daj mi spokój. Nie tymi cmoknięciami w czoło i w policzek, zaraz po tym, jak się przekaże arcyważne wyznanie „Wyrzuć śmieci”, „Wyprowadź psa”, tylko prawdziwymi. Takimi wielogodzinnymi, w deszczu i w windzie, tymi, na które ma się czas, bo na nic innego nie trzeba mieć czasu. Takimi, które wyłączają rozum i sumienie.

Zakochany człowiek nie ma sumienia. Możesz mieć męża, żonę, chorą matkę, czterdzieści lat, wszystko jedno. I tak dzielą cię od tego pradystans i lata gwiezdne. W dodatku masz tę absolutną pewność, jaką miewają prorocy, że wiesz, co robisz, i wszystko będzie, jak ma być.

A tak naprawdę to jesteś na zakręcie, jak śpiewa Janda, a twoje życie się kolebie niczym wariat…

Bohaterka więc przez ¾ książki żyje sobie na dwa domy, codziennie przeżywa i cierpi, kocha i zatraca się, płacze i  się obwinia. Pakuje i rozpakowuje walizki, zakłada płaszcz, ściąga płaszcz, wsiada do pociągu i z niego wysiada, kończy rozmowę telefoniczną z mężem, bo na linii już czeka ten drugi, i na odwrót. Co noc nie do końca będąc pewną czy noc spędza w tym łóżku, w którym powinna być. Obstawiałam, że ta sytuacja skończy się w psychiatryku. Ale nie. Hanka w końcu mówi mężowi, że chce odejść. Co nie sprawia wcale, wbrew pozorom, że jest łatwiej. Bo emocje, bo może ta decyzja jest głupia, bo dzieci. Bo miała coś stabilnego, a wybiera niepewność. Bo tak przyzwyczaiła się do życia w tym rozkroku, jedną nogą we Wrocławiu, jedną w Warszawie. A tu trzeba podjąć decyzję. Wziąć odpowiedzialność za czyny, zwłaszcza, że nie był to wyskok po alkoholu, a coś ważniejszego. Tymczasem mąż cierpi, kochanek cierpi, a ona jest w fatalnym położeniu, bo przecież coś w tym wszystkim trzeba jeszcze powiedzieć dzieciom. Chociażby wyjaśnić w dwóch słowach decyzję o rozdzieleniu rodziny na dwie równe części. Córka z matką? Syn z ojcem? Żeby było sprawiedliwie? Żeby nikt już nie płakał? Żeby zachować się w tej patowej sytuacji chociaż trochę fair? Aby zacząć budować coś nowego? I to w imię czego? Oczywiście miłości. Tej podłej, która chodzi po ludziach i szuka ofiar. Nieważne ile masz obowiązków, ile rzeczy do załatwienia, ile dzieci. Wszystko jest dla niej nieważne. Wasz wspólny na całe życie kredyt i nowo wybudowany dom również. Takie pierdoły nie mają najmniejszego znaczenia.

(Ale o co chodzi z tym tekstem?) 

Cały czas pisząc ten dziwny tekst z muzyką w tle (bo recenzją tych wypocin nazwać nie mogę), zastanawiałam się nad tym, jak ta sama historia zostałaby opowiedziana ustami mężczyzny. Hanka jak to kobieta – zagaduje temat na śmierć. Odziera go z realności, nadaje mu wymiar symboliczny. Ponadto, taka ciekawostka, z każdą stroną swojej opowieści udowadnia, że polszczyzna ze wszystkim sobie radzi. Nie tylko ze scenami seksu (a swoją drogą tylu ludzi zarzuca, że po polsku nie da się „tego” opisać), ale także ze zdradą. Potrafi wszystko, zdradę również, przełożyć na słowa. Każde uczucie, każdy stan umysłu. Każdy etap zakochania. I ból, i łzy i wszystko to, co sprawia, że człowiek jest bezradny. Ona umie to opisać. A mężczyzna? Czy on też byłby tak wnikliwy? Czy dla niego to również miałoby jakieś większe znaczenie? Zapewne temat byłby bardziej płytkim prosty. Czy jakiś mężczyzna w ogóle uczyniłby zdradę tematem aż tak długiej książki? Czy może zamknąłby ten temat w kilku zdaniach, jak mój znajomy, który przyznaje, że dla mężczyzn owszem, byłoby jednak lepiej, gdyby jedna kobieta dostarczała nam do końca życia tyle samo wrażeń, co na początku. Dla obu stron byłoby lepiej.  No ale tak się nie da. Bo przecież to taka człowiecza norma. I nawet nie gniewam się, po prostu wiem, to potrwa już najwyżej dzień (…) Norma.

No chyba, że nie?

No to dochodzimy do clou tematu. Zdradziliście kiedyś, kogoś?  W grze oczywiście, bo przecież w realnym życiu to wiem, że na pewno nie (pozdrawiam czytające Gikza małżonki). No i jak Wam z tym było, co ?

No a żeby nie było zbyt poważnie ( bo ja od lat, wciąż i wciąż wierzę w ideę małżeństwa i miłość na zawsze ), to powiem Wam, że czegokolwiek by nie dawała zdrada, tylko przy mężu można łazić po domu w dresie i śpiewać niesamowicie ambitne piosenki, jak ta poniżej. Która kiedyś się mnie uczepiła. Bo w jakiś sposób obrazuje moje podejście do wszelakich prób wymiany żony/męża na inny model. Stanowi też moją wiecznie żywą odpowiedź do męża, gdy twierdzi, że już dłużej nie wytrzyma, bo tak smęcę.

A obraz na samej górze to “Nogi” Wojciecha Fangora. Ładny, prawda?

wojciech-fangor-nogi-1955-2012-10-15-800x729

Słowo od Imperatora: dziś ok. 22:00 gramy w Battlefielda 3.

Treść tylko dla zalogowanych użytkowników.

Dodaj komentarz



114 myśli nt. „Życie w rozkroku, czyli parę słów o zdradzie z Melodiami Dnia w tle

  1. bosman_plama

    Zdradziłem żonę w Fallout2. Niech mnie tłumaczy fakt, że wcale nie zamierzałem się z nią żenić. Gdy jednak w drzwiach sypialni stanął tatulo z giwerą w łapach nie było innego wyjścia, niż przez wesele. No dobra – było inne wyjście, choć stałem w samej piżamie, sprawdziłem w innym sejwie i byłem w stanie zabić potencjalnego teścia; ale to oznaczało ubicie jeszcze kilku osób, więc zrezygnowałem.
    Zresztą ostatecznie żona chyba i tak zginęła (po drugiej zdradzie uciekła z częścią sprzętu), i teść też wyzionął ducha, gdy powiedziałem mu, że córuchna pewnie śpi snem wiecznym gdzieś na pustyni.

    Innym razem po prostu się w Fallout2 rozwiodłem. Ale przedtem zabrałem żonie cały sprzęt.

            1. bosman_plama

              @Nitek

              Ja miałem chyba trochę zszarganą reputację w tym mieście. I dzieciaki tak reagowały:). Tylko ja je ignorowałem, a żona od razu odstrzeliła przyszłości narodu łeb.

              A nic z Halloween się chyba nie dzieje w Falloutach. Zresztą to byłoby chyba ryzykowne święto w takim świecie. Przebrałbyś się za supermutanta, to albo wywołałbyś panikę, albo wpakowaliby w Ciebie serię, zanim powiedziałbyś: “cukierek albo…”.

  2. urt_sth

    Co do czepialskich piosenek i w sumie trochę w temacie tuba

    Ja tam jestem wierny jak pies, co oczywiście nie dotyczy gier, bo tam co najwyżej obiecywałem sobie dobrą zabawę 😉
    W życiu wychodzę z założenia , że lepiej zapobiegać (niż stawać się mistrzem logistyki) więc jestem tak nieatrakcyjny (do tego boje się kobiet), że zdrada mi nie straszna, no chyba że tej lepszej połówki, ale skoro jest tą lepszą to tak ciut mniej.

    Na zakręcie mi nie bangla, nie wiem jak innym, ale nie szkodzi bo i tak sobie słucham.

  3. MusialemToPowiedziec

    Zwykle zdradzałem Jedi w Star Warsach, liczy się?

    Zdradziłem Liarę w ME2, ale to jej wina że dopiero w 3ce wróciła, a w 2ce jest achiwek “Mile-High Club” 😛 . Za to grając w 3kę użyłem save’a z neta, gdzie dalej byłem z nią.

    W Dragon Age’u zaś prowadziłem udane kwadraty – trzeba tylko w odpowiednim momencie przestać gadać z członkami drużyny. Albo zainstalować moda 😛 Albo mody, zamieniające kwadrat w pięciokąt…

    A, i porzucałem najpierw tego-łucznika z pierwszej wsi na rzecz Lidii, a następnie Lidię na rzecz tragarza potrafiącego czarować, których też sobie wymieniałem. Choć teraz jak Skyrimuje to jestem lojalny wobec Inigo – taki mod dodający kotka jako towarzysza- główna zaleta to setki, tysiące albo i miliony (tu może przesadzam) linijek dialogowych, dzięki czemu nie potrzebny jest mod “zaknebluj tragarza”.

  4. jaGrab

    Dziś o 22 to może być tie-break z Rosją 🙂
    Kodzik (jak to taki sam jak ten za punkty) nie działa też z grami innych polskich wydawców sprzedawanych w muve (np. Techland).
    Czasem zaczynam jakąś grę z założeniem że będę tworzył wredną postać. Zawsze kończy się tak samo, przechodzę na jasną stronę mocy, za miętki jestem.

        1. Errabundi

          @MusialemToPowiedziec

          Da się, ale trzeba być mega ostrożnym, bo – jak ktoś wspomniał – krzywo na Ciebie patrzą, choć wcale nie muszą się Ciebie bać (w złych celach można wysługiwać się innymi, albo narobić szkód samym gadaniem). Ale jaka frajda, jak wszystkich wkurzasz!

          Bea! Masz u mnie piwo/wino za tytuł tekstu – uwielbiam kobiety w rozkroku 😉

      1. bosman_plama

        @urt_sth

        Za mną raz nawet wysłali łowców nagród:D. I da się grac, tylko podejrzliwie na Ciebie patrzą i reagują. Oczywiście, jeśli w jakimś mieście jesteś poszukiwany, to w nim już nic nie zrobisz (poza wystrzelaniem mieszkańców).

        A jak jesteś poszukiwany w dwóch, to wysyłają za Tobą łowców.

    1. Nitek De Kuń

      @jaGrab

      Podobnie ja, zawsze chcę być wszech zły, kończy się, że ogrywam jak miętka klucha. Na drugi raz za to już jestem zły, żeby zobaczyć co tam. Problem w tym, że zwyczajowo grając złym brakuje balansu i ciekawych rzeczy do robienia. Podczas gdy będąc dobrym musisz się nagłowić co jak zrobić, taki zły wpada na miejscówkę, a w okolicy plastikowych worków zaczyna brakować.

            1. MusialemToPowiedziec

              @shani

              Kurcze, chyba rzucamy spoilerami na lewo i prawo.

              Spoiler! Pokaż

              @bosman – ehh, tyle pisałem, że się wepchłeś.

              Spoiler! Pokaż
    2. Waldek-Mat

      @jaGrab

      Skończyłem jedną całkowicie złą i psychopatyczną postacią Mass Effect, konsekwentnie od pierwszej aż do trzeciej części wybierałem “złe” decyzje, złośliwe i aroganckie wersje dialogowe. Podobnie zagrałem w Kotora, z założeniem, że będę docelowo Jedi po ciemnej stronie mocy. Ogólnie nie lubię grać złymi i rzadko mi się tu udaje.

  5. thesheep

    No proszę, co za ciekawy temat. 🙂 Zawsze przy takiej okazji przypomina mi się Emma Bovary, zwłaszcza że ostatnio wykopałam w naszej wspólnej kolekcji DVD ekranizację BBC. Najlepsze jest to, że to jeden z niewielu filmów, które mąż dołożył do biblioteki. Pewnie jakiś hint w moją stronę. 😉
    Już miałam napisać, że nie gram w gry, w których można zdradzać, bo epoka simsów dawno się dla mnie skończyła. Popukałam się jednak w czoło, bo jakże mogłam zapomnieć o mojej Matyldzie Toskańskiej, która nie odpuszcza żadnemu przystojniakowi na dworze. 😀 https://www.gikz.pl/?attachment_id=36559

      1. thesheep

        @shani

        Ha ha 🙂 Nie, już jestem w Polsce. Strasznie romantyczna jest ta ich idea niepodległości, więc może się nie udać. Potrzeba w narodzie istnieje – nie u wszystkich obywateli, owszem, bo nie ma społeczności monolitów, jednak ci których znam chcą być niezależni. Jako że kibicuję idealistom, jestem na tak. 🙂

  6. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

    O rany, ja to nawet zdradziecko nie atakuję z zaskoczenia; jeśli miałem wcześniej sojusz z daną frakcją czy państwem to najpierw go kulturalnie i dyplomatycznie wypowiadam. O zdradzaniu osób już w ogóle nie ma mowy.

    W ogóle uważam zdradę za ostatnie skurwysyństwo i żadne edzie-bedzie o nierealizowanych potrzebach mnie nie przekonują. W tym temacie jestem tak turbo-konserwatywny, że chyba powinienem zostać paladynem poszukującym piękna i przyjaźni.

  7. teekay

    ja od lat, wciąż i wciąż wierzę w ideę małżeństwa i miłość na zawsze
    I tak trzymaj Bea!

    Spoiler! Pokaż

    Swoją drogą niby mówi się, że faceci to świnie i to oni przeważnie zdradzają, a większość utworów poetyckich zwanych piosenkami jakie znam, przedstawiają podmiot liryczny pogrążony w trwodze i rozpaczy po utracie ukochanej, która w wyniku zdawałoby się niewinnego zadurzenia i zapomnienia, zdecydowała się na zerwanie z zasadami i tradycjami domowego ogniska, tym samym dewastując związek miłości i zaufania oraz skazując podmiot liryczny na życie w ciągłym cierpieniu. Wystarczy przytoczyć klasyki pieśni polskiej takie jak “Chryzantemy złociste” czy “O Boże Boże Boże, Bożenko”. Hmmm

      1. teekay

        @aihS

        Liczyłem na taki merytoryczny komentarz, towarzyszu! Każdy materiał instruktażowy przysłuży się dla dobra ogółu! Widzę po swoich staraniach, że nie jestem jeszcze gotowy na bezpośrednią konfrontację z przeciwnikiem. 😉 Ku pokrzepieniu serc, towarzyszu! 😉 Odmaszerować!

      1. bea Autor tekstu

        @shani

        chociaż wyższy level, który się osiąga po paru latach życia gikzowiczem, to taka sytuacja w której kobieta już wie, co ją czeka, sama kupuje sobie wino, same je sobie nalewa, a potem zasypia nie wiedząc nawet kiedy, w tle słysząc jakieś streamowe śmiechy 😀

  8. furry

    Jako że wpis o książkach, tu wrzucę – ktoś na Świecie Czytników w komentarzach wyłapał promocję wyd. MAG

    Fajne:
    “Reamde” Stephensona (podobno)
    “Akta Dresdena” Butchera
    “Malazańska Księga Poległych” Eriksona
    “Pustka” Hamiltona (podobno)
    “Odd i lodowi olbrzymi” Gaimana (dla dzieci)

    Niefajne:
    “Świat Rzeki” Farmera

    Nie wiem:
    cykl “sookie Stackhouse” Harris – młodzieżowe o wampirach

    1. powazny_sam

      @Siemion

      Nie wiem o który konkretnie trailer (bo obejrzałem właśnie po raz kolejny wszystkie 3 ze steama) ci chodzi ale samo wspomnienie o nowych borderach powoduje u mnie przyspieszenie akcji serca i gęsią skórkę na karku. Tym samym stwierdzenie że hajp się mnie nie ima mogę już oficjalnie powiesić w osobistym muzeum.

  9. projan

    Bea, jak zwykle świetny tekst.
    Ostatnio Nitek wrzucił ponownie Twoje granie w P.T. co przypomniało mi że masz tez bardzo fajny, radiowy głos. Nie obraziłbym się gdybyś występowała częściej. (serio)

    Co do zdrad – ja się puszczam w grach na lewo i prawo ze wszystkimi płciami i rasami.

    1. bea Autor tekstu

      @projan

      O jak miło! Dziękuję bardzo! Obiecuję popełnić jeszcze kilka takich tekstów (koniecznie z cyklu “o d… maryni” bo o grach się nie wypowiem. Zawsze jednak jak pisze to mam wątpliwości, czy gikz jest odpowiednim miejscem, czy może nie powinnam załączyć strony dla gikzowych żon, aby tutaj nikomu w graniu nie przeszkadzać:) )
      A co do grania…mimo wszystko nie czuję się najlepiej jako radiowiec , a o P.T. wolałabym abyście mi już nie wspominali 😉

Powrót do artykułu