Sylwestrowe Melodie Dnia (z tekstem dozwolonym od lat 18)

bea dnia 31 grudnia, 2014 o 8:59    56 

To będzie krótka historia o alkoholu. Taka, jakich wiele wysłuchacie zapewne po nocy Sylwestrowej, a może i później. Historia o tym, że lubię pić (w Sylwestra). Z ludźmi. W granicach normy i (zwykle) także w granicach przyzwoitości.

Historia zaczyna się stosunkowo późno, bo “pewnego” roku, gdy świeżo po maturze postanowiłam zdawać na najlepszy (dla nadwrażliwych) kierunek na uniwersytecie. Studiowaniem filologii polskiej oczywiście byłam bardzo zainteresowana jedynie chwilowo, bo bardziej niż literatura średniowiecza i staro-cerkiewno-słowiański intrygowało mnie wówczas moje życie uczuciowe, wewnętrzne i towarzyskie. Poszłam więc na studia, na których zajęta byłam głównie czytaniem i rozmawianiem o literaturze oraz prowadzeniem nierównej walki z żeńskimi hormonami. Hormony te sprawiały, że raz miałam ochotę żyć w świecie z ludźmi, a raz bez nich i w każdym z tych dwóch stanów czytałam wiersze w ilościach przekraczających możliwości percepcji normalnego człowieka. Jak Anna Maria Jopek chciałam, aby jednocześnie były święta i czereśnie, chciałam żyć na jawie i we śnie – jednocześnie). No ale przyszła pora na normalność.

Jeszcze mi wina nalej –  pijmy bez słów,
jeszcze, jeszcze.
Trzeba zapomnieć tyle zdarzeń i snów,
zgubić, by znaleźć je znów.

Na pierwszym roku studiów pierwszy raz w życiu się upiłam. Winem. W jakiejś bramie. Nie z byle kim i nie przypadkiem. Z mężczyzną, z którym potem kilka miesięcy byłam w związku bez sensu i celu (choć o dziwo, przy okazji pisania tego tekstu uświadomiłam sobie, że rozstaliśmy się z powodów, których nie umiem sobie przypomnieć). To było chyba trochę tak, jak u Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego. Jednego dnia „nie ma takiej dali, która nas oddali”, drugiego nie było już „żadnej bliży która nas przybliży”. I tak na przemian, parę lat, aż się sypnęło całkiem. Ale co się narozprawiałam o życiu, książkach, muzyce, filmach i… co się napiłam wina, to moje. Tak się zaczęło moje głębokie uczucie do tego trunku. Z tą różnicą, że z czasem zaczęłam sięgać po butelki z coraz wyższych półek  (choć i tak moje ulubione w tej chwili to półka bardzo średnia), a i towarzyszy do wina zaczęłam dobierać ostrożniej. Najlepiej z koleżanką.

Wino to alkohol idealny do zwierzeń. Lekarstwo na skołatane serce i wszystkie nerwobóle. Na rozstania i powroty. Sprawdza się jako dodatek do przyjaźni, do miłości, wszędzie tam gdzie piwo mogłoby być zbyt ordynarne; sprawia, że kanapa zamienia się w przenośny konfesjonał barowy. To lek na rozpadające się związki i na te całkiem nowe, zapowiadające się świetnie, i te z niedopowiedzeniami też. Na spotkanie z siostrą i randkę  (np. na dachu altany). Wypijane zimą w parku koło szpitala psychiatrycznego, jesienią w pokoju hotelowym, wiosną w lesie, czy latem nad jeziorem. Z kieliszków (to preferuję), plastikowych kubków, szklanek, z gwinta, albo prosto z ust. Jakkolwiek. Wino jak żaden inny alkohol zbliża ludzi. Wraz z wzrostem procentów zaczyna się z czasem notować już nie każdą, ale co drugą reakcję na chwytanie za rękę, by potem dotyk taki potraktować już jako całkiem naturalny (choć zwykle weryfikuje to raczej poranek). Wzrost procentów daje nam wymówkę, kiedy przy jakimś facecie z rąk lecą (nie wiedzieć czemu) różne przedmioty. Przecież wiadomo dlaczego tak –  przez wino. Najczęściej przez czerwone i wytrawne. Wino to czasami jedyny przepis na to, by nie żałować ludziom serca. I słów. Zwłaszcza na koniec dnia. Właśnie tak, jak śpiewa Kasia Groniec (ej, ej, byłam na jej koncercie „ZOO” – polecam każdemu)

Do Melodii dorzucam jeszcze Davida Graya

Only the wine talking
Only the wine
Head spinning, mouth open
Time after time

nie wiem, ile butelek piwa

wypiłem czekając, aż rzeczy

przybiorą lepszy obrót (Charles Bukowski) 

Piwo ponoć stworzył ktoś, kto chciał by ludzie byli naprawdę szczęśliwi. Bóg. Albo ktoś tam. Frank Zappa wygłosił pewną mądrą myśl o tym, że nie liczy się żadne państwo, które nie ma swoich linii lotniczych i …. swojego piwa. I trudno nie przyznać mu racji będąc w Czechach na przykład. Albo… Na Litwie. Z racji tego, że wszystkie polsko-brzmiące marki są obecnie w rękach Francuzów, Niemców, Duńczyków czy innych takich… z radością zareagowałam na swoisty boom na piwa regionalne. Z małych (a potem i coraz większych) zakładów. Oczywiście, że wścieka mnie koleś, którego piwo wylewał Wojtek Tochman (kłóćcie się ze mną, ale cały mini-event uważam za bardzo zasadny), wścieka mnie jego głupota, ale piwo z jego browaru uwielbiam.  Tak samo jak to z Miłosławia czy z Raciborza. Zresztą w piwie uwielbiam to, że pije się je zupełnie inaczej niż wino. Uzależnia raczej mężczyzn niż kobiety,  a sporo historii z piwem w tle napisał wspomniany wyżej Charles Bukowski – znacie tego Pana? Szowinista, wredny typ, żadnej kobiecie bym go nie życzyła. Ale… pisać potrafił jak mało kto.)

Dla mnie piwo to  trunek raczej „na miasto”. Świetny pomysł na szybko skołowaną imprezę (Ej, idziemy po pracy na piwo? Nie idźmy na wykład. Chodźmy się napić). Mistrzostwo w tej kategorii osiągnęłam również na studiach z dziewczyną, która 3 lata była mi najbliższym kompanem, do tańca i do różańca, bo zarówno piw wypiłyśmy w hektolitrach jak i … dzbanków mocnej czarnej kawy przed każdym kolejnym egzaminem, na które zawsze (nie wiedzieć czemu) uczyłyśmy się dopiero w noc poprzedzającą sądny dzień. Moja M. jak nikt inny rozumiała, ze „przecież idziemy tylko na jedno, i kupujemy je na pół” więc na pewno nie wpłynie to na naszą percepcję i nie nam zburzy planów nauczenia się 200 stron wykładów.  Co z tego, że tego jednego, rozlewanego zawsze na pół było zwykle kilka kolejek, a i studencki brak funduszy niespecjalnie nam przeszkadzał, wszak znało się knajpy, gdzie nam, przyszłym filolożkom, tym gwarantującym przyszłość narodowi (bezrobotnemu) dawali na krechę. Piwo nigdzie nie smakuje tak świetnie jak w barze, wśród znajomych. W takich barach, w których wszyscy się ze sobą przyjaźnią, mimo, że nie pamiętają swoich imion (bo i na co to komu), a każdy piątek to jak nowe życie, nie wiadomo, z kim zasiądziemy i z kim pójdziemy w tany.  Piwo. Prosto z kranu, zimne i z bąbelkami, z sokiem lub bez, w dymie papierosów (od niedawna tylko w strefach dla palaczy), przy barze pite, skąd można celować spojrzeniami w każdy kąt knajpy i wypatrywać co ciekawszych…rozmówców na wieczór. Piwo lane przez barmana, takiego, jak z piosenki Maleńczuka (uwaga, melodia dnia kolejna), takie piwo piło się wyłącznie w czasach studenckich, prawda?

Dzisiaj nie smakowało mu nic prócz wódki samej, która była – jak zawsze – niezawodna i przewidywalna. Niczego nie obiecywała prócz chwilowego raju upojenia i długiego piekła kaca. Stawiała sprawę jasno: wystawię ci jutro rachunek tak wysoki, jak wielkie będzie twoje szczęście dzisiaj. (Marek Krajewski)

Z wódką niewiele mam historii. Niewiele takich do opowiedzenia tutaj. Ale przyznam, że bardzo się cieszę, że bezpowrotnie minęły czasy koncertów na świeżym powietrzu, w czasie których słuchałam muzyki popijając kolejne piosenki wódką przemycaną przez znienawidzonych przez moją mamę kolegów, w butelkach po coli. Wódki nie cierpię, nie potrafię jej pić i zwykle za szybko uderza mi do głowy. Ponoć są sposoby na to, by uderzała wolniej (z tego miejsca pozdrawiam Pana Policjanta, który na imprezach popijał wódkę ciepłą herbatą!).

Wódka oczywiście smakowała Bukowskiemu. Jak każdy jeden alkohol. Ponoć pomagała mu zrozumieć kobiety. Kobietom raczej nie smakuje, bo one już wystarczająco siebie rozumieją…Iść krok dalej to jednak pewne niebezpieczeństwo. Bukowski w książce pt. Kobiety napisał właśnie to trafne zdanie (odnosząc je potem do problemów z kobietami):

Na tym polega problem z piciem. Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo.

Z wódką niewiele mam wspomnień. Wiem o niej tyle, że pijąc ją z chłopakami, z którymi nie ma się o czym rozmawiać, swobodnie w miarę można udawać, że jest się głupszą niż w rzeczywistości. Tym samym nie sprawia się im zbyt wiele przykrości.  Trzeba przy tym bardzo uważać (przy głupich facetach i głupich kobietach również), bo wódka zaburza percepcję bardziej niż cokolwiek innego. Jednoczy ludzi czasami na chwilę, a potem z tego tytułu są problemy. Teraz uwaga, bo świat się kończy! Na Gikzie (już drugi raz) będzie WIERSZ.

Mówisz o sercu i o duszy
ja o mózgu i o genitaliach
mówisz o miłości i intymności
ja o interesach ciała
mówisz o bezbrzeżnej tęsknocie
ja o deficycie energii
mówisz nie gdy rozpinam twoja bluzkę…
ale niech żyją różnice
dzięki nim moż
emy się zjednoczyć na tę noc.

(M. Czyżykiewicz)

 I Bukowski. na zachętę, dla odważnych:

Miałam w planach napisanie Wam jeszcze paru słów i z whisky, z rumem czy innym takim, ale … ja ich nie pijam. Bacznie obserwuje jednak mojego męża, którego co niektóre streamy popijane whisky brzmią tak jakby bardziej “swojsko”, jakby z kolegami w fotelu siedział i do tego palił cygaro. Zresztą w zanadrzu pewnie Wy macie takowe historie i refleksje, wiec jak na filologa  przystało – oddam Wam te rozdziały do „omówienia”. Napisałabym też o ginie, ale zwyczajowo tak bardzo rozcieńczam go tonikiem, że nie bardzo kojarzę jego smak.

Po co napisałam ten tekst? Wyprzedziłam poniekąd internetowe historie, których jutro będzie wszędzie mnóstwo. Ile piw wypiłeś? W życiu się tak nie nawaliłem! Ale była impreza! Po flaszce na głowę! Takich wyznań to nigdy nie brakuje. Ale zwróćcie uwagę na to, że wszystkie te historie z alkoholem w tle są ważne, fajne i ciekawe, tylko dlatego (albo tylko wtedy), gdy alkohol był dodatkiem. Więc żeby tradycji stała się zadość –  za niedługo uzbrojeni w ulubione alkohole wyruszycie na domówki, albo zasiądziecie przez TV z żonami i dziećmi w drugim pokoju (dzieci w drugim pokoju, żony obok – żeby nie było niejasności 🙂 – życzę Wam żebyście mieli obok siebie fajnych ludzi do wznoszenia toastów.

O, takich na przykład

(bo z innych to raczej “w naszym wieku” się już wyrasta).

A jeśli zabalujecie dzisiaj, to mam nadzieję, że z powodów takich, jakie ma Turnau i Sikorowski (za to wszystko, co się dawno nie udało – za kobiety, które kiedyś nas nie chciały, za marzenia, które w chmurach rozwiały, za kolegów, których jeszcze paru nam zostało)

I mam nadzieję, że rano,zgodnie z piosenką w błogi spokój otulą Was żony (czy partnerki) i pozwolą… zwyczajnie odpocząć.

Drodzy Gikzowicze i Stremowicze życzę Wam, abyście zawsze mieli kogoś, z kim można wypić swój ulubiony alkohol. I żeby nigdy nie chodziło o ten alkohol, ale zawsze o tych ludzi. I mimo, że Was lubię, mam nadzieję, że dzisiaj nie widzimy się na streamie;-)

—–

I ja, Wasz mości litościwie panujący Imperator życzę Wam lekkiej głowy tuż po, pełnego brzucha tuż przed i zdrowia przez cały nowy rok. A także spokoju, byście mogli pograć w spokoju, a i na streamy zawsze zajrzeć, po swojskiemu, z cygarem i szklanicą. Nie mam pijackich piosenek, ale zawsze jak jeździłem na kolonię, zawsze, w autobusie leciało to

ale wtedy bywałem grzeczny. Teraz też jestem, bo jestem stary. Dobrego! Widzimy się dzisiaj na streamie.

Dodaj komentarz



56 myśli nt. „Sylwestrowe Melodie Dnia (z tekstem dozwolonym od lat 18)

  1. urt_sth

    “choć i tak moje ulubione w tej chwili to półka bardzo średnia” – a która to ta półka średnia – do trzech dych?

    PS. Kieliszki giganty do czerwonego są najlepsze – muszę sobie kupić w końcu tylko nie mam zawieszki ani szafki do której je wstawię.

    PS2. Ostatnio się dowiedziałem(ciekawe czy prawda to czy tylko wymówka) , że przed winem warto jedno małe piwo ze względu na przeciwne odczyny.

      1. urt_sth

        @slowman

        Pytanie zawiera lokowanie adresu url, bo dla każdego półki rozłożone są inaczej. Ja w mej frankofobii wybieram nowy świat (i Hiszpanię), ale ostatnio (rok temu) zaskoczyło mnie jedno takie mieszane Bordeaux(Medoc), że kupiłem 6 butelek i co roku otwieram jedną (teraz żałuję mogłem wziąć dwie skrzynki) 🙂

    1. bea Autor tekstu

      @urt_sth

      Piwo przed winem w moim przypadku nie byłoby dobrym pomysłem..
      Zgodzę się co do ogromnych kieliszków, 580 ml z Lidla – dają radę;)
      Fakt, że na półkach różnie poukładane, ale moje dwa ulubione oscylują wokół kwoty 30-35 zł 😉 W sumie nigdy nie piłam takiego za 350 więc może jednak jest coś lepszego. Ale póki co moje wybory w tej kwestii mnie w pełni satysfakcjonują;)

  2. Stah-o

    Jestem już tak długo “porządnym facetem”, że nawet nie pamiętam jak to jest zarzygać się z ochlania i narobić sobie obciachu na pół dzielnicy. Cholera, tęsknię za tym 🙂 Dzisiaj bawię się z córą przy dźwiękach z płyt Violetty (kto ma w domu dziewczynkę ten kojarzy) i praktycznie bez alkoholu bo już zupełnie odwykłem od picia 🙁 Grajcie w Assetto Corsa – cholernie warto.

      1. Stah-o

        @bea

        Ha, za mała, moja w tym roku skończyła 6 lat 🙂 Ta moda uderzyła w nas jak piorun, bo przecież przed chwilą oglądaliśmy razem świnkę Peppę i Mańka Złotą Rączkę a tu bach – prawdziwy serial argentyński. Mała ogląda go z wypiekami, a w szkole wciąż o tym gadają z koleżankami. Dziwne, ale takie czasy. Biletów jeszcze nie kupiłem, ale zapewne zrobię to w styczniu, nie ma wyjścia 🙂

        1. bea Autor tekstu

          @Stah-o

          Pamiętam taki reportaż.. o ojcu pewnej 14-latki, która kochała się w Bieberze. Biedny ten człowiek. Przeżywal, że całe życie słuchał innej muzyki, a córka zwariowała na jego punkcie. Plakaty, płyty, to jeszcze nic. Ona nocami wypłakiwała się w poduszkę. A gdy tata zabrał ją na koncert to przez jej szloch (szczęściarz) nie słyszał podczas tego koncertu za wiele. Płakała z radości ofc. Strach się bać. Na szczęście 99% dziewcząt z tego wyrasta. Mówię to ja, która w wieku lat 9. wzdychałam do Angelo z Kelly Family 😉

  3. Yerz

    Z FB ” Make life harder”:

    Kac, zwany Pustynną Burzą Dnia Następnego, to największe nemesis narodu polskiego. Jutro miliony Polaków ramie w ramię staną do walki przeciwko pustynnemu demonowi i wspólnie spróbują pozbyć się kaca. Zanim jednak zaczniesz heroiczną walkę o przetrwanie, warto zidentyfikować przeciwnika.
    Jeśli bawiłeś się z kolegami ze swojego bractwa rycerskiego, przez większość wieczoru gadaliście o ostatnim dodatku do Diablo 3 i tak się zagadałeś, że w trakcie całej imprez wypiłeś 34 Harnasie i 12 Argusów, to prawdopodobnie czeka cię walka z kacem typu Germański Najeźdźca. Germański Najeźdźca atakuje przy pomocy skrajnego odwodnienia organizmu, dlatego po przebudzeniu czujesz się jak wydma w Łebie. Walkę podejmujesz poprzez wejście do wanny wypełnionej Izostarem i odśpiewanie Roty w języku hobbitów.
    Kac typu Francuski Korpus Dyplomatyczny jak każdy Francuz charakteryzuję się tym, że jest podstępny, tchórzliwy i nie zna angielskiego. Kac ten męczy głównie miłośników wina, którzy w trakcie picia lubią delektować się serem roquefort oraz własnymi pierdami o Sartrze i wakacjami w Luwrze. Z pozoru niegroźny – będzie czekał na dogodną chwilę, aby rankiem w trakcie jedzenia jajeczka po wiedeńsku niespodziewanie zabrać ciebie i twój żołądek w rejs pontonem dookoła świata. W celu uniknięcia sensacji żołądkowych jeszcze w trakcie imprezy każdą lampkę wina przeplataj 30-minutową sesją torsji w toalecie. Dzięki temu nie tylko ocalisz swój poranek, ale przede wszystkim dorobisz się prestiżowej ksywy „Rzygi” i już nikt nigdy nie pocałuje cię z języczkiem.
    Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, kiedy mamy do czynienia z Alpejskim Baronem. Kac ten atakuje bywalców modnych klubów, którzy bawią się w towarzystwie drogich kobiet i eleganckich drinków. Głównym objawem jest ból głowy i irytacja dźwiękami, jasnością a zwłaszcza wszystkim. Najlepszym rodzajem walki z Alpejskim Baronem jest kontratak, dlatego jeszcze w trakcie snu dobrze sobie przygotować pożywne smoothie z raszponki, jarmużu i barbituranów. Dla smaku warto zetrzeć na tarce 100 złotych. Tak przygotowany smoothie nie tylko pokona Alpejskiego Barona, ale również przywróci ci wigor do pracy oraz ogólnie do bycia chujem.
    Wszystkie powyższe porady idę w kibel, gdy mamy do czynienia z kacem po sylwestrze. Nie bez powodu jest on zwany Rudym Kaligulą wśród kaców. Kiedy ty na imprezie rozgorączkowany będziesz odliczać godziny do północy, zapijać wódkę winem, robić sangrię z whisky i piwa, a całość podlewać ruskim szampanem – Rudy Kaligula od kilku godzin na chacie będzie niecierpliwie czekać na twój powrót. Nim pierwszy promień słońca przebije się przez firankę, ty – już osiodłany i na czworakach – będziesz na rozkaz Rudego Kaliguli chodził po ścianach i kwiczał jak świnia. Kwi kwi, skurwysyny.

  4. slowman

    Ponieważ ktoś jutro musi być kierowcą, to nie mogę dzisiaj w nocy pić. 🙁 Ale nie muszę iść dzisiaj do pracy, więc w nocy przy czterech piwach poczytałem książkę, pooglądałem filmy i teraz kontynuuję (bo wg mojej nowej tradycji Sylwester trwa póki się nie zaśnie) mój ciąg szóstym i “Lost in translation” (z którego się dowiedziałem, że każda kobieta ma fazę bycia fotografem i, że jest możliwe znalezienie kobiety, która na pożegnanie nie rzuca się na człowieka próbując go przyprawić o poważny ból szyi). So i have this going for me, which is nice. 🙂

  5. furry

    Dobrze ktoś pisał, dzieci faktycznie upraszczają plany sylwestrowe…

    Żona poprosiła, żeby kupił szampan Piccolo, to dzieciaki się ucieszą, a i ona przecież, matka karmiąca, pić nie może, to i dla niej to Piccolo. Teściowie też raczej niepijący. Ech… chyba kupię dwa Piccolo po prostu.

  6. bosman_plama

    Szampan zwykle kontestowałem w imię solidarności z kumplami z liceum, choć mnie specjalnie nie przeszkadzał. Odkąd się pożenili im też jakby mniej przeszkadza, ale w swoim gronie trzymamy sztamę i szampana nie pijemy. Wina też raczej nie, więc pozostają nam łyskacze, piwa oraz wódki. Czasem bimber, nierzadko najzdrowszy z tego wszystkiego.

    Na każdy alkohol jest dzień i klimat. Upalne lata lubią piwa i białe wina, ciemne nastroje lubią ciemne wina i łyskacze, uniesienia idą pod rękę z wódką a zagadania o tym, że bywa do bani z wódzią. Piwo jest towarzyskie, koniak występny, acz ocieplający, łyskacz jest do uścisku ręki. Z kimś, z kim zaraz będziemy się bić możemy strzelić setkę wódki albo wychylić piwo, bez toastu i postukiwania szkłem. Z kobietami natomiast, z którymi planujemy przeciwieństwo bijatyki (pomimo pewnych podobieństw wizualnych) to raczej wino, ten nieszczęsny szampan, albo ten podstępny koniak. Z innymi kobietami to samo, co z facetami, z którymi nie idziemy się bić. Do grania piwo, do kart łyskacze do planszówek piwo bądź wódka bądź (najlepiej) bimber, bez okazji cokolwiek, w trasie tequila. O, tequile też można z paniami, co to się nie będziemy z nimi bić.

    Tyle mi przyszło do głowy. Ale to o mnie, Wy sobie pijcie co, jak i kiedy chcecie.

  7. Tasioros

    Dokładnie tak – nie chodzi o alkohol, ale o ludzi, z którymi się go pije. Dlatego dzisiaj będę pił z żoną (która pić nie będzie), przy filmie “Zaginiona dziewczyna”, a później sam ze sobą, o ile kobietki pójdą spać a ja będę miał siły coś jeszcze robić.

    1. bea Autor tekstu

      @Tasioros

      Zaginiona dziewczyna jest super! Mam nawet napoczęty tekst o tym filmie, miałam wrzucić na gikza, ale … nie da się, bo 99% tekstu to spoilery. Podoba mi się za to jedna rzecz, że w całej tej jakże ciekawej historii poniekąd kryminalnej, na drugim planie przemycona jest dość trafna ocena wielu współczesnych małżeństw;) Każdy widzi to, co chce widzieć 😉 Życzę przyjemnego seansu we dwoje, czy tam we troje. Jestem pewna, że żonie tez się film spodoba:)

  8. emperorkaligula

    pierwsza godzina w robocie zleciała raz dwa, do końca jeszcze 8. kompletna nuda, ale ktoś musi być 🙁

    raczę się suchą colą i maxuję po raz kolejny Castlevania: Dawn of Sorrow. może jakiś film zarzucę.

    przypowieść sylwestrowa z dzisiejszego wieczoru: czekając na transport miejski do roboty, rzuciła mi się w oczy niewiasta na przystanku po drugiej stronie ulicy. samotna młoda dama chodzi sobie w kółko czekając na tramwaj czy tam autobus. nagle coś jej upadło, schyla się po to I JEB, mordą wyjebała w krawężnik, leży jak długa, próbuje wstać kilka razy i w końcu sukces. na oko gimbus, na pewno nie starsza. pewnie skończyłbym tak samo (w sylwestra puszczają hamulce), a tak jest prawie 300% stawka i jutro zero kacora 🙂

    a znieczulę się w innym terminie, do tego nie trzeba mnie zachęcać 🙂

  9. Goblin_Wizard

    Właśnie przed chwilą wróciłem z Sylwestra i nie mogąc ani normalnie funkcjonować ani zasnąć zacząłem przeglądać.. gikza. Hmm.. to będzie dziwny rok. Na 100% przełomowy! Jak każdy poprzedni. 🙂

    Życzę Wszystkim wszystkiego lepszego w nowym roku! Lepszego bo… najlepsze jest tylko jedno więc i tak wystarczy tylko dla mnie 😛

    p.s. wylewanie piwa uważam za zbrodnię niezależnie od celu jaki temu przyświeca. Po co marnować coś co, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, może uszczęśliwić tylu ludzi! 🙂 To tak jakby zabrać dziecku lizaka – chamstwo i barbarzyństwo!

Powrót do artykułu