Let’s play together. Złe gry w służbie rodzinnej integracji (cz.I)

bea dnia 29 stycznia, 2016 o 18:21    49 

Tak, oczywiście. Jestem przeciwniczką przyciągania dzieci do tabletów i komputerów. Wolę książki, gry planszowe i spacery z atrakcjami. Wspólne pieczenie babeczek, smażenie kotletów (w stylowej czystej kuchni), naukę języków i aktywność fizyczną. Ale dziecka nie da się w XXI wieku wychować z dala (i bez udziału) takich wynalazków jak komputer (u nas zamiennie z konsolą), smartfon czy tablet. Co więcej zdarza mi się, że oddycham z ulgą, kiedy nagle zapada w domu cisza, bo dziecko chwilowo skupiło się na grze samemu. Zwłaszcza, jeśli wcześniej przez 3 godziny grałyśmy bez przerwy w Spadające małpki. I niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem ten, który potępia, który “w życiu nie mógłby”. Bo ja (jak w konfesjonale wyznam Wam) czasami mam tak, że mogę. A nawet chcę.


Mimo, że jestem świeżo po świetnym spotkaniu branży eventowej w Warszawie (Forum Branży Eventowej) i to wydarzenie wraz z natłokiem spraw w pracy całkowicie dyktują mi obecnie tematykę wpisów (in progress) zmuszona zostałam dzisiaj do tego, by nieco przystopować i w tym szalonym miksie zdarzeń, wyjazdów i spotkań służbowych zrobić sobie przerwę na rodzinny event. Event wyłącznie dla dwojga. Znaczy dla dwóch. Bo dla dziewczyn. Tylko.

anna

Zimowy event w domowym zaciszu…

Kraina Lodu dla mnie jest na którymś tam miejscu (obecnie trzecim, choć ta lista zmienną jest) ulubionych bajek Disneya. Wciąż nie strąciła z piedestału Zaplątanych czy Toy story. Niemniej bez wątpienia nazwać ją można odkryciem. O fenomenie tej produkcji wielu się już rozpisywało. Były interpretacje bardzo głębokie tłumaczące sukces tym, że to pierwsza antybaśń, w której znane wątki, typowe postaci zastąpione zostały antyromansami i antybohaterkami. Były też zwyczajne, proste zachwyty – nad jej prawdziwością, brakiem infantylności (np. w mówieniu o miłości). Były historie o tym, że Anna i Elsa to pierwsze w historii Disneya naprawdę silne księżniczki (a co z Mulan, albo Meridą Waleczną?). Że Anna to pierwsza z księżniczek, której wielka miłość okazała się błędem (skądś takie historie znamy), pierwsza, która tak wcześnie dowiedziała się, że książę z bajki kłamie czasami tak samo podle, jak inny (żeby nie rzec “każdy” 😉 ) facet. I że bycie piękną i młodą wcale jeszcze nie gwarantuje szczęścia w miłości (odnoszę wrażenie, że to do niej śpiewał Happysad o tym, że miłość to nie pluszowy miś...).

No właśnie. Znowu chodzi o miłość.

Mnie historia Anny i Elsy przekonała miłością, tyle, że siostrzaną, po raz pierwszy tak kolorowo, mądrze przedstawioną przez Disneya, piosenkami, które zachwycają (choć nie tak bardzo jak moje dwie ulubione z Zaplątanych), mroźną scenerią z pięknymi krajobrazami, w których toczy się akcja, strojami (musiałam zwrócić na to uwagę) i Olafem mówiącym głosem Czesława Mozila. Przekonała do tego stopnia, że jestem skłonna pozwolić mojej córce nazwać swoją młodszą siostrę (o ile będzie ją mieć) zgodnie z życzeniem Elsą. Do tego stopnia, że ćwiczę robienie tego cholernego warkocza francuskiego na bal przebierańców w przedszkolu, którego termin zbliża się wielkimi krokami, a na którym moje dziecko (jak zapewne 3/4 dziewczynek z przedszkola) będzie Elsą właśnie.

-Dlaczego Elsą, Hanka?

-Bo ona, mamo, ma MOC!

1

Hania nigdy nie ogląda tej bajki sama, a zawsze ze mną. Minimum dwa razy w tygodniu. Zawsze wyciągając z niej wnioski. No dobra sama jej je uparcie i nachalnie wbijam do głowy…

  • Że nie ma ludzi doskonałych.
  • Że zdarza się tak, że ktoś kogo bardzo kochamy okłamuje nas i jest przekonany, że robi to dla naszego dobra.
  • Że to częsta reakcja jeśli zrobi się coś złego, jeśli się czegoś wstydzimy, że chcemy uciec od ludzi i być w samotności.
  • Że ucieczka nie jest dobrym rozwiązaniem. Najczęściej jest rozwiązaniem wręcz… żadnym.
  • Jeśli kogoś kochamy to się o niego martwimy.
  • Że w miłości chodzi o to by być blisko, fizycznie też
  • Że jeśli ktoś kogo bardzo kochasz ucieka to trzeba próbować go zatrzymać.

– Ale ona ucieka, mamo!

-To trzeba biegnąć szybciej


Singstar z Krainą Lodu

Jako, że to blog o eventach to właśnie jedno z takich fajnych wydarzeń (rzekłabym: cyklicznych) w moim życiu chciałam Wam przedstawić.

Św. Mikołaj ma mnie i Hankę za bardzo grzeczne dziewczynki (chociaż on) i dostarczył nam w Wigilię bardzo trafiony prezent. O tym, że trafiony świadczyć może fakt, że od 24.12 nie było jeszcze dnia, w którym nie odpaliłybyśmy naszej własnej, prywatnej, najlepszej na świecie rozrywki na Play Station 4.

W zestawie Święty Mikołaj dostarczył nam dwa mikrofony (Mój jest ten niebieski mamo, jak Elsa!).

mikro

Do wyboru mamy dziesięć piosenek, z czego jedna w języku angielskim, a wszystkie w wersji z podziałem na role lub nie. My wybieramy z. W końcu tylko tak moja córka udowodnić mi może, że jest lepsza ode mnie, nie tylko w znajomości tekstów, ale i na płaszczyźnie wokalnej.

Teksty wyświetlane są jak w każdej zabawie karaoke, a pod koniec piosenki otrzymujemy ocenę. Hanna zawsze wyższą niż moja. Nie wiem jak to jest.

Trochę szkoda, że grać można tylko we dwie, a nie na większą ilość graczy, trochę dziwnie, że dźwiękowo to jest słabe, że Elsa i Anna nas tak zagłuszają, że nie możemy dać upustu naszym talentom, trochę szkoda też (a jakże) że te rankingi są tak… sobie a muzom jedynie, bo nic z nich nie wynika. Być może trochę szkoda, że największym plusem SingStara z Krainą Lodu są… piosenki z Krainy Lodu. Ale nam nie szkoda. Dla mnie i Hani to wystarczająco.

Zerknijcie na Allegro czy Ceneo i przyznajcie sami, że 179,00 zł. (+- 15 zł) za grę, adapter + mikrofony to całkiem znośny koszt udziału w imprezie, która trwa nieprzerwanie od ponad miesiąca. I potrwa zapewne jeszcze trochę. A zabawa jest przednia mimo, że talentu brak. Przynajmniej mnie.

Na zachętę (choć może się okazać, że ku przestrodze raczej) zostawiam Wam krótki zapis naszych umiejętności wokalnych w myśl złotej zasady, że śpiewać każdy może, a szczęśliwie nie każdy musi tego słuchać.

Wy na przykład wcale nie musicie.

Bea prowadzi swojego bloga www.littlebigevents.pl z którego pochodzi ten tekst

Dodaj komentarz



49 myśli nt. „Let’s play together. Złe gry w służbie rodzinnej integracji (cz.I)

  1. Revant

    Ehh…tak serio, mamy z żoną właśnie ten moment, gdzie nam się chce dziecka. Tak po prostu. Jest małżeństwo, wspólny dom, stała praca, samochód, pies…no i teraz gdy widzimy te różne dzieciaki wokoło to się chce. Damn, niby plan wydania mamy ustawiony na 2017, ale już się hajp taki zebrał, że preorder kusi 😉 wrzucę więc tylko kilka groszy od anglisty – ubolewam nad polskimi tłumaczeniami bajek Disneya. Tak, często dobrze są dobrane głosy, piosenki też brzmią równie chwytliwie, ale jednak równie często spłyca się przekaz do poziomu typowo dziecięcego. No bo inaczej jednak brzmi “Let it go” podkreślające wyzwolenie Elsy od chowania w sobie emocji itd., a inaczej odbiera się “Mam te moc”, które jednak kieruje…na jej moc. Czeka wiec mnie niezła batalia w przyszłości – postawić na swoje i przekonywać do oryginału czy jednak porwać się trendowi “bo w przedszkolu/szkole to wszyscy śpiewają po polsku” 🙁

        1. iHS

          @Revant

          Nigdy nikomu nie powiem “go for it” ale powiem: Go for it. Jestem świeżym tatą, w sierpniu moja córka otworzyła paczałki, i od tego momentu bez przerwy powtarzam połowicy “widzisz, a ty się zastanawiałaś”, a ona odpowiada “no, bo, tego, nie wiedziałem że będzie aż tak słodkie”. Inna sprawa, że dostałem w prezencie egzemplarz bezobsługowy, który zasypia o ósmej i się budzi o ósmej następnego dnia, z przerwą na karmienie przez sen w trakcie – a mam znajomych którzy mówią mi z bolesnym napięciem “nie spałem od dwóch tygodni”.

          1. MisBimbrownik

            @iHS

            Moje mają już 28 miesięcy, czyli dwa latka i kwartał, i przyszły w dwupaku – chłopak i dziewczynka. Teraz właśnie czekają na siostrę, która w czwartek “wyjdzie z brzucha mamy”.
            Podobnie jak u iHS – od 4tego miesiąca śpią od 20 do 8 i dodatkowo w ciągu dnia – teraz to około 90min od 14:00.

            Rutyna/schemat jest ogromnie ważne i pozwala uporządkować wiele rzeczy – dzieci są spokojniejsze i czują się bezpieczniej jak wiedzą czego oczekiwać.
            Konsekwencja jest również kluczowa – albo coś można robić albo nie można. Sporadycznie zdarzają się u nas dskusje “ale ja chcę! (“moja! / mój!”), także dzieciaki doskonale wiedzą co jest czyje i czym się nie wolno bawić – np. okularami Mamy, pilotami od telewizora, ale też i nożami w kuchni (“Taty”) i nożyczkami (“ała-nie”).
            Nigdy też nie okłamujemy dzieci, także nie ma histerii jeżeli usłyszą poczekaj, później, jak zjesz ładnie obiad albo przed kąpielą.

            No i niewątpliwie dzieciaki wnoszą wiele do życia i zapełniają wolny czas rodziców 🙂 Także również podpisuję się pod wypowiedzą przedmówcy i polecam.

            1. creep

              @MisBimbrownik

              NARESZCIE! Kolejny ojciec bliźniaków na gikzie! Tyle lat czekałem!! PIĄTKA!

              Macie dwa i jeszcze chcieliście trzecie…? :O. Ale w sumie, jak Wam śpią od 20 do 8 bez przerwy…

              Moje mają już prawie 3,5 roku i ciągle się budzą.
              No i w ciągu ostatnich 2 miesięcy raptem 2 dni były w przedszkolu. Chorują non stop. Jest wesoło :).

              1. Obledny

                @creep

                Ja osobiscie uwazam, ze rodzice dzieci ktore spia od 20 do 8 (i jeszcze regularnie w dzien) wogole nie wiedza co to znaczy byc rodzicem.
                Ja bym to porownal do francuskich zolniezy we wrzesniu 1939. No niby byli aktywnymi uczestnikami drugiej wojny swiatowej. A mimo wszystko nie mieli pojecia co to jest.

                Pozdrawiam wszystkich rodzicow niespiacych dzieci. Czy tam- spiacych na wlsanych zasadach.

              2. MisBimbrownik

                @creep

                Jestem tutaj już od dawna tylko po prostu przeważnie biernie zapoznaję się z treścią 🙂
                Widziałem już wcześniej, że wspominałeś o bliźniakach i też się cieszyłem.
                Chronologicznie patrząc 3cie niestety okazało się ogromnym problemem i spowodowało że żonę odwożono w stanie krytycznym do szpitala – bo jakoś nie chciało się doturlać do macicy i zagnieździło się po czym rozerwało jajowód.
                Także ze względów natury zdrowotnej wahaliśmy się nad kolejnym podejściem, ale jakoś tak “przypadkiem” wyszło (żona cały czas obstaje przy wersji “niepokalane poczęcie”) i się cieszymy że wszystko jest super.
                W nszym przypadku bliźniaki były donoszone, także nigdy nie odczuliśmy problemów związanych ze wcześniakami, które znam z opowieści koleżanki – to są baaardzo nieprzyjemne sytuacje.
                Inny kolega z pracy ma córkę 3.5 i dwujajowych chłopaków 1.5.
                Jak kupowaliśmy duże foteliki samochodowe dla dzieci to w sklepie trafiliśmy akurat na rodzinę z 5 chłopakiem i 3.5 dziewczynką kupujących wózek dla bliźniaków.
                Również jak żona chodziła w ciąży to po mieście krążyła kobieta po in vitro z czworaczkami w brzuchu.. to się dopiero można ugryźć ze szczęścia 😉 Spotkaliśmy ją potem na spacerze z mężem – dwa wózki dla bliźniaków i do przodu 😉
                Także bliźniaki to absolutnie nie wyrok – natomiast jeżeli byłyby to wcześniak(i) to wtedy sprawy miałyby się zupełnie inaczej.
                Przyjaciel ma 9letniego syna, który dopiero teraz “wychodzi na prostą” po porażeniu mózgowym spowodowanym niedotlenieniem mózgu w trakcie 40h porodu. Rodzice włożyli OGROMNY wysiłek i niemałe pieniądze żeby właśnie mógł dochodzić do poziomu kolegów w jego wieku.

                @Obledny
                Sen jest opcjonalny, prawdziwe problemy to tragedie zdrowotne, błędy lekarzy i nieprzewidywalne wypadki. Powtórzę po raz kolejny nasze motto – jak sobie wychowasz, tak się wyśpisz 🙂
                A na poważnie – młoda na początku (w okolicach 2-4 miesiąca życia) dała nam szkołę – zajęło nam kilka nerwowych tygodni i wrzasku przeplatanymi półgodzinnymi drzemkami o łącznym czasie 3-4h snu na dobę zanim nauczyliśmy się ją porządnie karmić. Jadła bardzo łapczywie, co kończyło się ogromną ilością powietrza w żołądku i jelitach. Natomiast jak tylko dopracowaliśmy system karmienia, czyli noszenie/odbijanie co 5-10ml mleka, co wiązało się z posiłkami trwającymi nawet godzinę – nagle zaczęła spać, śmiać się, skończyły się “kolki” i histeria.
                Także następny krok, synchronizacja bliźniaków, to już był pikuś – młody spał 30min krócej a siostra po prostu chwilę się z nami bawiła zanim zasnęła.

              3. Obledny

                @MisBimbrownik

                Nie no oczywiscie ze nie mowie o chorobach i takich tam rzeczach, to zupelnie inna klasa problemu.

                Ale z tym “jak sobie wychowasz” to tez nie do konca. Sa dzieci co lubia spac i sa takie co nie lubia. A wszyscy bez wyjatku rodzice lubia jak dzieci wreszcie spia i tu sie pojawia konflikt interesow.

                Jak slysze – “mloda sie chwile z nami bawila zanim zasnela” i przpomne sobie cowieczorny koszmar (regularnie o osmej, tez znam ten numer z regularnoscia i jej zbawinnym wplywem) z usypianiem i wstawanie o 3 i kladzenie sie o 5 bo cos tam… Ech mowie ci, masz jak francuski zolniez w 1939 🙂 Co oczywiscie nie umniejsza twych zaslug jako rodzica. Ja mam teorie ze na przestrzeni 20 lat mieszania w domu to sie wyrowna. Taka mam nadzieje.

              4. creep

                @Obledny

                U nas średnia to 1,5h całego cyklu wieczornego. Mogą być nie wiem jak zmęczone, mogą słaniać się na nogach i siłą podtrzymywać powieki, ale jak się przebiorą do snu to jakby nagle “Level Up!” pojawiało się nad głowami i za chwilę skaczą po łóżku, krzycząc. I jedna podkręca drugą.

                To też zależy od egzemplarza, bo np. znajomym pierwsze spało jak anioł, więc zupełnie nie rozumieli, o czym do nich mówimy, ale potem na fali entuzjazmu spłodzili drugie i już tak lekko nie było :).

                Tak więc, I know that feeling.

    1. Tasioros

      @Revant

      Róbcie dzieci!
      Dzisiaj wróciłem z roboty, to się córa (15 miechów) rzuciła mi na buta, żeby go rozwiązać, a jak już go zdjąłem, to podstawiła mi kapcia. Później, gdy leżąc w łóżku (bom chory) zacząłem kaszleć do utraty tchu, obeszła łóżko żeby poklepać mnie po pleckach. Taki mały ludzik, a tyle radości.

      1. Obledny

        @Tasioros

        A zeby nie bylo tak calkiem cukierkowo- wzialem swoich dwoch synow 3 i 5 lat na targi samochodowe. W ramach akcji “Dajmy matce dzieci choc klika godzin spokoju w weekend” Obydwaj sa fanami motoryzacji. Na samym targach byli zachwyceni wsiadaniem i wysiadaniem ze wszystkich samochodow jakie byly. Takze bylo ok.

        Juz wracajac niebacznie sie spytalem co sie im najbardziej podobalo.
        Pierwszy: “Mi sie najbardziej niepodobalo ze nie poszlismy do teatru”
        Drugi: “A mi, ze jak bylo to losowanie to nic nie wygralem. Ja NIGDY nic nie wygrywam !”
        Pierwszy: zaczyna plakac
        Drugi “Tata chce kupe”
        Kurtyna

    2. emperorkaligula

      @Revant

      15 lat supportu 24/h,a po tym czasie gdzie już wbiłeś jakieś podstawy myślenia i tak będzie stres “gdzie ten gówniarz jest!?” mimo że spóźnia się dopiero 15 minut ^^

      nie na moje nerwy dzieci, stres zabija. decyzja na 1/3 życia (statystyczny facet lekko ponad 60 i do piachu) to nie przelewki.

    3. arxell

      @Revant

      Nigdy, przenigdy, nic po polsku, albo co gorsza, polskawemu. Filmy, bajki, wszystko istnieje w moim uniwersum tylko w oryginalnej wersji. Młody ogląda po angielsku, nie przeszkadza mu to 🙂 Anime tez tylko oryginalne, chociaż tu z napisami. Po prostu uważam ze dubbing, nieważne jak dobry, zawsze zmienia, wypacza, modyfikuje. Jak choćby ta nieszczęsna moc. Moja zona oplula sie tym, co akurat jadla, jak uslyszala polska wersje 😛

      1. iago

        @arxell

        Z jakiegoś powodu (kilka osób już mi to próbowało wytłumaczyć, ale wszystkie argumenty się ode mnie odbiły – nie cierpię tej praktyki i nic tego nie zmieni) filmów animowanych dla młodego widza się w tym kraju nie tłumaczy, a “lokalizuje” (zmienia sens żartów, odniesień itd.). Zbrodnia to na oryginale, ale co poradzisz…

        1. projan

          @iago

          No ale jak? Musi być zlokalizowane, bo wiele rzeczy kupy się nie będzie trzymać. Zawsze można wytłumaczyć dziecku, jak się jest mocno zaangażowanym w takie uświadamianie, że w oryginale było tak i tak i jest to nawiązanie do tego że oni robią coś tam inaczej. Albo że jest takie powiedzenie po angielsku.
          Ale pewnie ten argument się już od ciebie odbił. 🙂
          A Szekspira wolisz Słomczyńskiego czy Barańczaka?

          1. iago

            @projan

            Odbił, owszem. To nie tak, że jestem wrogiem przekładu jako takiego (aczkolwiek, co do zasady, jeśli znam język oryginału – wolę oryginał), ale widzę znaczącą jakościową różnicę między przekładem, a lokalizacją (stopień ingerencji w tekst oryginału jest znacząco różny). Rożnica trochę jak między tłumaczeniem LOTRa Skibniewskiej i Łozińskiego.
            Z Szekspirem jest zaś o tyle zabawnie, że a) to zależy od konkretnej sztuki (a nie zapominaj też o Paszkowskim i Ulrichu); b) ostatnio oglądam i czytam niemal wyłącznie w oryginale.
            Popraw mnie, jeśli nie o to Ci chodziło (w pytaniu z Szekspirem): zdaję sobie sprawę z tego, że tłumaczenie poezji to trochę pisanie wierszy na nowo (i wolę przekłady Barańczaka od Stillera). Ale znaj proporcją, mocium panie – jest różnica między przekładaniem Tennysona i Shreka.

            1. projan

              @iago

              Rozumiem skąd wyrobiło Ci się to podejście skoro czytasz w oryginale. Ja się oplułem gdy usłyszałem The Nightmare Before Christmas po polsku (gdy znam angielskie piosenki na pamięć). Ale żona uważa że w porządku. I dzieciom też się podoba…
              Ale z piosenkami faktycznie jest trudno. Dochodzi do tego jeszcze rym i rytm i faktycznie proporcji z tą poezją nie wyważyłem, ale dla dziecka (bo pamiętaj że o nim mówimy) nasz Szekspir może być Shrekiem.
              Wg mnie istotą przekładu jest przekazanie pewnego kontekstu, wywołanie tych samych emocji u odbiorcy. Stąd lokalizacje uważam za niezbędne (nadal mówię o dzieciach). Nie mogą zbyt daleko odchodzić od oryginału, ale by wywołać powyższe często jednak odejść muszą. Słowa “Mam tę moc” kontekst niestety zmieniają, bo faktycznie dzieci odbierają to jako MOC, choć pewnie tłumaczowi chodziło o fakt że ma moc by sobie poradzić z tą sytuacją i się na wszystkich wypiąć.

              1. iago

                @projan

                Na wszelki wypadek nigdy nie oglądałem TNBC inaczej, jak w oryginale. Po co mam sobie nerwy psuć? 🙂

                Mamy trochę inną wizję celu przekładu. Dla mnie to sposób, żeby przekazać treść tym, którzy inaczej nie będą z nią mogli obcować. Możliwie wiernie w stosunku do oryginału. Ew. nawiązania itp. smaczki pozostawiam do rozgryzienia czytelnikowi/widzowi, żeby miał własną zabawę. Z takiej, a nie innej wizji wynika moja niechęć do lokalizowania – zubaża się w ten sposób materiał ostateczny, spłycając i przeinaczając jego wymowę.

                Natomiast częściowo zgadzam się z Twoim podejściem, jeśli chodzi o poezję. Tam faktycznie ważne jest przekazanie także nastroju i odczuć. Raz, jeden, jedyny zabawiłem się (dla własnej rozrywki) w tłumaczenie poezji (śpiewanej…) – dobieranie rymu i rytmu przekładu do gotowej melodii było koszmarnie mozolną robota (mimo że to jedna zwrotka była).

    4. slowman

      @Revant

      Okej. Zastanów się jeszcze raz. Dają 12*500 zł*pewnie z 18 lat razem jakieś 108000 zł. Zastanów się jaka inna straszna rzecz musiałaby Ci się stać, żebyś się dochapał takich pieniędzy. A rodziców nie słuchaj – trudno jest przyznać się do błędu, ludzie im go wytykać też nie będą, więc tylko przez “jakie to małe i słodkie” pozwala im zredukować dysonans poznawczy. 😉

      1. Klucznik

        @bea

        To musi być komplement. Nie wiem nawet jak można pomyśleć inaczej, hm? Nieskromnie mówiąc, moje wykonanie “Don’t Cry For Me Argentina” jest podobno nie do opisania. Takie robi wrażenie, że człowieka zatyka, a cisza jaka później następuje jest jak oklaski na stojąco. I trwa długo. Zapytaj ludzi na gikzowym TSie, którzy mieli szczęście mnie usłyszeć.

        I faktycznie możemy pomyśleć o duecie, masz podobny styl do mojego. To może być coś autentycznie fenomenalnego. Wiesz, swój swego pozna. Jezu, to będzie lepsze niż Bajor, zaufaj mi.

  2. furry

    Po pierwsze wszystkiego najlepszego, bo zdaje się że dziś jest Dzień Bez Streama? No dobra, sprawdziłem 😉

    Po drugie, podejrzewam że są tacy, którzy dużo by dali żeby obejrzeć, jak jeden taki śpiewa piosenkę Olafa, że cośtam cośtam, lód w lecieeeeee!

  3. Goblin_Wizard

    Przeczytałem “Let’s play together” i mi się przypomniało “Sweet Harmony” i ten refren Let’s go together…
    Ja jestem jeszcze na takim etapie, że dzieci głównie podnoszą mi ciśnienie i dłuższe obcowanie z nimi możliwe jest dopiero po paru głębszych. Wtedy dopiero moje głęboko ukrywane zdziecinnienie wychodzi na wierzch i zaczynam się dobrze rozumieć z młodszymi rocznikami. Przestają mi też przeszkadzać te wszystkie piski i ich nadmierna ruchliwość.

    btw Link pod filmami nie działa.

  4. projan

    Moja będzie księżniczką, ale nie Elsą! Sam jestem zdziwiony. Chyba po prostu ma ochotę włożyć w końcu inną sukienkę (a dostała ostatnio trzy, jedna piękniejsza od drugiej 😉 ).
    Szacun za publiczne obnażenie. ;D
    Hania wyraźnie głos naznaczony płytoteką tatusia.

Powrót do artykułu