Co tam w The Wolf Among Us Epizod 3 – A Crooked Mile [+Konkurs]

Nitek dnia 10 kwietnia, 2014 o 13:56    27 

Z The Wolf Among Us i innymi grami epizodycznymi, na chwilę, shortami, mam jak z kinem azjatyckim. Lubię, ale żeby coś ogarnąć muszę mieć dzień. Wczoraj miałem dzień na TWAU i nic to, że zgodnie z wyliczeniami siedziałem do pierwszej nad ranem chwiejąc balans godzinowy snu. Szkoda, że uczucia mam mieszane. BEZ SPOILERÓW.

Historia snuje się swoim tempem, a sam początek zdarzeń epizodu trzeciego jest niezłym kopniakiem w szczękę. Dzieje się. Dzieje się zresztą przez cały odcinek, szkoda tylko, że gracza w tym wszystkim jest bardzo mało. Już w odcinku drugim formuła gier Telltale została spłaszczona do kilku klaustrofbicznych lokacji w których mogliśmy ledwo powłóczyć nogami z kąta w kąt. Tym razem jest jeszcze gorzej, a jedyne na co nie można narzekać to opowiadana historia, bo fajnie jest. Gęsta atmosfera, niczym skondensowane mleko, zgrabne dialogi i świetnie zrealizowana oprawa. To wszystko nadal trzyma poziom. Ale.

TheWolfAmongUs 2014-04-10 00-23-08-809Zaczyna się drenaż jednej torebki herbaty. Zaproponowano nam właśnie trzeci wywar z tejże. O ile pierwszy epizod był taki wow, oh i w ogóle, tak w drugim doskwierało wrażenie spychania grającego na dalszy plan ograniczając nasze działania. Tym razem nasz udział w tym teatrze jest jeszcze mniejszy, a w całym odcinku dostajemy góra pięć lokacji po których możemy poruszać nogami z czego widziałem cztery. Elementów aktywnych, tych miejsc gdzie można kliknąć, w całej grze jest góra dwadzieścia. Nie uprawiałem chamówy i nie liczyłem dokładnie, acz takie miałem wrażenie. Wybory są. Nie jakieś miażdżące, jak wcześniej, ale są. W pewnym momencie możemy też wybrać miejscówki do których chcemy się udać. Jedną spośród trzech. Wybieramy, potem kolejną, a trzecią zobaczyć możemy co najwyżej przy kolejnym podejściu. Mało kto zerknie, chyba że straci sejwy, bo przecież szyjemy swoją, jednorazową opowieść, by dać się po raz kolejny zwieść iluzji jej nieliniowości.

TheWolfAmongUs 2014-04-10 00-54-09-917Całość jednak dobrze się śledzi, bo wszystko jest prowadzone znakomicie. Nie ma kiedy ziewać, jednakże kluczem do zabawy jest to, że tę się śledzi właśnie, aniżeli uczestniczy. Zagadek nie ma, nie podnosimy przedmiotów, nie główkujemy nad problemami trzeciego świata, a wszystko sprowadza się do wybrania jednej z kilku przedstawionych opcji. Ta swoista przymusowa transformacja z gracza w widza totalnie do mnie nie trafia. Odpalam grę, nie telewizyjne show, tymczasem TWAU zamiast trzymać fason cofnął się do poziomu Fejsbukowego klikadła. Wyborna opowieść jaką serwuje to jedno, ale jeśli coś rości sobie prawo do nazywania się grą, tak niech pozwoli w siebie zagrać.

Czas rozgrywki: Bez zaskoczenia – 1h30

ZIMNA-RYBAKONKURS IJO, IJO!

Mam do oddania jeden klucz na pierwszy sezon The Wolf Among Us. Wstukany klucz aktywuje grę na Steamie, a potem dociąga co mu tam potrzeba. Aktualnie będą to trzy odcinki i kolejne. W związku z tym, że jesteście niczym boty i gwiazdkowane kody odgadujecie w try miga, a chcę by wszyscy mieli jednakowe szanse, jest zadanie do wykonania.

QUEST KONKURSOWY

Jako, że TWAU dzieje się w świecie baśni, jest bajka do ułożenia. Jedynym jej wyznacznikiem jest użycie w niej słowa. Podaje słowo.

Papuć

Może to być bajka pokroju bajki o powidłach (po widłach ma trzy dziury w brzuchu, ha-ha), może być coś grubszymi literami szyte. Jak tam uważacie. Papuć może być ożywiony, może być rekwizytem, nie ograniczam Was w tej kwestii, jak zawsze. Standardowo gramy w otwarte karty i walczymy w komentarzach, według powszechnie znanych i lubianych zasad konkursowych. Jedna jest nowa. PIĄTKA!

ZASADY

Uszyte formy literackie należy prezentować w komentarzach i wpisywać do niedzieli (13 kwietnia 2014 roku) do godziny 20:00. Każdy komentarz po tej godzinie nie będzie zaliczany jako uczestnictwo w konkursie.

Liczy się tylko komentarz pierwszego stopnia.

Komentarz konkursowy powinien zaczynać się od wpisanego znacznika [KONKURS] przed resztą wpisu.

Każdy uczestnik może wpisać tylko jeden komentarz konkursowy.

Komentarz do 13 kwietnia 2014 do godziny 20:00 może być dowolnie edytowany przez użytkownika.

Osoba biorąca udział musi posiadać konto na Gikzie (liczy się stan na 13 kwietnia 2014 roku, godzina 20:00).

W konkursie może brać każdy (kto spełnia powyższe warunki), poza członkami komisji oceniającej (dodam, że zasiadają wybitne osobistości).

Ogłoszenie wyników  i wysłanie klucza Steamowego nastąpi najpóźniej do wtorku, 15 kwietnia do godziny 20:00, a zwycięzca otrzyma nagrodę poprzez gołębia pocztowego na adres, który został podany przy rejestracji na stronie (sprawdźcie więc, czy podaliście poprawny).

Wasze wpisy będzie oceniać Nitek oraz aihS. W przypadku nieścisłości pomoże nam Bea. Lubimy piwo. Bea woli wino.

Dodaj komentarz



27 myśli nt. „Co tam w The Wolf Among Us Epizod 3 – A Crooked Mile [+Konkurs]

  1. Twoja_Stara

    Jakos usiasc nie moge do TWAU, a i South Parka skonczyc nie moge. W ogole malo gram ostatnio, niby nic sie nie zmienilo, a czasu brak, Vikingow juz 2 tygodnie nie widzialem, GoT dopiero wczoraj po polnocy moglem odpalic, nawet Archera 20 minut ciezko.
    btw, pochwalic sie chcialem, bo udalo mi sie spoznic na samolot po raz pierwszy w zyciu i mialem wycieczke do Poznania z lekkim objazdem przez Krakow.
    Przynajmniej przypomnialem sobie jak dobrze i niezawodnie dzialaja pkp i pks…

  2. Tasioros

    [KONKURS]

    Trzynastozgłoskowiec o Złotym Papuciu.

    Młody Książe chociaż życie wiódł całkiem klawe,
    raz dnia pewnego zorganizował wyprawę.
    Wymagająca odwagi oraz wyczucia,
    gdyż zapragnął odnaleźć Złotego Papucia.

    Mimo że z królewskiego pochodził on rodu,
    w swym życiu w miłości doznał jeno zawodu.
    Odwiedził więc wiedźmę, co była fest szkaradna,
    rzekła, że bez wielkiej mocy szansa jest żadna.

    Że choćby się starał, przebierał, mięśnie ćwiczył,
    do później starości i tak nic nie zaliczy.
    Lecz jest artefakt, chowany głęboko w grocie,
    strzeżony przez maszkarę papuć cały w złocie.

    Zdradziła mu sekret, że jak wieść dawna głosi,
    spełnia każde życzenie temu, kto go nosi.
    Przywdział więc najlepszą zbroję, osiodłał konia,
    śpiewał pieśń starą w myśl inżyniera Mamonia.

    Pędził co sił przed siebie wiele dni i nocy,
    tak bardzo nęcił go papuć o wielkiej mocy.
    Pieczarę znalazł u Czarnej Góry podnóża,
    po chwili też dojrzał jej paskudnego stróża.

    Strzyga ohydna co wielkie w dłoniach ma szpony,
    każdy człek na jej widok byłby przerażony.
    Lecz nie nasz bohater co miecz ma już gotowy,
    ruszył pewnie, aby strzygę pozbawić głowy.

    Gdy krzyknął w niebo: ”Ku chwale złotym papuciom!”,
    z krzaków wyskoczył wiedźmin i łeb strzydze uciął.
    Ukłonił się nisko, wokół księcia zatańczył,
    i schował się w krzaki ze śmiechem obłąkańczym.

    Dalsza część zadania była przesadnie prosta,
    książe wszedł do jaskini i to co chciał – dostał.
    On wiedział, że całe jego życie się zmieni,
    uniósł z wolna Papucia wśród słońca promieni.

    Pierwsze życzenie – na powrót być w swej komnacie,
    tam czekała piękność w stringach i zwiewnej szacie.
    Dała mu… wina, poczyniła pierwsze kroki,
    w sali poniżej żyrandol chwiał się na boki.

    Obudził się rankiem, całkiem sam niczym palec,
    głowa bolała jakby przejechał ją walec.
    Giermek wpadł z krzykiem, że wiedźma jak jakiś zając,
    wybiegła z ich zamku twardym kapciem stukając.

    Wskoczyła szybko na koń wiedźmina siwego,
    co rżał jak głupi, jakby najarał się czego.
    Książe gorzko zaszlochał, na bok się odwrócił,
    mały zmięty liścik jego uwagę zwrócił.

    „Mogłeś mieć wszystko, spełnić każde swe życzenie,
    a tobie w głowie było nic, ino walenie.
    My plan swój mamy, będziemy jak dwa Ibisze,
    zyskamy sławę, ktoś książki o nas napisze.

    Miałeś chamie Papuć Złoty,
    na cóż były Ci zaloty?”

  3. slowman

    [KONKURS]

    “Roman Wspaniały”

    Bandyci najechali wioskę Romana, gwałcili, mordowali i palili – zawsze w tej kolejności i niezależnie od płci i pochodzenia. Najwyraźniej mieli równościowe poglądy. Sam Roman zdołał zbiec, jednak jego żona i 11 dzieci zostało…już mówiłem. Żal mu było żony i sześciorga dzieci – obojętnie których, bo nie był pewny, które by w końcu umarły. W każdym razie poprzysiągł przed bogami i znajomymi zemstę. W geście żałoby nosił przywiązany do szyi papuć – ostatnią rzecz, która mu pozostała po żonie poza kilkoma chorobami wenerycznymi.

    Wszyscy pozostali przy życiu mężczyźni zaczęli trenować z montażem schodów, po których biegali i inspirującą muzyką w tle odgrywaną przez Jankiela. Bogowie obdarzyli Romana wieloma łaskami, potrafił czytać myśli, wysłali mu pomagierów, którzy byli słyszalni i widzialni tylko dla niego. Został przestrzeżony przed Wrogolami, którzy chcieli wykraść mu myśli. W związku z czym nosił na głowie sałatę z odrobiną ogórka i marchewki dla smaku.

    Pewnego dnia Roman wyszedł ze swojej chałupy zwołał wszystkich i powiedział, że pora zaatakować obóz bandytów, bo tak powiedzieli bogowie. Głupio byłoby się sprzeczać z wolą bogów, która ich wysyła przed południem do walki przeciw bandziorom z takimi długimi mieczami. Potem Roman zabił Jankiela – wszyscy byli już zmęczeni jego rzępoleniem, więc nawet nie zastanawiali się, czy rzeczywiście mógł być szpiegiem jak mówił Roman.

    Koniec końców wszyscy, co do jednego zginęli. Morał z tego jest taki, że zanim wyruszysz w drogę musisz przebadać drużynę pod kątem schizofrenii.

    [/KONKURS]

    Chciałbym uprzejmie zagrozić miłościwie panującemu jury, że jeśli nie wygram, to wyleję nieprzeterminowane piwo do zlewu.

  4. true_mayonez

    [KONKURS]
    Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…
    Major Skisły szedł równym, odmierzonym krokiem po czerwonych dywanach Ministerstwa. Widział wystraszone spojrzenia pracowników ministerstwa, nerwowo chowających smartfony. Na plecach czuł ich nienawistne spojrzenia wbijające się w służbowy czarny skórzany płaszcz.

    Bez pukania wszedł do sekretariatu ministra. Panna Ania zerwała się na jego widok i krzyknęła
    – Pan nie był umówiony!
    Ignorując ją szarpnął klamkę i wszedł do gabinetu. Minister siedział rozwalony na fotelu i klikał na smartfonie.
    – Połóż na biurku i nalej mi jeszcze koniaczku – powiedział półgłosem nie odrywając wzroku od aparatu. Skisły milcząc podszedł do biurka, panna Ania zakrzyknęła scenicznym szeptem przez niedomknięte drzwi
    – Panie Ministrze, to PAPUĆ!!
    Minister podniósł głowę i zerknął na Skisłego
    – Dwa koniaczki pani Aniu.- powiedział spokojnie.
    – Dziękuję panie ministrze, na służbie nie piję.
    Z kieszeni aktówki Skisły wydobył arkusz papieru. Urzędowy dokument opatrzony godłem Państwowej Agencji Poprawnego Użytkowania Ćwierkacza – biało – czerwonym wróbelkiem.
    – Oficjalnie informuję, że zgodnie z rozporządzeniem MAC i ustawą nr 8756897 o poprawnym użytkowaniu mediów elektronicznych wszczęto przeciwko panu oficjalne śledztwo. Jest pan oskarżony o niewłaściwe, nieodpowiedzialne wpisy w portalach społecznościowych, używanie anglojęzycznej nazwy Ćwierkacza, co jest naruszeniem ustawy o ochronie narodu i języka. Zarzuty są poważne, grozi do 10 lat karnej koloni lub do 15 000 godzin prac społecznych. Pozbawienie majątku, tytułów i zaszczytów następuje oczywiście już w chwili rozpoczęcia dochodzenia, więc proszę już teraz rozpocząć pakowanie rzeczy osobistych. Dostęp do urzędowych plików został zablokowany minutę temu. – dodał zerkając na zegarek.
    – PAPUĆ zebrał dostatecznie dużo dowodów, aby umieścić pana w kopalni żwiru na 7-8 lat. Osobiście sugeruję wycofanie się z życia publicznego i ugodę z prokuraturą. Niech pan to poważnie rozważy.
    Skisły sztywno odwrócił się i wyszedł z gabinetu. Przed oczami wciąż miał pobladłą, pokrytą kropelkami potu twarz ministra. “Myślałeś, że nikt cię nie sięgnie, boś ważny i ustawony… – pomyślał z satysfakcją – … przyszła kryska, nikt nie będzie bezkarnie wpisywał nieodpowiedzialnych “komciów” i używał przeklętych zwrotów obcojęzycznych. PAPUĆ czuwa i nikt się spod niego nie wywinie. Muszę kupić coś na dzisiejszą kolację, chłopakom wystarczy piwo, ale Bea woli wino…”
    Pracownicy MSZ z przerażeniem obserwowali postawnego mężczyznę w mundurze majora PAPUĆ-a, uśmiechającego się szeroko, gdy wsiadał do służbowej Warszawy.
    Nieodpowiedzialny minister nie poszedł na ugodę i przez 7 lat rzucał żwir na ciężarówki szuflą rozmiar 10, a potem przez 11 000 godzin zbierał psie kupy w stołecznych parkach. Zaś dzielny major Skisły dostał awans i wszedł do kliki. Często spotykał się z przyjaciółmi, pili piwo (Bea wino).
    I żyli długo i szczęśliwie.

  5. abelm

    [KONKURS]

    Uważaj drogi czytelniku, bo to nie jest historia dla osób o słabych nerwach. A kto wie być może ta
    historia wydarzyła się naprawdę i to w twoim domu? A teraz, pamiętając o moich przestrogach,
    zapraszam cię na:

    Rzecz o żółtym papuciu, czyli absurdalny laczowy moralitet

    Rzeczą powszechnie znaną wśród obuwniczej braci jest, że nie ma milszego, cieplejszego i
    bardziej pomocnego obuwia nad papucia. Oczywiście para kaloszy jest nie zastąpiona, gdy trzeba
    przebyć drogę przez wodę i błoto czy chociażby rozrzucić gnojówkę we własnym ogródku. Ale
    tylko papuć ze swoim miękkim, puchatym, ciepłym wnętrzem pomoże, gdy zostawi chłopak,
    dopadnie choroba lub zwyczajnie przyniesie ci ulgę po ciężkim dniu. A para żółtych papuci, o
    których jest ta historia, była w tym najlepsza i każdego dnia rozpierała je duma z tego, jak bardzo
    są wygodne i ile dają radości właścicielce. Jednak sielanka nie trwała wiecznie, bo stała się rzecz
    straszna, jednego z braci rozszarpał wściekły ratlerek. Oszczędzę wam szczegółów, drodzy
    czytelnicy, ale wiedzcie, że bestia nie tylko rozszarpała biednego żółtego papucia, rozrzucając jego
    papucie bebechy po całym pokoju na oczach jego bez silnego brata. Bestia musiała jeszcze
    zaspokoić swoje zwierzęce żądze na drugim papuciu. Gdy właścicielka znalazła rozszarpany
    papuć i drugi dziwnie się klejący, wyrzuciła bestię na dwór, krzycząc – „Dzisiaj śpisz na dworze!”
    Szczątki wyrzuciła do kosza, a do drugiego papucia powiedziała – „Hm… jeszcze się możesz
    przydać do przytrzymywania drzwi, by się głupie nie zamykały ciągle.” I tak biedny papuć
    spędzał dnie na trzymaniu drzwi i to w stanie ciężkiej katatonii. Na tym historia by się pewnie
    zakończyła, gdyby nie mały pajączek, który znalazł schronienie we wnętrzu papucia. Mijały dni, a
    papuć coraz bardziej zaprzyjaźniał się z pajączkiem. Gdy pajączek dorósł (tak na moje oko dobre
    30 cm w kłębie, ale narrator ma fobię, więc co on tam wie), pożegnał się z papuciem, ponieważ
    musi znaleźć swoją partnerkę, ale obiecał, że wróci i jako już pajęcza rodzina zamieszkają na
    zawszę w papuciu. Jednak gdy tylko „MAŁY” pajączek opuścił wygodne schronienie, rozległ się
    krzyk – „MÓJ BOŻE PAJĄK! I TO JAKIE BYDLE!!!!!!” Papuć nie wiedział co się stało, gdy
    nagle nim szarpnęło, cały świat zawirował mu przed oczami, a pęd powietrza wyciskał mu łzy z
    oczu (oczywiście nic nie wycisnął, bo papucie nie posiadają oczu i łez) i nagle z hukiem uderzył o
    coś z głośnym ŁUP i znacznie, znacznie cichszym chrup, które być może usłyszał tylko papuć. Jak
    wielka była jego rozpacz, możemy tylko zgadywać, bo krótko po tym zdarzeniu najzwyczajniej w
    świecie się rozpruł doszczętnie, kto wie, może nawet samobójczo…

    A morał? Kto powiedział, że ta historia ma jakiś? Ale jeśli już jest, to pewnie brzmi on tak, dzięki
    Bogu przedmioty nie mają uczuć, bo gdyby miały, to nie chcę wiedzieć, co by o nas myślały.

Powrót do artykułu