Prawie pięć zardzewiałych wspomnień

bosman_plama dnia 11 grudnia, 2015 o 9:07    217 

Pamiętacie jeszcze? Co roku w grudniu zastanawiamy się w jakie gry grało nam się najfajniej. Wprawdzie dwa lata temu zaczęliśmy to robić 20 a rok temu 19 grudnia, ale nie ma co długo czekać, dlatego teraz zaczynam wcześniej. Plebiscyt Zardzewiałej Krypy Bosmana startuje dziś. Poniżej zasady, wspominałki i pierwsze głosy.

Zasada jest prosta. Co roku, w okolicach stycznia wszystkie serwisy growe upajają się robieniem zestawień najbardziej najbardziejszych gier minionego roku. Na Gikzie pewnie też pojawi się coś takiego. Ma to swój urok i pewnie sam też będę wyrywał włosy z głowy, gdy na prowadzenie takich plebiscytów będzie wychodziła gra, która mnie osobiście nie cieszyła. Niemniej w pamiętnym roku 2013 uświadomiłem sobie, że ludzie wcale nie zawsze grają wyłącznie w gry najnowsze. Że czasem grają w tytuły, które czekały na ich półce wstydu rok albo i dwa, albo w gry, w które z radością grają każdego roku, albo w takie, w które grają od stuleci i świata poza nimi nie widzą. Czasem wracamy do starych (ale nie zremasterowanych) gier, czasem przypominamy sobie o klasyce, której jeszcze nie poznaliśmy. I bywa, że właśnie te gry, sprzed roku albo dekady sprawiają nam więcej frajdy niż najnowsze nowości.

rusty_shipNiestety, owe perełki nie znajdują miejsca w plebiscytach na “grę roku”. Postanowiłem to naprawić.

W plebiscycie zardzewiałej krypy bosmana możecie głosować na cokolwiek, pod warunkiem, że graliście w to w 2015. Saper? Proszę bardzo. Jakieś poletka na fejsie? Czemu nie. River Raid? Oczywiście! Fallout 4? Też, no trudno. Multi o strzelaniu do zombie? Skoro Was cieszy, to jak najbardziej. Zasady są tylko dwie, a nawet trzy. Po pierwsze musieliście grać w tę grę w 2015. Po drugie granie w nią naprawdę musiało sprawiać Wam mnóstwo, a może nawet najmnóstwiej frajdy. Po trzecie możecie oddać głos na maksymalnie trzy tytuły, a każdy z głosów liczy się tak samo. A, przepraszam, jest jeszcze i po czwarte – głosować możecie do 31 grudnia, bo kto wie, może zagracie w coś przecudnego właśnie wtedy? Bylebyście głosowali pod którymś z moich wpisów piątkowych od dziś do końca roku.

rusty3

Dzięki temu, że startujemy z plebiscytem wcześniej, nie będzie się on Wam mylił z innymi.

W 2013 mieliśmy następujących zwycięzców: Europa Universalis 4, Crusader Kings 2, Borderlands2. A w 2014 takich: Wasteland 2 (trzecie miejsce) oraz Crusader Kings 2 i Cywilizacja V – wspólnie na pierwszym. Dominowały, jak widać, strategie, a tylko w jedną z tych gier da się grać na konsoli… A, nie! Poprawka! Tylko w jedną z nich dało się grać na konsoli w 2014, bo teraz można męczyć się padem także z Wasteland 2.

Czas na danie dobrego przykładu i oddanie własnych głosów. Czyli moich.

Napiszę to z pewnym niedowierzaniem, ale moim pierwszym typem zostało Dead or Alive Last Round, czyli konsolowa bijatyka. Cóż ja poradzę, że przez ostatni miesiąc ta gra sprawiła mi tyle frajdy, że nie mogę jej pominąć. Co więcej, przypomniała mi ona, że fajnie jest zmagać się z trudnościami na wyższych poziomach. Wiecie, w czasach, gdy gry AAA stają się z definicji zbyt łatwe, człowiek zaczyna zapominać, że prawdziwe wyzwanie podnosi poziom zaangażowania we krwi i nakręca na dalszą rozgrywkę. O ile przez pierwsze poziomy, łącznie z hard (ale co to za hard) przechodziłem na luzie, to na kolejnych (a trochę tych poziomów gra ma, “hard” mieści się gdzieś pośrodku) miewałem już problemy. Zależało to, oczywiście, od postaci. O ile Mojimi wymiata pod moim padem równo, to już Kasumi, chociaż fajna, spotykała czasem przeciwników, których musiała kopnąć z pięć razy na każdy jego jeden cios i bywało, że gryzła glebę. Ale to właśnie mnie nakręcało! Chociażby za to należy się DOA punkt.

doaPrawdziwie zardzewiałe DOA wygląda tak. Po lewej widać nawet zardzewiałą krypę.

Jest to gra staro – nowa. Podstawka, czyli DOA5 pochodzi z zamierzchłych czasów roku 2012. Jednak wersja Last Round to wydanie ze wszystkimi DLC i dodatkowym trybem pojedynków. Ono ukazało się w 2015. Ma więc ten tytuł nieco rdzy, ale zamalowano ją nową farbą.

Drugi głos idzie na Medieval: Total War. Nie Dwa, ale Jeden. Być może MTW2 też sprawiłby mi wiele frajdy, ale miałem go już trochę powyżej uszu. Ale odkurzyłem jedyneczkę z jednego, bardzo banalnego, błahego powodu. Właściwie śmiesznego i pokazującego jak mało logika i zimna inteligencja mają wspólnego z ocenami gier.

Otóż nagle, któregoś dnia, zapragnąłem usłyszeć dźwięk pionów przesuwanych po planszy, który towarzyszy przesuwaniu jednostek na mapie pierwszego MTW. Pamiętacie, tam, podobnie jak w pierwszym Shogunie, jednostki nie miały punktów ruchu na mapie świata i nie mogły sobie wędrować jak chciały. A sama mapa przypominała rzeczywiście mapę, albo nawet planszę do gry. O ile nie poruszaliśmy się drogą morską, mogliśmy przesuwać jednostki tylko z jednej prowincji do drugiej i tyle. Oznaczało to inną nieco rozgrywkę niż w późniejszych TW. I właśnie chęć usłyszenia dźwięku przesuwanych po drewnianej planszy pionów sprawiła, że zainstalowałem sobie MTW ponownie.

mtwMapa z pierwszego Medievala. Morza pełne są kryp, ale te nie rdzewieją, mogą co najwyżej zgnić albo zbutwieć.

Przy czym odpalenie tej gry nie jest takie proste. Możecie nie pamiętać burz, jakie przetaczały się na forach fanów, ale zaprawdę powiadam Wam, bywały potężne. Chodziło o to, że na części kompów grę wywalało do pulpitu przy próbie wczytania ekranu bitwy. Przez jakiś czas sądziłem, że dzieje się tak na kompach zaopatrzonych w pentiumy, podczas gdy na celeronach gra szła dobrze (bo ja tak miałem), ale i to nie okazało się dobrym rozwiązaniem. Koniec końców znalazł się fan, który błąd naprawił (podmiana jednego małego pliczku) i gra hula. Znów mogłem tworzyć armię z niemal niezwyciężonej almodah urban militia, albo wciągać Złotą Ordę w zasadzki na mostach (unikasz bitwy z masakrycznie trudną do pokonania Złotą Ordą, aż na trasie jej przemarszu pojawia się rzeka, czekasz aż znudzi im się wystrzeliwanie twojej piechoty z łuków i szarżują na twoich włóczników; a gdy już tłoczą się kilkoma chorągwiami na moście, wypuszczasz na nich wikingów – działa za każdym razem). Cud miód i budowanie potęgi Bizancjum.

u-boot-000Oprócz innych skarbów Nathan Drake znalazł też zardzewiałą krypę.

Z trzecim tytułem mam problem. Serce by chciało, aby wpisać Pillars of Eternity (przydałby się jakiś cRPG w zestawieniu), ale nie da się ukryć, że bardziej odjeżdżałem przy Uncharted: Drake’s Fortune, a właściwie przy Uncharted: Fortuna Drake’a, bo po raz pierwszy grałem w tę grę po polsku. Jej pierwszą wersję, która ukazała się w 2007 na PS3 ograłem po angielsku, ale w 2015 wyszła kolekcja trzech pierwszych tytułów z serii na PS4 i nie oparłem się pokusie. I chyba dobrze, bo przygody wnuka Indiany Jonesa i syna Lary Croft (tej nieodmłodniałej) wciągnęły mnie, że hej – prawie jak za pierwszym razem. Owszem, dostrzegałem pewne braki gry a jej kamera czasem potrafiła doprowadzać mnie do szału. Ale szybko zapominałem o tym przy rewelacyjnej rozgrywce. Dialogi po polsku bawiły jak wcześniej dialogi po angielsku (ciągle uważam, że to jeden z lepszych dubbingów). Mam wrażenie, że gra się właściwie nie zestarzała, choć oczywiście może to być zasługa odświeżenia jej na PS4.

Tyle ode mnie. Dwie gry trochę zardzewiałe, trochę nie i jedna bardzo zardzewiała. Kopanina, strategia i strzelanko-platformówko-przygodówka. Nie mam nadziei, że ktokolwiek z Was podzieli moje zdanie. Ale w poprzednich latach też głosy były ostro rozłożone.

 

Dodaj komentarz



217 myśli nt. „Prawie pięć zardzewiałych wspomnień

  1. powazny_sam

    Jak zwykle najlepiej grało mi się w gry które mam ograne po klika razy w tę i z powrotem:

    1. moja osobista gra wszech czasów czyli nadal Borderlands 2 (chyba nigdy nie znudzi mi się patrzenie jak te cyferki rosną z każdym poziomem)
    2. jednak Diablo 3 (tu już patrzenie na cyferki mi się znudziło ale swoje w 2015 naklikałem)
    3. Deus Ex HR

  2. Obledny

    Moj problem polega na tym ze ja ciagle gram w to samo 🙂

    No ale postanowilem dac do pierwszej trojki nie tylko gry ktore tam daje zawsze.
    A wiec:
    Xenonauts- bo zapominam o jedzeniu, spaniu i odebraniu dzieci z przedszkola. Nie zeby gra nie miala wad, ale zalety pozytywne przeslaniaja negatywne.
    Shadowrun, Dragonfall- bo dawno sie tak emocjonalnie nie zaangazowalem w historie i jej bohaterow
    CIV 5- mam w nia wiecej godzin niz w prawie cala reszte biblioteki na steamie razem.

    No i poza konkursem- jesli moga byc tylko trzy- Borderlands 2, Valkyria Chronicles, i CK4 – bo Pomorze bedzie kiedys w koncu od pomorza do pomorza

  3. Beti

    Ori and The Blind Forest <3 Jestem przeokrutnie zakochana w małym białym stworku. Co prawda nie płakałam na zakończeniu (jak Yerzu), ale było mi strasznie smutno, że to już koniec. Na bank zagram w nią jeszcze raz 🙂

    Zombi Army Trilogy. – dla mnie przebiła L4D2 (jeśli chodzi o zombi). Świetnie gra się samemu i jeszcze lepiej z towarzyszami 🙂

    Alien: Isolation – zamyka moją trójcę the best gier, w które gram/grałam w tym roku 🙂 Alienek biega, straszy. Czasami da się posmyrać po ogonku, ale ogólnie lepiej tego nie robić 😀

  4. aihS Webmajster

    1. Rise of the Tomb Raider, to co chciałem, tak jak chciałem tylko lepiej, fapfolder
    2. Pillars of Eternity, Obsidian znalazł mój punkt G i przyssał się do niego na 100h
    3. to jest zaskoczenie nawet dla mnie, ale po 10h alfy na moje podium wskakuje Tom Clancy’s The Division, nic to, że wyjdzie w 2016 skoro alfa pobiła dla mnie inne skończone tytuły z 2015 (gdybym miał jednak podać grę w wersji finalnej to byłoby to oczywiście Ori and The Blind Forest)

              1. aihS Webmajster

                @Klucznik

                To w Brutal Doomie shotgun ma fizykę paska? 😉

                ed: patrząc po video to chyba nie, ale dam sobie głowę uciąć, że w którejś z tych przeróbek shotgun miał animowany sprajtowy pasek, który się tam bujał przy przeładowaniu, zrobiło to na mnie takie wrażenie, że zapamiętałem 🙂

              2. Klucznik

                @aihS

                Ekhm, jest fizyka paska, właśnie sprawdzałem. Ledwo, ledwo, ale się dynda. 🙂

                EDIT:
                Ogólnie to BD ma dwa modele rozgrywki – classic i modern. Ten pierwszy ma zestaw gnatów, wygląd, animacje i sposób zachowania taki jak było kiedyś. Modern to już full jazda – minigun się musi rozkręcić i ma fest rozrzut, a z karabinu (zastępuje pistolet, można mieć tzw. “akimbo”) da się celować przez przyrządy mechaniczne, itp.. Pasek jest z tego drugiego. 😉

              3. furry

                @aihS

                Jest pasek, potwierdzam, nawet filmik nagrałem.

                Wczoraj zainstalowałem Ultimate Doom z płytki, dograłem Brutal Doom i jakoś tak przypadkiem przeszedłem pierwszy epizod. Gra się dużo łatwiej, jeśli mamy M-ileśtam zamiast pistoletu, tylko wszystkich sekretów nie pamiętam. Plus sterowanie WSAD+mysz.

                Podsumowując, bawiłem się lepiej, niż grając w Doom 3. 😀

  5. larkson

    1. Wiedźmin 3: Dziki Gon – dla mnie to chyba najlepszy RPG jaki może być oraz moja gra roku. Śliczny, duży otwarty świat, mnóstwo interesujących zadań do wykonania czy też fajna walka sprawiały, że zawsze chciało mi się do tej gry wracać. Główny wątek fabularny mógłby być lepszy, ale to zostało nadrobione dzięki fenomenalnemu dodatkowi.

    2. Metal Gear Solid V: The Phantom Pain – Mówcie sobie co chcecie, że questy powtarzalne, że Afganistan niezbyt ciekawy, że fabuła niedomaga… ale psiakrew jaki ten gameplay jest miodny! Począwszy od świetnego sterowania zarówno na padzie jak i na klawiaturze i myszce, przez możliwość rozbudowywania bazy, a co za tym idzie także naszych możliwości aż po mnogość sposobów na wykonanie misji. Gdyby tą historię miał dopracowaną jak należy to uznałbym MGSa za grę roku. Świetna gra, ale kiepski Metal Gear.

    3. Project Cars – “Whaaat? Ścigałka, powaliło cię? I to taka, gdzie jeździ się po torach?” Może i mnie powaliło, ale lubię do tej gry wracać, gdy mi się nie chce grać w nic innego Ładna grafika i przyjemny model jazdy (choć muszę przyznać, że na padzie niektóre auta są niegrywalne, szkoda , że mi się kierownica zdupiła) wystarczają, żebym dobrze przy niej spędzał czas.

  6. Revant

    Dla mnie numero uno to Wiesiek 3. Mistrzowska gra, a zarazem i bardzo “polska”. Brak takich klimatów i rpgów (choć nadal się smucę, że jednak redzi nie zrobili typowego sandboxa z tworzeniem własnej postaci, jak zapowiadali przed w1). Drugie miejsce to zdecydowanie Rocket League – gra prosta jak cholera, a wciąga jak bagno. Trzecie miejsce to…One Piece: Pirate Warriors 3. Miało być GTA V, ale jednak to Luffy oraz jego ekipa bardziej jednak mnie kupiła. Mangą się zaczytuję na bieżąco, polskie wydania kupuje sobie po parę tomów co miesiąc, a możliwość jeszcze ogrania historii? miodzio.

  7. luk0i

    Aż się zaloguję… 😀
    1. Transitor. W końcu kupiłem na jakiejś wyprzedaży. Przeszedłem dwa razy pod rząd, żeby się nasycić i zrobić wszystkie acziwki Steama (pierwsza taka gra). Wrócę na pewno. Soundtrack wciąż sobie puszczam.
    2. Hearthstone. Ciągle i nieustająco. Karty są absolutnie sympatyczne. Można nawet w autobusie partyjkę strzelić
    3. I tu jest problem… Chyba pasowałby MadMax. Dużo godzin na Steam, wciąż sporo do zrobienia.

    Wspomnieć należy o World of Warships które wspaniale zaczęły, ale zatonęły. Wracam co chwilę, bo okręty są śliczne, ale wypalenie WoT trzyma mocno. Drugim wspominkiem niech będzie Renowned Explorers: International Society – odkrycie niedawne, ale mocno sympatyczne.

  8. pan-hydraulik

    1. Wiesio 3 co tu pisać, ini juz napisali
    2. Cities Skylines
    3. 7 Days to Die – tak, eksploruje craft – survivale z opcja Single Player i jak narazie ten, choć już nie taki nowy, wypada ze wszysktich najlepiej
    3 Exequo jak moglem zapomniec Kerbal

  9. furry

    Borderlands Pre-Sequel – równie wesołe jak część druga, plus buttslam. Fun, fun fun! Wyróżnienie dla Tales from the Borderlands – może i interaktywny film, może wybory bez znaczenia, ale bawiłem się przednio.

    Wiedźmin 2 – zakochałem się w Vergen, chyba w poprzednim życiu byłem krasnoludem. Zacząłem grać drugi raz, tym razem trzymając z Rochem, ale wróciłem chyba zbyt wcześnie, bo różnice są niewielkie. Zastanawiałem się nad wyborem Pillars of Eternity, 50h stuknęło, mimo że połowa z tego to próby grania drużyną składającą się z dwóch postaci. 🙂 Odłożyłem na chwilę na początku drugiego aktu, żeby skosztować Wiedźmina 2, którego skończyłem. Dlatego to Geralt ma mój głos.

    Trzecia gra to znowu zagwozdka, daję głos na Broforce, ale równe dobrze bawiłem się przy Cave Story+, tyle że trafiłem na poziom, którego nie umiem i gry nie skończyłem. Ale polecam, bo jest świetna: niesamowicie grywalna i dość trudna, z genialną “amigową” muzyczką, czułem się jak szczyl grający w Fury of the Furries. Sprawdźcie, czy nie macie z któregoś Indie Bundla.

    Aha, statuetka Złotej Kupy Roku w 2015 trafia do Ubisoftu za pierwszą część Assassin’s Creed. Wspinanie się na wieże – super zabawa.

  10. Mnisio

    1). Wiesław, ale pierwszy. Ukończony w tym roku z niekłamaną satysfakcją.
    2). Rogue legacy. Najlepiej wciąga na krótkie rozgrywki – a na takie mam teraz głównie czas.
    3). Age of wonders III. Gram random mapy i zaczynam odczuwać syndrom master of magic (w końcu jakaś gra to we mnie obudziła po tak długim czasie). Największe emocje targają jak wypieszczona armia wykrwawia się w bojach z jakimiś leszczami.

  11. slowman

    Crusader Kings 2
    Ta gra to więcej niż gra. Mówi wiele o życiu. Pomogłem swojej współmałżonce w walce o Królestwo Madziarów i je zdobyła, czym mi się odwdzięczyła przez pomoc w koronowaniu na Króla Polski. Żony to dobro. Konkubiny też, bo łatwo znaleźć taką z dobrym skillem w szpiegowaniu.

    Wiedźmin pierwszy

    Wiedźmin drugi

    O dziwo wszystkie ogrywam/łem przez ostatni miesiąc. Nawet nie pamiętam w co grałem przed lipcem.

  12. Waldek-Mat

    Europa Universalis IV – ostatnio wróciła u mnie do łask i sporo czasu przy niej spędzam
    Total War Rome II – granie na zmodowanym Rzymie to podstawa a zwłaszcza na modach zmieniających całą mechanikę gry
    The Old Republic – zacząłem z powrotem grać po wyjściu nowego dodatku i gra się zacnie, zdecydowanie można traktować jak KotoR 3

    Na wspomnienie zasługują Civilization V i Shadow of Mordor. Pierwsze bo to Cywilizacja a druga bo daje niesamowitą radość bezmyślnego pozabijania orków w świecie Tolkiena.

  13. The_Mister_A

    Nie będę odkrywczy, że powiem Wiedźmin 3 na pierwszym miejscu. Ale i tu mała modyfikacja. Nie podstawka (świetna tak czy siak), ale dodatek Serca z Kamienia. To właśnie dodatek jest tym, co chce od nowoczesnego RPGa. Nie lubie otwartych światów, bo psują poznawanie historii. W WIedzminie dużo zostało zrobionone, żeby nie stworzyć bethesdowatego crapopenworlda i to się udało. Ale pewnych rzeczy nie można przeskoczyć. Najlepsze RPG w stylu nowoczesnym jakie wspominam to KOTORy. I kij, że to było chodzenie po korytarzach. 24h poznawania historii jest wg mnie wystarczające dla gry dla osoby, która pracuje. Wiedzmin 3 zajął mi 3 miesiące… Ale wracając do dodatku. Historia jest przednia, questy wyborne. Postaci? ciężko je zapomnieć. No i ten polski, sarmacki klimat. KLIMAT! Najlepsze 10h gameplayu w tym roku.

    Drugie miejsce wędruje do Wolfensteina the new order. Zaskakujący shooter, w starym stylu, gdzie gameplay starczał na więcej niż 6h biegania jak dziecko z ADHD. Gdzie są jakieś postaci (ciekawe), gdzie można rozbijać się jak Rambo albo po cichu jak Agent 47 :). Gdzie fabuła i klimat grają ważną rolę. Brakuje takich gier. Niby staroszkolne, ale z tą wymaganą nutą nowoczesności. No i znowu plus za fajne smaczki związane z Polską. Jest pewna strona w necie, która opisuje, czy bohaterowie kultury są pochodzenia żydowskiego. O Blaskowitzu napisano coś w ten deseń: “Is he a Jew? Nope, just another Pole killing Nazis”.

    Trzecie miejsce idzie do: Damn nienawidze tej gry. Serio. Przeklęty zżeracz czasu. A zainstaluje sobie nowy dodateczek i sprawdzę co się tam zmieniło. Akurat promocja jest. I bam urlop zniknął, oczy podkrążone morda od monitora naświetlona. Tak, Tak Paradoxie, twoje EU4 z dodatkami trafia na 3 miejsce.

    Niewypał roku AAA (bonus ode mnie): Batman AK (i to na ps4) – może dlatego, że nie odpaliłęm Fallouta. Wszystko to co fajne w Arkham Asylum zabite przez to, że teraz wszyscy muszą robić open-worldy. DUh!

      1. The_Mister_A

        @aihS

        Najlepsza pod tym względem była Mafia 1. Tam było miasto i to dodawało wiarygodności historii. Natomiast to było tylko narzędzie a nie główna treść. Mogliśmy sobie hasać po mieście dopiero po skończeniu fabuły. W KOTORach i tych w ogóle grach Bioware z czasów ich złotego okresu było jak mówisz – pewne zestawy mniej lub bardziej otwartych lokacji z zadaniami pobocznymi, ale w ramach pewnego zamkniętego i spójnego mikrokosmosu. I przeżywaliśmy wszystko w miarę logicznym porządku.

        Przechodzę teraz Patrzące Psy. I robie wyłącznie zadania fabularnę i jest przywoicie. Być może tak należy to robić (autodyscyplina 🙂 ). W RPG problem jest inny, bo zadania poboczne nagradzają nas expem i to zawsze nas odciągnie.

  14. iago

    Bez żadnej szczególnej kolejności (ale raczej nie są to starocie, o które pytał Bosman – ot gry, które w mijającym roku sprawiły mi najwięcej frajdy):
    – Talisman: Digital Edition (zwłaszcza odkąd można grać w 6 :))
    – Warhammer: The End Times – Vermintide (coop fajny jest, nawet dla takiego typa, co zupełnie nie lubi FPSów, jak ja)
    – Darkest Dungeon (wiem, podawanie gry, która wyjdzie w 2016 to spory wyczyn… ale ja w nią grałem od lutego z przerwami – a 10 m-cy to teraz staroć…).

    Honourable mentions: Endless Space (będzie dwójka! i Legend też trzeba będzie kupić…) i Dark Messiah of Might and Magic (nie spodziewałem się, że będzie taki fajny. Jakby tylko mniej się wykrzaczał…).

  15. Klucznik

    Wiesława 3 nie liczę, bo mimo, że gra świetna, to i tak zdąży zgarnąć nagrodę w Wielkich Derbach. 😉

    Tak więc:
    1) Baldur’s Gate 2 – gram każdego roku, od 15 lat i mało co wytrzymuje porównanie z tym tytułem. Sorry.
    1) Medieval II: Total War – ta gra w multi (mowa tutaj o toczeniu samych bitew online), daje mi mega dużo przyjemności. Jedno z niewielu multi gdzie ciągle czuję wyzwanie w rywalizacji z żywym przeciwnikiem.
    3) Brutal Doom – gram od wczoraj, ale już wiem, że jest zaklepane miejsce na podium. 😀 Absolutne mistrzostwo w “modowaniu” gry sprzed ponad 20 lat w taki sposób by dalej dawała ogrom frajdy i nic nie traciła ze swojego klimatu.

  16. Tasioros

    Czy ja w ogóle grałem w aż trzy gry w tym roku? Chyba jednak tak. Nie jest źle.

    1. Deus Ex: Human Revolution Director’s Cut – nie wiem po co piszę całą nazwę. Świetna gra, świetna muzyka, świetne imię głównego bohatera. Do tego klimacik. Myślę, że w tym roku skończę.
    2. DLC do Fallout: New Vegas – Old World Blues – jak dla mnie jeden z najlepszych kawałków tej części gry i jedyne DLC, jakie warto ograć (no, może jeszcze od biedy Dead Money). Spory kawałek terenu (przez co trochę za dużo łażenia jak dla mnie), całkiem ciekawe misje, dużo miejscówek i naprawdę fajny humor. Dużo fajnego humoru.
    3. Bo ja wiem… Far Cry 3, albo Tomb Raider, albo… zacząłem przecież rozgrywkę w Fallout 2 i już stworzyłem drugą postać: niewiarygodnie tępą, wielką babę, która jednym uderzeniem pięści łamie szczękę, nos i połowę czaszki. Ale chyba kontynuować będę inteligentnym kolesiem – więcej treści. Więc jeszcze trochę się wstrzymam z tym trzecim miejscem.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tasioros

      Ha! Ja też ostatnio w F2 zrobiłem laskę wyspecjalizowaną w walce wręcz. Ale… właśnie laskę. Prócz walki wręcz ma same bonusy w nawijce, wysoką charyzmę i w ogóle wszystko co podbija jej osobowość.
      W efekcie mistrz kung fu mi twardziel o charakterze twardszym od landrynki:). No i część zadań potrafi wykonać przez łóżko:P.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @slowman

          Nie przeszedłem całej gry tępolem, bo mi się to znudziło. Przez chwile czerpiesz przyjemność z dialogów i sposobu ich opisu – kiedy wszyscy Twoi rozmówcy w pewnym momencie zaczynają ciężko wzdychać i mówić prostymi słowy. Najpiękniej rozmawia Ci się przy takiej postaci z innymi półgłówkami np. z Torrem w Klamath. Wtedy kolesie, którzy wcześniej mówili tylko na poziomie: “ja robić” zaczynają się wypowiadać niezwykle płynnie i obrazowo. Tak samo Ty.

          Niestety, poza takimi spotkaniami, trudniej Ci rozwiązywać zadania przez nawijkę. Odpadają też zadania związane z nauką czy naprawą. Choć więc nie jesteś skazany tylko na tłuczenie, to mam wrażenie, że gra może być przez to zubożona. No chyba trudniejsza, bo dostajesz mniej punktów umiejętności.

          Choć, właśnie przyszło mi do głowy, że można spróbować zrobić tępego osiłka z maksymalną charyzmą i takimż szczęściem. Hmmm….

          1. Tasioros

            @bosman_plama

            O, widzę, że grałeś w tę grę 😉
            Zastanawiam się jeszcze nad stworzeniem geniusza zła. Nigdy nie grywam złymi postaciami, ale tutaj chyba się skuszę kiedyś. W wielu grach nie warto, gdyż zamyka się przed nami sporo zadań i doświadczenia. Myślę, że w Fallout jest inaczej, ale czy na pewno? Jak wygląda w tym przypadku bycie mega dupkiem?

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Tasioros

              Trochę do bani, bo właściwie nie ma questów dla drani. Tzn. możesz oczywiście np. w Modoc zabić wspólnie z modoczanami mieszkańców Ghost Farm, ale poza tym? Zapisanie się do gangu w New Reno nie robi jeszcze z Ciebie złego kolesia, a nawet wspieranie Bishopa oznacza koniec końców przyjęcie określonej roli w sporze między NCR a Kryptopolis.
              Możesz ewentualnie strzelać do dzieci w miastach, co będzie się wiązało z wystrzelaniem obywateli albo ucieczką. Wtedy, jeśli będziesz działał konsekwentnie, dokończysz dzieła atomówek:). W sumie wartało by kiedyś sprawdzić jak wtedy wyglądają zakończenia:). No i będą Cię ścigać łowcy nagród, zanim wszystkich nie zabijesz.

              Arcanum daje większe szanse na bycie złym i większą zabawę. Tam dostajesz kilka innych zadań i zupełnie inną ekipę.

              EDYTA: W Redding możesz jeszcze zabrać wdowie kasę, zamiast jej pomóc. Wtedy nawet dorobisz się klątwy:D.

              1. teekay

                @bosman_plama

                Właśnie ogrywam Fallouta pierwszego. Nie wiem jaki typ geniusza zła ma na myśli Tasioros, ale wg mnie jak najbardziej granie złym bardziej się opłaca. Pomijam kwestie tego, że wszystkie zadania można przejść dosłownie po trupach, ale wydaje mi się, że grając dobrą postacią omija się dość sporo tzw. contentu. Grając złą postacią można dołączyć do Khanów, zabić Szeryfa w Junktown (nie wiem czy wtedy wszyscy mieszańcy są wrogo nastawieni), przyłączyć się do gangu w tym samym mieście, do grupy przestępczej w Hubie oraz do gildii złodziei. To pierwsze rzeczy, które przychodzą mi do głowy.
                Drugiej części już tak dobrze nie pamiętam, ale możliwość współdziałania z handlarzami niewolników jest raczej jednoznacznie złe. 😉

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Zebulah

              OK. Szybka postać o następujących współczynnikach:
              Siła: 10
              Percepcja: 4
              Wytrzymałość: 8
              Charyzma: 10
              Inteligencja: 2
              Zręczność: 8
              Szczęście: 8
              Z dodatkami: Zdolniacha i Mięśniak.

              Niespecjalnie nadaje się do użytku:(. Trzeba było olać charyzmę i zainwestować dodatkowo w szybkość i szczęście. Tzn. z gołej pięści wali raz i wyobrażam sobie, że z rękawicą wspomaganą w zbroi wspomaganej pozabija wszystkich i wszystko. Ale musi do tego dożyć a to wymaga pewnego wysiłku.
              Dialogi są takie, jak pisałem, części zadań nawet nie dostajesz, bo nie zlecają ich kretynom. Dojście ta postacią do finału kusi, ale raczej zacznę z mniejszą charyzmą a większą prędkością.
              Aha, przy małej inteligencji, co oczywista, dostajesz mniej punktów po awansach (o czym wiedziałem), ale zdolniacha dodatkowo je zmniejsz\a, więc po awansie dostałem tylko 4. Inna sprawa, że nie bardzo jest co z nimi robić, niż maksować walkę wręcz i bronią białą, które i tam mam już dość wypasione na starcie.

              Najgorsze, że dialogi bawią tylko na początku, potem pewnie zaczną męczyć.

              1. lemon

                @bosman_plama

                Bosmanie, Twoja praca u podstaw coraz bardziej na mnie wpływa i chyba dzisiaj po robocie zainstaluję sobie Fallouta. Grałem kiedyś w F2 dobre kilka godzin, ale tak często się zawieszał i psuły się questy, że odpuściłem (dotarłem do wytwórni porno i pamiętam też miejsce, gdzie z ekranu wygrażał mi jakiś facet w pancerzu wspomaganym [Enklawa?] – powiedziałem mu, że może mi skoczyć :)).

              2. bosman_plama Autor tekstu

                @MusialemToPowiedziec

                Zwykle rozdzielam je między inteligencję (więcej punktów umiejętności, więcej opcji dialogowych) i zręczność (tę buduję tez kosztem szczęścia). Ale od czasu do czasu chętnie sprawdzam “a co by było gdyby”:).
                A na GW Orbitowski napisał prawie pozytywnie o F4 – http://wyborcza.pl/1,75475,19320678,fallout-4-czyli-wojna-jest-zawsze-taka-sama-orbitowski.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Kultura

              3. Bleszczynski

                @bosman_plama

                Ja zaczynałem swoją przygodę z Falloutem od F2, nie wiedząc totalnie jaki wpływ mają współczynniki na postać i dałem 4 w Agility i dodałem traita Finesse Fast Shot. Co ja się namęczyłem na początku walcząc z Gecko… Sulik w początkowej fazie był zbawieniem, ale w Den go podle sprzedałem łowcom niewolników.

                Potem było lepiej, ale Finesse Fast Shot zabrało mi VATSa i połowę radochy z walki. Dałem radę grę ukończyć, a dzięki 10 inteligencji i rozwiniętym speechu grało się super i wiele walk można było uniknąć .Kocham tę grę 😛

              4. bosman_plama Autor tekstu

                @slowman

                Twardziel na bis.
                Tym razem zbudowany z olaniem charyzmy, której punkty poszły w szybkość. Ten daje radę bardziej, choć mam wrażenie, że charyzmatyczny częściej nokautował (szczęście mają takie samo).
                Kłopot w tym, że przy najniższej możliwej inteligencji gra staje się trochę nudna, bo nie tylko mało kto chce z nami gadać, ale jeszcze nie dają nam chyba z 2/3 zadań.
                Ale dzięki temu gra staje się trochę trudniejsza, bo nie ma kasy, nie ma punktów – nic nie ma. Tzn. nic, poza kolesiami z giwerami, a ci zaczynają stanowić problem, gdy naszym ulubionym sposobem radzenia sobie ze światem jest rozbijanie szczęk na cząsteczki pierwsze, a mamy na sobie tylko piżamę, bo nie stać nas na coś więcej. Kule się nas w tedy imają jakby bardziej, zwłaszcza, że aby znokautować strzelca musimy do niego podejść.
                I to jest niezłe.
                Ale chyba spróbuję się przedrzeć do New Reno, żeby zrobić tam szybko karierę pięściarską i tym samym zarobić na skórzaną zbroję oraz kolejny awans, który za wiele mi nie da, ale zwiększy wytrzymałość.

  17. larkson

    Zarzucę offtop, bo mam pytanie. Otóż patrzę sobie na cdp.pl, a tam widzę, że są komiksy Star Wars: Cienie Imperium, W Cieniu Yavina, Czystka, Darth Vader i Widmowe Więzienie (są jeszcze serie, ale te mnie nie interesują). Pytanie brzmi: czy są one dobre, bo się zastanawiam co by bratu na święta kupić, bo ze Star Wars to łyka on wszystko jak Sasha Grey wiadomo co.

    1. lemon

      @lemon

      Nie można już edytować, to dopiszę: Wiedźmin 3 zostaje moją grą roku. Za nią są Borderlands 2 i SOMA. Żadnej jeszcze nie ukończyłem, ale te trzy dały mi najwięcej frajdy. Mógłbym wymienić jeszcze parę innych, ale jak trzy to trzy.

      Specjalne wyróżnienia dla Tales from the Borderlands oraz Life is Strange, przy których co prawda bawiłem się znakomicie, ale dla mnie to nie są gry.

  18. Private_dzban

    Starocie w tym roku?
    Star Wars: Knights of The Old Republic 2 – przeszedłem chyba ze 20 razy (jeżeli nie to, jestem blisko tej liczby). Zawsze Lights Side, zawsze ten sam ryj i quasi-romans. Zawsze taka sama radocha z historii. Dwa minusy:
    – defoltowe poziomy trudności są za łatwe (od drugiej planety trzeba się salwować modami zwiększającymi HP przeciwników), choć przypakowanie gracza ma naturalnie uzasadnienie fabularne.
    – zajebistość fabuły KoTORa2 zniechęca do gry w The Old Republic (co można w sumie postrzegać jako plus w postaci zaoszczędzonych hajsów, bo F2P w wykonaniu EA to kpina)
    Star Wars Jedi Knight: Jedi Academy powód wszystkich twórców i wydawców gier do czerwienienia się ze wstydu, że minęło ponad 12 lat i nikt nie zrobił równie dobrego symulatora walki mieczem świetlnym. Bo chyba nic takiego się nie pojawiło, nie?

    1. lemon

      @Private_dzban

      Za dwudziestym razem to każda gra jest za łatwa. Fani Soulsów (było nie było – zręcznościówki) grają samym mikrofonem, żeby nadal mieć wyzwanie. 🙂 Ale przepakowanie postaci gracza w KotOR2 rzeczywiście czuć – byłem zaskoczony, jak łatwo i szybko pokonałem Nihilusa (taki straszny w tej masce, całe światy miał pożerać i padł tak szybko? co jest, kurde?), ten drugi też specjalnego wyzwania nie stanowił, dopiero finałowa walka podniosła mi ciśnienie (w pozytywnym sensie).

        1. lemon

          @Private_dzban

          Przeszedłem, i to dwa razy – ale to już kiedyś, lata temu. 🙂 Zbieram się znowu, ale stale coś innego jest do ogrania.
          A co do Jedi Academy, to do dziś miło wspominam bieganie po ścianach i tamte kombosy. Raven to kiedyś była firma. Lepszej walki na miecze świetlne nikt od tamtej pory nie zrobił, chociaż właściwie PoP 2 (EnemyWarrior Within) był blisko z systemem walki, ale to nie lightsabery.

          1. Private_dzban

            @lemon

            Aa myślałem, że przyatakowałeś KoTORa2 z modami przywracającymi wycięte fragmenty. Ale spoko, gram za Ciebie i iHSa 😉
            Nie kumam jak możną nie zrobić przynajmniej remake’a KoTORów i serii Jedi Knight. To chyba Ty wspominałeś, że niejeden maiłby mokro, gdyby na takim Frostbite 3 (czy jaki to ma numer) zobaczył KoTORa. Propsuję.

              1. Private_dzban

                @aihS

                Mówiłeś to przy okazji wypuszczenia KoTORa na tablety (tylko nie pamiętam czy to było iOS czy Androida)? Jeśli o to idzie, to pamiętam Twoje słowa. Zdaję sobie sprawę z tego po jak kruchym lodzie stąpam wypowiadając te życzenia w obecnych realiach, ale, kurde, sypnąłbym hajsem niezależnie od tego co by to było. Mają mnie tu. Już przy zapowiedzi Knights of The Fallen Empire, jak wypowiedziałem na głos “Knights of The” to zajrzałem na konto PayPala ;/

            1. lemon

              @Private_dzban

              Rimejku na Frostbite nie będzie, bo za drogo (jak na rimejk). Ale wiemy przecież, że EA ma Bioware i dobrze się dogaduje się z Disneyem w sprawie Star Wars, więc jakiegoś erpega wykluczyć nie można. Wcześniej jednak chcą sprzedać 18 mln kopii Battlefronta, a Bio musi skończyć kolejnego Mass Effecta (ciekawe czy robią na Frostbite, czy na Unrealu). Potem podejrzewam albo kolejny Dragon Age, albo właśnie coś z SW. Tylko czy chcemy, żeby to SW było na miarę DA:I?

              edit: można też się pośmiać, że jak EA rozmawiało niedawno z CDP Red, to właśnie w sprawie kolejnego KotOR-a. 🙂

              1. aihS Webmajster

                @lemon

                Boże broń! Później nie będę mógł wymaksować gry bo ta ostatnia brakująca karta do Paazaka będzie w kieszeni u gościa co go zamrozili w karbonicie, ale lokalny boss Huttów nie dropnie kodu rozmrażającego. Nie będę nawet wspominał o nieśmiertelnej Wampie na dziesiątym księżycu Skel’Lige.

  19. Sekal

    1. Wiedźmin 3 wraz z dodatkiem, to jednak najlepsza gra dla mnie w tym roku, zdecydowanie najwięcej frajdy.
    2. Broforce. Nie dałem rady na ironmode, ale i tak kupa zabawy.
    3. Chyba tu trafi Deus Ex HR. Grę zacząłem ze 3-4 lata temu(to chyba już tyle…) na konsoli, gdzie pokonał mnie pad. W tym roku kupiłem na PCta directors cut i udało się wreszcie przejść. Na hard i bez zabijania kogokolwiek było łatwiej niż easy na padzie… eh. A ile frustracji tam się trafiało, zwłaszcza przy bossach.

  20. projan

    W 2015 najlepiej bawiłem się w (kolejność alfabetyczna):
    Divinity Original Sin EE,
    Football Manager 2014,
    King Bounty: Dark Side,
    Magic the Gathering; Duels of the Planeswalkers 2013,
    Total War: Rome II,
    XCOM Enemy Within.

    But the prize goes to: Divinity Original Sin EE, Total War: Rome II i XCOM Enemy Within

  21. PeteScorpio

    1. Wiedźmin 3 – gra, która przyniosła najwięcej frajdy w tym roku – począwszy od nocnej premiery(pierwszej w jakiej brałem udział i pewnie ostatniej 😉 ) na ostatnich scenach zakończenia skończywszy.

    Dalej to już gry zainspirowane przez Imperatora Konia Nitka i całego gikza 🙂

    2. Rocket League – sprzedałem ulubionego skina z CS:GO by zakupić to cudo i ani przez moment tego nie żałowałem. Emocje, emocje i jeszcze raz EMOCJE…kto by się spodziewał. Największe pozytywne zaskoczenie 2015 roku.
    3. Chivalry: Medieval Warfare – radosna średniowieczna sieczka z gikzami zapewniła niejedną, nieprzespaną nockę w tym roku 😉

  22. Zebulah

    Wyszło mi, że grałem w tym roku łącznie w… wow, 25 gier. Z czego 16 ukończyłem, a przynajmniej wątek główny.
    Wybór był trudny, ale wyszło mi tak:

    Miejsce pierwsze: Batman: Arkham Origins
    Tak, gorsze niż poprzednie dwie części ale nadal grało mi się świetnie. Dużo lepiej niż w przereklamowane moim zdaniem Darksiders i pomimo pewnego irytującego błędu na końcu. Czekam na spadek ceny Arkham Knight, a w międzyczasie chętnie ogram wszystkie trzy części jeszcze raz.
    Miejsce drugie: Lego Batman 2: DC Superheroes
    Niby znów to samo co w każdej grze Lego, ale jednak znacznie lepsze od pierwszego Lego Batmana. Zarówno samemu jak i z siostrzeńcem w coopie.
    Miejsce trzecie: Kingdom Rush: Origins
    Trzecia część najlepszego biurowego zjadacza czasu. Ubolewam, że wyszła tylko na sprzęty mobilne i nie ma planów wydania w jakiejkolwiek postaci na PC.

    Największe rozczarowanie: Darksiders
    Po naczytaniu się wielu pochlebnych opinii nie tylko na Gikzie, stwierdziłem, że przełknę jakoś nie pasującą mi stylizację świata gdzie Wielki Pan Jeździec Apokalipsy, Wojna, wygląda jakby za dużo czasu spędził w Japonii i spróbuję.
    Niestety po 4 godzinach miałem serdecznie dosyć wszystkiego. Historii, postaci, zbierania dusz, sterowania… Odbiłem się totalnie.

    Ożesz… Trzy gry pod pada, jedna na dotykowce, ani jednego FPSa… Coraz gorszy ze mnie przedstawiciel PC Może Ruszy…

  23. Goblin_Wizard

    1. Warframe (beta od prawie 4 lat więc nie wiem do jakiej kategorii można to zaliczyć)
    2. Diablo 3 – mnich rządzi
    3. Medieval Total War + Viking Invasion – to chyba nigdy nie wypadnie z listy

    No i jeszcze przy Chivalry się całkiem nieźle bawiłem.

  24. Bleszczynski

    Aż musiałem posiłkować się Filmwebem, gdzie oceniam wszystko w co grałem/oglądałem i wyszło, że w tym roku ukończyłem zaledwie 8 gier (fakt, że w większości to tytuły na minimum kilkadziesiąt godzin) :/ A zakupiłem w międzyczasie pewnie z 50…

    Więc tak:

    1. Wiedźmin 3 i Serce z Kamienia, bo to rewelacyjna gra jest i nie wiem, czy nie jeszcze lepsze DLC.
    2. GTA V – esencja tego co najlepsze w serii. Nie pamiętam kiedy tak bardzo nie chciałem, żeby gra się skończyła.
    3. Pillars of Eternity – frajdy niemal tyle, co przed ponad dekadą z BG2.

    Rozczarowań też nie brakowało:
    1. Wasteland 2
    2. Vanishing of Ethan Carter
    3. No i F4, które jeszcze męczę, ale męczę to chyba dość odpowiednie słowo.

  25. civil

    U mnie to będzie:
    – Wiedźmin 3 – specjalnie dla niego procka i kart wymieniłem. I mimo tego ze momentami mnie nużyła mechanika -> historia, świat i sam Geralt rządzą 🙂
    – Tomb Raider (ten z 2013) – kurzył mi sie na steamie, i okazał sie dobrym lekarstwem na powiedzminowa depresje (zwłaszcze ze miałem złeee zakóńczenie w W3)
    – Starcraft 1 – przed premierą Lotva strzeliłem sobie maraton, i dalej twierdze ze starcraft 1 to najlepszy RTSever 🙂

  26. lemon

    Odrobina offtopu: kiedyś w TVP był emitowany taki polski serial kryminalny pt. “Mrok”. Da się to teraz gdzieś obejrzeć? DVD nigdzie nie znalazłem, VOD też nie (a inne seriale TVP bez problemu), na jutubie są tylko jakieś wyrywki w jakości SG (Szkoda Gadać).

  27. aryman222

    1. — Wiedźmin 3 – za emocje, których jeszcze w grach nie doświadczyłem. Olśnienie. 2. — Natural Selection 2 – wróciłem na chwilę, ale od razu poczułem ponownie jak silna jest moc w tej grze. Serwery i społeczność nieco się wykruszyły, ale wciąż jest kilka miejsc gdzie wieczór w wieczór czeka się w kolejce, żeby przyciąć w ten genialny multiplayer. 3. — Darkest Hour: A Hearts of Iron Game – stara strategia, ale nasze pierwsze spotkanie miało miejsce dopiero w 2015 roku. Rozegrałem ze cztery kampanie pod rząd i w każdej poniosłem klęskę. Coś pięknego! Zbieram siły do piątego starcia.

  28. emperorkaligula

    Cieżko mi 3 wymienic… dlatego wymienie jedną przy której chyba najwięcej godzin spędziłem godzin w tym roku i spędzę jeszcze wiele w przyszłym:

    Star Wars The Old Republic

    ograłem chyba wszystkie większe premiery w roku, jedne były lepsze inne gorsze, ale do SWTORA wracam w kółko od ponad pół roku. gram sobie na chillu pve i końca nie widać a tylko jedna postać póki. inne klasy na 100% ogram.

    A w sumie to dopisze jeszcze:

    Diablo 3

    setki godzin przeklikane. a jak w tym roku wyrobią się z 2.4 to będzie nolife do końcu grudnia jak nic 😛

  29. teekay

    Na szybko (pewnie jako ostatni) nominuję:
    Transistor. Bo to piękna i mądra gra jest.
    Shadowrun: Dragonfall. Za świetną przygodę i za wprowadzenie pewnej świeżości do gatunku klasycznych gier rpg.
    Door Kickers. Jako najbardziej wystrzałową grę logiczną jaka kiedykolwiek powstała.

  30. mr_geo

    Weeeeeee, w koncu znalazlem kompa normalnym dostepem do netu, a nie przez jakies faszystowsko-orwelowskie proxy odcinajace wszystko rowno z gruntem!

    1. Wiedzmin 3 w ogolnosci a z Sercami z Kamienia w szczegolach. Bo wesele i ruda medyczka. Serio – jednoosobowy duet 🙂 Geralt + Witold FTW!. A rudzielec… mniam 🙂

    2. Papers Please. Tak proste w zalozeniach a jednoczesnie tak oryginalne, wymagajace i dajace tyle frajdy. Maly indie klejnot.

    3. Ex aequo: Dwarf Fortress Masterwork oraz Aurora. DF za ciagle zaskoczenia i nieustajaca radosnie samobojcza nieprzewidywalnosc wirtualnych krasnali. Aurora za to ze… ze nie wybacza bledow jak zadna inna gra Space4X. Ta gra wrecz na moje bledy czycha a kiedy je popelnie (a popelniam nieuchronnie) to wtedy bez ostrzezenia, w kilka chwil i bez prawa apelacji wali na odlew i niszczy to co w pocie czola zbudowalem. Nie, nie niszczy – ona to anihiluje i rozbija w pyl te moje smieszne proby stworzenia miedzygalakycznego imperium, ona bezliosnie obnaza moj brak umiejenosci przewidywania, planowania i mialkosc mojego “strategicznego” myslenia, ona zostawia mnie wsrod zgliszcz, ruin i wsrod przedsmiertnego rzezenia konajacych obywateli ktorzy ostatnim swoim tchem przeklinaja moja glupote i krotkowzrocznosc. A ja wybieram z opcj “NEW GAME” bo przeciez tym razem juz wiem co zrobilem zle i tym razem NA PEWNO mi sie uda! 🙂

    Bulwa, jednak pisanie bez polskich znakow to jakas porazka…

    1. Klucznik

      @maladict

      Ja wiem, że dzieciaki mają kontakt ze wszystkim już za młodu, ale szczerze bym powiedział, że warto by pociecha miała te 16-17 lat minimum by się w to bawić. Seksu jest tam mniej niż w poprzednich częściach, ale są momenty, gdzie cycki na ekranie pokazać się muszą i to jeszcze maczane we krwi. 😉 Dodatkowo NPC lubią ozdobić sobie wypowiedź jakimś mocniejszym zdaniem plus gra jest dosyć brutalna (nie mam tutaj na myśli gore, a raczej brutalność przedstawionych sytuacji i dylematy pokroju “oszczędź morderce albo sam wymierz sprawiedliwość bez dowodów winy”).

    2. bosman_plama Autor tekstu

      @maladict

      Mam nadzieję, że nie wyjdę na wapniaka. co to nie pojmuje młodzieży, ale dla jedenastolatka to ja bym kupował albo sportowe (ale nie DOA:P) albo, np. Little Big Planet, które wszak jest czadowe i rozwijające. Ni Ma Kuni (znane też jako Ni No Kuni) też by pasowało, wyjąwszy traumatyczny prolog. A to gra jak wiedźmin – na wieeeeele godzin, z pokenomowymi walkami, przygodą, zadaniami i prawie otwartym światem. Tylko nie ma jej po polsku, więc pozostaje japoński albo angielski.

    3. emperorkaligula

      @maladict

      jak będą z nim grać to nie widzę przeszkód, jak ma sam sobie grać to raczej mu się znudzi zanim porządnie zacznie. a jak mu zabronią to sobie na YT obejrzy (u siebie czy u kogoś), albo zagra u kolegi. czyli jak będzie chciał zagrać/zobaczyć w oparciu o inne opinie to i tak zagra/zobaczy – czyli jak jest nakręcony to chyba lepiej z nim grać.

      jak mu nie zależy na tej konkretnej grze to sprzedać/wymienić.

      1. true_mayonez

        @thewhitestar

        Mój grał w W1, chyba jeszcze nie skończył, bo potem miał grać w 2 a nie widzę żeby grał. Pytam o wrażenia, a on ze ok. A ja: a przemoc? Łeee, w GTA lepsze (a nie ma i nie może grać. Gra u kumpli i ogląda.yt) A sex? Przewijał, bo czas dostępu do komputera mu się zużywał. A wulgaryzmy? W szkole też tak się mówi…
        12 lat, i nic go już nie porusza…

  31. Zetsubou-san

    A i o to moje typy :

    Wiesiek 3 – Głównie za świat gry, główny wątek fabularny, który nie jest czarno-biały i questy poboczne, które stoją na poziomie głównej linii fabularnej i przenikają się z nią. No i za dobry system walki.

    Alien: Isolation – Za spójną fabułę, która pozwala się wczuć, ciągłe uczucie zaszczucia. I oczywiście za jedną z najlepszy sztucznych inteligencji jaką widziałem. Jeszcze żadna gra nie wzbudzała we mnie takich emocji jak ta.

    Medieval 2: Total War (bitwy online) – Masa zabawy, epickie starcia kilkutysięcznych armii, którymi przewodzi żywy człowiek, czegóż tu więcej oczekiwać?

  32. nicolai0

    To i ja się dopiszę:

    1. Dying Light – świetna zabawa do samego końca. Rozwój postaci tak jakoś fajnie poprowadzony, że nie wpadamy w schemat i cały czas modyfikujemy sposób gry (grać przy użyciu pada). Gra bardzo mi podeszła, choć zaznaczam, że jestem fanem obu porzednich Martwych Wysp.

    2. ZOMBI – to nie błąd, tak właśnie zapisywany jest ten tytuł. Był to swego czasu tytuł startowy na Wii U, a w tym roku zrobili port. Widać, że budżet mały, grafika jak na last genach, czasem jakiś błąd ze skryptem – ale grałem z wypiekami do końca. Klimat Londynu jest napradę dobry (grać przy użyciu pada).

    3. Fallout 4 – zlinczujcie mnie, ale gra mi się w to dobrze, choć jestem świadomy wad. Może to kwestia terenów zurbanizowanych, które lubię (z tego powodu bardziej podeszła mi “trójka” niż NV). Tylko tych wyborów brak…

              1. aihS Webmajster

                @Epipodiusz

                Ja w przedszkolu potrafiłem czytać lepiej niż obecni szóstoklasiści (wnoszę po wynikach testów).

                #zakomunybylolepiej

                ed: w ogóle to zazdroszczę szefa, ja to jeszcze dostałem opierdol, że jakiś dziecinny jestem skoro wypisuję się z firmowej wigilii bo idę do kina na starłorsy

  33. urt_sth

    1. Grid Autosport.
    Kurcze mam kierownicę , AC oraz dokupiłem P.CARS, ale że kierowca ze mnie żaden to lecę na padzie (kalecząc mocno, bo skok drążków jakiś taki mały) w uproszczonej wersji jazdy na dodatek z imitacją widoku z kokpitu, a i tak frajdy przy kolejnych i kolejnych powtórkach tego samego zakrętu co nie miara.
    2. Borderlands 2. Trudno nawet powiedzieć czemu powtarzalna mocno gra w utylizację trzyma mnie przy klawiaturze, ale jednak.

  34. lemon

    A ja gram w Fallout 1. Wessało mnie. Podzielę się spostrzeżeniami (mam postać na 5 lvl). Bardzo prosta gra jak na cRPG: trafiam do nowej miejscówki, a tam góra 2 questy, 2-3 BN-ów mających coś więcej do powiedzenia i tyle (dziwne jest to, że komuś tam robią animowany portret i nagrywają kwestie, a ktoś inny, mający do powiedzenia 2 razy więcej, już tego nie ma). Dopiero dotarłem do The Hub i liczę na więcej (wiem, że F2 jest już znacznie bardziej rozbudowana). Bardzo łatwa gra: wchodzę gdzie chcę i kradnę co chcę, a BN-i stoją i się przyglądają (raz tylko po kliknięciu na szafkę zaatakowała mnie cała wioska); mam już masę pancerzy i broni, kilka tys. kapsli i nie wiem, co z tym robić; walka też jest łatwa, choć na razie ścieram się tylko z bandytami i zwierzakami – ale pomaga mi pies oraz Ian. Jakiś wpływ może też mieć tu to, że moja postać jest dość przypakowana: PE, IN, AG, LU na 9 dzięki perkowi Gifted i Small Frame, ale kosztem niskiej charyzmy (2), bo przeczytałem, że w F1 CH prawie nic nie daje (w dialogach liczy się Speech oraz IN) i rzeczywiście, jeden tylko raz doświadczyłem efektu niskiej charyzmy – dziewczyna powiedziała, że nie stać mnie na jej towarzystwo, nawet nie wymieniwszy stawki. 🙂

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      Fakt, F1 nie ma jakiejś powalającej liczby zadań na lokację, choć trafiają się bardziej złożone. Nie wszystkie też możliwości interakcji/zadań wyłapujesz od razu. Spróbowałeś np. przespać się w hotelu w Junktown?
      “Wchodzę gdzie chcę i kradnę co chcę” było jedną z dość powszechnych słabostek w cRPG przez całkiem spory kawał czasu. Nawet śmieszne filmiki o tym powstawały:).

            1. slowman

              @bosman_plama

              Ja przestałem okradać. Niewarte zachodu (dobra, teraz znalazłem w Wiedźminie 1 szulernię – choć nic tam ciekawego poza tym, że jest) a jakoś tak głupio. Trzeba by napisać petycję do RED-ów i innych takich, żeby te miecze poukładali w kryjówkach bandytów.

              Swoją drogą w którymś Baldur’sie była sytuacja, że wchodzę sobie nakraść a tam złodziej i mi robił wyrzuty, że go wyrzucam a sam będę kradł.

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @Tasioros

            W F:NV traciłeś karmę, ale chyba tylko u frakcji, którą okradłeś. Co zresztą wydawało mi się trochę idiotyczne, bo niby skąd LC wiedzieli, że to ja ich okradłem po tym, jak wystrzelałem cały obóz?:). No i przy odpowiednim skradaniu nie powinni byli wiedzieć.

            Za to w F2 (nie pamiętam jak w F1) gdy ktoś przyłapał człowieka na okradaniu go z zapasów, które mia przy sobie, od razu sięgał po spluwę.

            1. lemon

              @bosman_plama

              W FNV są dwa systemy: reputacja i karma. Ten pierwszy ma dość bezpośredni wpływ na reakcje poszczególnych grup, ten drugi raczej jest, bo jest – chociaż pewne postacie reagują na karmę. Pamiętam zabawną sytuację, kiedy zwerbowałem tę lubiącą wypić kowbojkę i za każdym razem, kiedy do niej zagadałem, groziła że odejdzie – bo jako kompulsywny złodziej byłem z karmą grubo na minusie. Tak ze dwa trzy razy i odchodziła na zawsze. Nie mam pojęcia, skąd wiedziała, że zanim ją poznałem, byłem takim amatorem cudzej własności, więc naprawiłem sobie karmę, tak jak naprawia się różne rzeczy w grach Bethesdy. 😉 Jeszcze śmieszniejsze jest to, że za okradanie bandytów karma spada, a za ich zabijanie… rośnie.

  35. boroach

    The Last of Us – pierwsza i ostatnia gra jaką przeszedłem na kupionym od kumpla PS3. Potem wróciłem do PC, a plejak leży i czeka aż mnie coś do niego przyciągnie. Wracając do TLoU – o w mordę, ile emocji! Nigdy przedtem nie czułem takiej więzi z bohaterami, tak się o nich nie bałem (nie o to, czy mnie, gracza, coś zabije, ale o nich: o Joela i Ellie). Jedyne co mnie wkurzało to strzelanie na padzie. Dupa jestem w tej kwestii i tyle 😛 Ale historia, scenariusz, postacie, świat, grafika, poziom z polowaniem na jelenia w zimie i przede wszystkim EMOCJE – nigdy tego nie zapomnę, a za jakiś czas powtórzę to doświadczenie.

    Heroes of the Storm – niby nie przepadam za grami w multi, ale magia Blizzarda na mnie działa. Pierwsza i jedyna moba w jaką grałem.

    Hearthstone – jedyna gra w życiu, w jaką gra(łe)m ponad 1,5 roku i nie zanosi się na to, żeby mi się znudziła.

    Zaraz za podium jest SC2: Legacy of the Void. Nie dostał się na podium tylko dlatego, że grałem w niego najmniej.

    Chyba widać jakiej firmy fanem jestem? 😉

  36. Cayden Cailean

    Moje gry roku 2015:

    1. Wiesiek 3 [ponad 200h na liczniku i nadal nie przeszedłem, za dużo zwiedzam]
    2. Far Cry 4 [to samo co wyżej więcej zwiedzania niż grania w linię fabularną]
    3. World of Warships [czekałem na tę grę odkąd skończyłem 9 lat 😀 ]

    ps. honorowa wzmianka o nowym SC2, ale w niego grałem na razie najmniej…

Powrót do artykułu