Listopad miesiącem czytania?

furry dnia 4 listopada, 2015 o 12:18    27 

Nadchodzące dni przyniosą kilka ciekawych książkowych premier, zresztą co ja piszę, to już dzisiaj!

Metro 2035 – Dmitrij Glukhovsky (Insignis) – 4 listopada (plus wznowienie poprzednich tomów). Wedle tego co napisano na stronie wydawnictwa Insignis, dostaniemy zakończenie historii Artema, choć autor podobno twierdzi, że Artem z drugiej części, to nie ta sama osoba co w pierwszej. Trzecia i ostatnia (?) książka ukaże się z lekkim poślizgiem, dostaniemy za to zmienioną szatę graficzną i poprawione wersje dwóch poprzednich powieści. Niestety, jeśli macie poprzednie wydanie, wydawca zrobił wam psikusa:

Informujemy też, że „Metro 2035” nie ukaże się w okładce z grafiką nawiązującą do opublikowanych do tej pory książek „Metro 2033” i „Metro 2034”. Nakłady „Metra 2033” i „Metra 2034” z okładkami autorstwa Pawła Doroszenki zostały wyczerpane i nie przewidujemy dodruków. Na rynku od 4 listopada będą dostępne jedynie nowe wydania z okładkami Ilii Jackiewicza.

Upadek Hyperiona – Dan Simmons (MAG) – 4 listopada. Kontynuacja ”Hyperiona” i rozwinięcie historii pielgrzymów do Grobowców Czasu. Lektura obowiązkowa dla fanów dobrej SF, czytać zdecydowanie po części pierwszej, bo tak, to jest kontynuacja.

Sześć światów Hain – Ursula K. Le Guin (Prószyński) – 5 listopada. Prószyński idzie za ciosem i po zbiorczym, sześciotomowym wydaniu Ziemiomorza, w listopadzie dostaniemy równie pokaźny tom zawierający sześć powieści ze światów Ekumeny. Zawierać będzie trylogię “Świat Rocannona”, “Planeta Wygnania” i “Miasto złudzeń”, oraz trzy inne klasyki: “Wydziedziczeni”, “Lewa ręka ciemności” oraz “Słowo las znaczy świat”. Malkontenci od razu zauważą, że nie jest to pełne wydanie, nie ma opowiadań, ale może będzie coś jeszcze, kto wie?

Rękopis znaleziony w Saragossie – Jan Potocki (Wydawnictwo Literackie) – 5 listopada. Nowe, podobno lepsze, w pełni oddające myśl autora tłumaczenie. Wedle słów wydawcy: Całe pokolenia polskich czytelników (z Wojciechem Jerzym Hasem, autorem kultowej ekranizacji, włącznie) znają „Rękopis…” w przekładzie Edmunda Chojeckiego z 1847 roku. Szkopuł jednak w tym, że – jak się okazuje – wersja Chojeckiego została przezeń spreparowana: jest kompilacją dwóch wariantów powieści, do których tłumacz dopisał własne fragmenty tam, gdzie połączenie obu wersji było niepełne lub absurdalne.
(Z dedykacją dla Owcy)

Wypalić chrom – William Gibson (MAG) – 2016 – zbiór opowiadań Williama Gibsona, który wydany zostanie w serii Artefakty. Zapowiedź jeszcze dość luźna, nie ma konkretnego terminu, ale okładka już krąży w sieci, więc wrzucam. Opowiadania był wydane po polsku chyba tylko raz, jako “Johny Mnemonic”. Teraz, jak napisał Andrzej Miszkurka na forum wydawnictwa, ukaże się w lutym lub czerwcu w zależności od tego, jak szybko PWC (Piotr W. Cholewa) przetłumaczy te opowiadania, nad którymi wcześniej nie pracował.

Przy okazji polecam waszej uwadze jeszcze parę tytułów, które niedawno pojawiły się w księgarniach.

Zabójcza sprawiedliwość – Anne Leckie (Akurat/Muza) – 12 sierpnia – książkę wydano w wakacje i może dlatego przeszła trochę bez echa. A warto spróbować choćby dlatego, że w 2013 roku zebrała komplet branżowych nagród (Hugo, Nebula, Locus, BSFA i Arthur C. Clarke Award). Space opera, ponoć najlepsza od lat, choć są tacy, którzy twierdzą że jednak rozczarowanie. Niedawno miał premierę trzeci tom trylogii, oczywiście po angielsku.

What if – Randall Munroe (Czarna Owca) – 7 października – tym razem książka popularnonaukowa. Jeśli nazwisko autora nic wam nie mówi, chodzi o autora xkcdwebcomic of romance, sarcasm, math, and language. Podobno w internecie nie ma głupich pytań, więc autor stara się odpowiadać na niektóre z nich, wybrane spośród tych które zadano na stronie http://what-if.xkcd.com. Książka zbiera kilkadziesiąt takich odpowiedzi, są lepsze i gorsze, ale warto, przeczytałem w dwa dni. Starsi mogą nie zrozumieć, dlaczego w niektórych miejscach w książce pojawia się napis [potrzebny cytat].

Harry Potter i kamień filozoficzny – Joanne K. Rowling (Media Rodzina) – 6 października
Nowe wydanie, w formacie albumowym i bogato, bardzo bogato ilustrowane przez Jima Kaya. Autorka wie co robi – nawet jeśli macie na półce, to pewnie się skusicie. Bo jest naprawdę ładnie, więc może już czas zapisać dzieci do Hogwartu? Niestety kolejne tomy “się ilustrują”, więc Komnatę Tajemnic odwiedzimy dopiero za rok.

Na koniec dwie polskie nowości, Wróżenie z wnętrzności Wita Szostaka i Dygot Jakuba Małeckiego, zwłaszcza o “Dygocie” czytam ostatnio dużo dobrego. Mam nadzieję że ktoś wkrótce napisze coś więcej, więc zostawię tylko okładki i polecę waszej uwadze.

Dodaj komentarz



27 myśli nt. „Listopad miesiącem czytania?

  1. bosman_plama

    Szostak jak zwykle pierwsza klasa, choć nie każdemu musi podchodzić taki styl snucia bardzo metaforycznej opowieści. Dla mnie to jeden z najciekawszych i najlepszych współczesnych pisarzy.
    Małecki z kolei albo wspiął się ponad siebie, albo ciągle wzrasta, w każdym razie napisał swoją najlepszą, jak dotąd powieść. Anne Leckie lekko mocno rozczarowuje. Tzn. to fajna powieść, ale jeśli ktoś się naczytał zachwytów nad nią na zachodzie, może pozostać z lekkim niedowierzaniem.
    Simmons, oczywiście, wyśmienity, choć nie aż tak miażdżący białka jak pierwszy tom “Hyperiona”. Niemniej to SF z wielkim rozmachem.
    LeGuin warta uwagi ze względów kolekcjonerskich, albo jeśli ktoś jeszcze nie czytał – klasyka SF, cenna, dobra, mocna. Podobnie z Gibsonem. Metro 2035 to mała rewolucja w świecie Metra.
    I to by było na tyle ode mnie:).

      1. bosman_plama

        @furry

        Jeśli czujesz się w obowiązku nadążać za nowinkami anglosaskiego fandomu, to warto. W innym przypadku: można.
        Ale trzeba pamiętać, że to pierwszy tom. Kolejne mogą być świetne i sprawić, że średni tom pierwszy okaże się tylko wstępem do czegoś znakomitego. Dam znać:).

  2. mr_geo

    “Wypalić Chrom” było wydane w śp. periodyku “Fenix”… Poza tym chyba przemknęło mi gdzieś w księgarni nowe wydanie “Trylogii ciągu”; wygasły jakieś prawa autorskie na Gibsona i można go tanie wydać?

    Nie żebym się skarżył – Gibson porządnym pisarzem był 🙂

  3. /mamrotha

    Drugi Hyperion wynudził mnie ostro. Podczas lektury pierwszego – dreszcze, drugiego ziewanie (może też dlatego, że po angielsku, a tam dość trudny język jest (dla mnie)) .

    A co do Metro – czy drugi tom daje radę? Pierwszy wymiata, ale całkiem spójnie się kończy i nie wiem cz warto rozbabrać sobie obraz jakąś kontynuacją dla mamony pisaną..

    O! A Potera kupię. Młodej na Gwiazdkę. Będzie co roku jedną część dostawać 🙂

    1. bosman_plama

      @/mamrotha

      Drugi tom Metra jest inny, więcej w nim filozofii, rozważań społecznych, mniej akcji.
      Drugi tom Hyperiona jest obszerniejszy od pierwszego, nie ma w nim też aż takich zaskoczeń. Ale dopełnia opisu świata i na końcu wali mocno po szczękach. Niemniej akcja toczy się wolniej, a powieść nie jest tak zróżnicowana jak jej pierwsza część.

        1. furry Autor tekstu

          @/mamrotha

          Cykl Hyperion to cztery książki, ale podzielony na dwie dylogie
          1. Hyperion 2.Upadek Hyperiona
          …mija kilkaset lat…
          3. Endymion 4.Triumf Endymiona
          Bohaterowie w “Endymionie” są inni, ale fabuła jest konsekwencją wydarzeń z “Upadku Hyperiona”.

          Co do Metra 2034, to podejrzewam, że fanom się nie spodobało, bo spodziewali się opowieści o superstalkerze Hunterze nap’dalającym mutanty, a dostali filozoficzną przypowiastkę o dziadku Homerze. Mnie tam się podobało 🙂

        1. furry Autor tekstu

          @emperorkaligula

          Kurczę, chyba faktycznie powinienem napisać przynajmniej parę zdań o każdej z książek 🙁

          Z tym SF w książkach Le Guin to różnie bywa, nie wiem jaką literaturę lubisz, ale te “sześć światów” to sześć różnych historii, raczej nie o nawalaniu się kosmicznych krążowników w przestrzeni międzyplanetarnej. Autorka wymyśliła taki pardon “background”, że dawno temu starożytne imperium Hain skolonizowało część wszechświata i rozpadło się, a planety utraciły z sobą kontakt. Z czasem, dzięki wynalazkowi podróży kosmicznych opisanemu w “Wydziedziczonych”, powstaje nowa, dobrowolna, konfederacja planet – Ekumena. Każda z powieści (opowiadań też) opisuje inną z planet, inny problem stojący przed wysłannikami Ekumeny, są to bardziej książki socjologiczne, psychologiczne, polityczne niż fikcja naukowa zbudowana wobec jakichś wynalazków. Np. intryga w “Wydziedzonych” nie skupia się na wynalazku podróży kosmicznych, a na polityce, różnicach między dwoma planetami o odmiennych ustrojach politycznych i podejściu do wolności jednostki. Z kolei “Słowo Las znaczy Świat” opisuje planetę zdewastowaną rabunkową polityką kolonialną, “Lewa ręka ciemności” traktuje o sprawach płci… Czyli pomijając warunki brzegowe “obcy przylecieli statkiem na planetę”, to już na planecie nie zawsze mamy klasyczne science fiction, jest trochę podobnie do “Dzienników Gwiazdowych” Lema.

          Szkoda mi trochę opowiadań, bo najbardziej w pamięci mi utknęło właśnie opowiadanie dziejące się na planecie rozwiniętej na poziomie ziemskiego średniowiecza – początku renesansu, gdzie intryga skupia się na próbach skontaktowania się agentów Ekumeny z lokalnym wynalazcą – skrzyżowaniem Giordano Bruno z Leonardem da Vinci – nieakceptowanym przez panującą władzę. Tylko kurczaki, nie pamiętam tytułu i w której książce to było D-:

  4. ixtern

    Jakby komuś było mało, to jeszcze:
    2015.11.10 Weber David Schronienie. Tom 7. Niczym potężna armia
    [Znakomity cykl Webera. Taki z niego SF, jak z “Gry o tron” fantasy. Profesjonalnie wiarygodna konstrukcja świata i jego rozwoju (bardzo rzadkie w SF). Wiele tysięcy stron do czytania.]

    2015.10.21 Currie Evan – Star Rogue. Król złodziei.
    [W świecie czterotomowego cyklu “Odyssey”, który nie jest zły, choć nie wybitny. Niby wyszedł, a nie widziałem jeszcze w księgarni]

    2015.10 Dębski Rafał – Rubieże Imperium. Tom 2. Żar tajemnicy
    [Niby z października, a dopiero co się pojawił. Całkiem poprawna space opera polskiej produkcji]

    No i dwa rodzynki:
    2015.10 Kornew Paweł – Lodowa cytadela
    [Siódmy (chyba) tom doskonałego cyklu “Przygranicze”. Trochę stalkera, metro, survarium w dobrym wydaniu – mówię o cyklu, tego tomu jeszcze nie czytałem. Polecam.]

    2015.09 Podlewski Marcin – Głębia. Skokowiec
    [Znakomity początek space-operowego cyklu. Wciągające. Jedyne, co mnie wkurza, to problemy autora z nazewnictwem okrętów, reszta bardzo zgrabnie i nowocześnie skomponowana. Polecam.]

    1. Gileq

      @ixtern

      Byłem (i w sumie jestem) maniakiem Webera. Ale on pisze coraz słabiej. Czasami mam wrażenie że to już kopiuj-wklej. Powoli kończę Hell Foundations Quiver i wciąż to samo. Czytam po obcemu, bo czekanie rok albo dwa, aż Rebis zauważy że coś się na zachodzie pojawiło strasznie męczy. I z tą wiarygodnością nie przesadzajmy – i w Honorce, i w Safeholdzie są straszne głupoty techniczno-rozwojowe. Zachowanie bohaterów też takie kopiuj-wklej – KAŻDY pozytywny ma zwyczaj unoszenia brwi np. 🙂

    1. furry Autor tekstu

      @Fantus

      Niestety, na czytanie mało czasu, a na granie to szkoda gadać… Szafa do Narnii jest tylko jedna i aktualnie stoi u Konia.

      Większość rzeczy przeczytana za starych, dobrych czasów, ale mam nadzieję że “Sześć światów” dam radę odświeżyć jeszcze w tym roku bo większość czytałem kilkanaście lat temu. Sporo pamiętam, co chyba dobrze świadczy o autorce. Na Metro czekam, bo z Głuchowskim mam niejasną sytuację: poprzednie części weszły mi zaskakująco dobrze, opowiadania “Witajcie w Rosji” pół na pół, ale kilka rzeczy było świetnych. Tylko z FUTU.RE sam nie wiem co poszło nie tak, bo choć strata czasu, to książka ma coś w sobie.

      Gibson zostaje raczej na przyszły rok, nie wiem co zrobić z “Rękopisem”, ale tak na serio nie wiem, bo już dwa razy próbowałem to czytać i poległem – to mogła być wina tłumaczenia, bo rzucałem książkę przez nawarstwienie błędów, niespójności i dziur fabularnych.

      A na razie gryzę powolutku “Accelerando” Strossa po angielsku, jak skończę to chyba wpiszę sobie w CV.

  5. Obledny

    No ale KOLEDZY !
    Wy tu pitu pitu, a moim zdaniem kazdy, KAZDY kto chcialby uwazac sie za gikza, to nie kupuje natychmiast “What If” tylko dlatego ze od dawna ma juz wersje po angielsku.

    Nie dosc ze to gikzowe do oporu, to jeszcze smieszne, pouczajace i wciagajace tak, ze pyknalem praktycznie w jednym ciagu z malymi przerwami na jedzenie , spiewanie koled i udawanie ze slucham co mowi rodzina. Bo na gwiazdke dostalem. Kupowac bez zastanawiania sie.

Powrót do artykułu