Karbala. To zdarzyło się naprawdę.

aihS dnia 14 września, 2015 o 15:14    29 

Przez ponad dziesięć lat o Karbali mówiono niewiele albo i nic. Mam nadzieję, że piątkowa premiera filmu opartego o historię obrony City Hall jak i towarzyszące jej publikacje skutecznie zmienią ten stan rzeczy bo jest o czym mówić. Zaciekawiony tematem sięgnąłem po książkę i teraz mogę wam zdradzić czy laik ma tam czego szukać.

Książką tą była Karbala autorstwa Marcina Górki oraz Piotra Głuchowskiego. Nie jest to jednak wygładzony scenariusz filmu, a zbiór reportaży uzupełniony o analizę autorów i umieszczony w szerszym kontekście. To właśnie ten szerszy kontekst będzie największą wartością tejże publikacji.

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że kwestia tego czy Polski Kontyngent Wojskowy powinien lub nie powinien znaleźć się w Iraku/Afganistanie nie ma żadnego znaczenia dla opisywanych zdarzeń gdyż historia obrony City Hall jest historią dokonań żołnierzy wykonujących rozkazy, a nie polityków i sztabowców te rozkazy wydających.

karbala-piotr-gluchowskiSięgając po Karbalę sądziłem, że przeczytam zapis samej bitwy wzbogacony może o parę informacji na temat okoliczności w jakich zaistniała. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy bo skończonej lekturze stałem się bogatszy o wiedzę począwszy od polskich misji zagranicznych przed przystąpieniem do NATO, przez przystąpienie do Sojuszu i towarzyszącą mu prowizoryczną transformację w WP, przygotowanie do misji w Iraku, podstawowe informacje z zakresu historii Islamu, a na obszernym opisie misji w Afganistanie kończąc.

Sama obrona City Hall, który notabene z ratuszem nic wspólnego nie ma, stanowi niewielki fragment, ale uzupełniona jest o zdarzenia bezpośrednio ją poprzedzające i prawdopodobnie będące samej bitwy przyczyną jak i konsekwencje, do których doprowadziła. Jednym słowem w nasze ręce autorzy oddają luźno poprowadzoną opowieść, przecinaną wtrąceniami z reportaży przeprowadzonych z uczestnikami tamtych wydarzeń oraz fragmentami publikacji z Polski Zbrojnej, która rzuca światło na całość naszej misji w Iraku.

Ścisła terminologia jak i slang żołnierski jest zawsze jasno tłumaczony, a tekst nie jest suchym raportem z pola bitwy więc laicy nie będą mieli problemu z odnalezieniem się.

Autorzy wykonali znakomitą robotę zawsze zaznaczając wydźwięk przekazu medialnego w Polsce w zestawieniu z odpowiednimi wydarzeniami w Iraku. Właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie bo pamiętam dokładnie większość tych bzdurnych, jak się okazało, relacji z telewizji. Teraz już wiem, że “niestety wielkanocne paczki nie dotrą do polskich żołnierzy na czas” oznacza ni mniej ni więcej “mamy na głowie szyickie powstanie w całej prowincji” albo “drogi do naszych baz są odcięte, a same bazy ostrzeliwane”. Dziękuję ci telewizjo, dzięki wam dziennikarze. Każdy pamięta co innego i najprawdopodobniej każdego uderzy inny rozdźwięk.

topa_kaliciak

Bartłomiej Topa (z lewej) odtwórca roli Kapitana Kalickiego oraz jego pierwowzór Podpułkownik Grzegorz Kaliciak (z prawej)

Jak na tym tle wypada film? Czy może całkowicie zastąpić ten materiał? Nie i nie ma to nic wspólnego z tym czy jest dobry czy nie (podobno jest naprawdę nieźle). W filmie mamy dwa wątki. Jeden prawdziwy i jeden bardzo luźno korespondujący z faktycznymi zdarzeniami. Na tle książki to niewiele, a możecie mi wierzyć, że niejednokrotnie autorzy skupiają się na perypetiach pojedynczych żołnierzy tu w Polsce jak i tam w Iraku.

Musicie wybaczyć mi ten niezwykle chaotyczny tekst i to, że całkowicie świadomie zdradziłem wam tutaj bardzo niewiele, ale szczerze namawiam byście pobrali fragment książki (epub | mobi) i sami zdecydowali czy was to porwie. Mnie porwało. Na cały weekend.

Dodaj komentarz



29 myśli nt. „Karbala. To zdarzyło się naprawdę.

  1. Revant

    Mnie ciekawi jedno po obejrzeniu zapowiedzi filmu – czy to jest taki nasz Helikopter w Ogniu? I czy ma to przynajmniej poziom niezłego serialu “Misja: Afganistan’?

    Dzięki jednak za tekst Aihs – nie lubię czytać takich książek, ale miło przeczytać taki tekścik 😉

    1. aihS Autor tekstu Webmajster

      @Revant

      Budżet Karbali to 12 mln zł i podobno jak na taką sumę wyszło coś czego nie trzeba się wstydzić jak smoka z Wiedźmina. Zdjęcia i muzyka podobno bardzo mocno inspirowane Black Hawk Down co akurat jest sporym plusem IMO. Chętnie bym poszedł do kina, jak na mnie to sama deklaracja to już sporo, ale 9 września wyszła jeszcze druga książka Karbala. Raport z obrony City Hall i to zdecydowanie tam wpierw skieruje swoje fundusze. Boję się tylko, że film oglądany “z ulicy” może być znaczenie lepszy niż film oglądany po lekturze powyższych dwóch książek bo to jednak jest film akcji co przyznał sam Łukaszewicz.

      Aby niczego nie pominąć trzeba odnotować jeszcze Psy z Karbali. Dziesięć razy Irak z 2012 roku tego samego autora – Marcina Górki, na spółkę z Adamem Zadwornym. Wszystkie te książki, przynajmniej ebooki, kosztują tyle co bilet do kina więc jest się nad czym zastanawiać 🙂

    2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @Revant

      Zacytuję Quentina:
      “Chciałoby się w trakcie pisania recenzji polskich filmów uniknąć zwrotu „jak na polskie kino”, ale niestety póki co bardzo rzadko zdarza się taka możliwość. Karbala nie jest filmem, w którym o tym zwrocie można zapomnieć, ale naprawdę nie aż tak dużo zabrakło, żeby go nie używać. Karbala, jak na polskie kino, wygląda bardzo dobrze, ale i jak na kino w ogóle nie ma się czego wstydzić”

  2. furry

    @Revant: Co do filmu, to może odpiszę,jeśli się uda w środę wyrwać na Cebulowy Wieczór za 13 zł.

    Co do książki, to kupiłem ze dwa tygodnie temu, nie powiem gdzie, ale niespodziewany zbieg okoliczności sprawił, że książka trafiła do teścia i na razie ją trzyma. Coś tam mówił że fajne, ale nie wiem czy nie przez grzeczność 🙂

      1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

        @Revant

        Wróciłem z cebulowej środy. Niezłe. I jest powiewająca białoczerwona! Zawsze amerkańce powiewają a tym razem my! I do tego mieliśmy tarpany opancerzone deskami! I ten, no, rozpijaliśmy armię USA.
        Ale pomijając śmichychichy – fajne kino. Trochę z Black Hawk Down (Mogadishu Mile!), trochę z Rules of Engagement. I miło oglądać film w którym to my kopiemy tyłki! Oraz jesteśmy szlachetni, rycerscy i nadstawiamy drugi policzek gdy ciskają w nas kamieniami (ale tylko wtedy! gdy siekną z kałacha przestajemy być mili)

        1. furry

          @brum75

          Na gorąco, bo też wróciłem niedawno, i przyznaję, że twórcy dupy nie dali, hej, to w polskim kinie już jest coś 🙂 Chociaż trzeba wziąć poprawkę, że to jest jednak film fabularny, nie dokumentalny i w związku z tym parę rzeczy trzeba wybaczyć. Flaga faktycznie jest, w ogóle jakiś amerykański ten film, główny zły przypominał mi tego z “Expendables”.

          Jednego się czepnę: denerwowały mnie strasznie te “reporterskie” ujęcia, trzęsący się obraz, nieostry, rozmazany. Gdyby zachowano umiar, byłoby fajnie, niestety mam wrażenie że pół filmu tak nakręcono, może było taniej? Podobnie jak z HDR w fotografii: na początku jest fajnie, potem tym rzygasz.

          Taka solidna czwóreczka, z plusem za brak Karolaka.

  3. Kiler

    W sobotę widziałem film. I generalnie byłem zadowolony. Na pewno jest parę niedoróbek, czasem widać mały budżet, kilka nonsensów bije po oczach. Ale wstydzić się nie mamy czego. Na filmwebie oceniłem 7/10

    @Revant
    Moim zdaniem jest dużo lepszy od “Misji”, którą jednak osobiście uważam za badziewie więc to nie tak, że poprzeczka ustawiona była wysoko ; )

  4. WarNerd_PL

    Film oglądałem w piątek – miałem poświęcić mu osobny tekst, ale brakło czasu – pracujący weekend.
    Subiektywnie – moje wrażenia.
    Filmu się wstydzić nie trzeba. Od strony warsztatowej nie ma się właściwie czego czepić. Aktorstwo – jest różnie. Topa mi się podobał, niektórzy inni bohaterowie pierwszoplanowi nie byli dla mnie przekonujący. Powiedziałbym, że parę scen dodano tylko po to, żeby pokazać, jak dobrą humanitarną robotę wykonali nasi żołnierze.
    I teraz coś, co najbardziej mi przeszkadza. Film był, jak dla mnie, za krótki. Przynajmniej o jakieś pół godziny. Czytałem co nieco o obronie City Hall, oglądałem filmiki na YT i gdybym nie wiedział, że to “największa bitwa polskich żołnierzy od II WŚ”, “oblężenie”, “desperacka obrona” itp. to z filmu bym się tego nie dowiedział. Przyznaję, ziewałem momentami.
    Widziałem kilka filmów wojennych, które mnie poruszyły i do których wracałem. “Szeregowiec Ryan”, “Pluton”, “Hamburger Hill” na przykład. Tam czuło się, że bohaterowie mają przesrane, przynajmniej momentami.
    W “Karbali” mi tego brakowało. Ot, taka potyczka. Jeśli brakowało amunicji, żołnierze byli wyczerpani, to ja tego nie zauważyłem.
    “Black Hawk Down” także był filmem, który mnie nie porwał (polecam książkę Bowdena – ciekawsza). Może zwyczajnie dlatego, że nie było kiedy i jak zżyć się bohaterami i potem przejmować się ich losem. W takim sensie “Karbala” jest dla mnie “polskim BHD”.
    Powiedziałbym, że film Łukaszewicza to takie “fizzle” – częściowy “wypał”. Szkoda, bo lepszego filmu wojennego nie możemy się raczej spodziewać po naszej kinematografii w najbliższej przyszłości. No, chyba że miałoby być o powstaniu w getcie.

        1. aihS Autor tekstu Webmajster

          @towarzysz

          Póki co przeczytałem tylko powyższą, ale wydaje mi się, że wszystkie traktują temat szerzej niż byś chciał z Karbalą na czele. Odniosłem wrażenie, że obrona City Hall to taki punkt kulminacyjny, a bitwa zawiera w sobie również wydarzenia poprzedzające oraz późniejsze skutki. Jeżeli spodziewasz się, że to kolejne po obronie Wizny Polskie Termopile to się srogo zawiedziesz moim zdaniem.

          Gdybym jednak miał obstawiać to myślę, że Karbala. Raport z obrony City Hall będzie tutaj najlepsza bo jako jedyna nie jest pisana przez osoby trzecie, a przez samego Kaliciaka.

  5. Kirq

    Nie wiem jak książka, bo nie czytałem. Natomiast mogę powiedzieć z cała powagą, że film to miernota, niemal pod każdym względem. Rozumiem, że niski budżet, ale to co wyczynia kamera redefiniuje technikę “shaky cam”, można powiedzieć, że twórcy stworzyli nowa technikę w celu oddania chaosu pola walki – “swingy cam”, choć tu chodziło raczej o ukrycie budżetu filmu. Jak kręci się w technice “swingy cam”? Już wyjaśniam. Bierze się aktora w mundurze – nie musi być adekwatny do sceny, i tak nikt nie będzie tego w stanie stwierdzić – umieszcza się go w środku kadru, koniecznie na dużym zoomie, żeby nie było widać wiele “scenografii” dookoła, następnie zaczyna się nagrywać machając kamerą w pionie i poziomie, ewentualnie kręci się nią koła. Ważne, żeby aktor co jakiś czas wracał do kadru. Dzięki tej technice część scen można dokręcić, już po zdjęciu scenografii, nawet na trzepaku pod blokiem. Powinni też na plakatach umieszczać adnotację “nakręcono w technice SC”, a przed wejściem na salę zamiast okularów, obsługa powinna rozdawać aviomarin.

Powrót do artykułu