Recenzja na dwa głosy – Skyfall

thesheep dnia 3 listopada, 2012 o 17:30    17 

Czas najwyższy wyciągnąć rozmowy o Bondzie z forumowych czeluści i dać Wam szansę wypowiedzenia się. Wspólnie z idomesem chcemy podzielić się naszymi wrażeniami po obejrzeniu najnowszej produkcji o losach Jamesa Bonda.

thesheep.jpg thesheep: Na początek ustalmy, co według nas nie jest spoilerem. Nie powstrzymujemy się przed ujawnieniem lokalizacji wykorzystanych w filmie, zamieszczamy nawet zdjęcia. Sypiemy jak z rękawa imionami nowych i starych postaci. Przywołujemy konkretne sceny z filmu, bez ujawniania całej fabuły, w celach ilustracyjnych. Zostaliście ostrzeżeni! Jeśli to Waszym zdaniem zbyt wiele, te kilka zdań poniżej to bezwzględne minimum.

 

To film jubileuszowy, bo w tym roku mija 50 lat od pierwszej produkcji o agencie 007. Znajduje się w nim zatem cała masa odniesień, które z pewnością zadowolą miłośników serii: TEN samochód, TEN drink, TA agencja, TEN temat muzyczny, TO miasto, TE riposty i WIELE kobiet. Sceny akcji nadal wciskają w fotel. Czy jednak jest to następna odsłona cyklu utrzymana w podobnej konwencji? O tym możecie już przeczytać w naszym recenzenckim dialogu 🙂

 

3.jpg

 

idomes.jpg idomes: W momencie kiedy pornoprzeróbka Quantum of Sluts ma potencjał być lepszą od kinowego pierwowzoru to wiedz, że z Bondem coś się dzieje. To nie był pierwszy nieudany film serii, pewnie też nie ostatni, ale nieśmiałe głosy po Casino Royale „czy to jeszcze w ogóle Bond?” całkowicie już zdominowały dyskusję o filmach z Craigiem. Nie pomaga, że są one bardzo nierówne: Casino było moim zdaniem jedną z najlepszych części całej serii (zwłaszcza po beznadziejnym Die Another Day), a Quantum oceniam jako słabe. Skyfall miał pomóc rozstrzygnąć jak to w końcu jest z tym nowym Bondem. I jaki jest ten Skyfall?

Pardon my French, ale ZA#&!%#TY. Nadal jest problem ilości Bonda w Bondzie, i o tym niżej, ale jako kino sensacyjne/rozrywka, to moim zdaniem najlepszy film w ramach serii od czasów Moora. Brosnan był niezły, ale nie miał szczęścia do scenariuszy, a Daltonów nie pamiętam zbyt dobrze, nie lubię i wracam najrzadziej.

 

2.jpg

 

idomes.jpg idomes: Od strony technicznej film jest po prostu doskonały. Zdjęcia są dynamiczne, ale nie ma już tego fatalnego montażu, który dobił poprzednią część. Otwierający pościg to jedna z bardziej udanych sekwencji tego typu. Dobór plenerów jest fantastyczny, moja ulubiona część filmu to ta w Szanghaju. Światła wielkiego miasta nocą i szkło biurowców wyglądały genialnie, a scena walki na tle neonów po prostu urywa. Każda lokacja jest dobrana ze smakiem, a nasycenie kolorami cieszy oko, niezależnie czy to Stambuł czy Szkocja. Świetne wrażenie robi też piosenka Adele. Słysząc ją w radiu uznałem za co najwyżej poprawną, ale kiedy w kinie wybrzmiały słowa "This is the end…" miałem ciarki. Teraz uważam, że to zdecydowanie jedna z najlepszych piosenek do Bonda, zwłaszcza, że brzmi jak zaginiony utwór z czasów Connery'ego. W ogóle muzyka jest mocnym punktem, tym bardziej, że temat „Skyfall” dyskretnie przewija się w tle. Tradycyjna czołówka też jest zrobiona z głową.

 

thesheep.jpg thesheep: Pierwsze wrażenia? Światło i cień. Kolory, odpowiednio – głębokie i nasycone w śródziemnomorskim słońcu, wyblakłe i szarawe w górskich plenerach. Dawno nie oglądałam filmu akcji, który do tego stopnia zachwyciłby mnie zdjęciami. Mnogość malowniczych ujęć zadziwiła mnie i, co tu ukrywać, zachwyciła. Zresztą malarstwo jako takie też odgrywa w tym filmie swoją rolę: Bond spotyka się z Q (Ben Whishaw) przed obrazem Turnera w National Gallery. Z plenerów najbardziej spodobała mi się Szkocja, zarówno w ciągu dnia, kiedy chmury dotykają szczytów Glencoe, jak i w nocy, kiedy majaczące światło latarki w mrocznej dali wrzosowiska przypomina nocne pejzaże Rembrandta. Muzyka też świetnie oddaje charakter tych miejsc, chociaż czasami aż wylewa się z ekranu. Mam wrażenie, że to właśnie przez te zdjęcia dodatkowa ilustracja nie była już potrzebna.

 

1b.jpg

 

idomes.jpg idomes: Cały film sprawia wrażenie bardzo przemyślanego i reżyser konsekwentnie realizuje swoją wizję. Może w paru miejscach nie było mi z nią po drodze, ale i tak jestem dla niego pełen uznania. Mimo utrzymania napięcia, dobrego tempa akcji i chyba większej niż zwykle dawki humoru, wrażenia mogą komuś popsuć dwa określenia o których nigdy bym nie pomyślał w odniesieniu do Bonda. Kameralny i nostalgiczny. Jak zwykle podróżujemy po świecie, ale wszystkie najważniejsze wydarzenia dzieją się w Londynie, a finał mimo, że jak zwykle efektowny, jest w skali bondowego uniwersum zwyczajnie skromny. To oczywiście problem całej trylogii z Craigiem, ale nadal brakuje rozstrzygnięcia, czy taki Bond to w ogóle nadal Bond? Nadal nie wiem, czy Craig jest wreszcie takim Bondem na jakiego czekałem, czy jest to 007 silny siłą marki, poprzednikami i moim sentymentem. Motyw „uczłowieczania” bohatera jest bardzo wyraźny, nawet bardziej niż kiedykolwiek, ale tu już nie obeszłoby się bez spoilerów, więc chętnych do dyskusji zapraszamy do komentowania lub do wątku na forum. Mimo to Craig kupił mnie w tym filmie już sceną w pociągu, kiedy wskakuje do wagonu poprawiając jednoczenie mankiety. W tej części wreszcie zaczyna znikać jego „surowość” i ośmielę się zaryzykować stwierdzenie, że powoli zaczyna się zbliżać do wyrafinowania poprzedników.

 

thesheep.jpg thesheep: Nie spodziewałam się kina tak osobistego, bo nie oczekiwałam, że film z Bondem może wyjść poza ramy papierowej konwencji super szpiega. Nie zrozumcie mnie źle, one nadal tam są, ale zaczęłam patrzeć na 007 z nowej perspektywy. W tej części odkryłam go jako człowieka, jako mężczyznę, który nazywa się James Bond i pracuje jako szpieg. Przedtem były to dla mnie jedynie kolejne wcielenia tego samego szablonu.

 

Pytanie o sens szpiegowania, o jego dalsze istnienie w dotychczasowej formie, napędza działania bohaterów tego filmu. Pokrywa się to częściowo z problemem wspomnianym przez idomesa, przed którym stoimy jako widzowie. Mendes nie pomaga jednak w znalezieniu odpowiedzi, a raczej utrudnia nam zadanie. Jak możemy zmierzyć ilość Bonda w Bondzie, skoro nie wiemy do końca, co to znaczy być Bondem? Sporo tych pytań, jak na kino akcji. A kluczem do odpowiedzi na nie jest chyba słowo „cień”.

 

4.jpg

 

idomes.jpg idomes: Z resztą obsady jest, powiedzmy, pół na pół. Judi Dench oczywiście dała radę, tym bardziej, że postać M jest ważna jak w żadnej z dotychczasowych części. Nowe postaci – Mallory (Ralph Fiennes) i agentka imieniem Eve (Naomie Harris) na plus, nowy Q do kolejnej części pozostanie dla mnie zagadką, a Sévérine (Bérénice Lim Marlohe) to niestety kolejna „dziewczyna Bonda z dziwacznym akcentem”, której urok znika jak tylko zaczyna się odzywać. Pogrążają ją dialogi, które są równie niedobre jak Olgi Kurylenko w poprzedniej części. Został jeszcze Bardem.

 

W „No country for old men” zagrał wielką rolę, ale mam zgryz z pomysłem na Silvę w Skyfall. Jego szaleństwo nie przekonuje mnie do końca, tak jak i jego plan zemsty. Można zarzucić, że Bardem przeszarżował, jak w scenie spotkania z Bondem. Było wesoło, ale ogólnie to jednak spory WTF i wychodzenie poza konwencję na skalę, jakiej w Bondach jeszcze nie było. Nie mogłem się pozbyć wrażenia, że jednym z założeń było zaakcentowanie groteskowości, nawet nie samego Silvy a idei głównego oponenta Bonda jako takiego. Jego wygląd i mimika tylko pogłębiały to wrażenie.

 

thesheep.jpg thesheep: Następne słowo-klucz do Skyfall zaczyna się na M, ale idomes już to wystarczająco rozwinął 😉 Co do innych postaci, to najnowsza kochanka Bonda zdecydowanie mnie rozczarowała. Jej obecność na ekranie była tak krótka, że nawet nie zdążyłam zapamiętać jej imienia. I ta gra aktorska, cóż, nie jestem do końca przekonana, czy to wina jej kwestii. Co innego Eva, pełna dziewczęcego uroku, która wnosi do filmu powiew świeżości. Widzimy ją nawet w akcji i nie, nie jest to akcja łóżkowa, ku rozczarowaniu wszystkich panów, z Bondem włącznie.

 

Mimo wspomnianej groteskowości, Silva przeraża mnie swoim szaleństwem. Jest wręcz opętany przez demona zemsty i chce zniszczyć to, co dla niego najdroższe. To prawda, jego nikczemne plany nie zawsze mają sens, co prowadzi do tego, że wątek momentami się rwie. Podczas oglądania nie ma jednak czasu na roztrząsanie takich problemów, bo nie pozwala nam na to zawrotne tempo wydarzeń oraz kontemplacja pejzaży, kiedy akcja zwalnia. Czy jest to więc najstraszniejszy przeciwnik 007? Chyba nie. Raczej, ponownie pojawia się to określenie, najbardziej ludzki. Problem odrzucenia, będący główną przyczyną skrzywienia jego psychiki, dotyka przecież wielu zwyczajnych ludzi.

 

5.jpg

 

idomes.jpg idomes: Może wyglądać, że więcej marudzę i narzekam, niż się zachwycam, bo nie uważam, że Skyfall jest aż tak dobre, jak sugeruje jego ocena na rottentomatoes (94%) i przemawia przeze mnie fan, który nie dostał dokładnie tego, czego chciał, ale prawda jest taka, że i tak żaden z elementów o których wspominałem ani na moment nie przeszkadzał mi w cieszeniu się każdą minutą filmu w kinie.

 

thesheep.jpg thesheep: Idźcie i zobaczcie, zabierając kobietę ze sobą. Czasami miałam wrażenie, że to ja bawiłam się lepiej niż mąż 🙂 Na jubileusz dostaliśmy ciekawą próbę dekonstrukcji postaci z mitologii popkulturowej. Możemy więc z tych różnych kawałków zrekonstruować własnego super szpiega, do czego serdecznie zachęcam.

 

Piękne zdjęcia pochodzą ze strony http://www.skyfall-movie.com/site/

Dodaj komentarz



17 myśli nt. „Recenzja na dwa głosy – Skyfall

  1. aryman222

    film faktycznie świetny, wizualnie pyszny (łowy wśród neonów- rewelacja), scena pierwszego dialogu Bonda z “tym złym” przekomiczna, ale najbardziej podobał mi się… Craig. Jak większość kinomanów miałem wątpliwości co do blond Bonda, ale teraz nie wyobrażam sobie innego aktora w tej roli. nadał (od pierwszego epizodu, teraz już tylko kontynuuje) roli agenta wymiar, którego wcześniej nie widziałem – Bonda jako niebezpiecznego drapieżnika. Wiadomo, agent z licencją na zabijanie od początku był świetnym mordercą, ale tylko Craig ma zajebisty zimny [url=”http://www.moviesera.com/wp-content/uploads/2012/09/james-bond-daniel-craig.jpg”]błysk w oku[/url] (jasny kolor tęczówki świetnie wspomaga bezlitosne spojrzenia 🙂 ) o treści : “zabiję cię…”. może i biega w eleganckim garniturze, ale kiedy ściga cel, to jest w nim coś zwierzęcego, “predator k****” 🙂 takiego Bonda chce się oglądać.

  2. teekay

    Szczerze mówiąc nigdy nie lubiłem filmów z Bondem. Traktowałem je jako głupkowate filmy, oglądane tylko dla beki, a nie filmy sensacyjne o superszpiegu. Ale Wasza wspólna opinia, nie ukrywam, zachęciła mnie do obejrzenia Skyfall. Może w końcu znajdę w przedstawicielu tej serii namiastkę fajnej i interesującej przygody. ^ ^

  3. 34all

    Mi film się średnio podobał z trochę innego powodu.

    1) kiepski humor, sporo dowcipów i cynicznych odzywek po prostu zepsuli zbyt długimi zdaniami/ niepotrzebnymi wyjaśnieniami, sporo było kiepskich tekstów jak np “koło życia” po zakonczonej akcji a waranami (wtf? ) chyba jedynie motyw z posążkiem psa im się udał.

    – zbyt duzo i zbyt chamskich nawiązań do starych części, miałem wrażenie jakbym oglądał odcinek jakiegoś serialu w którym główny bohater przypomina sobie retrospekcje ze starych odcinków (zazwyczaj twórcy tak robią jak nie mają czasu, albo pomysłu na scenariusz i sklejają odcinek serialu ze starszych odcinków ).

    główny powód dla którego Skyfal nie przypadł mi do gustu. z jednej strony robi z siebie film który na nowo niby definiuje bonda (jakieś smętne powroty do jego dzieciństwa i pijaństwo),
    a z drugiej rżnie na chama najbardziej znane i oklepane motywy z całej serii. (kompletnie dla mnie źle dobrany zestaw).

    – motyw z kobietami, we wszystkich innych odcinkach bond jakoś poznawał swoje dziewczyny, przebywał z nimi, a tutaj jedną już widzimy w jego łóżku (jak dziwkę), a drugą widzi raz z wieżowca, raz przy krótkiej gadce że zabije jej szefa, a potem się bzykają na statku Silvy w towarzystwie Dryblasów Silvy którzy jej pilnują…

    – Najbardziej podobał mi się właśnie czarny charakter, niestety został kiepsko wykorzystany, jego pierwszy długi monolog wydał mi się troche zbyt sztuczny(dreptał powoli i gadał), ale w ostatecznym rozrachunku wyszło dobrze.
    Może gdyby film bardziej na nim się skupił, gdyby więcej pokazali z tego co robi Silva to wyszło by mroczniej, stworzone było by na prawdę napięcie że gość jest na prawdę groźny (coś a la homosexualny hannibal lecter i jednocześnie hakera), że całe MI6 jest bezbronne i musi się przed nim chować..
    – a ostatecznie wyszło tylko na to że facet i staruszka uciekają do starego domku przed grupką złych facetów z jednym helikopterem. (brakuje tutaj globalnego zagrożenia przed którym cały kontrwywiad mógłby drżeć).

    przed filmem myślałem że Silva z powodu grzechów M chce zemścić sie na całej Anglii, a jemu tylko zależało na staruszce. (niezbyt w stylu bonda) – teraz nasunęła mi się myśl że tą całą część zrobili tylko po to żeby uśmiercić tą aktorke (powód na początku mojej wypowiedzi)

    – podobały mi się zdjęcia i motyw walki cieni w szklanym wieżowcu bo do momentu trzymania za rękę spadającego nie wiedziałem kto tam spadł za krawędź.

    film miał tez sporo błędów. np jak odkręcić gaz w siedzibie MI6 przy pomocy komputera ? (kto podłacza instalacje gazową do komputera i to z internetem?)
    – czemu bond po wyjęciu odłamków z ramienia nie poćwiczył jeszcze strzelania?
    – Silva wchodzi do pustego kościoła w którym akustyka jest bardzo dobra, zaczyna ciagle paplać i nagle wchodzi zaskoczony dziadek z drugiego pokoju jakby nic nie słyszał.
    – latarki na polu (szefowa MI6 żeby takiej głupoty nie dopilnowała).
    – PUSTY pociąg metra w godzinach szczytu w centrum Londynu wpadający przez dziure (?)
    – przy ruletce chodzenie bonda i Moneypany wokół całego lokalu, gadanie cały czas do siebie – strasznie nieprofesjonalne nawet jak na konwencje bonda – wyglądało to jak teatrzyk dla widza (w casino royal nie do pomyślenia).

    – muzyka dla mnie trochę kuleje. Gdy jej słucham bez filmu to mam wrażenie jakby to była muzyka jak z każdego innego filmu sensacyjnego, które teraz produkują.

    Ostatecznie chyba jednak wole odrobinę bardziej Quantum of Solace od tej części. (miał lepszy wątek emocjonalny z kobietami, śmierć tego starszego policjanta, zabicie Amerykańskiego agenta przez bonda, tamten film miał o wiele więcęj wątków i lepiej poprowadzonych moim zdaniem i dla odmiany nawiązywał do poprzedniej części – co było dla mnie wielkim plusem).

    1. thesheep Autor tekstu

      @34all

      Wow, SPOILER ALERT! 🙂

      Jestem w stanie Cię zrozumieć. Spodziewałeś się filmu w starej konwencji, a dostałeś nowy produkt. Ja podeszłam do niego bez specjalnych założeń, więc pewnie dlatego spełnił moej oczekiwania.
      Co do “staruszki” jednak – nie zapominajmy, że to szefowa MI 6, jest więc pewnym symbolem całej agencji IMHO. Jest centralnym punktem dla obu chłopców, to fakt. Dla mnie to jednak nie jest złe 🙂
      Też się zastanawiałam, dlaczego metro jest “not in service”, ale potem pomyślałam, że:
      a) to nie jest amerykański film katastroficzny,
      b) Bond musiałby zacząć ratować wszystkich pasażerów i zajęłoby mu to następne dwie godziny 😉
      Tylko po co ta scena w takim razie? Dziura to duża dla mnie.

    2. MusialemToPowiedziec

      @34all

      Coz, moze i masz racje, ze film robili pod Judi – sama mowila, ze ma problemy zdrowotne i granie juz jej nie idzie (kto inny czyta jej scenariusze i takie rozne), wiec moze opierajac sie na tych faktach scenarzysci/producenci/ktostam zdecydowal, ze trzeba w jakis wybitny sposob ja usmiercic i caly film oparto na tej idei…

    3. idomes

      @34all

      To ja może od końca zacznę. Kto jest w stanie powiedzieć czym w ogóle jest to Quantum of Solace? W tej części nawala wszystko – wątek super-ultra-hiper-tajnej organizacji, która skalą infiltracji współczesnych instytucji zawstydziłaby Widmo nie zostaje wyjaśniony (ani teraz przedłużony), pan White znika w środku filmu a zastępuje go jakiś wyprany z charyzmy księgowy, ZERO chemii między Bondem a Olgą, otwierająca scena pościgu prawie przyprawiła mnie o atak epilepsji, nawet piosenka jest słaba. A można wymienić jeszcze sporo. Jako bezpośrednia kontynuacja Casino Royale odstaje na minus pod każdym względem. W Quantum prawie nie było odniesień do starych Bondów i wszyscy za to film zjechali, Skyfall można ewentualnie zarzucić przechył w drugą stronę, ale Bond w zasadzie jest serialem i odniesienia po prostu być muszą. Nie wierzę, że się nie uśmiechnąłeś przy scenie z czerwonym przyciskiem 🙂

      1. 34all

        @idomes

        uśmiechnąłbym się na widok przycisku gdyby bond polozyl na nim palec a M powiedziała “ok zamykam się”… było by to w stylu angielskiego humoru. a ta scena została dla mnie zwalona takim łopatologicznym zwrotem “och, no chyba mnie teraz nie katapultujesz” – poczułem się jak debil do którego autor filmu mówi “hej to jest nawiazanie do starych filmów z conerym, TEN DUżY CZERWONY GUZIK w starym filmie odpowiadał za katapultę! SKOJARZ TO” – dla mnie to był jeden z najbardziej spalonych żartów w tym filmie.

        przyczepiłbym się też do samej egzystencji tego samochodu na lini czasowej serii bonda z Craigiem. Ponieważ w casino royal był on początkującym agentem, tam popełnił pierwsze zabójstwo i miał najnowszego astona.. to skad u licha w 3 częścii stary aston martin ? (pomysł że niby Craig kontynuuje postać Connerego odpada ponieważ od Casino Royal, Craig jest tak jakby tym początkującym bondem). stąd moje wrażenie ze cały ten aston martin i nawiązanie do guzika było zbyt nachalne, za brakło finezyjnego wprowadzenia do tych nawiązań.

        zgodzę się że quantum of solace nie był idealny, praca kamery była koszmarna (zwłaszcza podczas początkowego pościgu, mimo że sam pościg mi się podobał). piosenka akurat też mi się podobała, było to coś dla mnie nowego a jednak nawiązywało do tematu bonda (ale to kwestia gustu). Największym mankamentem tej części był scenariusz głównie spowodowany przez strajk scenarzystów i sam Craig pomagał przy poprawkach scenariuszowych i sam przyznał że aby go wydłużyć wciskali najwięcej akcji… (stąd zapewne brak odniesień do bondów i kiepsko zakończony wątek super organizacji itp). min dlatego żałowałem że skyfall jakoś nie nawiązał do poprzedniego filmu i nie wyprostował wszystkiego, a jedynie zrobili część poboczną faktycznie pod jedną aktorke która traci wzrok (wiedziałem o przypadłości Dench już od jakiegoś czasu).

  4. Invazer

    Jeśli o mnie chodzi to jestem szczególnym typem widza, który zazwyczaj nie wie dlaczego podoba mu się to co mu się podoba (dlatego będzie skromnie) – Z@&$#!$TY film. Co mi się najbardziej podobało:
    – oprawa audiowizualna (no, bardziej wizualna),
    – Silva – gość, który próbuje wycisnąć z zemsty każdą, nawet najmniejszą kropelkę przyjemności (patrzcie jaki miał fun jak granaty do domku na końcu wrzucał) – gość po prostu świetnie się bawił próbując zabić swoją eks-szefową.
    Co mi się najmniej podobało:
    – ilość nawiązań do klasycznego Bonda na końcu troszkę mi nie odpowiadała.
    Ogółem film w moim mniemaniu lepszy od Quantum of Solace ale nadal pierwsze miejsce ma Casino Royale.
    Co do pustej kolejki metra – może jechał do zajezdni :P?

  5. Redook

    Dla mnie najbardziej rażącą rzeczą w filmie były wydarzenia powiązane z “he hacked us”.
    Sceny rzeczonego ‘hackowania’ przypominają mi te bardziej idiotyczne filmy. Mogli tylko powiedziec ‘he hacked us’, byłoby lepiej. Dalej głupio ale lepiej.

Powrót do artykułu