Raz jeszcze o Prometeuszu, czyli jak zepsuć film trailerem [SPOILERY]

aryman222 dnia 25 lipca, 2012 o 14:43    0 

Początkowo miałem wyrazić swoją opinię pod tekstem k0da, ale ponieważ niewiele mam do powiedzenia o filmie, a dużo więcej o jego promowaniu, to uznałem, iż forma krótkiego artykułu będzie lepszym pomysłem. Zacznijmy od tego, że jeżeli:

a)  jeszcze nie widzieliście Prometeusza,

b) oraz nie było wam dane obejrzeć ani jednego zwiastuna tego filmu,

to nie wszystko jest stracone – czym prędzej biegnijcie do kina na seans najnowszego filmu Ridleya Scotta i pod żadnym pozorem nie czytajcie tego wpisu.

Ok., pozbyliśmy się tych szczęśliwców, którzy jeszcze mogą przeżyć coś fajnego na seansie Prometeusza, zatem pora na seans nienawiści wobec kampanii promocyjnej tego filmu. Nieraz trailery zdradzały zbyt wiele, ale dopiero po końcowych napisach najnowszego filmu R. Scotta zrozumiałem jak wiele można jeszcze w tej kwestii "osiągnąć". To co zrobiono Prometeuszowi akcją reklamową woła o pomstę do nieba. Pojęcia nie mam kto odpowiadał za trailery, ale musiał to być chciwy idiota, który w głębokim poważaniu ma satysfakcję oglądających, a jednocześnie jest na tyle głupi, że nie jest w stanie zrozumieć, że ich zadowolenie będzie miało znaczący wpływ na generowane zyski. Nie od dziś przecież wiadomo, że zachwycony widz opowie o filmie znajomym, czy wrzuci opinię na Facebooka, natomiast zawiedziony kinoman poinformuje przyjaciół, że nie warto wydawać pieniędzy na bilet. Obawiam się, że po obejrzeniu Prometeusza tych drugich będzie znacznie więcej.

Filmowe zapowiedzi były genialne, ale jeśli ktoś widział choćby jeden zwiastun, to na 95% z kina wyjdzie rozczarowany. W trailerach pokazano cały film! Idealne streszczenie, twórcy ściąg dla maturzystów mogą się wiele nauczyć od mistrza montującego zwiastuny Prometeusza. Jeżeli jeszcze nie byliście na tym filmie to, pod żadnym pozorem, nie oglądajcie żadnego trailera. Jeśli już byliście – i tylko wtedy! – to obejrzyjcie ten zwiastun, który we wszystkich większych kinach od miesiąca jest grany przed każdym filmowym seansem:

Świetny, prawda? Nakręca niesamowicie, mam ciary ilekroć widzę pod koniec filmiku to przyspieszenie akcji (od 1:57), któremu towarzyszy obłąkana muzyka i migotanie obrazu. Myślałem, że to jest ledwie wstęp do fantastycznych akcji, które zobaczę na ekranie. Tymczasem trailer nie opowiada jedynie ostatnich 10 minut filmu! Zwiastuny pokazują zarówno największą (?) niespodziankę, czyli ukryty na planecie statek kosmiczny obcych, jak również to, że jego twórcy są na nim obecni (jak się mam emocjonować ich szukaniem, skoro już wiem, że i tak ich znajdą?). "Genialni" producenci reklam Prometeusza nie pozwolili nam wątpić ani przez moment gdzie statek poleci. Chyba, że  zostanie strącony, co oczywiście również widzimy na trailerze.

Poszedłem na Prometeusza do Imaxa, z nadziejami na prawdziwą kinową ucztę. Film wizualnie bardzo mi się podobał, nie mam nic do zarzucenia grze aktorów, ale ciężko jest mi ocenić element najważniejszy – fabułę. Oglądając kolejne sceny miałem wrażenie jakbym wędrował ścieżkami, które przebyłem już dawno temu – choć nie każdy moment wydawał się znajomy, to generalnie całość była dokładnie taka jaką znałem (z trailerów), jakiej się spodziewałem. Zupełnie jakbym po raz dziesiąty oglądał "Zabójczą broń" na TVN – już niemal w ogóle nie patrzę na ekran, telewizor działa "w tle", a kiedy podniosę wzrok znad klawiatury, to widzę znajomą postać i sceny, których początek oraz koniec są dla mnie oczywiste. Podobnie czułem się na Prometeuszu, tyle, że cały czas oczekiwałem przełomu, momentu w którym zacznie się "prawdziwa jazda", która mnie zaskoczy i zachwyci. Tymczasem kiedy w końcu dotarliśmy do scen wspaniałych i niezapowiedzianych w zwiastunie, film nagle dobiegł końca… Bardzo możliwe, że Prometeusz jest świetnym filmem, niestety ja, znając niemal całą fabułę, nie byłem w stanie odbierać go tak jak zaplanował to reżyser.

Czuję się w jakiś sposób oszukany i okradziony z tego filmu. Nie szukałem informacji o nim, nie tropiłem zwiastunów, wywiadów itp. Okazało się, że wystarczy oglądanie innych filmów w kinie by zostać uraczonym reklamą/streszczeniem Prometeusza. Jak można było tak potraktować film opierający się na mroku, nieznanym, tajemnicy? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem,  pokazując w zwiastunach wszystko co najlepsze w filmie, popełniono poważny błąd marketingowy. Pozornie cel został osiągnięty – ściągnięto wielkie tłumy do kin, pierwsze weekendy zapewne były sukcesem kasowym. Myślę jednak, że szybko sprzedaż biletów znacząco się zmniejszy, nie tyle z powodu debiutu nowego Batmana, co z powodu rozczarowanych widzów.

Dodaj komentarz