“Prometeusz” – Dogrywka

k0d dnia 6 grudnia, 2012 o 9:52    85 

Premiera Prometeusza, nowego głosu Ridleya Scotta w dyskusji na temat Obcego, wywołała sporą burzę. Wielu skazało film na wieczne potępienie, okrzyknęło całkowitą porażką. Zdarzyli się też tacy (wśród nich ja), którzy skłaniali się ku nadaniu filmowi miana „kultowego”.

Gorące spory w komentarzach pod moją pierwotną recenzją zakończyły się swoistym impasem. Pierwsze wrażenia przekute w recenzję  miały bardzo pozytywny charakter  i wyraziłem je w swoim tekście (tutaj). Nie chciałem zmieniać zdania, argumenty przeciwko Prometeuszowi mnie nie przekonywały. Obiecałem jednak zarówno sobie jak i moim oponentom, że oglądnę film jeszcze raz, koniecznie bez "trójwymiarowego kagańca" i spróbuję "na chłodno" zweryfikować swoje opinie.

Premiera wersji Bluray pozwoliła mi w końcu wykonać założoną misję.

Jedną rzecz muszę częściowo odszczekać już na samym wstępie. Pomimo, że film jako całość zdecydowanie lepiej oglądało mi się w normalnym formacie, to przyznaję – niektóre (ale tylko kilka ) sceny prezentowały się efektowniej w trójwymiarze. I faktycznie film trochę bez nich traci. Z drugiej strony obecna technologia 3d ciągle jest dla mnie większym utrapieniem i utrudnieniem aniżeli efektowną atrakcją poszerzającą odbiór obrazu.


prometeusz1.jpg
źródło: www.sinfulcelluloid.com

Domniemane dziury w scenariuszu i nieprofesjonalne postępowanie członków ekspedycji były sztandarowym argumentem krytykujących najnowsze dzieło Ridleya Scotta. Powtórne przyswojenie filmu pozwoliło mi bliżej przyjrzeć się tej kwestii. Ujmę to tak – faktycznie część zachowań bohaterów  wyprawy nosi miano nieprofesjonalnych, nieodpowiedzialnych i pozbawionych logiki. Zdejmowanie hełmów na obcej planecie, bez względu na  usprawiedliwienia związane ze zwykłą ludzką ciekawością czy całkowitą wyjątkowością sytuacji (dla nich to był absolutnie pierwszy raz), jest faktycznie głupotą. Ale im dłużej się nad tym zastanawiam, tym trudniej przekreślać mi wartość filmu jako całości poprzez te akurat szczegóły. Gorszym grzechem jest zezwolenie na fakt, że uwolnione z ludzkich płuc związki, „aktywują” biologiczny wirus Konstruktorów. Byłbym w stanie zaakceptować nierozważne ludzkie zachowania i ściąganie hełmów jako takie. Trudno jednak zrozumieć całkowite uzależnienie od tego dalszych wydarzeń. Może się jednak mylę… Może to nie ludzkie oddechy a atmosfera, która dostała się z korytarza do sali, w której przetrzymywane były pojemniki, spowodowała przemianę… A może była to po prostu wzrastająca temperatura…  Kolejny przykład to postępowanie jednego z geologów i biologa, którzy zbliżając się do obcej formy życia, nagle całkowicie zatracają instynkt przetrwania (wcześniej kazał im uciekać co sił w nogach od martwego Konstruktora). Wydaje się ono totalnie absurdalne i niezrozumiałe. Jak to tłumaczyć? Zawodowe zainteresowanie biologa nową formą życia? Co w takim razie robi za jego plecami rudy tchórz, zamiast natychmiast wziąć nogi za pas? Przyznam szczerze, że w tych dwóch przypadkach jedyne wytłumaczenie to nieprzewidywalna ludzka natura… Naciągane… Niestety w filmie jest jeszcze kilka kwestii, które wywołują podobną konfuzję.

Biorąc pod uwagę powyższe, z bólem muszę przyznać, że Scott chyba zagubił się w zawiłościach scenariusza. Aż dziw bierze, że nie przeprowadził swego rodzaju kontroli jakości. Obejrzenie filmu po raz drugi, nie dało mi nowych odpowiedzi, nie pozwoliło znaleźć usprawiedliwień dla niektórych niespójności, a przede wszystkim pokazało, że reżyserowi  może być trudno wybrnąć z tego co pokazał.


prometeusz3.jpg
źródło:http://www.alienprequelnews.com


Ogólnie rzecz biorąc mój entuzjazm znacznie opadł ale dalej trudno mi określić Prometeusza filmem słabym czy jednoznacznie złym. To ciągle obraz o mile ambitniejszy i odważniejszy, po prostu jakościowo lepszy od ostatnich produkcji, które predestynowały do miana klasyków (vide Avatar). Nie są problemem niewyjaśnione kwestie, bo to akurat fajna rzecz, można pomyśleć i podywagować. Trudne do zaakceptowania są widoczne tu i teraz niekonsekwencje w prowadzeniu scenariusza czy niestety określiwszy wprost naiwne próby przepchnięcia niektórych wydarzeń, na zasadzie a nuż nikt się nie zorientuje i nie będzie głębiej zastanawiał, tudzież w stylu: „Wrzuć to Joe, ta scena świetnie wygląda!”. Zdaję sobie sprawę, że Scott nie pisał scenariusza osobiście. Musiał go jednak zaakceptować a przede wszystkim być świadomym w trakcie kręcenia filmu, że nie wszystko pasuje, że pewne sprawy wymagają korekty. Dlaczego więc nie zdecydował się ubrać tego w sensowną całość?

Jeśli Ridley z takim podejściem miałby brać się za kontynuację Blade Runnera, to lepiej żeby ktoś jak najszybciej wykasował mu z umysłu ten zamiar.
 

Dodaj komentarz



85 myśli nt. „“Prometeusz” – Dogrywka

  1. Kirq

    @K0d, O kurcze, jakoś mi umknęło, że podobał Ci się Prometeusz. Dziwie się, bo z tego co zauważyłem bardzo często mamy zbieżne gusta. Dla mnie, Prometeusz był filmowym rozczarowaniem roku i podzielam Twoje obawy co do kontynuacji Blade Runnera. To film arcy kultowy, i włosy sobie z brody powyrywam, jeśli Ridley potraktuje go tak jak uniwersum Aliena.

    Ten trailer doskonale podsumowuje to co działo sie w mojej głowie, zaraz po wyjściu z kina.

    http://www.youtube.com/watch?v=RBaKqOMGPWc

  2. SzuBravo

    “Z bólem muszę przyznać, że Scott chyba zagubił się w zawiłościach scenariusza”
    Ot to… Sukces pierwszym dwóm Alienom w dużej mierze zagwarantowała wiarygodność postaci i sytuacji w której się znajdują. Prometeusz natomiast to film o grupie debili na bardzo drogich wakacjach. :p

  3. Pjotroos

    Mam gorący apel, żeby nie używać regionalizmów w artach. “Oglądnąć” w większości kraju nie jest poprawną formą ._.

    Co do filmu zaś, w pełni zgadzam się Kirkiem. “Honest trailerowi” mogę tylko przytakiwać. Absolutnie wszelkie zagrożenie w tym filmie wynikało z debilnych zachowań załogi i kompletnego braku instynktu samozachowawczego.

          1. Pjotroos

            @Kirq

            Dla Ciebie nic, do czego jesteś przyzwyczajony, nie będzie brzmiało dziwnie. Dla mnie różnicy między jednym a drugim naprawdę praktycznie nie ma.

            O! Inaczej jeszcze. Czyta się to mniej więcej tak: “W pierwszej chwili ciężko mi było skumać, co dokładnie scenarzyści mieli na myśli, ale po spokojnym przemyśleniu całości obczaiłem chyba wszystkie zawiłości fabuły.”

            Zrozumiałe? Jasne. W stu procentach 🙂

              1. thesheep

                @Pjotroos

                Wolę nie zabierać głosu 🙂 Powiem tylko tyle- jest różnica między gwarą a regionalizmami. Tekst, który ma być dostępny dla wszystkich, nie może zostać napisany gwarą (jeśli istnieje w formie pisemnej w ogóle), bo zrozumie to tylko mała grupa osób, a nie taki jest cel przecież. Natomiast regionalizmy, moim zdaniem, są piękne i warto ich używać. Nie ryzykowałabym w publikacjach naukowych, ale w artykule na gikzie? Czy w innej gazecie? Czemu nie 🙂 Piękno każdego języka dla mnie jest w jego różnorodności i zasmuca mnie dążenie do sztucznego ujednolicania. Bo bardzo często “piętnowane” formy stoją sobie równorzędnie z “poprawnymi” w hasłach słownikowych. Po wojnie stała się rzecz straszna z językiem polskim. Masy ludzi wykorzeniono, przeniesiono, rozbito lokalne społeczności, także językowe. Nowomowa, zwłaszcza granicząca z językiem administracyjnym, też zrobiła swoje, wprowadzając różne dziwolągi. Regionalizm językowy przestał być wartością i to jest dla mnie bardzo smutne.

      1. Pjotroos

        @bosman_plama

        http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=12567

        Słowo “oglądnąć” po raz pierwszy usłyszałem na pewno po 2005 roku. Nie powiem dokładnie kiedy, ale na pewno było to za pośrednictwem internetu, na jakimś publicznym, ogólnopolskim forum. Pośród moich znajomych z północy Polski nie mówi tak nikt. Tak, to jest regionalizm.

        Nie mam nic przeciwko używaniu ich w mowie, w swobodnej dyskusji, natomiast publikacja na ogólnopolskim portalu naprawdę może się bez nich obyć :p

            1. bosman_plama

              @Pjotroos

              Przecież Wy stale używacie regionalizmów. Mylicie nazwy ciastek, uparcie chcecie zdobywać jakieś jeszcze niedobite dwory, gdy wychodzicie na pole, zakładacie kurtki, zamiast je ubierać jak ludzie.
              A my nic, kulturalnie zaciskamy zęby i cierpimy w milczeniu, choć uszy nam więdną.

        1. k0d Autor tekstu

          @borianello

          No nie wiem… Fani Obcego czuli się spenetrowani analnie z wyjątkową brutalnością przez Prometeusza.
          Jak ty się będziesz czuł potraktowany w ten sposób? Dla mnie Blade Runner to praktycznie świętość…
          Ale cóż i tak nie mamy wyboru. Z pewnością się nie obrażę do tego stopnia, że nie obejrzę filmu. Byłbym idiotą.
          Boję się jednak, że historia z Prometeuszem może się powtórzyć a wtedy nie odbiorę tego tak spokojnie :/

          1. borianello

            @k0d

            Hmm, dla mnie Obcy to trylogia.
            Czwartą część obejrzałem, jako zwykły film SF byłby ok, jak na Obcego – kaszana.
            Prometeusz mnie zawiódł, bo spodziewałem się pełnowartościowego sequela, ale nie zmieniło to mojej sympatii do 3 pierwszych części filmu.
            Bladerunner to dla mnie jeden z najlepszych filmów w ogóle i wiesz co? Nie wierzę, żeby jego kontynuacja mogłabyć dobra, może jedynie poza stroną wizualną. To nie może się udać i tyle. Dlatego spokojnie sobie film ściągnę i obejrzę bez spinki.

  4. bosman_plama

    [i]”To ciągle obraz o mile ambitniejszy i odważniejszy, po prostu jakościowo lepszy od ostatnich produkcji, które predestynowały do miana klasyków (vide Avatar).[/i]”

    Niewątpliwie ambitniejszy i odważniejszy. Porównanie jakościowe do “Avatara” może zostać odczytane jak przyjęcie postawy obronnej;). Z drugiej strony – ile powstało ostatnio ambitnych filmów SF, żeby było do czego porównywać?
    Tyle, że właśnie dlatego, że film miał być odważniejszy i ambitniejszy, wyższe wobec niego były oczekiwania i większym sprawił zawód. Można się nie zgadzać z wizją autorów filmu, można się nie zgadzać z ich pomysłami i długo na ich temat dyskutować.

    Problem z “Prometeuszem” polega na tym, że mniej dyskutowano o zawartej w nim wizji wszechświata, o walorach artystycznych filmu, a więcej o pojawiających się w nim kretynizmach. One przytłoczyły ten film i zjadły żywcem wszystko, co było, bądź mogło być, w nim interesujące.

      1. bosman_plama

        @k0d

        Sztuka opowieści, także filmowej, opiera się na sztuce uwodzenia i oszukiwania (co normalne, przy uwodzeniu;). Twórca musi sprzedać opowieść widzowi/słuchaczowi/czytelnikowi. Uwodzisz detalami, bo przecież nie opowiadasz od razu całego życia. W filmie te detale do pokazania, to nie tylko zdjęcia, ale też fabuła – tak cała, jak i w detalach, w mniejszych historiach. I te mniejsze historie okazały się wtopą. Każda wpadka psuła pierwsze wrażenie. Jak tu się zachwycać, że dopiero co poznana panna ma bogate wnętrze, kiedy ona klnie z byle powodu. Jak cieszyć się jej urodą, gdy całkiem nie trafiła z mega przesadzonym makijażem?

        Jest i dodatkowy kłopot. Ci widzowie, na których Scottowi mogłoby zależeć szczególnie, a zatem pasjonaci SF to zwykle ludzie dociekliwi. To właśnie ci, którzy chcieliby by naukowcy zachowywali się jak profesjonaliści a nie przysłowiowe blondynki z filmów grozy. I właśnie detale będą dla nich kluczowe. Tym bardziej, że poza detalami “Prometeusz” wiele do zaoferowania nie miał, bo nawet wizja rozwoju życia nie była w tym filmie specjalnie oryginalna.

  5. teekay

    Widzę, że jednak trzeba obejrzeć tego Prometeusza. Początkowy bulwers fanów Obcego mnie trochę odstraszył, ale teraz przynajmniej mam nisko ustawiony pułap oczekiwań, więc może nawet nie zwrócę szczególnej uwagi na te potknięcia scenariuszowe.
    PS. Mnie osobiście “oglądnąć” też trochę irytuje, co zresztą już pisałem kiedyś w komentarzach.

          1. Ziuta

            @aryman222

            Avatar technicznie jest nowatorski, ale nie jest pierwszym filmem 3D. Z tym eksperymentuje się od daaaaawna. Nie wiem nawet, czy, tak jak wielu chciało, otworzy kino na trójwymiar. Chyba jednak nie, 3D pozostanie ciekawostką.

            Co do fabuły… Cameron jest sam sobie winny, scenariusz (rzekomo) pisany przez 20 lat okazał się składakiem z klocków używanych powszechnie od sukcesu Gwiezdnych wojen 🙂
            Ale w kwestii wizualnego orgazmu się zgodzę. To jest cały nowy nurt (Avar, filmy Zacka Snydera) wprost mówiący, że film to nie fabuła, a przeżycie estetyczne.

            1. MusialemToPowiedziec

              @Ziuta

              Zwlaszcza jak scenariusz Avatara wyglada [url=”http://iamhilarious.com/wp-content/uploads/2010/01/pocahontas-avatar-750×730.jpg”]tak[/url] – tak, wiem, stare. Ale tak prawdziwe, ze az boli.

              A wystarczylo chocby isc z duchem dzisiejszych remakow, i zamiast faceta dac glowna bohaterke, i juz bylby zupelnie inny film… A nie usuwajac glownej Navi i wprowadzajac watek lezbijski, film trafilby do historii jako cos wiecej niz “film ktory pobil rekord sprzedazy, glownie przez to, ze bilety na niego kosztowaly 2 razy wiecej niz inne, bo mial efekty czy-de”.

  6. quross

    Panowie i Panie – jak tu się wypowiadać na tym gikzie, jak dyskusja w komentarzach tak ciekawa, że nie wystarczy machnąć szybką wypowiedź w stylu “A mi się podobał, oglądałem o 2 w nocy, a potem przez następną dobę miałem przemyślenia i w sumie tego oczekuję od filmu, głupoty scenariusza bardzo irytują, ale nie przytłaczają”. Tutaj należałoby wysmażyć komentarz długi na kilka akapitów, a potem jeszcze odpierać ataki oponentów, na co zwyczajnie, nie ma się ni czasu, ni ochoty 🙂

  7. bad_puppy

    Prometeusz to dobre SF, moze nie wybitne jak stary dobry Blady Runner ale spokojnie goni jeśli nie stoi na równi z pierwszymi Alienami. Nie czytałem Twojej pierwszej recenzji, ale zdaje sie że byłeś tam bliższy temu co chciałbym tutaj wyrazić 😉
    Wytykanie kretynizmów w takim filmie jest, sorry ale, jakby kretynizmem? :p. Nie znam filmu SF w którym nie było tego typu bzdur, a seria Alien to już w ogóle hard SF ze wszelkimi space operowymi glupotami wliczając. I żeby nie było, jestem absolutnym SF nerdem i kocham te filmy za to, bo to taka konwencja. Troche jak z Jamesem Bondem, tutaj nie ma mowy o “sajens”. Jasne że wkurzała mnie debilna załoga Prometeusza, ale nie przeszkodzilo mi to jakos bardzo, w odebraniu swietnej atmosfery filmu. Chociaż zdarzają się wyjątki, Pomimo że “czwórka” podobala mi się ze wzgledu na komiksowe charaktery bohaterów, to już wątek klonowania obruszyl mnie swoja glupotą tak ze psioczylem na film jeszcze lata po premierze 😉 Są takie rzeczy w filmach gdzie brak logiki aż woła o pomstę do nieba (dotyczy to również wszystkich filmów w których występuje wątek podróży w czasie i w szczególności zmieniania przeszłości. Z jednej strony rozumiem ten wrzask na nieścisłości, ale bardziej jeśli chodzi o nieme wrzucanie do świata przedstawionego logicznych bzdur, stanowiących czasami nawet oś filmu (Efekt Motyla), z drugiej ławiej przyjąć mi postawę przymrużenia oka do tzw. “czynnika ludzkiego” gdzie co prawda prawdopodobienstwo wystąpienia pozytywnej rekrutacji takich głąbów na pokład statku kosmicznego jest bliski zeru, ale jednak nie zerowe.

    1. Pjotroos

      @bad_puppy

      Wytykanie kretynizmów jest kretynizmem? Ciekawa teoria, nie powiem. Ino strasznie durna. Fakt, że film należy do gatunku SF, nie zwalnia go z obowiązku stworzenia wiarygodnych bohaterów. Bo tu nie chodzi o to, że ich statek leci bardzo szybko, albo że na innej planecie też jest atmosfera zdatna do oddychania. Jasne, to są konwencje sci-fi, na które trzeba się godzić. Nikt nie ma o to pretensji. Pretensje są o miałkie, pozbawione instynktu samozachowawczego, irracjonalnie się zachowujące postacie – i od ręki mogę Ci wskazać multum filmów sci-fi, których ten problem nie dotknął, albo dotknął w stopniu dużo mniejszym.

      Jeśli intryga wymaga tego, żeby geolog odpowiedzialny za tworzenie map gubił się na wiele godzin w prostej budowli, ekspert biologii próbował miziać obcego drapieżnika a główna bohaterka po zrobieniu sobie cesarki laserem i zszyciu się zszywkami ruszyła na spacer z androidem, który de facto próbował ją zabić, to znaczy, że intryga jest nie do końca przemyślana. I można się na to godzić, radując się przez dwie godziny ładnymi efektami specjalnymi i ładnymi buziami aktorów. Ale można też oczekiwać czegoś więcej, zwłaszcza od autora pierwszego Obcego, i naprawdę nie ma w tym nic kretyńskiego.

      1. bad_puppy

        @Pjotroos

        Byćmoże należysz do grupy ludzi którzy nie potrafią przymrużyć oka i problemy (znalezione) psują im zabawę. Byćmoże ja należę do grupy ludzi którzy te problemy znajdują absolutnie wszędzie, stąd obniżyłem sobie poprzeczkę oczekiwań w stosunku do takich rzeczy. Bardzo mnie ciekawi w jakich filmach nie dopatrzyłeś się postaci którym nie możnaby niczego zarzucić.
        Akurat w pierwszym, podobnie jak i w kolejnych Alienach występowała ta sama rozhisteryzowana grupka mięsa armatniego, z tym że z racji na szachowe tempo filmu mniej owych glupot autorowi udało się w nim zmieścić.

  8. thiefi

    Film dla mnie był średnim Space Thillerem i strasznie słabym Alienem.
    Wogóle się te przemiany kupy nie trzymały.

    Zdecydowanie wolę tezę, że alienów stworzyli Predatorzy jako zwierzynę do polowań, którą wystrzeliliwali ze swoich statków na daną planetę-arenę.

  9. Goblin_Wizard

    Miałem wczoraj okazje wreszcie obejrzeć to cudo. Nie będę używał mocnych słów ale jeśli chodzi o filmy z serii Alien (czy też inne jak AvP) to ten absolutnie najsłabszy jaki do tej pory powstał. Nie ma tam żadnego klimatu, budowania napięcia, zaskakującego finału – słowem niczego co by przykuwało widza do ekranu. Z mrocznego klimatu zagrożenia, który był w mniejszym lub większym stopniu w każdym z filmów w których pojawiał się alien nie zostało praktycznie nic. I to nie tylko dlatego, że nie ma tam alienów, aż do ostatniej sceny. Całość wygląda po prostu jak zlepek przypadkowych scen, luźno tylko poukładanych we w miarę sensownej kolejności. Momentami gdy wydaje się, że już jest lepiej, pojawia się któryś z bohaterów i swoim kretyńskim zachowaniem to niszczy. Czasami efekt ten wywołuje też pomysł scenarzysty (a może reżysera) – efekt wielkiego zszywacza do papieru użytego po cesarskim cięciu rozłożył mnie na łopatki. Film wygląda, jakby stworzono go specjalnie w celu obrażania inteligencji widza. Eeech.. mógłbym pisać dalej ale po prostu szkoda słów. Większość z tego co mam na myśli została już napisana więc nie ma sensu powtarzać. Za takie świadome niszczenie marki powinien być jakiś paragraf.

  10. Losiot

    Rzadko piszę u Was ale w temacie Prometeusza wypowiedziec się muszę. Długo zwlekałem z obejrzeniem tego filmu – znajomi odradzali. Jakos pare tygodni temu przysiedlismy do tegoz gniota z żoną i rzeczywiście – HAŃBA! Hańba, wstyd, srom i poruta. Ten film składa się z serii z założenia epickich scen, które wywołały we mnie wiele wzruszeń ramionami. Dialogi są jak dobrze wysuszone drewno, a głebia i złozonośc postaci sprawiły, ze nie zapamietałem rzadnej z nich (no dobra, pania/nnę Vickers zapamietalem ale to przez ten kombinezon – a raczej jego zawartość). Nic mnie w tym filmie nie przekonało, nie zaskoczyło, nie przestraszyło lub nie uradowało serca krwawą jatką. Kilka scen rozbawiło ale chyba nie taki był ich cel. Film owszem, wygląda dobrze ale to ciut mało… Już jakis czas temu byc moze przez niektórych znany raper (?) L.U.C. wyraził swoją opinię o nowych produkcjach Scotta na przykładzie jego Robin Hooda w kawałku “Umiem Internet” na płycie PyyKyCyKyTyPff. Tego artystę polecam.

Powrót do artykułu