Pod kwitnącą wiśnią – Gunpla

Revant dnia 30 września, 2020 o 22:25    11 

5 lat kazałem na siebie czekać…

*tu wstaw klasyczne „tum dum dum”*

Witajcie!

Zrobiło się tu pusto, smutno, ale jakieś niedobitki się pojawiają. Zostałem poddany kwarantannie, więc znalazł się czas na troszkę słów ode mnie 😉 Chciałbym się więc podzielić moim nowym hobbym zwanym Gunpla.

Cóż to jest Gunpla?

Z pewnością każdy z nas otarł się o japońszczyznę, a tym bardziej o Walki Wielkich Robotów. Generał Daimos, Power Rangers, Neon Genesis Evangelion…no i Mobile Suit Gundam. Serial o walce pomiędzy ludźmi z koloni kosmicznej, a rządem Ziemi okazał się sukcesem, który później przekuto w narkotyk. Wymyślono bowiem, aby stworzyć przystępne do złożenia modele robotów z serii. Wszystko opiera się na zamyśle, aby złożenie modelu nie było skomplikowane, nie wymagało specjalistycznych narzędzi czy sprzętu (zwłaszcza kleju) i dawało radochę pozowalnością po złożeniu. Proszę Gikzy, oto Gundam plastic model, w skrócie Gunpla!

Co w pudełku się chowa…

Kupując pojedynczy prosty model dostajemy runners, czyli takie jakby tacki z przymocowanymi elementami, instrukcję i zazwyczaj naklejki przydatne przy kilku elementach. Wycinamy elementy z tacek, składamy zgodnie z instrukcją, przyklejamy w paru miejscach naklejki i włala – mamy naszego robocika. Niemal wszystkie części modelu są ruchome, więc ustawienie go na półce raz jest raczej nie możliwe. Sam swoje skromne kilka modeli ustawiam w różne pozy niemal codziennie 😉 To jest jednak dopiero początek. Modele są obecnie tak robione, że części między nimi możemy niemal dowolnie wymieniać. W dodatku plastik można malować i w ten sposób otrzymujemy jeszcze więcej z prostych modeli! Można również nakładać własne efekty zniszczeń, czy dodawać szczegóły za pomocą specjalnych narzędzi. Brama dla kreatywności jest tutaj szeroko otwarta! Jeżeli ktoś czuje się zaś szczególnie niekreatywnie – serii anime, mang i adaptacji z innych źródeł (np. transformersów) dało tyle modeli, że jest w czym wybierać i składać tylko to co dają w pudełku.

Jak wybrać model dla siebie?

Zasadniczo modele podzielone są na „stopnie”. Mamy trzy podstawowe : High Grade, Master Grade oraz Perfect Grade. Każda z nich cechuje się coraz to większą skalą (od 1/144, przez 1/100, do 1/60) i coraz większym stopniem skomplikowania budowy. Najniższe rangą są najprzystępniejsze cenowo, oferują całkiem dobry wygląd oraz pozowalność. MG są większe, zawierają zazwyczaj mnóstwo naklejek oraz oferują mnóstwo ciekawych sztuczek, np. transformacje czy otwierane kokpity z figurkami pilotów w środku. PG to zaś najdroższe, ale najefektowniejsze i najbardziej skomplikowane dzieła. Wymagają dużo czasu na złożenie, ale wynagradzają to np. efektami świetlnymi.

HG Destiny Gundam
(moje obecne “work in progress”)

Pojawiły się również inne stopnie klasyfikacji, ale nie będę się rozpisywał bo jest ich sporo. Nadmienię tylko dwie – Real Grade i Super Deformed. RG to modele szczegółowe niczym MG, ale w skali HG i podobnych do HG cenach. SD zaś to takie „małe tanie pokraki”, ale sprawiające najmniej problemów i mające swój uroczy styl modele. Jeżeli miałbym polecić komuś nieobeznanemu w temacie, to zdecydowanie warto zacząć od HG.

Inne kryteria wyboru z mojego doświadczenia powiem, że nie mają znaczenia. Bardzo rzadko zdarza się natrafić na znienawidzony przez kupujących model, choć wiele ma swoje wady (ale spokojnie – dużo rzeczy Internet potrafi pomóc naprawić 😉). Warto przed zakupem obejrzeć parę filmików na youtubie, albo zapytać na grupach internetowych co polecają bardziej doświadczeni modelarze.

Ile mnie ten narkotyk kosztuje?

Ceny zaczynają się od kilkudziesięciu złotych za SD. HG możemy wyrwać tak od 50 zł do 200 zł. RG to wydatek rzędu ok. 150-250, zaś starsze MG można wyrwać nawet już od ok. 200 zł. PG to często koszt kilku stówek, a nawet powyżej tysiąca. Jak widać, niektóre modele trafiają się w cenach wyższych kategorii. Wynika to z tego, że czasami modele z niższej rangi potrafią oferować dużo więcej niż ich zwykli pobratymcy (np. zawierają dodatkowe części jak choćby podstawki, które normalnie sprzedawane są osobno).

HG McGillis’s Shwalbe Graze
(złożony i wykończony specjalnym markerem d
o linii)

Jeżeli zaś zechcemy pobawić we własne aranżacje – skompletowanie odpowiednich narzędzi, farb, markerów i innych przydatnych rzeczy może pochłonąć nam dużo budżetu. Na szczęście starcza to na wiele modeli, a na grupach internetowych aż roi się od propozycji i ukazanych w działaniu tańszych rozwiązań.

Ale po co mi kawałek plastiku?

Myśląc kiedyś o modelach, zawsze przed oczami miałem ogrom wymagającej pracy, walki z narzędziami i malowaniem. Po zaznajomieniu się z tematem, zaciekawiła mnie ta propagowana przystępność Gunpli i zakupiłem pierwszy model. Czas spędzony przy nim był pełny uciechy i wyciszenia. Bawiłem się jak małe dziecko i jednocześnie…relaksowałem się. Każdy element pasował do siebie idealnie i nie musiałem po wszystkim nawet zbytnio sprzątać (tylko zamieść małe odcięte fragmenty plastiku). Nie załapał mnie jednak zbyt mocno bakcyl plastikomanii.

HG Barbatoss
(mój pierwszy model)

Zrobiłem sobie przerwę i dopiero po ponad pół roku postanowiłem kupić następny model. Niby z tej samej serii, ale jednak różnice w budowie spowodowały głód na więcej. Inne bronie, inne pozy, inny sznyt. Szybko więc pojawił się trzeci, a teraz kończę czwartego, a piąty patrzy na mnie z pudełka… W między czasie oczywiście wpadłem w fora, grupy i filmiki na yt związane z tym hobbym…

Jest Gunpla, jest zabawa

To hobby jest bagnem, głębokim jeziorem, ale z ogromną połacią. Można brodzić kupując tanie modele i mieć zabawę z budowania. Można kupować drogie modele i również mieć frajdę. Można także wydawać grube hajsy, malować, startować w konkursach, robić sesje zdjęciowe, tworzyć dioramy, kręcić filmiki na youtubie, itd.

HG Barbatoss VS HG Grimgerde
(pierwsze próby stworzenia interakcji międzymodelo
wych)

Nadal to wszystko sprawia radość, a jednocześnie stawia wyzwania. W najmniej skomplikowanych modelach nadal napotkamy dużo części i mechanizmów, a składanie najbardziej skomplikowanych będzie wyzwaniem nawet na miesiące pracy. Wszystko jednak działa, jest na swoim miejscu, jednocześnie dając ogromną swobodę dla osób chcących zrobić o wiele więcej niż myśleli twórcy. W dodatku społeczność modelarzy Gunpla jest naprawdę świetna– docenia się amatorów, jak i wyjadaczy z aerografem na stałe w ręku. Każdy może poczuć dumę ze swojego dzieła, nawet jeżeli jest to zwykłe złożenie modelu wprost z pudełka.

Czego i Wam życzę 😉

Rev

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Pod kwitnącą wiśnią – Gunpla

  1. Yosh

    Dzięki za arta. W młodości tata mnie zaraził składaniem plastikowych modeli samolotów. Potem przyszły inne przyjemności… kilka la temu z japońszczyzny myślałem, że TYLKO Gundam jest w tak podawany, więc całkiem niedawno zrobiłem uśmiech i kleiłem

    https://pl.pinterest.com/pin/468515167480379045/?nic_v2=1a2Nk25Mi

    niektóre papierowe fanowskie wersje wymiatają. 100% podpisuje się pod artem – jest to niezwykle wyciszająca i relaksująca zabawa

  2. lemon

    Fajne, chociaż wielkie roboty to nie moje klimaty. Sam jakiś rok temu wciągnąłem się w pokrewny temat figurek oraz statuetek i powiem, że coś w tym jest. Zwyczajną radość sprawia mi patrzenie na stojącego na półce miniaturowego Luke’a Skywalkera czy Harley Quinn.

Powrót do artykułu