Pod kwitnącą wiśnią – Elden Ring

Revant dnia 14 marca, 2022 o 21:24    11 

Pod kwitnącą wiśnią

Hejo!

Jak z pewnością zauważyliście, gra została tuż przed premierą ogłoszona przez branżę dziennikarską mesjaszem gatunku i posypały się nagrody oraz wysokie noty na całym świecie. Sam osobiście byłem w hype pociągu. Nawet preorder zrobiłem. Aż dziwnie to pisać. Kto pamięta dawne czasy tutaj to zapewne przypomni sobie jak bardzo w komentarzach lamentowałem o tragiczności Soulsów 😉 teraz, po skończeniu podstawowych 3 części Dark Souls, sięgnąłem po DS4…tfu…Elden Ring!

Gra miała być czymś nowym. Nowa nazwa. Nowe lore. Nowy gameplay…i tutaj diabeł tkwi w szczegółach. Poniżej chciałbym podzielić się opinią po 10h z grą.

Zacznę od fabuły. Nie ma co szukać tutaj typowego jej prowadzenia –  bo jedynie co mamy to szczątki, pojedyncze skrawki, z których musimy ułożyć sobie historię. Swoją i świata odkrywanego. Do pracy przy lore zaproszono znanego G.R.R. Martina i mocno akcentowano jego wkład w przedstawiony świat. Szkoda tylko, że grając wychodzi na to, że p. Martin dokonał tego, na czym zależało twórcom, a nie nam – oczekującym graczom. Ze smutkiem musze stwierdzić, że pisarz odwalił typową zagrywkę z podstawówki i przepisał pracę FS, ale „tak aby babka się nie skapnęła”. Przynajmniej na chwilę obecną, ale przez moje pierwsze 10h grania uczucie deja vu jest bardzo silne. W historyjkach, miejscówkach, postaciach, przeciwnikach. Człowiek niby wiedział (choćby po relacjach z beta testów), ale się łudził. Nic dziwnego, że łatwo przychodzi nazwać tą grę po prostu…Dark Souls 4.


W rozgrywce też mamy utarty schemat znany z poprzednich części. Z jednej strony mamy to co lubimy i znamy, a z drugiej strony, wyuczone już odruchy mogą powodować znużenie. Twórcy próbowali przełamać trochę taką nudę i dodano kilka nowych elementów. W samej walce można wykorzystać teraz kontrę (po przyjęciu uderzenia na tarczę, możemy wyprowadzić silne uderzenie), a wbijanie sztyletów w plecy ułatwia system skradania. Pojawiła się również walka konna.  Nadal jednak rdzeń walki pozostał niezmienny. Walczy mi się dobrze, bo znajomo, a jednocześnie nie czuję przyjemności odkrywania kolejnych broni (zwłaszcza, że jest tutaj ogromna ilość znanego już wszystkim orężą). Przemodelowano trochę działanie ruchów specjalnych, ale to nadal tylko dodatek i w sumie…mało z nich korzystam.

Najwięcej w grze zmian wprowadzono za pomocą otwarcia świata. Jest to miły powiew świeżości i pozwala na większą swobodę planowania własnej gry. To również okazja do jej ułatwienia. Bez problemu można wykorzystać swojego wierzchowca, aby po prostu dać drapaka przed jakimś bossem, lub utrzymywać spokojnie dystans od śmiercionośnych ataków, po prostu szarżując i odjeżdżając czym prędzej. Z drugiej strony eksploracja jak dla mnie siadła. Oczywiście fajnie jest podróżować po miejscówkach za pomocą dostępnego wierzchowca, ale sama mapa to raczej trochę bliżej ma do Breath of the Wild niż Gothica. Mamy więc sporo fajnych miejscówek, ale pomiędzy nimi wieje jak dla mnie nudą. Bardzo często przyłapuję się na traceniu czasu, łażąc między skałami, szukając czegoś ciekawego, gdy tam nie ma niczego interesującego.

Przykład ułatwienia – przyzwane duchy/mobki ubijają pobocznego bossa bez mojej ingerencji

Na koniec chciałbym napisać o stronie technicznej. Graficznie gra jest strasznie nierówna. Żaden z tej gry next gen, a jednocześnie potrafi zachwycić czasem widoczkiem. W większości przypadków to kwestia uzyskanego klimatu, a nie pracy grafików nad wodotryskami. Czasami coś ma ładne tekstury, a u boku widzimy coś kłującego w oczy pikselozą. Gra również gubi klatki. Na PC podobno jest tragedia, na PS jest tak sobie, a niby najstabilniej jest na Xboxie. Sam ogrywam na XSX, ale niestety – tryb jakości nie jest dla mnie grywalny, gdyż kilka razy ta jedna czy dwie klatki zgubione spowodowały zgon i wnerw.

Czy grę polecam? Mimo wad – zdecydowanie! Jest to nadal przyjemna soulsowa giereczka, a także świetne otwarcie dla nowych graczy. Nie jest to mesjasz i zbawca, ale przyjazną rękę wyciąga ku nowicjuszom, a stare wygi wita serdecznym uściskiem 😉

Rev

Obrazki w tekście pochodzą z mojej kolekcji screenshotów złapanych na XSX.

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Pod kwitnącą wiśnią – Elden Ring

  1. aryman

    Dzięki za ciekawą opinię! Z treści wnoszę Rev, że jesteś weteranem gier From Software, to ja dorzucę 3 grosze ze strony nowicjusza:
    1. Miałem kiedyś bardzo krótką próbę – bodaj z pierwszym Dark Souls – ale zniechęciła mnie mechanika walki z większymi przeciwnikami (polegająca głównie na atakowaniu od strony dupy/zadu) i uznałem, że to nie jest typ gry dla mnie. W tzw. międzyczasie widziałem jednak sporo wypowiedzi/artykułów o tym, że te zręcznościówki FS można uznać za RPGi, a historia i lore są bardzo ciekawe. Kiedy więc doszły mnie słuchy, że rozgrywka Elden Ring będzie w otwartym świecie, to się nawet podekscytowałem – czyżby miało dojść do kombosa wszystkich kombosów: “RPG + otwarty świat + walka w stylu FS” (kuźwa, nie było chyba jednego artykułu czy recenzji o Wiedźminie 3, żeby w komentarzach nie pojawił sie fan FS z uwagą, że “walka ssie w porównaniu do DS” i że “powinni ją zrobić taką jak w grach FS”)? Recenzje ekspertów (95-97% w zależności od platformy) wskazywały na coś niezwykłego, więc dłużej nie mogłem się już opierać.
    2. W ER grałem na PC, ok. 30h, nawet kilku bossów pokonałem. Jestem obecnie w takim dziwnym stanie, że co jakiś czas łapię się na chęci do pogrania, ale jak zacznę to robić, to zapał nadspodziewanie szybko gaśnie…
    3. Zrozumiałem w końcu o co chodzi z walką w grach FS: ilość kombinacji ofensywnych/defensywnych i animacje (+ dźwięki) czytelnie to prezentujące, precyzyjne hitboksy, fantastycznie zaprojektowani (wygląd + przygotowanie do walki) przeciwnicy, sprawiają że walka wręcz jest miodna jak w żadnej innej grze. Jest coś hipnotycznego w tym satysfakcjonującym balecie ciachania kolejnych przeciwników; po prostu chce sie to robić, raz za razem, i jeszcze raz, i jeszcze kolejnego…
    4. Trudności techniczne (w niektórych miejscach, podczas galopowania na koniu, gra się przycina) i niedorobiony port (menu, sterowanie…) nie zniechęciły mnie – w zasadzie premierowe błędy to już jest standard jeśli chodzi o duże gry, toczące się w otwartym świecie.
    5. Rozczarowała mnie grafika, zwłaszcza pastelowe, wyblakłe kolory w stylu Skyrima oraz powtarzalność (recykling) elementów otoczenia w obrębie danego fragmentu mapy. Modele, tekstury naszej postaci i przeciwników są dopracowane i bardzo szczegółowe, ale reszta zaskakująco często trąci produkcją typu AA na last geny.
    6. Dziwnie uboga okazała się ścieżka dźwiękowa – po 30h grania mam wrażenie, że podczas eksploracji świata grał tylko 1 utwór + dodatkowy, inny podczas walki. Niemożliwe (?), żeby tak faktycznie było, ale mówię tu o wrażeniu… Generalnie grafika + udźwiękowienie (w pierwszych 30h gry) sugerują, że jest to coś skromniejszego, niż bogate, otwarte światy AAA z gigantyczną ilością zawartości, jak w grach CDPR czy Rockstara.
    7. Niestety bez zaskoczenia w kwestii zbieractwa – tony (odnawiających się!) surowców i jakichś dupereli typu “łzy skruszonego”, “okruch nie widomo czego”, o których zastosowaniu trzeba by czytać w Wikipedii (nie, nie wydało mi sie to na tyle interesujące bym poświecił czas).
    8. Brak logiki, czy naturalności w stworzeniu mapy/świata gry rzuca się w oczy od pierwszej chwili. “Punkty zainteresowania” (+rozmieszczenie przeciwników) zwykle nie mają większego sensu, czy uzasadnienia dla swego położenia; po prostu są porozrzucane po mapie na tyle gęsto, żeby nie było pustawo. Jakoś to jest zapewne wyjaśnione (jakiś kataklizm, czy spaczenie; wszystko sie wynaturzyło, czy też pojebało…), więc w dyskusji teoretycznej można by to pewnie uzasadnić i wybaczyć.
    9. Tym czego się nie da uzasadnić czy wybaczyć jest (moim zdaniem) brak motywacji do grania. Traktowanie toporem przeciwników, jest wciągające i bardzo satysfakcjonujące; jeśli komuś to wystarczy, to super, ta gra Was zachwyci. Ja jednak potrzebuję jeszcze jakiegoś uzasadnienia, celu. Fabuła niemal nie istnieje (przynajmniej ja jej przez 30h nie napotkałem; pewnie później jest coś więcej o tym Elden Ringu…), ciekawych postaci pobocznych nie widziałem, a “rozmowy” z napotkanymi NPCami w żaden sposób nie zachęcały do działania czy eksploracji. Gra wydaje się, zamiast fabuły, stawiać na schemat napędzania zręcznościowym gameplayem: tłucz słabe moby, aż będziesz na tyle silny, by stłuc te mocne, potem tyle mocnych byś mógł pokonać bossa; po wejściu na nowy odcinek mapy – potwórz schemat.
    10. Podsumowując: jeszcze systematycznie chce mi się wczytać ER, by poszatkować na plasterki kolejnych wrogów, ale już po kilku chwilach w grze dopada mnie poczucie bezcelowości… Jednak gry FS nie są dla mnie.

    1. Revant Autor tekstu

      @aryman

      Dzięki za komentarz, który w sumie mógłby być osobnym artykułem 😉 zgadzam się ze wszystkim co pisałeś, choć mnie jeszcze nie dopadło “zmęczenie materiału”. Robię zbyt chyba zbyt duże przerwy xP za to tak jak piszesz – pokochanie mechaniki walki to oś napędowa gry. Świat (i lore) na otwarciu niestety sporo stracił. Poprzednie tytuły raczej były bardziej dopieszczone pod tym względem. W ER bardziej czuję się jak jakiś włóczęga niż poszukiwacz przygód. Na przełamanie nudy jednak warto pobawić się w multiplayer – wrócić do jakiś bossów i wspomóc zagubione owieczki 😉 albo rzucić wyzwanie innym graczom w pvp. Można też spróbować innych buildów, bo w gra nie blokuje możliwości “przebranżowienia” się.

  2. bosman_plama

    Mam nadzieję, że kiedyś zagram. Soulsy mnie zachwyciły, wprost nie mogłem się oderwać. Długo wcześniej (i później) nie miałem takiej satysfakcji z grania. Ale… Żadnej gry z serii nie dokończyłem. Bo moje granie teraz to jakieś trzy do pięciu godzin tygodniowo, a mam wrażenie, że w gry FS trzeba jednak wchodzić mocniej. Tak więc tułają się w pamięciach konsol (na półce wciąż stoi PS3, nie podłączana od lat, ale wciąż wierzę, że ją odpalę, by dokończyć to i owo), jak wiele innych rozpoczętych gier.

Powrót do artykułu