Playstation Plus – cyfrowo i z głową

Pjotroos dnia 20 czerwca, 2012 o 15:37    0 

Uwaga, będzie o konsolach, konkretnie zaś o Playstation 3. Osoby które nie chcą słyszeć absolutnie nic na temat konsol uprasza się o zignorowanie z tego tekstu. Z myślą o Was dobrałem nawet niewielki, nie rzucający się w oczy obrazek.

 

Konferencje wielkiej trójcy (Microsoftu, Nintendo i Sony) na tegorocznym E3 dość jednogłośnie uznano za rozczarowanie. Nie oglądałem ich, więc trudno oceniać mi jakość przygotowania i prezentacji, ale rzeczywiście trudno mówić o rewelacjach w kwestii ich zawartości. Główne danie na konferencji Nintendo to przekonywanie o rewolucyjności kontrolera do WiiU, główne dania na konferencjach Sony i Microsoftu to ponowne próby zmałpowania rewolucyjnego kontrolera Nintendo. Dopóki na którąkolwiek z platform nie wyjdą gry, które te rewolucyjne pomysły rewelacyjnie zaprezentują w praktyce, szkoda tak naprawdę tracić czas na ekscytowanie się którymkolwiek z nich. Growymi niespodziankami również nie obrodziło. Sony wypadło na tym polu najlepiej, ogłaszając Beyond: Two Souls od Quantic Dream, ale o grze na tym etapie trudno powiedzieć cokolwiek poza tym że będzie, i że w przeciwieństwie do The Last of Us może się pochwalić oryginalną Ellen Page.

Trzy oblicza Ellen Page pochodzą z "The Last of Us", "Beyond: Two Souls" oraz imdb.com.

Największą niespodzianką na konferencji Nintendo był Mass Effect 3, który od czasu premiery w marcu zdążył już wywołać zamieszanie, zrazić do siebie wiernych fanów serii a następnie popaść w kompletne zapomnienie. Być może jednak Bioware nie powiedziało w kwestii tej gry ostatniego słowa i na dodatkowym ekranie kontrolera WiiU zamierza pokazać nam inne zakończenie, które ma sens oraz logiczny związek z resztą gry i nie jest kompletnym rozczarowaniem. Z pewnością byłby to śmiały krok, jasno dowodzący że konsole które mają dwa ekrany są lepsze od tych które mają tylko jeden. Na ten moment wygląda to jednak na małżeństwo z obowiązku między grą, która nie sprzedała wystarczająco wielu kopii i konsolą, której nie udało się pozyskać wystarczająco wielu tytułów startowych.

 

Niespodzianek z konferencji Microsoftu nie pamiętam w ogóle. Nowych trailerów dla już zapowiedzianych czy "wyciekniętych" gier za niespodzianki nie uznaję.

Na dodatek ich najnowsza gra taneczna cierpi na dojmujący niedobór Hanów Solo.

A jednak cichcem przemknęła przez te konferencje jedna zapowiedź, która moim zdaniem zasługiwała na sporo więcej uwagi. O co chodzi? Cóż, ci z Was którzy przeczytali tytuł i śledzą poza Gikzem inne portale, już się pewnie domyślają. Reszcie wyjaśniam od początku. Playstation 3 posiada obsługę sieci, w tej sieci ma sklep, a w tym sklepie dostępny jest produkt pod nazwą Playstation Plus. Czym jest Playstation Plus? Playstation Plus jest usługą, która wymaga regularnego płacenia abonamentu. Abonament można opłacić na 90 dni lub na rok w przód, miesięczny koszt przy wyborze pierwszej opcji to około 19 złotych.

 

Co otrzymujemy w zamian? Do niedawna, niewiele. Użytkownicy PS+ mogli zapisać postęp w swoich grach w chmurze, automatycznie pobierać aktualizacje do gier i równie automatycznie synchronizować swoje trofea. W sklepie czekały na nich darmowe awatary, motywy graficzne menu i inne równie nieistotne drobiazgi. Niektóre z gier abonenci Plusa mogli nabyć w cyfrowym sklepiku taniej, inne potestować przez godzinę przed ewentualnym zakupem. Czasem udostępniano im za darmo niektóre z minigierek, a z rzadka pozwalano nawet pograć w pełnoprawny tytuł. Na tej zasadzie dostępny był Burnout Paradise w minionym lipcu, w okresie gdy wszystkim użytkownikom Playstation Network podarowano miesiąc Plusa w ramach rekompensaty po głośnej aferze. Pomiędzy tamtym lipcem a tym czerwcem był to chyba najgłośniejszy tytuł dostępny do grania za darmo.

Choć to przyjemna ścigałka, to z pewnością niewarta ceny rocznego abonamentu.

Plus utrzymywał ten status ciekawostki dla ludzi, którzy chcieliby wydać na coś 60 złotych ale nie mają pomysłu na co, od kiedy pamiętam. I nagle ktoś w Sony zdał sobie chyba sprawę że usługa, którą ludzie chcą wykupywać, ma większe szanse wygenerowania zysku. W konsekwencji tego objawienia, od teraz aż do odwołania dla abonentów Plusa zawsze dostępne będzie do pobrania minimum 10 różnych gier. Tytuły w zestawie będą zmieniać się z różną częstotliwością: trzy z nich to stały element na minimum rok, jeden to gra miesiąca, pozostałe sześć rotacyjnie będzie się wymieniać po dwa co cztery tygodnie (i na ten moment każda taka para to tytuł AAA i mniejszy tytuł). Tytuły raz pobrane na dysk konsoli pozostają grywalne tak długo, jak długo mamy aktywnego Plusa, co po aktywacji abonamentu własnoręcznie mogłem potwierdzić, uruchamiając zbierającego kurz od roku Burnouta.

 

W startowej dziesiątce trzy stałe elementy to inFamous 2, LittleBigPlanet 2 oraz MotorStorm Apocalypse. Sześć tytułów w trzymiesięcznej rotacji to Warhammer 40.000: Space Marine i Chime Super Deluxe (do 18 lipca), Darksiders i Renegade Ops (do 15 sierpnia) oraz Oddworld: Stranger's Wrath HD i Outland (do 12 września). Pierwszą grą miesiąca – do wymiany 4 lipca – został premierowy Virtua Fighter 5: Final Showdown.

Darksiders świetnie łączy sprawdzone rozwiązania zapożyczone z innych gier z oryginalną fabułą i oprawą graficzną.

Czy to dobre gry? Na pewno mogę to powiedzieć o Darksiders, które skończyłem w zeszłym roku a teraz przechodzę po raz drugi. Niemal na pewno mogę powiedzieć to o Motorstorm Apocalypse, przy którym naprawdę przyjemnie spędziłem parę weekendów, z grupką znajomych długimi godzinami ścigając się na dzielonym ekranie (do czterech osób na jednej konsoli). Innych tytułów nie miałem jeszcze okazji sprawdzić, choć na pewno zagospodaruję kilka chwil zarówno dla Space Marine jak i drugiej części inFamous. Jeśli wierzyć słowom Sony, poza nimi w przeciągu roku w ofercie powinno pojawić się kolejne 35 tytułów. To nie zawartość paczki jest tu jednak najistotniejsza. Istotna jest sama zasada jej działania.

 

Wypunktujmy może najpierw jej najważniejsze wady. Po pierwsze, niczego nie kupujemy na stałe. Sony stawia sprawę jasno: w momencie gdy przestaniemy opłacać abonament lub usługa dokona swojego żywota, żadna z tych gier nie będzie grywalna. Po drugie, gier nabytych w ten sposób nie można wrzucić na płytę i nikomu pożyczyć ani z nikim się nimi wymienić. Po trzecie, nie mamy żadnego wpływu na zawartość pakietu. Może się okazać, że żaden z nadchodzących 35 tytułów kompletnie nas nie interesuje. Ostatni zarzut na chwilę zignorujmy. Pozostałe dwa to nie zarzuty wobec Plusa, to zarzuty wobec cyfrowej dystrybucji w ogóle, w której nie nabywamy przecież kopii gry a jedynie prawo do grania w nią na warunkach określonych przez EULA, którego nikt nigdy nie czyta. Ostatnio zresztą, w rezultacie plagi online passów i innych DRM-owych chwastów, problem wypożyczania gier zamiast ich kupowania dotyczy gier ogólnie, nie tylko tych w cyfrowej wersji.

Gdybyśmy w punkcie piętnastym każdego EULA zrzekali się lewej nerki, graczy z dwiema nerkami można by policzyć na palcach jednej ręki.

Co dostajemy w zamian za te wszystkie DRM, online passy i wszelkie inne formy karania użytkownika za to, że wolał za grę zapłacić zamiast ściągnąć pirata? Absolutnie nic. Jak brzmi główny zarzut wobec cyfrowej dystrybucji? Wprowadzanie produktu uboższego od wersji pudełkowej za dokładnie tą samą cenę. Przez ostatnie lata coraz mniej gry nam sprzedawano a coraz bardziej użyczano, cena tymczasem spokojnie sobie rosła. Przyzwoite wyjście z tej sytuacji znalazł Steam, ze swoimi regularnymi wyprzedażami, kuszącymi naprawdę niskimi cenami. Mam wrażenie, że Sony znalazło rozwiązanie jeszcze uczciwsze. Tu nikt na żadnym kroku nie udaje, że którąkolwiek grę kupiliśmy. Nikt nie próbuje nam wmówić że jego serwery, niczym Jurek Owsiak, będą działać do końca świata i jeden dzień dłużej. Abonament Plusa przypomina abonament telewizyjny: dostawca usługi ustala cenę i zawartość pakietu, my zaś decydujemy jedynie czy chcemy ją na jakiś okres wykupić czy nie.

 

Jeśli faktycznie w przeciągu roku pojawi się w niej 45 gier to przy stawce 19 złotych za miesiąc dostęp do każdej z nich będzie mnie kosztował nieco ponad 5 złotych. Wystarczy że zagram w co dziesiątą by uzyskać warunki korzystniejsze od kupowania używanych staroci w empiku. To, że nie zachowam tych gier na stałe, w ogóle mi nie przeszkadza. Space Marine to gra której byłem ciekaw, ale szczerze wątpię, że nadal będę w nią grać w parę tygodni po przejściu singla. To, że nie mam w pływu na zawartość oferty, też wcale nie musi być wadą. Gdybym sam miał wybierać, w jakie zręcznościowe wyścigi mam ochotę pograć, pewnie sam nigdy bym nie wpadł na świetnego Motorstorma. A przy wszystkich zaletach tej oferty, dodatkowo nikt nie próbuje robić ze mnie idioty udając że sprzedał mi na własność grę, której tak naprawdę wcale mi nie sprzedał. Jeśli po bliższym zapoznaniu z którymś z tych tytułów faktycznie zapragnę mieć go na własność, zawsze mogę po prostu kupić go w wersji płytowej gdy wersja Plusowa już mi wygaśnie. Zapewne do tego czasu cena spadnie na tyle, by wynagrodzić mi z nawiązką moje 5 złotych straty.

Trzymam mocno kciuki za Sony i za powodzenie ich nowego pomysłu za Plusa. To rozwiązanie, gdzie DRM w końcu działa na korzyść obu stron a możliwości dystrybucji gry po sieci są w pełni wykorzystywane. Mam nadzieję, że ryzyko im się zwróci a kolejne firmy pójdą w ich ślady. Jeśli przyszłość cyfrowej dystrybucji miałaby tak właśnie wyglądać, jako pierwszy zlikwiduję jedną ze swoich półek na gry i zaadaptuję ją pod książki, a dodatkowe miejsce zacznę robić na dysku swojego komputera i konsoli.

Screeny z gier pochodzą z tych właśnie gier, niesławne EULA znalazłem zaś na http://tos.ea.com/legalapp/eula/US/en/ORIGIN. Genezy tańczącego Microsoftu niestety nie znam, widziałem go w kilkunastu różnych miejscach na dzień po ich konferencji na E3.

Dodaj komentarz