The Incredible Adventures Of Van Helsing – rzut okiem

Nitek dnia 25 maja, 2013 o 17:24    8 

Abraham Van Helsing wielkim łowcą potworów był.

Prawdopodobnie znamy go wszyscy z polowania na Hrabiego lubującego się w szyjach młodych niewiast, jednakże jak się okazuje nie z samego wbijania kołków Helsing był znany. Lubił także zaserwować wieczny odpoczynek wszelkim innym maszkarom. Nie inaczej jest w The Incredible Adventures of Van Helsing (powinien ten tytuł czytać spiker zapowiadający walki bokserskie – Vaaaan Heeeelsiiiing tin, ting, ting). Przyznać muszę, że nie zakodowałem co i jak, skąd i po co Helsing znalazł się gdzie jest, co było tłumaczone w intro, ale na przykładzie Torchlighta 2 wychodzę z założenia, że nie trzeba wiedzieć o co chodzi w h’n’s jeśli gra się dobrze. No bo nie wiem o co tam szło w Torchlighcie 2. Zacznijmy zatem od momentu w którym zaczyna się wszystko. Coś wybucha, na powóz Abrahama spadają kamienie, napadają na nas panowie ze strzelbami, wyciągamy miecz i kąsamy bydełko.

 

2013_05_23_00001.jpg

 

W takich chwilach Kain krzyczał Vae Victis, Waleczne serce wystawiał tyłek, a Hesling ze swoją duchową przewodniczką po prostu wpada w tłum i ciacha na plasterki. Choć coś mówi. Duchowa przewodniczka to określenie dosłowne, bo Lady Katarina faktycznie jest istotą której nie powstydziliby się Pogromcy Duchów. Pełni ona role kompana, wypełnia luki w dialogach, by nie wyszło, że Abraham ma nierówno pod kopułą, ale w końcu duchy widzi, więc bez sensu. Ponad to jest odpowiednikiem zwierzaków choćby ze wspomnianego TL2. Możemy jej oddać niepotrzebne sprzęty, możemy ją levelować i rozbudowywać umiejętności, możemy także menadżerować jej zachowaniem jak czy ma się trzymać z dala, czy rozdawać liście szerokiej publiczności. Katarina nie ma może tak rozbudowanego drzewka umiejętności co Abraham, ale jest gdzie punkty, teges, wsadzić. Ze względu na to, że to nie Assassin’s Creed, a potyczki od samego początku są mocno nierówne, bo Wasza dwójka, a wataha czegokolwiek diabelskiego w liczbie minimum z jedynką z przodu to rzecz normalna.

 

2013_05_23_00009.jpg

 

Van, podobnie jak Katarina, może walczyć zbliżeniowo, ale też na dystans. Do dyspozycji oddano nam dość dużo żelastwa, które bogato sypie się po ubitych przeciwnościach losu, choć wydaje mi się że skupiono się głównie na mieczach. Jakoś innych zabawek nie uświadczyłem, albo nie wygrawerowały sobie miejsca w mojej pamięci. Zdarzył się także miecz, które atrybutu odblokowałem dopiero po odesłaniu określonej liczby przeciwników. Pięćset była tą liczbą i ogarnijcie, że zrobiłem to na dwóch mapach, fest. Jak wspominałem wróg występuje licznie i bywa czasami ciężko. Broń na dystans to różnorakie pistolety, strzelby czy też zdaje się snajperki. Warto wspomnieć, że od samego początku gra daje możliwość wyboru poziomu trudności, zachęcony tym faktem wybrałem mój najulubieńszy hard i zaciąłem się na szefie wilkołaków, który przymusił mnie do grindowania i unikania ciosów. W hack and slashu. Unikałem ciosów. de fuk. Prosto nie jest, choć dość szybko prócz ton żelastwa Helsing zaczyna dźwigać niepokojące ilości złota, za które kupujemy po 100 potionów na głowę i robi się trochę luźniej. Coś czuję, że niebawem cena za potiony wzrośnie.

 

2013_05_23_00012.jpg

 

Sama walka jest dość standardowa. Lewym przyciskiem lejemy, prawym lejemy specjalnie, a w międzyczasie jak naciśniemy spację, o ile mamy napełniony wskaźnik rage (gniewu or smth) uzupełniany przez spuszczanie życia z wszelkich monstrów, na dokładnie jeden cios odpalamy dopałki jak ogłuszanie przeciwników czy też wybuchające naboje w przypadku broni dalekiego zasięgu. Wiadomy klawisz odpowiada za stanie w miejscu i machanie szabelką. O ile przy walkach z dwudziestoma leszczami można z nudów zjeść kolację nie puszczając lewego pośladka myszy, tak z czempionami, mini bossami i bossami można już osiwieć. Trzeba wtedy pobiegać, naużywać potków, umrzeć parę razy i może wtedy się uda. Śmierć nie jest taka straszna, bo na głównych mapach wrogowie się nie odradzają, jedynie w miejscówce bossów jak np jaskinia wilkołaków mięska na szaszłyki zawsze pełno. To dobrze, bo inaczej nie byłoby gdzie te levele nabijać. Eksterminacja nagradzana jest doświadczeniem, które transformuje w punkty zdolności oraz punkty atrybutów, które sami rozdzielamy między opcje standardowe – walka wręcz, gibkie ciało z dużym HP, magia i większe szanse na massive damage. Bez zaskoczeń. Punkty zdolności umiejscawiamy pomiędzy zdolnościami dopalającymi machanie mieczykami, strzelanie pistoletami, a zdolnościami pasywnymi i aktywnymi co by profit był z tego jak największy. Tutaj można szaleć, bowiem opcji jest wystarczająco, w sam raz by wynagrodzić brak wyboru klasy postaci, tak przynajmniej się wydaje, mi nie przeszkadza ten fakt. Jest także system reputacji, taki jak w Torchlightach właśnie. Wraz z wybijanymi potworami wzrasta, a kolejne poziomy odblokowują perki dające nowe korzyści. Nie martwcie się jednak, źle ulokowane punkty możecie zresetować u cygana w pobliskim taborze. w Taborze każdy pomoże.

 

2013_05_23_00008.jpg

 

Wszystko to umiejscowione jest w krainie zwanej Borgovia, która jak nic jest odpowiednikiem Rumunii, w której tych wszystkich dziwactw według kulturowego mambo jambo jest najwięcej. Jest nawet swojsko brzmiąca rzeka Lugosi. Prócz normalnego świata jest też tzw. Inkworld uniwersum astralne. Przynajmniej takim się wydaje, w którym przyjdzie nam, cóż innego, tępić nieprzychylne potwory. Nie wiem jeszcze na ile Inkworld jest ważny, ale walki z bossami, których położyłem odbywały się także po tamtej stronie, a i jeden quest mnie tam zagonił. Co do questów to są wybory. Wybory polegające na tym czy chcemy ten quest czy go nie chcemy. To także wybór. Nie ma przynoszenia miliona rzeczy do jakiejś osoby, raczej zlecenia na potwory, pomoc w przebrnięciu przez nieprzychylny las, ale też rozwikłanie tajemnicy studni życzeń czy też próba pozyskania Excalibura. W mieście rzecz jasna są sklepy, jest alchemik, jest zabawa w crafting nowych przedmiotów, jest zbieractwo kryształów do doładowania broni. W ogóle wszystko fajnie, nie?

 

2013_05_25_00004.jpg

 

Przygody Van Helsinga oczy cieszą (ah ta falująca trawka), a i uszy nie więdną od dźwięków w tym wachlarza wszelkich charknięć czy samej muzyki. Chodzi wszystko płynnie, choć w dwóch momentach zauważalny jest lag powodujący wylew mózgu przez uszy. Zdarza się przy okazji transformacji z ducha w ciało po naszej śmierci oraz przy zmianie broni z dystansowej na mieczyk. Masywna upierdliwość. Na starcie nie działał też coop, ale nie takim grom takie wpadki się zdarzały. Wyszedł już patch, ale nie sprawdzałem czy już posprzątali. 

 

Straszy w tym wszystkim potencjalna jednorazowość tego tytułu. Nie ma tu losowości map, loot generowany jest losowo, bo dwa razy zaczynałem i z pierwszej mapy wychodziłem w czym innym, ale co z tego skoro podobno, jak głosi internet, nie ma new game+ i nic nie zrobimy ze zgromadzonym sprzętem po napisach końcowych? Samo to, że nie ma przeciwników na mapach już odwiedzonych sprawia, że Borgovia po czasie zionąć będzie pustką. Z drugiej strony nie jest to dla mnie większą wadą, bo nie przypominam sobie żebym przeciągał jakiegoś h’n’s w nieskończoność. To wszystko wydaje się być największym brakiem tego tytułu, bo sama przygoda upływa miło i to co znajdziecie poniżej nagrałem w niewiedzy, że jest tego już tyle. Zauważyłem też, że ujawnił się syndrom jeszcze jednego levela/questa, co dobrze świadczy o Helsingu. Wciąga. Są gdzieś jeszcze levele polegające na odpieraniu hord przeciwników atakujących nasze domostwo, aczkolwiek tam jeszcze się nie doklikałem. Jednakże taki jest mój plan na dziś.

La revedere!

 

 

Dodaj komentarz



8 myśli nt. „The Incredible Adventures Of Van Helsing – rzut okiem

      1. Goblin_Wizard

        @projan

        A właśnie! Żarty na żywo to rzeczywiście mocna strona Nitka. Zapomniałem o tym napisać przy okazji recki tego symulatora dwulatka co pełza i szuka rodziców (nie pamiętam tytułu). Wspomniał tam mimochodem żart o “brązowym co puka w szybkę”:). Bardzo lubię taki wisielczy humor więc ode mnie wielki plus za takie wtrącenia. Właściwie w każdym filmiku (w którym nie mówi głosem konia;)) da się znaleźć taką perełkę. Oby tak dalej.

Powrót do artykułu