Shadow Tactics: Blades of the Shogun – それはそれは!

Nitek dnia 25 listopada, 2016 o 10:44    22 

Commandos w Japońskich klimatach, z nindżasami, samurajami, skradaniem i wszystkim tym, co bawiło przy produkcji studia Pyro, zanim stało się takim se FPP – tja, jasne – pomyślałem – banialuki. Uprzejmie donoszę, że Shadow Tactics jest dokładnie tym, czym go reklamują. I jest wyborny.

Jeszcze do niedawna stałem delikatnie z boku, obserwując materiały wypełzające na światło dzienne. Obsmarowana cel shadingiem mapy wyglądały na statycznych obrazkach urodziwie, nie powiem. Jednakże dopiero po włączeniu broda sama zrolowała się w zachwycie. Oto jest to, na co teoretycznie nic nie czekał i tak samo jak dostępne postaci w grze, uderzyło mnie z zaskoczenia i kupiło z biegu. A potem jest tylko lepiej.

Wstępniaczek to misja odkrywająca karty, zgrabnie pokazująca z czym mamy do czynienia i jak to ugryźć. Choć na obrazkach tego nie widać, mapa to pełne 3D, które można dowolnie obracać, przybliżać i oddalać, choć ze sztywnym widokiem izometrycznym, którego nachylenia nijak się zmienić nie da. Nie szkodzi, bo nie odczułem tej potrzeby, jest tip top. Osoby grające w Commandosów, bądź Desperados (do tych niestety nie mogę się specjalnie odnieść, bo zagrałem może z pięć minut w tę pozycje) poczują się z miejsca jak w domu.

ss_01Początkowo dostępny nindżas to zaledwie preludium palety możliwości uskuteczniania zachowań skrytobójczych. To, że może chować się w krzakach nie jest zaskoczeniem, ale jest także niezwykle mobilnym huncwotem, który jest w stanie szybko przedostać się na dach okalających szerokie place budowli, by dokładnie przymierzyć i zmierzyć z góry kataną kręgosłup delikwenta poniżej szybkim susem. Mota także szurikenami, zabijając w ciszy i łapiąc deliwkentów, zanim ci zdarżą umorusać twarze błotem. Szybko i bezszelestnie. Tak jest póki na scenie tańczy Hayato, co szybko się zmienia, bo w grze postaci jest pięć, a samouczek wystawia do zabawy trójkę z nich. Taki Mugen to samruaj, który w tańcu się nie certoli i rozdaje obszarowe rozcinanie naskórka, kosząc przy tym trzech delikwentów w jednym momencie jednocześnie, by przy okazji wziąć dwóch zimnych na bary i w krzaki. Jest też snajper, z ograniczoną ilością kul, oczywiście i panna-świeżak ninja, która rozbrają entuzjazmem uż przy pierwszym spotkaniu.

Tak jest, bo Shadow Tactics to nie tylko dość hardkorowe skradanie zgodne ze standardami starej szkoły, ale też snuta historia z zabawnymi dialogami i postaciami. Co fajniejsze, gra ma polskie napisy i możliwość włączenia japońskiego dubbingu, co daje jej +50 do klimatu, którym i bez tego ocieka. Chyba, że gracie po angielsku, wtedy ciutkę mniej. Przyklask z przytupem i obrotem za ten japoński. Robi robotę.

ss_07Same mapy są przepastnych rozmiarów, pełne skrytek i miejsc, gdzie można uciec przed wścibskimi oczami. Ktoś, kto nie grał w Commandosów i ówczesne skradanki nie ma się co obawiać, bo sterowanie wykłada przystępny samouczek, czy to atakując wielkimi planszami na cały ekran, czy subtelnie wplatając podpowiedzi na elementy otoczenia, także nikt nie ma sznas poczuć się zagubiony. Poczałkowo rozmiar placu zabaw przytłacza, ale z pomocą przychodzi możłiwość podświetlenia interaktywnych miejsc na mapce, a tych już w pierwszych minutach jest dość.

Do budynków można wejść, do większości z nich i wyjść gdzieś z drugiej strony. Nindżasy mogą podczepiać się haczykami, by kontynuować podróż nad poziomem ulicy, a później nawet łazić po linach pomiędzy budynkami. Z żurawi spuścicie na głowę niespodziewającym się niczego przeciwnikom palety z balami drewna, czy inne skrzynki. Za dywersję posłużą Wam armaty, a grając na flecie zaprosicie adwersarzy wprost na rozstawione w krzakach sidła. Do tego gra co rusz otwiera się na możliwości zabawy, które nie były tak oczywiste od razu. Po wozach można skakać, po latoroślach wspinać się na wyższe półki, a rzut kamieniem szybko przydaje się do rzutu w woła, który rozdrażniony zbije piątkę kopytem ze stojącym za nim oficerem. A to zaledwie dwie mapy, bo na trzeciej, okrytej śnieżnym puchem dochodzi zostawianie śladów na ziemi, które przyciagąją wzrok i uwagę nie tych co trzeba, a ci żywo reagują.

Serio, żywo. Nieznajomi z tematem, szybko przywykną do sprawdzania zasiegu tzw. cone of view, czyli stożka zasięgu wzroku delikwentów na mapce. Jest tak jak to drzewiej bywało, czyli im bliżej, tym widzą więcej, podczas gdy na dalszy dystans dostają zaćmy i na kuckach można przesmyknąć się właściwie na widoku. COV zakrzywia się zgodnie z obiektami na mapie, pozwalając na wyciąganie kataną, przy odrobinie szczęścia, wrażych oficerów w momencie kiedy idą za drzewem czy innym posagiem, podczas, gdy gość patrzy wprost na posąg. Amba fatima, był wojak i ni ma. Tyle, że kiedy jest oficer zagadujący co rusz do swoich podpiecznych stojących na trasie patrolu, a wy wyciągniecie żołnierza stacjonarnego, on zacznie go szukać. Defuk – tak było za pierwszym razem. Oczywiście reagują też na dźwięki naszych poczynań, upadające ciała, czy rzucane im pod nogi butelki sake. O ile są słabymi umysłami, bo nie na wszystkich to działa.

ss_09A nawet jeśli macie plan, zrewidujcie go dokładnie, bo gra zachęca do podjecia szeregu wyzwań, odmiennych na każdej z map. Poza celem głównym, który za każdym razem jest odmienny, rzecz jasna. A to zaoraj kopytkiem woła trzech delikwentów, czy też zrzuć głaz na dwóch wojaków jednocześnie, przez grę bez sejwowania, czy też zabijania nikogo na całej mapce. Albo skończ mapkę w 5 minut 30 sekund, haha, kiedy ja się pocę przez godzinę na jednej.

Tyle, że ja lubię kombinować, nietuzinkowe rozwiązania grindujące po granicy dobrego timingu i tego, co akurat do głowy mi wpadnie. Spuszczanie wozu na oficera, który jest moim celem to jedno, ale ustawianie się na końcówce zasięgu wzroku wojaków po to, żeby szybko zagrać na harmonijce przyciągając uwagę gościa przy rzece (w której można pływać), skok z klifu w bezpieczne zarośla, a potem przeciąganie delikwenta w inne zarośla, wolne od ciekawskich spojrzeń to rzecz, przy której siedziałem dobre pół godziny. A to ktoś mnie zauważył, a to nierozważnie stanąłem w zasięgu pola widzenia, innym razem nie złapałem ciała w porę budząc śpiące obozowisko oprychów, no panie. A pewnie dało się inaczej, bo wszystko ma tu co najmniej dwa rozwiązania i pewnie tuzin ukrytych. Robi wrażenie i to jest fakt.

Wracając do oprawy, zachwyca dbałość o szczegóły, animacje postaci i inne sposoby poruszania się każdej z nich, drzewka kołysane wiatrem, mnogość detali na planszach, znikające ślady w śniegu i masa innych. Niby pierdoła, ale kiedy Hayato dźwiga jedno ciało, Mugen dwa, Yuki w ogóle nie jest w stanie ich podnieść, więc targa je po ziemi. Nie szkodzi, bo tylko jej nie dostrzegają strażnicy podczas tego niecnego procederu. A, a, więcej kombinacji, sami widzicie. Gra to dobrymi nutami pozwalając na mnożenie sposobności rozwiązania problemu, z może nie dosadną, ale jednak mocno nasuwającą się pomocą ze strony gry podstawiającą czasem pod nos czynności predefiniowane do konkretnych postaci.

ss_02Wisienką na torcie jest synchronizacja działań naszych podopiecznych, co zrywa beret przy każdym użyciu. Przechodząc w tryb cienia, gra spowalnia i umożliwia odklikanie czynności jakie na znak wciśnięcia klawisza enter wykonują postacie. I tak jeden może rzucić kamień, by odwrócić uwagę, a drugi charakter może przeorać żebra katana/szurikenem, bądź wykorzystać chwilę i w tym samym momencie bezszelestnie przemknąć za plecami odwróconego przeciwnika. Albo możecie zakraść się z dwóch stron do delikwentów przy bramie i na sygnał przeciąć powietrze chłodną stalą, bezgłośnie skracając żywot petentów. Brew aprobaty sama Wam się podniesie w poszanowaniu i realizacji znanego skądinąd patentu.

Mimo, że momentami Shadow Tactics przypomina festiwal szybkich zapisów i wczytywania, przez wzgląd na nieudane próby podjęcia realizacji solucji przeciwności losu, zabawa wciąga i jest na wskroś satysfakcjonująca i nawet wschodzące ze oknem słońce nie przeszkadza w planowaniu i wykonywaniu akcji grubymi nićmi szytymi. Nie czekałem, nie spodziewałem się, zaatakowali z ukrycia i wygląda na to, że donieśli hit z pierwszego toczenia. Niby nie świeży, bo to jednak stare pomysły, ale któż z nas za nimi nie tęsknił.

Podesłał Techland, który wydaje Shadow Tactics w należytej wersji totalnego splendoru i za małe ilości pięniądza z portfela. Szacowane wydatki to 129pln na certyfikat nindża.

Premiera 6.12

Nie zapomnijcie, że na Steamie jest dostępne DEMO, które polecam sprawdzić, co niniejszym uczynił gikzowicz, Fjuczers. Zachowałem pisownię oryginalną komentarzy 😉

0. demko waży ~1800 MB
1. jest audio mówione angielskie i japońskie
2. są polskie napisy
3. jest przycisk „podświetl interaktywne obiekty na ekranie” (wszystkie rzeczy których można użyć, gdzie się schować itp)
4. są pola widzenia wrogów jak z komandosa
5. można zabijać, ale można też ogłuszać (do wyboru), po ogłuszeniu wstają. domyślam się, że jakaś postać będzie mogła związać.
6. są 3 poziomy trudności. easy, normal, hard
7. kamerą DOWOLNIE kręcimy, jest full 3d
8. śliczna grafika i niezłe animacje
9. na górze ekranu jest licznik „ile czasu upłynęło od ostatniego QuickSava” :D można go wyłączyć ;)
10. na normalu są trzy sloty na QS (nadpisuje sie najstarszy), można podczas misji też savować normalnie (ESC>zapisz)
11. nie ma pauzy, ale można w czasie rzeczywistym wydać jeden „rozkaz na później” każdej postaci i po wciśnięciu ENTER wszystkie postacie jednocześnie wykonają swój rozkaz. będzie combowanie :)
12. są różne klasy przeciwników, nie da się jedną sztuczką całej mapy wyciągnąć i oklepać :P

13. interface mi się podoba. Q/E kręci kamerą o 45*; W widok domyślny kamery; A,S,D,F,G skille; ctrl+zabójstwo =zabójstwo z podniesieniem zwłok; myszką: poruszanie, używanie, wyświetlanie tego gdzie patrzą.
14. poziomy trudności z tego co widzę różnią się tylko szybkością wykrywania nas przez przeciwników (gra zachęca do przemykania przed oczami wrogów) i naszą ilością HP (każda postać ma różna ilość HP, podczas gry można dostać kulkę od strażnika, a alarmu nie będzie – wszystko zależy od zasięgu hałasu)
15. wygląda na to że każda misja będzie miała 3 główne osiągnięcia/wyzwania i 6 pomniejszyć :P są MOCNO zróżnicowane, nie ma że sobie na pierwszym runie zrobimy wszystkie, oj nie :P replayability mocno! jest np wyzwanie „nie zapisuj podczas misji”, ale są też takie mocno związane z konstrukcją mapy :)

wiadra hajpu z mojej strony!

zagrałem pierwszą misje mocno treningową na 2 postacie, druga misja też treningowa, ale z limitem czasowym będzie na jutro do śniadanka :)

wrażenia ? shut up and take my money! pierwsza misja prowadziła za rączkę, ale druga to już sporo podejść od różnych stron, obczajanie patroli, kombinowanie z elementami otocznia, zwiedzanie mapy przed akcją itd

Dodaj komentarz



22 myśli nt. „Shadow Tactics: Blades of the Shogun – それはそれは!

  1. lemon

    Japońskie głosy super, ale nie wszystkie wypowiedzi mają napisy. Nieraz podsłuchasz dialog strażników i nie wiesz, o czym gadają. Pewnie o niczym ważnym, ale trochę się przez to traci.

    Demo mnie przekonało i gra ląduje na liście.

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @lemon

          Może nie do końca pykło z PL?
          Teraz jest tak, że jak oficer chodzi i coś gada do ziomeczków to wyskakują nad nimi napisy. Albo jak zagadują do babeczek po rum, wszystko się wyświetla. Być może w demku pl nie doniósł. teraz nie odczułem, żeby czegoś brakowało.

  2. Yosh

    To ja jeszcze dodam, że na moim core 2 duo GTK275 (w sterach FXAA – bo zwykle zabija) ziala to znosnie (tzn dobrze, poza przewijaniem szybkim planszy)

    A DEMO jest WYCZEPISTE… jest poprostu pikne, a ja wiecie -chinskie bajki i te klimaty-… urok jest niepowtazalny.

Powrót do artykułu