Rzut okiem: Ultimate Marvel versus Capcom 3

Toc85 dnia 25 kwietnia, 2017 o 12:35    1 

Co?

Dwuwymiarowa nawalanka w której zderzają się dwa światy: postacie z komiksów Marvela oraz protagoniści z gier Capcomu. Dużo wybuchów, kilkadziesiąt ludzików do wyboru, chaos na ekranie, walki trzy na trzy.

Kiedy?

Stara jak twoja stara. Pierwszy release to listopad 2011 na konsole, niedawno gierka została odświeżona żeby można było ją sprzedać ponownie na konsole nowej generacji. Siła inercji była na tyle duża że giera wyrwała się z orbitowania wokół konsol i trafiła na PC w grudniu 2016.

Wąchaj girę!

Wąchaj girę!

Jak?

Czyściutka nawalanka, nic dodać nic ująć. Jest arcade, jest jakieś tam practice mode i VS, jest fajne menu, jest porządna rekonfiguracja klawiszy. Jest też online, ale jest żartem. Ha ha.

Od strony technicznej szału nie ma i to zrozumiałe. Latka lecą. Nie zmienia to jednak faktu ze muzyka jest nadzwyczaj generyczna i kompletnie nie wpada w ucho (może poza menu, w którym jest zerżnięty kawałek MvsC2). Grafika to trójwymiarowe postacie na trójwymiarowym tle, cała akcja zaś jest wybitnie dwuwymiarowa. Są położone jakieś shaderki które sprawiają że całość wygląda z lekka komiksowo. Menusy, ekrany wygranych i w ogóle wszystko – w takiej otoczce komiksowej (białe ramki, komiksowe dymki).

Sama akcja: wybierasz trzech cwaniaków oraz ich interakcje. Tłuczesz się jeden na jeden, ale w dowolnej chwili możesz się “zamienić” na jedną z pozostałych postaci bądź wezwać ją na pomoc, wykonuje wtedy wcześniej wybraną interakcję i szybciutko ucieka z powrotem z pola walki. Walczymy aż wszystkie trzy postacie po jednej bądź po drugiej stronie padną. Postacie – niby większość podobna do siebie, niemniej jest sporo niuansików. Wielkość postaci (a więc i hitboxy) potrafią się diametralnie różnić, podobnie ich mobilność a nawet zasób życia – taką Phoenix można ściągnąć na jedno combo, za to jak walczysz z Hulkiem to natłuczesz się jak schabowych w niedzielę.

Spod hełmu wystają skrzydełka. Podpaska w środku?

Spod hełmu wystają skrzydełka. Podpaska w środku?

Guzików do wciskania jest sześć. Trzy do zwykłego ataku, jeden do wybić w powietrze (taki launcher pożyczony z serii Guilty Gear) oraz dwa przyciski do zmiany/przyzwania pozostałych postaci. Jest w co klikać, całość prosta w opanowaniu, zrozumiała. Kombinacje klawiszy niespecjalnie fikuśne, są jakieś ćwierćkółka i półkółka, charge-upy, są jakieś tam przeprogramowane komba. Większość postaci bez problemu robi to samo chain kombo: słaby->średni->mocny->launcher-> to samo w powietrzu.

Fabuła? Zapomniałem opisać fabuły? Kolejny żart. Ha ha 😉

Czemu?

Czemu mielibyście to kupić? Co nas fajnego w tej grze czeka? Ano: rozrywka. Są postacie które lubimy i znamy, jest dużo rozpierduchy, cztery postacie na ekranie jednocześnie to nie taki rzadki widok. Są efektowne tęczowe rzygi, wybuchy, błyski, wytryski. Grę naprawdę łatwo jest opanować i tak już po godzinie można bez mrugnięcia okiem wycisnąć te ~14hit combo. Gra się doprawdy przyjemnie, bezstresowo, rozrywkowo. Gra oferująca wytchnienie, dużo mniej angażujące niż np. bijatyki ze stajni Arc System Works czy nawet Street Fighter. No, chyba że chcesz zostać absolutnym miszczem: skill ceiling jest naprawdę wysoki, jest się czego uczyć i co czarować: doświadczony gracz naprawdę bierze postacie na jedno kombo. A narzędzi jest sporo – asysty, podmiany zawodników w czasie komba, chain loopy. Pomaga też nieprzeprogramowana fizyka która, przy odpowiednich umiejętnościach, pozwala w nieskończoność podbijać oponenta w powietrzu.

Kosmiczna ośmiornica nie przepuści okazji aby obciąć dekolcik...

Kosmiczna ośmiornica nie przepuści okazji aby obciąć dekolcik…

Czemu nie?

Bo ta gra jest do dupy 🙂 Jedyne co mnie przy tej grze trzyma to fun factor. Muzyka i ogólne udźwiękowienie jest słabe. Nie jestem w stanie nic zanucić. Nic. Generyczne trzaski energii, pierdy, wybuchy, stęknięcia. Grafika absolutnie ssie paukę: postacie praktycznie nie mają tekstur i są potraktowane shaderami, dzięki czemu mają taki komiksowy look. Ale tła już K**WA nie, bo po co? Tła mają generyczne shadery, i do tego badziewne tekstury nijak nie pasujące do postaci pierwszoplanowych. Pewnie w dodatku ukradzione z Tomb Ridera 3 albo innej gry sprzed 20 lat, sądząc po jakości. Design graficzny to kompletny chlew. Dobija nawet design postaci. Niektóre z nich są “super deformed” z wielkimi łbami i małymi ciałkami. Bardziej antyklimatycznie się chyba nie da. I nie wyciągajcie mi argumentu ze giera jest stara – Street Fighter IV jest starszy. Ten sam gatunek, to samo 3D w 2D, ten sam producent (!). Już MvsC2 nie był urodziwy, ale tam chociaż jestem w stanie znaleźć usprawiedliwienie bo chcieli wykorzystać sprite’y z poprzednich gier i wtłoczyć je w nowoczesne trójwymiarowe tła. Było brzydko, ale miało to jakiś tam dyskusyjny urok. Tutaj nie. To jest po prostu brzydkie. Nawet komiksowy HUD i menusy są brzydkie – parszywe kolory, paskudne portrety postaci. Bleh.

... i czasem aż wszystkie macki twardnieją...

… i czasem aż wszystkie macki twardnieją…

 Pozostawiając już oprawę: granie w grę jest dość zabawne, to prawda. Ale granie w to bardziej “na serio” przynosi frustrację. Balans postaci jest zły. Jasne, jeśli jest duża różnica umiejętności to lepszy gracz wygra, ale już na średnim poziomie umiejętności postacie złe są naprawdę do niczego. Nie trzeba grać na poziomie maniaków z EVO żeby znaleźć jedyną słyszną taktykę gry: przywołujesz asystującą postać która robi ogień zaporowy – jakiś fireball czy coś i zaczynasz rushdown. Przeciwnikowi nie udało się zablokować komba? Robimy pierdylion hit combo aż padnie. Tak wygląda absolutnie każda gra. Fascynujące. Nie neguję umiejętności graczy, czepiam się braku dywersyfikacji w stylach rozgrywki.

Online nie działa jak należy. W ogóle nie działa. Chyba że działa – wtedy laguje. Jest tak wujowo że poświęcam na to osobny akapit. Rozumiecie?! Jest aż tak źle.

A więc?

Zależy. Jesteś fanem? Kup. Chcesz zabawną gierę do casualowego czesania bez wielkiej wczuty? Może wtedy. Chcesz po sieci? Nie kupuj. Chcesz dobrej bijatyki? Nie kupuj.

... ale czasem dizajn postaci jest tak kijowy że aż się kulisz razem z postacią.

… ale bywa też dizajn tak kijowy że aż się kulisz razem z postacią.

Gieresia idealnie nadaje się do beztroskiego pogrania z młodszą młodzieżą która dzięki filmom i grom ogarnia postacie, zwłaszcza te marvelowe. Jest Kapitan Ameryka, jest Hulk, Thor, Rosomak. Jest nawet Doktor Dziwny. Wydanie tej gry na PC to łatwy pieniądz dla Capcomu: ludzie kupią z sentymentu, z ciekawości no i dla postaci. To całkiem dobra gra, tylko kiepska bijatyka. Taki Super Smash Bros dla ludzi którzy nie mają Nintendo. Gdyby to nie był capcom i znane postacie nikt by nawet na to drugi raz nie spojrzał. Kto ma ciśnienie ten już kupi, jak ciśnienie macie umiarkowane to poczekajcie spokojnie – na koniec roku zapowiadane jest Marvel vs Capcom: Infinite które zawita jednocześnie na konsole jak i PC.

W ogóle, to ja Ci powiem, wnusiu. Pierwszy MvsC, to była naparzana! Piękne, ręcznie rysowane tła i postacie. Walka 2 na 2 i raptem kilkanaście postaci. Ale każda inna, ciekawa. Bez żadnych psów, szopów ani małych ludzików z chińskich bajek. I dało się grać grapplerami! Na tym porządne cross-overy od Capcomu się skończyły.  I co z tego że low-res?! Teraz niby to gładsze i ładniejsze, ale takie to to plastikowe, w pedalskich rurkach. A jak w łeb zdzielisz to usłyszysz  że jakieś…. puste.

A w ogóle: na steamie wołają za to 24,99€. Fajny żart, Capcom. Ha ha.

Dodaj komentarz



Jedna myśl nt. „Rzut okiem: Ultimate Marvel versus Capcom 3

  1. larkson

    Mnie tam nie przeszkadza, że gra wygląda kijowo, bo na ekranie się dzieje taki shitstorm, że ciężko zwrócić na to uwagę (a mam wersję na PS3, więc to już dno dna). Bardziej mnie irytuje sam shitstorm, gra jest tak efekciarska i szybka, że nie ma się pojęcia co się na ekranie wyprawia. Gra spoko, ale raczej nie w moim stylu.

Powrót do artykułu