RONIN – tnie równo

Nitek dnia 8 czerwca, 2015 o 14:56    6 

Wpadając do pomieszczenia przez rozległą szybę. szybko przekalkulowałem, że mam małe szanse. Małe, ale mam. Szybkim cięciem pozbawiłem tchu ochroniarza stojącego najbliżej rozbitego szkła i nie czekając długo skoczyłem w stronę kolejnego. Jako, że prezentację ostrza wykonałem w świetle pobliskich lamp, widział wszystko i nie czekał. Zaczął dzwonić po kolegów, ale wykręciwszy lekko jedną cyfrę, nie dodzwonił się nigdzie.

Ronin prezentuje się trochę jak Gunpoint, jednocześnie nim nie będąc. Całe szczęście. Już nie chodzi o fakt, że skacząca postać nie przypomina płaszczki rzucającej się zamaszyście na szyby w akwarium, ale po prostu to zupełnie inna gra. Mimo, że wyglądająca bardzo podobnie. Czy lepsza? Się wie.

RONIN - Screen 1

Moja babiczka pochodzi z Chrzanowa, tako i Ronin pochodzi z Polski i jest jedną z tych gierek, które są co najmniej fajoskie, choć bez wybuchów za to z posoką skraplającą się na powierzchniach. Spokojnie, tych złych i niegodziwych korpoludków, zwyczajowo uzbrojonych, z czasem opancerzonych, są powody, by skrócić ich o głowę tuż przy stopach. Całość napędza prosty, niezobowiązujący, zawsze cieszący widowiskową egzekucją motyw zemsty, choć nie do końca wiadomo czym ekipa ze słitaśnej fotki zawiniła. Ronin bowiem, jest obecnie w okresie dojrzewania, wczesny dostęp na Parówce. Nie umniejsza to w żadnym wypadku jego zawartości, nie. Wydaje się być kompletnie i dość dopieszczenie włączając w to urokliwe animacje przeciwników, którym zapewniamy o sto procent większe dojście do tlenu nacinając w odpowiednich miejscach skórę. Co poza dzierżoną kataną powoduje, że Ronin niby jest, ale jednak nie jest tym przeklętym Gunpointem. Powiedzmy to wreszcie.

RONIN - Screen 2

Przede wszystkim Ronin to zabawa kontaktowa. Nie może być inaczej, skoro w rękach dzierżymy słuszną katanę sprawiedliwości i machamy nią z gracją tak zachwycającą, że gdyby dodać tu parę ujęć bosych stóp to sam Tarantino dałby grze dyszkę, a Uma wymieniła kombinezon bardziej stonowany niż w kolorystyce sezamkowego Wielkiego Ptaka. A już w ogóle kolana miękną kiedy okazuje się, że walka jest w tonacji turowej. Wcześniej oczywiście skradamy się, choć bez większej ingerencji w otoczenie, unikamy snopów światł, przyklejeni do sufitu w windzie śmigamy między piętrami siejąc popłoch w szeregach wroga i szybko gasząc, coby syreny alarmowe jątrzyć nie zaczęły.

RONIN - Screen 3System turowy jest zgrabny, w mig do podchwycenia tematu. Ot, kiedy poruszamy się my, następny w kolejce jest przeciwnik, albo pięciu z nich, o ile nas widzą. To zmuszą do manewrowania naszym nindżasem (choć w kasku motocyklowym, tak giba się niczym ninjas naszych czasów) między siatką uszytą w pomieszczeniu przez celowniki laserowe, albo tory, wykonywanych przez przeciwników, cięć ostrymi przedmiotami. Tylko spokój może Was uratować, ponieważ kiedy coś zostanie źle obliczone i w kolejnej kolejce znajdziecie się w miejscu przecinającym trajektorię pocisku, nie ma zlituj się, nie ma paska energii, do piachu.  Momentami przypomina to trochę grę w żabki, trochę w pchełki, ale z czasem robi się tu fest wygrzew w turach. Samo skakanie i tor naszego lotu widać tuż przed skokiem, a tura potrafi zakończyć się, kiedy jeszcze wisimy w powietrzu. Pozwala to na kombinowanie i skakanie między laserami niczym w Osaczonych.

osaczeni

Ronek nie tylko przycinanie marchwi ćwiczył, nie. Wykonując pięć gibkich ruchów dostajemy breakera, który upoważnia nas do dodatkowego ruchu podczas gdy licho śpi. To dopiero początek, bo rychło okaże się, że wykonywanie trzech zadań per level, otrzymamy punkt zdolności do osadzenia w małym drzewku skilli, a to z kolei odblokuje nowe sposoby anihilacji przeciwności losu. Tam rzucanie kataną czy obszarowe ogłuszanie, czy kilka innych gadżetów prawilnego nindżasa. Dudikoff zazdrościł jak oglądał.

RONIN - Screen 4Łyżką dziegciu może okazać się niezbyt hojna ilość plansz przez co zabawa może skończyć się dla niektórych przedwcześnie. Gra została podzielona na pięciu rzezimieszków z czego każdy dostał po trzy poziomy do obskakania. Dwa na których szukamy terminali z danymi pozwalającymi dotrzeć do tego trzeciego, gdzie czai się szef. Może się to wydawać nieciekawe, ale jak wspomniałem, co poziom mamy także mega super tajne, wiadome dla wszystkich, cele poboczne – nie włączanie alarmu, ocalenie cywili, przelanie krwią wszystkich złych. Samo platformówkowanie per se jest raczej zdawkowe i ogranicza się do skoczenia to tu to tam, do kolejnego pokoju pułapki, wręcz łamigłówki, obstawionej tłocznie przez przeciwników wielu rodzajów, tak, o odmiennych schematach zachowań. Małe pokoje zagadki fajnie zaprojektowane. Rozgrywka zaś nastawiona jest na siłowe rozwiązania, bo nawet gdyby się dało ogarnąć plansze cichaczem, mam wrażenie, że byłoby za łatwo tak wpadać i uciekać, z drugiej strony ci nastawieni na polskie Mark of the Ninja muszą wrzucić sobie trochę luzu i równo przy uszach ciąć. Właściwie choć cały czas myślę o Roninie jak o nindżasie, gra skojarzeń, tak przecież to ronin, samuraj. No tnij, kurna!

RONIN - Screen 6

Ci, którzy przeszli dalej, poza Osaczonych, niech wiedzą, że Ronin to godna walka w słusznej sprawie. Fajnie się skacze, kombinowanie jest miodne, a muzyczka w windzie skoczna. Gunpoint się chowa, choć patrząc na listę dostępnych poziomów rozgrywka może oscylować w tym samym czasie między menu głównym, a napisami końcowymi. Pamiętajcie jednakowoż, iż jest to nadal Early Access i co jakiś czas drobne zmiany się zdarzają jak choćby rozdzielenie lotu na na wskaźniku, ku większej czytelności, żeby było wiadome gdzie zawiśniemy w powietrzu. I dobrze jest, fajnie jest, inaczej, a kręcone akcje są fachowe. Szast prast!

No, ale wiadomo jak jest. Early Access, czas ostatecznych cięć, wygładzania powierzchni, dobrze będzie.

Gra otrzymana.

P.S. Gdzieś na streamie będzie można Ronka wydropić. Tadam!

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „RONIN – tnie równo

  1. Goblin_Wizard

    No, no… to chyba pierwsza platformówka, która mnie zainteresowała. Pewnie dlatego, że turowa i nie wymaga małpiej zręczności (albo, o zgrozo, pada). Duży plusik Nitku za nucenie i machanie głową do absolutnie każdego kursu windą. 😀 Nie ma lipy. Tak trzymać! 🙂

Powrót do artykułu