Rampage Knights – na plasterki!

Nitek dnia 13 kwietnia, 2015 o 14:16    6 

Golden Axe, Ghost’n’Goblins, trochę Doman: Grzechy Ardana, nawet lekko Moonstone się kojarzy, lekko, ale przede wszystkim właściwe tu jest porównanie, że Rampage Knights jest trochę jak Binding of Isaac tyle, że fantasy. 

Podobnie jak tam mamy tu świat generowany losowo. Świat składający się z siatki aren dołączanych do siebie w losowej manierze. Jest loot, są dziwne efekty podnoszonych skarbów, czy wreszcie są i przeciwnicy, włączając w to bossów i gładkie wejście do świata ze stopniowo dokręcanym poziomem trudności. Podręcznikowo.

9Pewnie, Rampage Knights nie każdego rozkocha w sobie oprawą wizualną. Kwestia gustu każdego śmiałka. Nie są do wyrzygane piksele, do kunsztu znanego z Ori and the Blindforest wiele mu brakuje, jest poprawnie, nie ma szału, ale jest na tyle czytelnie, że tnąc na plasterki jakoś nie przeszkadza. E, lepiej jest niż w Domanie.

1Sama rozgrywka to Isaac. Z mieczami i innymi narzędziami, szczyptą magii, walającymi się tu i tam kończynami, ale najbliżej tu jednak do stylówy Isaac, wymieszanej ze stosunkowo prostym systemem walki skłaniającym do wesołego masowania guzików. Brawle, niczym Golden Axe, z większą gamą śmiertelnych sztuczek. Z tym akurat jest mały problem, bo kombosów, jak to bywa, należy się wyczuć z rozpiski, która jest nieczytelna. Nijak rozszyfrować istniejące tam zapiski odległości, w których co trzeba użyć, co oznacza tyle, że styl rozgrywki na Żonę wreszcie znalazł zastosowanie. Na małżonkę, czyli naciśnij wszystko, co jest do wciśnięcia, a coś wyjdzie na pewno. Zresztą żonę można tu zaprosić do kanapowego co-opa, choć nie wiem czy wtedy zagracie. IYWIM. W każdym razie, ciosów jest kilka kombinacji, z czego oczywiście najlepiej się sprawdza mashowanie guzika odpowiedzialnego za atak. Nijak się ma on niestety do przeciwników z tarczami, których trzeba wziąć sposobem. Czytaj – zrugać ich tak przyładowanym ciosem, że z tarcz ino drzazgi leżeć będą.

11 W krucjacie przeciw złu udział biorą, póki co, cztery klasy. Mamy zupełnie bezosobowego poszukiwacza przygód, rycerza, łotrzyka z finiszerami z ukrycia, oraz pirata z obowiązkową papugą i beczułką rumu AAAAARGH! Nie od dziś jednak wiadomo, że po lesie po pijaku się nie bryka. Chyba, że sznapsik, o tak. No i są indywidualne zdolności, nie inaczej. Do tego rzecz jasna dochodzi randomowy loot, choć przy obecnym stanie rozgrywki, która jest dość rozbudowana jak na early access, permdeath tu obecny jest bezlitosny, bo kasuje cały progres. Bywa. Wiesz jaka jest definicja szaleństwa?

Sama rozgrywka? Wciąga. Przecież od dawien dawna lubiło się biegać i obijać watahy rzezimieszków, a tego tu bez liku. Kombosy i sekwencje, które raz odkryte, nie połamią palców, ni nie przyprawią o ból głowy skomplikowaniem i ta przeklęta różowa dupa. Poszczególne elementy i wspomnień czar, grają w dobre nuty i momentami ciężko się oderwać. Pomijam brak sejwów i każdą ucieczkę karaną koniecznością rozgrywki od początku, bo gra jeszcze może (early access), ale też blokuje ewentualne pożądanie jej zakupy, jasne. Prezentowany zestaw części składowych jakie obecnie są zaimplementowane spełnia jednakowoż zadanie i rokuje rozgrywkę być może na chwilę, być może boom na tytuł nie będzie na poziomie Isaaca, ale lekką strawę dla duszy, włączając osoby, które na co dzień od gier stronią. Jasne, to nie będzie rewolucja, ale kto nie lubi się odchamić i pokroić na plasterki?

Grę dostarczył producent.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Rampage Knights – na plasterki!

Powrót do artykułu