Playerunknown’s Battlegounds, wrażenia z bety – wyborny battle royale

Nitek dnia 6 marca, 2017 o 15:16    4 

Zabawy w battle royale, czy tam King of the Kill, to dość popularna sprawa. Battlegrounds dumnie pręży pierś, obecnie w zamkniętej becie, rozpalając nadzieje. Takie dobre jest. Wydaje się być. Być może będzie.

Czymże jest to battle royale, bądź wspomniany King of the Kill. To tryb zabawy w strzelankach , który wykiełkował bodaj z modyfikacji do Army, a bazuje na powieści Kōshuny Takamiego, gdzie podobnie jak i w grach tego typu, na opustoszałą wyspę zrzucano grupy bezbronnych nastolatków, w celu redukcji ich populacji w zapełnionym nienawiścią świecie. Obecnie chyba najbardziej popularną zabawą w Battle Royale jest H1Z1 oraz mod do Army właśnie. I bardziej kameralne The Culling, które jak większość zabaw w ten deseń leży na półeczce wczesnego dostępu.

20170225100412_1

Battlegrounds zaś powstaje sobie po cichu, rzeźbione rękami twórcy zarówno H1Z1 jak i pomysłodawcy BR do Army. Taki twist. Bujany na Unreal Engine 4 zapiera dech przepychem gigantycznej mapy, na której toczy się Wielka Gra. Setka graczy po chwili czekania w standardowym lobby zrzucana jest z samolotu na wyspę. Pierwszym celem to uzbrojenie się i lootowanie okolicznych domków, szop, czy magazynów strefy industrialnej. Zależy gdzie wylądujecie, bo różnorodnie tu jak w pudełku czekoladek Forresta Gumpa. Zatopione miasto, opuszczona szkoła, kompleksy militarne, elektrownia, nieczynne wulkany, blokowiska, wieże radiowe gdzieś na wzgórzach, bogato zasiane farmy po okolicach, czy całe miasta, to teatr zdarzeń który powinien i robi należyte wrażenie. Pewnie, większość layoutów budynków jest podobna, ale służy to memoryzacji miejsc, gdzie pojawia się rozmieszczany losowo z puli sprzęt. Sama mapa jest ogromna i różnorodna na tyle, że można by wycinać z niej kawałki i osadzać tam poziomy pomniejszych strzelanek, co najmniej kilku. Pewnie są jeszcze miejscówki, których nie widziałem i szczerze, nie mogę się doczekać, aż tam kiedyś dojdę.

Jest na bogato, bo poza środkami do szybkiego usypiania przeciwników jak M16, kałachy, automatyczne strzelby czy SCAR, znajdziecie też pompki, dwururki, od groma pistoletów, nawet rewolwery, a jeśli chcecie odpowiednio przykozaczyć nawet maczety, kosy, czy patelnię. To wszystko znajduje się też obok wszelkiej gamy ciuchów, od spodni, przez buty, na rękawiczkach skończywszy, które nie mają przełożenia na żadne statystyki, ale już kamizelki czy hełmy jak najbardziej. Spokojnie na jednej sesji naubieracie tyle, że zapełnilibyście niejeden numer Feszyn from Raszyn gdzie gra niechybnie się toczy, o czym świadczą ładnie pomaziane cyrylica bloki, czy młot i sierp na dziedzińcu szkolnym.

20170225104134_1

Nogi to nie nasz jedyny środek transportu. Nogi, które są widoczne w trybie FPP, o czym warto wspomnieć. Można tez grać z widokiem zza pleców, co jest oczywistym ułatwieniem ze względu na większe pole widzenia. Być może kiedyś będzie wariant zabawy FPP only, fajnie by było, bo zrealizowany jest bardzo fachowo. Widoczne nogi to jedno, ale fajnie tez odwzorowany ciężar postaci. Można się też wychylać, co daje możliwości manewru nie lada, acz kiedy gracze mogą dowolnie się przełączać między widokami, wydaje się być to opcją z czapy. Fajnie wypada też przełączanie celowania z trybu TPP, bo naduszając PPM dostajemy celowanie przez przyrządy optyczne w widoku FPP, a trzymając PPM gra nie przybliża się aż tak oferując widok zza pleców, przy zwiększonej celności. Mierząc leżąc nie da się w ogóle poruszać, co było dość zaskakujące, acz zrozumiałe. Brakuje w tym wszystkim ruchu znanego z DayZ, tzw. vault, czyli nachodzenia na płotki np, przez co nie wszystko da się przeskoczyć. Kiedy jednak nie jest to możliwe, zazwyczaj można w to wjechać samochodem, bądź wysadzić granatem torując sobie drogę. Albo wysadzając drzwi. FEST patent. Nie jest tak, że otoczenie jest podatne na destrukcje, niektóre jego elementy, ale i tak jest to mocno spoko rzecz. Fajowo też rozpraszają się granaty dymne, które zamiast raczyć nas ścianą dymu, wolno go sączą, w dodatku po łuku, bo rzucony granat trochę się obraca pod wpływem ciśnienia. Za to nie zaobserwowałem jakiejś znacznej fizyki pocisków.

20170226180558_1

Dwa weekendy z betą pokazały dwa oblicza gry. Za pierwszym razem, setka graczy grała w wariancie free for all, każdy przeciw każdemu. Bardzo fajna zabawa, gdzie wszelki ruch czego innego niż animowanej flory oznaczał prawdopodobnie śmierć. Drugi weekend to zabawa w duecie. Battlegrounds błyszczy, ale jak wiadomo, obieranie ziemniaków we dwoje daje masę frajdy, więc nie mogło być inaczej. Tu w grę wchodzą zgrane akcje, ostrzeliwanie przeciwników i ich flankowanie, a entuzjastów wypadania z pędzącego samochodu ala H1Z1 muszę przestrzec przed obrażeniami jakie można tu dostać, włącznie z chwilowym ogłuszeniem po takim manewrze. Albo grzejesz przez okno, albo wysiądź mądrze. A pojazdy mają kilka stref zniszczeń i można zaorać im oponki znacznie ograniczając ich mobilność. Przy czym warto zaznaczyć, że model jazdy w Battlegrounds stoi o klasę wyżej niż ścigałki Ubisoftu. Jakiekolwiek.

20170305112913_1

Mówiąc o zabawkach, ciekawie wypada gromadzony sprzęt. Nie ma go może jakoś aż nad to, ale poza samymi giwerami zbiera się także ich części jak celowniki, uchwyty, większe magazynki, jest tego sporo, a każdy z elementów wpływa na statystyki danej pukawki. Dzięki temu każda sesja jest odmienna od poprzedniej, bo co z tego, że w końcu dostałeś Kara 98K, skoro nie masz do niego żadnej optyki. Sam sprzęt można dorwać także ze zrzutów, co jakiś czas spadających w losowych miejscach, a pikanterii dodają jeszcze naloty na randomowe strefy, co wespół z wciąż zmniejszającą się mapą generuje fest pokłady adrenaliny. Zmniejszającą, bo co kilka minut na mapce zmienia się strefa rozgrywki, podczas gdy pole wypadające z obiegu orane jest falą energetyczną, która zmiata z czasem wszystkich graczy nie mających tyle szczęścia, by zdążyć wbiec do kolejnej strefy. Dzięki temu jest dynamicznie, ale przede wszystkim strasznie, bo ciężko kogokolwiek wypatrzeć bez żadnych indykatorów, podczas gdy pierwsza seria znikąd odsyła do piachu. Wiele razy się wzdrygnąłem.

20170226180926_1

Takie jest Battlegrounds. O wiele lepiej, w moim odczuciu, działające niż wieczne early accessy podobnego typu z H1Z1 na czele. Ładniejsze niż każde z nich, ale przede wszystkim mocno emocjonujące i stresujące zarazem. Bo jak już tak przykucniecie w agresywnym oczekiwaniu gdzieś na mapie, za plecami rozgrywa się kanonada zrzuconych bomb, a przez fakt, że jesteście w centrum ostatniej strefy danej rundy zewsząd nabiegają gracze, to czy strzelać i oddać pozycję mimo założonego tłumiku błysku lufy, czy poczekacie mniej honorowo, aż wybiją się pozostali do nogi, zależeć będzie od was.

Najlepszy Battle Royale? Być może.

Gre można obecnie preorderować za 29.99$ bądź 39.99$, zgodnie z rozpiską na stronie producenta. Zamknięta beta to jeszcze jeden weekend, potem gra trafi jeszcze do wczesnego dostępu.

Dzięki Yerzu za wspólny duet. Było srogo.

Dodaj komentarz



4 myśli nt. „Playerunknown’s Battlegounds, wrażenia z bety – wyborny battle royale

Powrót do artykułu