NightCry – rejs trwa

Nitek dnia 2 maja, 2016 o 11:43    1 

Jest mocno klasycznie, z dziwnym smakiem. produkt azjatycki, więc nie należy się spodziewać przystępności. Fani Clock Tower znajdą się jak w domu. Fani Deadly Premonition? Jej dziwność ma swoje odbicie i tutaj. Wiedzcie jednak to, że wszystko zapowiada na to, że nikt kto po NightCry sięgnie, nie wróci taki sam z tej podróży.

Powiedzmy sobie na wstępie to, że NightCry jest mocno ubogi technicznie. To znaczy fizyka odpowiednich miejsc jest, ale na tym zajefajność wizualna się kończy. Cała reszta zatrzymała się w wyobraźni twórców lata temu, bo wygląda jak produkcje ubiegłego dziesięciolecia. Jest brzydko, są sztywne kąty kamer, a całość, o dziwo, gra się jak przygodówkę point and click, żadne tam survival horrory tyle, że elementy gatunkowe tego drugiego też się tu pojawiają.

Otwarcie gry jest mocne niczym zapach w pomieszczeni po odblokowaniu korka z bełta spod żabczanej lady. Jest jakiś statek, imprezka niczym w kostnicy, bo tylko te dwa miejsca mogłyby pomieść tyle samo sztywno zaanimowanych osób jednocześnie. Jest także nasza bohaterka, pani której nie szczędzono po kiecką. Porusza się nader koślawo, jak gdyby te szpilki były pomysłem kogoś innego, a ona sama zatwardziałym fanem płaskich podeszew. Zrywamy się z imprezki w try miga, bo gdzieś, niczym w tanim porno, czeka na nas wybranek tej imprezy. Rzecz dzieje się na statku, spodziewajcie się rychłego kluczenia po kajutach, niczym w Terror from the Deep za ostatnim ufokiem.

pic7

I właściwie to zaraz otrzymujemy. Po kilku dialogach w których ktoś zapomniał podłożyć dźwięku, co za tym idzie, czyha na gracza lity tekst o treści bzdurnej niczym opisy nagich panienek na ostatniej stronie pewnego tabloidu. A już zaraz potem wchodzimy do windy, w której skarcona ostrym zatruciem alkoholowym staruszka przywołuje demony skądś, nie wiadomo po co. Demony, raczej niewyspanego fryzjera o narzędziu dość tępy i ogromny, którym to orać chce nas na pół.

I latamy niewiastą, by uciec, znajdujemy jakieś zwłoki z telefonem w kieszeni, a samego delikwenta uciętego w pół niczym błędne połączenie pani Krystyny spod dwójki do gazowni. I szlus do kajuty, żeby skorzystać z ładowarki, by po kogoś zadzwonić. WTEM! Okazuje się, że tak naprawdę tylko znalazłem telefon, ale go nie wziąłem. Więc wracam się, ale tym razem jakoś nikt mnie nie goni. Maszkara zniknęła. A wiecie, że mojego kolegę w między czasie zeżarł automat do napojów chłodzących? Serio, tu jest wszystko. Wciągnęło go jak 5PLN niesłusznie wrzucone w trzewia maszyny.

ĹžÉěéŕ

Ale mam ten telefon już, hurra. Odpalam, wchodzę na fejsa, stalkuje nieznajomych, bo przecież mam czas. Coś mi ten telefon jednak nie wychodzi, więc sam ruszam na korytarz, a tam znowu ten gość z nożycami na dwa metry. Idzie, biegnie, cholera wie. Ważne jest, że ostry jest przy pieerwszym kontakcie, a ja lubię mieć zachowaną ciągłość jelit zachowaną. Walczę, zee sterowaniem, bo w między czasie ktoś mądry do zwykłego p’n’c dorzucił jakieś modyfikatory, staminę, potykanie się, no kretyn jakiś. Z kątami kamer, bo kilka razy wpadłem na jegomościa, gdyż montażysta szklanych oczek był pijany i porozstawiał je byle jak, bylebym wychodząc z jednego korytarza doń wracał myśląc, że jestem w nowym miejscu, tak skutecznie kołuje myśli zaplątane. Patrzę na drewno animacji, pragnąc palce włożyć sobie do oka i zakręcić w mózgu z trwogi jaką cała sytuacja mnie napawa. A jednak zasapany wbiegam do pralni szukając bezpiecznej miejscówki przed niechybnym strzyżeniem na krótko.

20160411004148_1

I do tego ogólny brak sensu. Konieczność znalezienia zapalniczki, by palić sztuczne oko, co przyniosło dziwne efekty w postaci drinka jednego gościa. EEEeee… całość w ogóle wydaje się być bez ładu i składu, niedokończonym, kulejącym technicznie koszmarem. Nie wierzycie? Obejrzyjcie. Beczka śmiechu. A jeśli Wam mało, sprawdźcie. Tylko nie mówcie, że nie ostrzegałem. Jednakże miejcie się na baczności. Każda potwora znajdzie swojego amatora, a nuż Ty jesteś jej przeznaczony. Zwłaszcza jeśli masz słabość do fest wykręconych, japońskich dziwadeł i nie straszne są tak samo przegięte problemy techniczne.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



Jedna myśl nt. „NightCry – rejs trwa

Powrót do artykułu