Nie do końca luźne gadki – This War of Mine

Nitek dnia 10 września, 2014 o 15:02    21 

Z lekką obawą zasiadłem z Wami w sobotę do pierwszego polskiego streama z This War of Mine. Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Co prawda zlurkowałem jeden fragment rozgrywki, z którego wyniosłem wiedzę poza-grową, ale przyznam się Wam, że na tak emocjonalne imadło nie byłem przygotowany.

Teoretycznie wszyscy wiedzą co to jest This War of Mine. Projekt polskiego studia 11 Bit Studios, które na jego potrzeby zerwało z tęczową paletą barw pielęgnowaną w serii Anomaly, a jego załoga wzięła się za bary z tematem mocno eksploatowanym. Nigdy jednak z tej perspektywy, nawet nie w Valiant Hearts, choć blisko. Nie wcielamy się tu w Rambo-Commando-idź-i-zniszcz-wszystko, a w cywili dotkniętych srogim konfliktem i nie do końca potrafiących się odnaleźć w tym wszystkim. A przynajmniej nie na samym początku.

TWOM_Screen_PAX_04Nie da się przewidzieć czyjego losu będziesz doglądać. Choć bohaterów jest kilku, gra nigdy nie zaczyna się tak samo. Nie jest powiedziane, że będziesz pod swoją pieczą miał tych samych bohaterów, co ja, a już na pewno nie mogę Ci zagwarantować, że przeżyjesz te same historie i ludzkie dramaty. Zarówno obsadę Waszej opowieści, jak i późniejsze zdarzenia gra dobierze losowo, byś każdorazowo przeżył co innego, w towarzystwie innych (choć zwykłych) ludzi, takich jak Ty, w niezwykłych okolicznościach, które czyhają za każdym rogiem.TWOM_Screen_PAX_06Kilkukondygnacyjny budynek, jeszcze niedawno piękny, jest naszą ostoją. W tym azylu nasi podopieczni opatrzą swoje rany, przygotują posiłek, odpoczną po ciężkiej nocy, a także dzięki nazbieranym materiałom spróbują wytworzyć przedmioty użytku codziennego jak choćby radio do odsłuchania podnoszącej na duchu muzyki lub wiadomości ze świata czy też kuchenki, by jedzenie surowego mięsa stało się tylko opcją, a nie koniecznością. O ile nie przerobimy nagromadzonej deszczówki na, równie smaczny co posiłek, bimber. To wszystko dzieje się w dzień, gdzie życie zdaje się trochę zwalniać, mimo nieba szarganego ciągłym ostrzałem artylerii. Tu, w naszym schronie, odczuwamy pozorne bezpieczeństwo, bo przecież bomby spadają w sąsiedztwie. Co jednak gdy ktoś zjawi się u Twoich drzwi? Pusto w lodówce, a on chce zostać, bo zdezerterował i go szukają. Przyjąłbyś go do środka czy odprawił z kwitkiem? Czasem warto jest zaryzykować otworzenia wrót, tak jak wtedy kiedy przypadkowy podróżny przyniósł mi trzy puszki z jedzeniem, które wziął tak na zaś z konwoju pomocy humanitarnej, bo może ktoś będzie potrzebował. Być może to była nagroda za to, że nie zdecydowałem się wystrzelać tych ludzi w supermarkecie. A mogłem. Karma.

TWOM_Screen_PAX_05Innym razem, w tym samym markecie, przemykałem między opustoszałymi półkami, dobiegły mnie głosy zza drzwi. Przycupnąłem przezornie przed nimi i zerknąłem przez dziurkę od klucza – chcąc podglądnąć, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Wojskowi, z nimi nigdy nie wiadomo. Nie wiadomo za kogo Cie wezmą i jak szybko ewentualnie zabiją. Nie on był obiektem ich zainteresowań, nie tym razem, a kobieta, której przyświecała ta sama myśl – skoro jest supermarket, musi być w nim jedzenie. Nie miała jednak tyle szczęścia, bowiem wojskowy nie pozwolił jej odejść. Zamiast tego zabrał jej do pobliskiej szopy. Nic nie widziałem, nic nie słyszałem. Gdzieś w głębi chciałem ją ratować, chwyciłem nawet za klamkę. Bezskutecznie. Zamiast tego słyszałem dźwięki dochodzące zza nieprzenikalnych drzwi. Nie krzyczała.

TWOM_Screen_PAX_09Pavel wrócił tej nocy, choć plecak miał wypchany po brzegi, smutek zalęgł się w jego sercu, bo przecież mógł coś zrobić. Jakie było moje zdziwienie, kiedy wszyscy w schronieniu zaczęli o tym mówić. Ponadto kiedy infiltrowałem bazę wojskową natknąłem się na tego samego gościa, który przechwalał się tym haniebnym czynem i chełpił się przed kolegami tym, że tamta kobieta zrobiła mu tej nocy dobrze. Kompletnie odpłynąłem jednak, kiedy odwiedziłem willę. totalnie oderwane od otaczającej rzeczywistości domostwo zamieszkiwała para staruszków. Już resztką sił, wycieńczony, pogrążający się w depresji stanąłem w ich progu. Kierowała mną myśl, albo my albo oni, toteż czym prędzej udałem się do piwnicy. Dziadek chyżo ruszył w moją stronę, nieuzbrojony, więc zniżyłem pięści. Zaczął nagabywać mnie, gnieść emocjonalnie, że małżonka choruje, że nic nie mają, bo sprzedali. Nie wziąłem wszystkiego. Zostawiłem trochę pożywienia i trochę lekarstw. Coś musiałem jednak wziąć, by przeżyć. A końcu albo my, albo oni.

TWOM_Screen_PAX_03Było wystarczająco źle z ziejącą raną Bruno, którą zostawili mu po sobie ludzie podobni do mnie, najeżdżając naszą kryjówkę. Nie przestali na napełnieniu plecaków i obili go nieźle. Myślałem, że może ta kobieta, która nas odwiedziła z prośbą o przypilnowanie domu, opatrzy chłopaka należycie i być może wręczy mu tę strzelbę o której mówiła. Jaki byłem naiwny. Po dwóch nocach Bruno wrócił w jeszcze gorszym stanie, w dodatku bez strzelby, a apteczka oczywiście była pusta. Niepotrzebnie wróciłem do tamtego domu z lekami. Nie wiem co sobie myślałem. Spaliłem naszą szansę. Spaliłem szansę Bruno. Tu na końcu nie ma tęczy.

TWOM_Screen_PAX_01Mniej więcej w tym momencie This War of Mine zaczęło wwiercać się w moją głowę, choć już wcześniej zacząłem sympatyzować z ekipą, z którą przyszło mi spędzić przeszło dwie i pół godziny, na co składało się przetrwanie dwunastu dni. Temperatura w schronieniu z dnia na dzień spadała, co na przyszłość i dalszą rozgrywkę rzutuje okazale mnożąc i tak pokaźną ilość problemów z którymi będziemy się borykać. Zapewne z wielu z Was zastanawia się jak w to się gra. Mimo prezentacji w prostej linii przywodzącej na myśl Deadlight, interfejs jest skromny, acz czytelny, całkowicie obłożony na myszce. Widać ewidentnie przygotowania na ewentualne wyjście TWOR na mobilki. To oczywiście wczesna wersja, więc może to ulec zmianie, acz nie musi. Postacie nigdy nie mają problemu z odnalezieniem właściwych ścieżek, a wszelkie komendy przyjmują i realizują poprawnie. Schemat rozgrywki kojarzy się przede wszystkim z Zafehouse Diaries, ale ewidentnie zyskuje przez wizualizacje zdarzeń, rezygnując z powtarzalnej opisówki rodem z Nad Niemnem. Tak jak i tam, jest zastosowany podział naszych działań. W dzień doglądamy mieszkańców naszej kryjówki, w nocy zarządzamy zasobami ludzkimi i przydzielamy zadania specjalne, tudzież odsyłamy do łóżka. Same wypady są jednoosobowe, a postacie posiadają również przydatne zdolności takie, jak ciche skradanie, większy plecak czy odbyte szkolenie bojowe, a i tak to wszystko czasem nie wystarcza w spotkaniu z chmurą ołowiu czy skrzętnie skrytym snajperem. A historia toczy się dalej, według wyborów, o których nikt Ci nie powie. To Ty jesteś tu sterem.

Wisienką na torcie jest niewątpliwie klimat, przeszywający na wylot, wzbudzający srogi niepokój, KLIMAT. Przeryje Ci banie i zostawi bez słowa. Najgorszą rzeczą jaką TWOM za sobą niesie jest fakt, że nie ma siły i ta gra zacznie się Tobie, drogi graczu w niebezpiecznych czasach, wwiercać w mózg. Sumując zdarzenia jakie otaczają nas w życiu codziennym, poruszoną z tej perspektywy tematykę, losowość zdarzeń i historię w nich zawarte, prawdopodobnie dostaniemy petardę, która z początku nie zwiastuje emocjonalnej eksplozji, która rychło wybuchnie Ci w twarz.

Do zagrania w listopadzie. Chyba. Podobno. Do tematu jeszcze wrócimy, w tym tekście, gdyż, ponieważ.

Tyler

 

Pierwsza zasady Bety- nie mówimy o tym, co nie działa w becie.

Rozgrywka ma mocno depresyjny wydźwięk. Czy taka jest też atmosfera w pracy nad tym przedsięwzięciem?

Jeżeli chodzi o to, czy snujemy się po biurze z błędnym wzrokiem, a każdy z nas ma depresyjne myśli, to nic takiego oczywiście się nie dzieję. Niemniej po wszystkich ludziach w zespole widać, że pracujemy nad czymś zupełnie innym niż były gry z serii Anomaly. Obcując z taką tematyką przez pięć dni w tygodniu i wczytując się w prawdziwe historie, prawdziwych ludzi, trudno nie zacząć się zastanawiać nad tym wszystkim. Nad tym co by było, gdybyśmy znaleźli się w takiej sytuacji w Polsce. Czy byśmy sobie poradzili? Jak byśmy się zachowali? Takie pytania krążą nam po głowie i mamy nadzieję, że wielu graczy po pierwszych kilku godzinach też zacznie je sobie zadawać.

Więcej pytań do Karola Zajączkowskiego z 11 Bit Studios przeczytasz TUTAJ.

Wspominany na początku stream znajdziecie m.in. niżej. Tudzież na twitchu.

Wczesny dostęp zapewnił producent.

Dodaj komentarz



21 myśli nt. „Nie do końca luźne gadki – This War of Mine

  1. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

    A już Cię chciałem pingować o ten tytuł bo się nim coraz bardziej i aż myślę o złożeniu PO. A teraz boję się czytać co by nie psuć sobie klimatu.

    Ale szybkie pytanie: czy to takie lepsze Gods Will Be Watching w zamyśle i realizacji?

    Nota bene ten temat pociągał mnie od zawsze i w Armie zawsze staram się grać z generowanymi losowo cywilami bo to niezwykle pogłębia atmosferę, nawet jeżeli gra się żołnierzem. A od bardzo dawna chodzi mi po głowię pomysł na realizację minikampanii w tymże uniwersum w którym gra się cywilem, ale niekoniecznie partyzantem.

  2. Waldek-Mat

    Oglądałem jak Nitek grał i nawet obserwator czułem ponury klimat gry. Żałoba i beznadzieja wyciekają wręcz z ekranu, dodatkowo mroczna kreska podkreśla atmosferę. Klimat jest niesamowity, ostatni raz miałem szansę tak się wczuć w Heavy Rain a tu tylko oglądałem. Podejrzewam, że jak będzie szansa zagrania gdy gra się ukaże będzie równie niesamowicie.

  3. lemon

    @Nitek
    Same wypady są jednoosobowe

    Nie oglądałem drugiego streamu. Nie sprawdzałeś, czy da się wysłać dwóch albo trzech osób na szabry? Trochę to mało efektywne, żeby mieć (w domyśle, po jakimś czasie) grupkę 5 uzbrojonych ludzi, a nocne wypady będzie robił tylko jeden.

  4. towarzysz

    Eh kolejna drama gra, która na siłę będzie się starała wmówić mi: “jaki to ze mnie zły człek”. Coraz więcej główek zapomina, że gry mają dawać frajdę, stawiać wyzwanie a nie przyprawiać o łzy i depresję. Grałem w Walking Deada, był spoko, na końcu parę łez uroniłem i dobra, starczy, czekam na sezon drugi.

    Damn, a marzył mi się jakiś porządny, mroczny, brudny survival BEZ ZOMBIE, zwłaszcza po tym tekście: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/porady-wszelki-wypadek-wypadki-zdarzaja-sie-rozne-2014-02

      1. towarzysz

        @mokraTrawa

        Może nie takiej sztucznej i oskryptowanej w przypadku żywych graczy jak w Dejzie. Mogłoby być bardzo smutno, wesoło albo straszno, zależnie od samych graczy. Dla mnie to w Dejzie w ogóle nie powinno być zombiaków, żadnego AI (prócz krówek i zajęcy). A narzekam bo miałem nadzieję na właśnie taką grę :/ Może ktoś podchwyci temat, Ukraina płonie, jest o czym gry robić.

    1. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

      @towarzysz

      Ale czemu gry mają z założenia “dawać frajdę”? Rozumiem Twój tok myślenia, to samo myślano o kinie w jego początkach istnienia (też miało być tylko nośnikiem prostych zabawnych treści czy może nawet zbioru gagów. Na szczęście historia pokazuje, że odbiorcy (oraz twórcy) mieli inne oczekiwania. A gry mają znacznie większy potencjał niż kino, teatr czy książki.

      Strasznie się cieszę, że gry w końcu zaczynają ruszać poważne tematy w poważny sposób. Co prawda odbywa się to strasznie wolno, zbyt wolno, ale jednak dzieje się.

  5. yustus

    Klimat jest. I to w straszliwej ilości. Samo patrzenie było na tyle interesujące, że ja który na ZaWieleWolnegoCzasu nie narzekam zamiast grać w sobotni wieczór siedziałem i przeżywałem wraz z Nitkiem.
    Ludzie z 11 bit studios mogą się czuć jakby już mieli moją kasę.

Powrót do artykułu