Mięsny jeż – Freaking Meatbags

Nitek dnia 5 sierpnia, 2014 o 13:44    4 

Odpowiedź na odwieczne pytanie, na co wielkim robotom z kosmosu mali ludzie z Ziemi, w zasięgu ręki. Choć dupy nie urywa przy samych stopach, całkiem przyjemna to strawa.

Szkoda tylko, że mało uaktualniana, kurczę.

Skoro zakończenie mamy za sobą, wiedzcie że Freaking Meatbags to koktajl ze składników tak charakterystycznych dla wielu smacznych gatunków. Głównie to RTS z domieszką tower defense, ale nie oznacza to, że nie ma miejsca tu na top down shooter. Wszystko przez centralizację akcji na żelazkowatym robocie, którzy przyszedł w pokoju, raczej w statku kosmicznym i zaoferował cztery kąty ziemianom, których zasiedlona planeta miała wkrótce obrócić się w pył. Cieplutkie worki z mięsem, mniam.

Armored-AttackLudzie to ufne istoty, więc idą, a co. Przecież to story Mojżesza spisane na nowo, to czego mają się bać. Pracy, dużo pracy, bowiem owleczone skórą piszczele to znakomita siła roboczo wydobywcza lojalnie służąca swoim blaszanym panom. Zbierane w pocie czoła surowca niezbędne są do wnoszenia wszelkich fortyfikacji, wieżyczek, ale także maszyny klonującej, dzięki której samoczynnie namnożymy rąk do pracy. Ważne jest jednak kto z kim przytula się przez szybkę, bowiem wszystkie postacie mają swoje krótkie notki biograficzne (to akurat jest mało ważne, ale urzekła mnie ta szczegółowość) oraz statystyki, wypracowane latami przy kopalniach odkrywkowych. Statystyki jak i wygląd potomków są dziedziczne w pewnym stopniu, co koniec końców być może zaowocuje wyprodukowaniem nad człowieka. Chyba, że jak i ja, wsadzicie ich w egzoszkielety przez co ekipa straci resztki człowieczeństwa, notki zamienią się w ciąg zero jedynkowy, a sami zainteresowani nie będą podatni na szwindel metodą na wnuczka. Za to z oczu laserami będą motać. Dobra umiejętność, bo poza łopatą w dłoń i robakiem podpinanym do mózgu zarządzania ekwipunkiem nie ma, a zdobywane planety puste nie są. ten robak za pomocą wtaczanych bezpośrednio do mózgu toksyn, dźwiga pasek motywacji do szalonych stu procent. Zamiast kawy. To rzeczy, które mają wpływać na zachowania człowieków, a jeszcze nie robią żadnej różnicy, przez co ludzie są dość spolegliwi i niezbyt nam się stawiają.  Same cechy ewoluują z planszy na planszę przez co z czasem zaczynami przewodzić bandzie galaktycznych koksów. Także nasz robot ma skille w które możemy władować procesory wydobyte z czach poległych przeciwników. Tak, budynki też się ulepsza, tower defense, człeniu!

Resource-managementW tych najbardziej klasycznych momentach, rozgrywka podzielona jest na dzień i noc. W dzień gromadzimy niczym polepione chomiki surowce, po to żeby przepuścić je na wszelkie umocnienia naszej miejscówki. Murki, wieżyczki, w sumie nic, co by zwaliło z fotela pomysłowością weń zaklętą. Co prawda to wczesny dostęp, zabawek nie ma zbyt wiele, nawet kosmiczny sprzedawca ometkował rzeczy w sklepie, że jeszcze nie teraz, przez co asortyment dość biedny, ale daje to jako taki obraz zabawy. Ten rozczarowuje zbyt niskim poziomem trudności, przez co z biegu, niczym Pani Pac Man, łyka się wszystkie planety i brnie dalej, by odbić się od ściany nieskalanej ostatecznym szlifem, uniemożliwiającej dalszą rozgrywkę, bo jeszcze tego nie ma. Wszelkie budowle stawiamy rzecz jasna na potencjalnej ścieżce naszych przeciwników, co nocą chcą nam ograbić podopiecznych z zewnętrznej warstwy tkanki tłuszczowej.  Liczba fal ataków zależy od planety, którą chcemy zasiedlić, ale przez brak mocniejszego balansu, kiedy umocnimy się odpowiednio na noc pierwszą, bardzo prawdopodobne jest to, że znaleźliśmy receptę na cały pobyt. Szkoda, bo nudno.

Freaking_MeatBags_MotherCieszy różnorodność zadań i odmienność mapek na których będziemy uprawiać wyzysk rasy ludzkiej. A to wąskie kaniony w których trzeba kombinować jak się obudować, by byle ciućmok się nie przecisnął, innym razem starcia na otwartej przestrzeni, gdzie daje się we znaki sztywno określona ścieżka poruszania przeciwników. Przywra tower defense, która czasem psuje odbiór rozgrywki. Do tego dochodzą zadania stricte relaksacyjne, kiedy nie zważając na naszą załogę, bo jej akurat w danej misji nie ma, penetrujemy obce ciała niebieskie robotem z doczepionymi dronami i napieramy na watahy przeciwników ze wszystkich rur. Top down shooter, choć trochę nużący, bo bez specjalnych urozmaiceń, a i nadal niezmiernie łatwy.

DNA_MixPodoba mi się to co widzę, wystarczająco urodziwe piksele nie cofające obiadu. Zacnie wychodzi żonglowanie misjami i zadaniami postawionymi przed grającym, ale z drugiej strony mała ilość aktualizacji, grę mam od maja i jaka była taka jest, wraz z obecnością w bundle paczkach, nie napawa boskim hajpem pitnym. Nie ma co jednak dzielić mięsnego jeża na czworo i póki co jedynie czekać czy w ogóle coś z tego wyniknie. Schab z kością.

Jadłbym.

Grę dostarczył wydawca.

Dodaj komentarz



4 myśli nt. „Mięsny jeż – Freaking Meatbags

  1. Probabilistyk

    LG bez komentarza (?), trzeba to naprawić.
    Jak dla mnie ten indyk nie wygląda tak smacznie jak tobie Nitek. Koncepcja może i jest OK, ale graficznie to już nawet pierwszy Z prezentował się lepiej. Jednak jeśli przy tej grze dłubie tylko jeden człowiek to wygląda to tak, że porywa się z motyką na słońce (coś jak twórca LAGa).
    Personal note: zerknąć jak dadzą w bundlu za $1.

Powrót do artykułu