Jak latali gikzowicze, czyli o Elite: Dangerous słów kilka

Nitek dnia 10 września, 2014 o 11:58    9 

Wasze relacje z Elite: Dangerous, które dane było Wam okiełznać w ramach gikzowej akcji Podaj Dalej w jednym miejscu zebrane.

Wszyscy, którzy zgłaszali udział do oblatania Elite, dostali ode mnie questa, prośbę, wrzymuszoną jedynie groźbą bana. Prosiłem o to, by oblatywacze spisali na kolanie swoje wrażenia z tygodnia jaki było im dane spędzić Elite. Niektórzy przeszli samych siebie ochoczo spisując przepastne artykuły, co najpewniej w CDA znowu zostanie odebrane jako zlecenia na 25k znaków. Winszuję.

Zachowałem pisownie oryginalną, nie bądźcie grammar nazi. Kolejność osób randomowa, bo mam syf na skrzynce i się wszystko pomerdało.

Pamiętajcie, że wszystkie wrażenia pochodzą z wersji BETA 1

Marian

elite16Moje wrażenia po grze w Elite: Dangerous? Powiem tak: gdyby nie to, że musiałem odstąpić konto po tygodniu, to pewnie siedziałbym teraz bezrobotny i bez życia towarzyskiego. Ta gra wciąga!

 Oprawa wizualna to małe cudeńko. Projekty statków są minimalistyczne, ale jednocześnie pełne szczegółów, tak samo zresztą jak i projekty stacji kosmicznych. Efekty trafień są diabelnie satysfakcjonujące, czuć moc, kiedy prujemy w przeciwnika z wszystkich działek. Największe wrażenie zrobił na mnie pierwszy skok w nadprzestrzeń: komputer pokładowy odliczył czas potrzebny do skoku, następnie wszechświat wokół mnie utworzył tunel, w którym z niezwykłą prędkością mijałem gwiazdy, mgławice i galaktyki. Kokpit trząsł się jak szalony, a po zakończeniu skoku musiałem natychmiast korygować kurs, żeby uniknąć bliskiego spotkania z pobliską gwiazdą. Fakt faktem, mówię tutaj o prostym przemieszczeniu się z punktu A do punktu B, które nie wymaga tak naprawdę niemalże żadnej ingerencji od strony gracza, ale twórcom udało się to przedstawić wręcz zjawiskowo! Podobne wrażenie wywarła na mnie oprawa dźwiękowa, silnik każdego statku brzmi zupełnie inaczej, a dźwięk rozpędzającego się działka obrotowego i szczęk kul rozbijających się o pancerz wrogiego statku sprawia mnóstwo radości.

Ogólnie walka była moim ulubionym zajęciem w becie. Statki są cholernie zwrotne, trudno jest utrzymać je w celowniku. Pola asteroid dostarczają dodatkowych atrakcji, bo poza wrogimi statkami musimy również uważać na wszechobecne odłamki skalne. A najwięcej emocji dostarczają potyczki z przeciwnikiem przewyższającym nas liczebnie. Musimy wykorzystać wtedy każdą sztuczkę, na jaką pozwala nam gra. A jest tego trochę: możemy wyłączyć komputer wspomagający kontrolę nad maszyną (gra przechodzi wtedy na prawie newtonowski model lotu), możemy zarządzać zasobami energetycznymi statku, przekierowując energię do broni, tarcz, bądź silnika. Możemy wreszcie uruchomić “tryb cichy”, który nie pozwala wydalić nadmiaru ciepła wygenerowanego przez działające podzespoły w przestrzeń kosmiczną. Dzięki temu statek jest trudniejszy do wykrycia przez radary (mniejsza sygnatura cieplna), ale nagromadzone ciepło może doprowadzić do uszkodzenia przegrzanych systemów. Stopień kontroli nad statkiem jest według mnie świetnie wyważony jak na space sima: jest na tyle prosty, że nie potrzebujemy siedmiuset stronicowej instrukcji do rozpoczęcia gry, ale jednocześnie na tyle rozbudowany, by poczuć się jak pilot futurystycznego statku kosmicznego.

elite15Pamiętam, kiedy poczułem się tak po raz pierwszy. Kupiłem wtedy Vipera. Wielka bestia, szybka, wyposażona w dwa miniguny, dwa lasery strzelające seriami, oraz w najlepsze podzespoły dostępne na rynku. Latałem sobie spokojnie, nikomu nie wadziłem i wtem pojawił się ON! Pirat w podstawowym Sidewinderze wyskoczył z nadprzestrzeni, siadł mi na ogonie i zaczął wrzeszczeć, że mam mu oddać zawartość ładowni. W tym momencie wyłączyłem wspomagania lotu, odciąłem moc od silników, zwróciłem maszynę w stronę natręta i uzbroiłem wszystko, co miałem na pokładzie. Wiecie, co zrobił bot? Wyhamował, zrobił w tył zwrot i dał drapaka, aż miło było popatrzeć. Czułem się jak prawdziwy wymiatacz, taki, co to nie ma sobie równych. Oczywiście rzeczywistość szybko zweryfikowała moje poglądy, kiedy stacja kosmiczna zdecydowała się mi pokazać, kto tak naprawdę ma największe armaty w tej galaktyce.

Czy gra jest ideałem? A gdzie tam! Była bardzo niestabilna na moim sprzęcie (półroczny, wcale nie słaby), musiałem korzystać z dodatkowych programów, żeby zaczęła współpracować z Freetrackiem (polecam, gra jest stworzona pod tego typu oprogramowanie), a rodzaje misji są praktycznie dwa: dostarcz towar/ zabij wskazany cel. Statków do wyboru jest mało, rodzajów broni też niewiele, większość stacji w ogóle się od siebie nie różni. Ale to wszystko jeszcze beta. Twórcy mają czas, żeby wszystko dopracować, a po tym, co zobaczyłem wierzę, że im się to uda. A kiedy już grę dokończą, to od komputera będzie mnie trzeba odciągać siłą. Czekałem na dobrego space sima od lat i wygląda na to, że w końcu się doczekam!

Pierwszy raz w Elite grałem na PC z Intelem 486DX2 na pokładzie. Ni cholery nie rozumiałem wtedy tej gry 🙂

Akapit, kurde – dop. Nitek

mokraTrawa

Kupił swój egzemplarz.

eli8

Brum75

Kosmos. Ostateczna granica. Frontier. Gra o pewpewpew w kosmosie. Gikz.pl. Tu się żyje grami. Z połączenia tych trzech elementów wyszła akcja Podaj dalej w której zostałem z końskiego namaszczenia dopuszczony na tydzień do bety Elite Dangerous.

Do gry podchodziłem z wielkim namaszczeniem bo pierwszy Frontier wyszarpał mi mnóstwo czasu z życiorysu. Ogrywałem F. najpierw na Amidze a potem po upgradzie sprzętu na pececie. I ogrywałem go naprawdę sporo. Co ciekawe nie odnosiłem w tym ogrywaniu jakichś kolosalnych sukcesów – nie miałem na rozkładzie miliona wrogów, nie zarobiłem milionów kredytów a moje latadło nie miało miliona ton pojemności w cargo. Grałem w tego Frontiera relaksacyjnie. Dziś bym powiedział casualowo. Dla przyjemności polatania. Dla eksplorowania mapy. Tu sobie coś kupiłem, tam sprzedałem – ale bez maksowania stawek. Zmieniłem statek na lepszy, dorzuciłem coś z nowego sprzętu. Jak się pirat napatoczył – i się udało to drania odstrzeliłem. Gdy on odstrzelił mnie – no cóż, taka karma. Wykonywałem misje, szmuglowałem towary – ot, codzienność frontierowego Commandera. Często zaczynałem od zera gdy wcześniejsze save’y szlag trafił… Gimby nie znajo ale gikzy pamiętajo.

elite112Dawno, dawno temu, jeszcze na GC, rozmawialiśmy o tym na jakie sequele czekamy. Pamietam że o Frontierze wtedy pisałem… I proszę, minęło kilka lat 😉 i jest! I mam koda na loda, mam talon na balon, ściągam! I ściągam… I ściągam. Tak, ciągle się ściąga. Serio, gra nie jest jakaś obrzydliwie wielka (no ale na dyskietce, jak kiedyś, się nie zmieści) ale proces instalacji trwał wieki. I nie mówcie że mam internet z chipsów, materiały do anatomii porównawczej ściągają się błyskawicznie. No ale w końcu się zassał, zainstalował i mogłem kliknąć ikonkę.

Graficznie ED wygląda zacnie. Bardzo mi podpasował ten pomarańczowo-bursztynowy interfejs bo kojarzy mi się z zamierzchłymi czasami monochromatycznych amber-monitorów. A wiadomo, “kiedyś było lepiej” (choć nie było) więc jeśli coś trąci strunę nostalgii to od razu gra lepiej.

Niestety, zanim jeszcze do bety się dosiadłem – obejrzałem Nitkowy filmik i to odebrało mi efekt wow przy spojrzeniu na oddaloną mapę 🙂 Wow i opad szczeny zaliczyłem wtedy przy filmie, a w grze na żywo pozostało mi raczej tylko takie ciche “ech, ale to zajebiste”. Natomiast bardzo się uśmiechnąłem po przełączeniu mapy w tryb z wizualizacją międzygwiezdnych połączeń – naprawdę ślicznie to wygląda. Lubię patrzyć.

Ale co tam mapa, latać trzeba. Odpaliłem misje treningowe i wziuuuu… w bezkres kosmosu. Ale jak tu latać gdy klawiszologia wymaga chyba z trzech klawiatur i ośmiu dłoni do obsługi? No dobra, przesadzam. Ale jest mocno rozbudowana i trzeba o wielu klawiszach pamiętać.

elite19Ale jak już lecisz – to jest przednio. A gdy lecisz – trzeba walczyć. Pierwszego tutorialowego wroga rozniosłem na strzępy. Z drugim też poszło łatwo. Ale później… Ech, ja go lekuchno miźnę tym swoim laserkiem a on mnie przysmaża w ułamku sekundy! I ginę. Uwaga! Po śmierci nie ma znanego z wcześniejszych gier nagrobka. Szkoda, to był znak rozpoznawczy. Dobrze że chociaż jest dokowanie w takt Straussa 🙂

Restart misji i znowu po mnie. Ok, nie jestem mastahem i gram na klawiaturze ale tak ginąć? W XXI wieku gry powinny się same przechodzić! I tak bym się woził z tymi gościami aż nagle gra zaliczyła zwiechę a po restarcie okazało się że misję mi zaliczyło 🙂 No ale to beta. Ma prawo się krzaczyć. A że to tylko jeden raz – to już absolutnie nie mam pretensji. Wróciłem do tego epizodu, zginąłem jeszcze parę razy i w końcu się udało. Ech, to uczucie gdy zostajesz zwycięzcą! Na całe szczęście w kosmosie nikt nie usłyszy twoich krzyków radości.

Podsumowanie: Gra nie przybiła mnie do krzesła na te 7x24h i nie pobiegłem z obłędem w oczach kupować bety ale po premierze raczej nie będę się zastanawiał. Może najwyżej odczekam do drugiego patcha – jeśli będą jakieś techniczne narzekania, chociaż przy takiej rzeszy betatesterów… Z chęcią przygarnąłbym pudełko – ale jak na razie nie słyszałem o takim wydaniu więc pewnie pierwszy raz w życiu wydam kupę forsy na cyfrową wersję gry. Nawet jeśli nie będę grał w to tyle co w szlachetnego przodka to, kurczę, to jednak JEST Frontier, ma właściwy klimat i Davidowi się należy – chociażby jako rekompensata za pirackie wersje przed laty.

eli9

Larsen

Chciałbym bardzo podziękować za dostęp do bety Elite: Dangerous w ramach akcji ‘Podaj dalej’.

Jest jeszcze ze mnie dupa nie pilot ale gra ocieka klimatem który pamiętam z Frontier i … już ją kupiłem.

Commander Lars at Your service! 😉

Podoba mi się i model lotu i rozmach całości (“Mają rozmach skur******” 😉 ). Wszystko jest przemyślane i trzyma się kupy. Na szczęście Braben nie poszedł w stronę casuali i gra jest wymagająca (model handlowy oczywiście trudno oceniać bo to beta). Jestem tak przekonany do całej tej koncepcji że wywaliłem kasę i na betę i na grę. Moja jedyna obawa to potencjalne “oblivionowskie złote zbroje dla konia” vel upierdliwe DLC – piję oczywiście do płatnych malowań statku dostępnych za żywą (i nie małą) gotówkę.

Jeszcze raz dzięki! Ja już gram na swojej kopii gry 🙂

eli6Borianello

Co mi się podobało:

  1. Gatunek – „symulatorów” kosmicznych nigdy za wiele;
  2. Wszechświat z niezliczoną liczbą planet;
  3. „Odgłosy kosmosu” – głuche trzaski podczas przełamywania  kolejnych kosmicznych prędkości, głuchy ambient przy przelatywaniu obok wielkich obiektów itd.;
  4. Dokowanie do stacji kosmicznej – przez pierwszych kilka razy robi niezłe wrażenie;
  5. Sterowanie statkiem kosmicznym;
  6. Walka
  7. Grafika

Co mi się nie podobało:

Na dłuższą metę nie widzę kompletnie żadnego powodu, dla którego mialbym wydać 60 euro na niedokończoną grę, podczas gdy gra ukończona kosztuje 20 euro mniej, za które możemy kupić dżojstyk, albo Wastelands 2 chociażby.

No i główny zarzut – po kilkunastu godzinach spędzonych z grą, zaczyna wiać nudą. Przez większość czasu obserwowałem albo ekran ładowania zamaskowany wykonywaniem skoku fazowego między układami planetarnymi, albo dokowałem do stacji. Nikt mnie nie napadał, żadnego zagrożenia, chociaż przypuszczam, że to tylko wstępna faza gry, kiedy latałem w bezpiecznych miejscach. Nie zmienia to faktu, że na razie gameplay wygląda tak: zadokuj w punkcie A, weź misję kurierską, poleć do punktu B, zadokuj, powtórz nieskończoną liczbę razy.

Względnie można wziąść misję poleć i zniszcz, albo dostarcz surowiec na czas, ale te się niezbyt opłacają (przynajmniej przez pierwsze godziny), bo ryzyko spore i misje o wiele bardziej czasochłonne, a zysk niewiele większy niż w robieniu za kuriera.

Generalnie jest spore ryzyko, że po początkowym zachłyśnięciu kosmosem, dopadnie nas nuda powtarzalności, ale to jest ryzyko chyba kazdego sandboxa bez kampani fabularnej. Miejmy więc nadzieję, że chociaż późniejsze misje dostępna na stacjach będą bardziej złożone i emocjonujące, bo na razie są toczka w toczkę jak te znane z durnych MMO – idź i zabij 10 mobów, idź i dostarcz przesyłkę.

elite18Ostatnią łyżką dziegciu jest nie do końca przemyślany interface użytkownika – niewygodna nawigacja mapą, brak możliwości płynnego przechodzenia z ekranu misji do zakupów na stacji kosmicznej, brak możliwości ustawienia sobie celu przeznaczenia z ekranu misji, w końcu brak możliwości ustawienia celu podróży kilka układów kosmicznych dalej, tak, aby komputer pokładowy sam ustalał trasę przeskoków. Cóż , widać, że w XXXIV wieku zapomniano, czym jest stara, dobra nawigacja. Generalnie sterowanie systemami naszego statku robi wrażenie całkowicie przygotowanego pod konsole. Nie jest to aż taka wada w tym wypadku, ale brakuje bardzo skrótu klawiszowego przenoszącego nas bezpośrednio do mapy galaktyki.

Nie zrozumcie mnie źle: wymieniłem sporo wad, ale mam nadzieję, że w pełnej wersji gry, kiedy spędzę przy niej więcej czasu, Elite rozwinie skrzydła i stanie się grą o wiele bardziej emocjonującą. Na razie jestem przekonany do zakupu, chociaż nie wersji przedpremierowej. Zastanawiam się jednak, czy nie lepiej odświeżyć sobie X3, szczególnie z modami, który wydaje się o wiele bardziej złożoną grą.

eli2Probabilistyk

Dobra Panie, bierz to ode mnie. Nie mam cierpliwości do tej gry, może jakbym miał dżoja albo 10 lat mniej to bym się jarał pochodnia, ale teraz to jest duży MEH.

1. Sterowanie mychą sssie, padem trochę mniej ale ogarnianie całej klawiszologii to za dużo jak dla mnie 😉
2. Brak fabuły, robienie misji bez “dużego” celu mnie nie rajcuje, lubię sandboxy, które jednak mają jakieś ramy.
3. Grafika, nie porywa choć jest schludna i nie przeszkadza.
4. Jakby to przypominało bardziej Privatera 2 to byłbym w niebo wzięty, jednak na maxa przypomina starusieńkiego Frontiera w którego się grało, bo nie było innych gier 😉
5. Brakuje dobrego tutoriala, który by “na żywo” w jakiejś misji fabularnej przeciągnął gracza przez wszystkie aspekty sterowania i nawigacji.

Lock

Zgłosił się, chciał polatać, ale zanim doczekał kolejki, kupił swoje

Makbeton

Legenda mówi, że coś pisze. Płakał jak się okazało, że czas minął.

O, napisał.

Cholera napisze coś szybko zanim ekipa zacznie myśleć że pisze jakiś esej. Na początku chciałbym podziękować Nitkowi który ów grę mi na tydzień udostępnił, oraz wielkie chu@# w du#@ TPSA czy orange czy jak oni się tam nazywają za modem kurde sagem dzieki któremu granie było często( hehehehe często to tak delikatnie ujmując) przerywane przez radosne \”nie masz netu\”.Ale spoko pograłem a grało się bosko najzabawniejsze jest że po filmikach i cenie gry stwierdziłem phiiiiiiiiii nie ma ch@# nie biere tego za drogo (jak to konsolowcy robią że po filmiku są wstanie stwierdzić że gra jest niesamowita doskonała i totalnie fantastyczna). Teraz mogę stwierdzić że kolesie za to absolutne dzieło sztuki (zapowiada się na absolutne dzieło sztuki) sprzedają za pół darmo szczególnie po zderzeniu się ze star citizenem który był jak ice bucket challenge. Prawdopodobnie nie ma u mnie w domu osoby (oraz tych co mieli pecha przyjść )której z uporem maniaka nie pokazywałbym wylotu ze stacji kosmicznej ze wszystkimi bajerami (żona widziała to pare razy i jakoś za grą nie przepada). Jak pisałem na wstępie w fabułe pograłem raczej chwile nad czym ubolewam ale na tyle na ile się ograłem wiem że Euro truck simulator 2, DCS i Arma 3  będą się musiały podzielić czasem. Z technicznej strony również fantastycznie gra znalazła joya znalazła trackir nie trzeba było nic grzebać samo się poprzyklejało do przycisków na joyu sama radość.

Zrzuty ekranów wziąłem z rozsyłanych newsletterów. A jeśli Tobie, czytelniku, oczy się zaświeciły na myśl polatanie w owej becie, trzymaj rękę na pulsie. Kolejne Podaj Dalej i moment przejścia niebawem. Tam znajdziesz wszelkie szczegóły co zrobić, by się narobić. Nagrać, teges.

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „Jak latali gikzowicze, czyli o Elite: Dangerous słów kilka

  1. merle

    wyłania się obraz z tego ,że jest dobrze, ale lepiej poczekać, będzie skończone, będzie taniej
    kurcze pograłbym sobie w coś o kosmicznym lataniu, tak żeby było rozbudowane i jednocześnie przystępne
    takie kurcze… freespace 2 na sterydach
    fajnie ,że teraz się robi trochę tego będzie co wybrać
    dalej jest te rotacyjne ogrywanie bety tego czy już się skończyło?

Powrót do artykułu