Into the Breach – pierwszy raz

Nitek dnia 28 lutego, 2018 o 19:08    5 

Jednak twórcy FTLa nie dali o sobie zapomnieć. Jednak, bo to przeszło pięć lat od ich poprzedniego dzieła, które bawiło i uczyło o niebezpieczeństwa pałętającej się nam na ogonie wrażej floty. Tym razem uderzają z tematyką bardziej kameralną. Into the Breach, turowe walki mechów z robactwem wszelkim, o tempie tak szaleńczym, że nawet nie wiesz, a tu jeszcze jeden raz.

Ej, śmiesznie byłoby mi się rozpisywać na temat gierki, skoro zagrałem serio niewiele. Tak naprawdę NIEWIELE. Za to naszykowałem filmik, który rozjaśni Wam z czym być może będziecie mieli niebawem do czynienia. Być może, bo gra się przednio i na jednym wdechu. Śmiesznie, wszak to turówka.

Podesłał wydawca.

 

Dodaj komentarz



5 myśli nt. „Into the Breach – pierwszy raz

  1. thewhitestar

    Ale siakieś łatwe się wydaje. Nie licząc restartów po pierwszych misjach na samym początku przygody z grą to w zasadzie miałem tylko 3 poważniejsze podejścia do gry, z czego dwa razy na normalu przeszedłem wszystkie wyspy suchą stopą, tylko na finałowych bitwach poległem. Ale doświadczenie uczy i ten final mission też w końcu siadnie.
    No ale wrażenia pozytywne, jeszcze za bardzo nie próbowałem tych mechów co odblokowałem, a może z nimi być trochę zabawy bo zdają się być pomysłowe, tym bardziej że można je dowolnie mieszać.

      1. thewhitestar

        @Fantus

        ee.. tak?
        Jak bum cyk cyk, z remkom na sercu. W pierwszym podejściu w którym przeszedłem pierwszą misję grając na poważnie a nie testując “jak to działa”, obleciałem z marszu wszystkie wyspy na lajcie.
        Za drugim razem gdzieś na drugiej wyspie straciłem jednego pilota i zrestartowałem, i za 3 razem znowu wszystko na jeszcze większym lajcie przeszedłem, z power gridem na full cały czas, a w ostatniej misji, jeśli nie zaskakuje jakaś jeszcze kolejna faza walki to brakło mi jednej tury do zwycięstwa, a było w zasięgu! Jakbym tylko trochę pomyślał!
        Na swoje usprawiedliwienie dodam że w czasach szkolnych byłem niezłym szachistą. Po całej Polsce (i nie tylko) jeździłem na turnieje, a tutaj plansza też jest 8×8 😉
        I jeszcze dodam że w kolejnych podejściach grając już innymi robocikami aniżeli tymi podstawowymi już tak różowo nie było.

Powrót do artykułu