Gwint – BETA – pierwsze wrażenia

Nitek dnia 5 listopada, 2016 o 15:12    12 

Nie należę do osób, o których można powiedzieć, on jest jakiś chory, zamiast robić zleconka na potwory, siedzi w karczmach i łupie w jakieś karcioszki. Nie, raczej unikam takich dodatków, podobnie jak i pokera w Red Dead Redemption, bo niektórzy sprawdzili i gry nigdy nie skończyli. Nie grywam w Hearthstone’a. Grywam za to w Gwinta standalone. Dużo.

Dość powiedzieć, że czasem jest częścią porannego rytuału. Kawka, partyjka Gwinta, ewentualnie siedem. Wolna chwila? To może partyjka? No dobra. To pierwsza rzecz jaką można powiedzieć o Gwincie. Diablo wciąga i to bardzo szybko.

Ale hola, może uchował się ktoś kto Gwinta nie zna. Serio. Może ktoś być takowy, ludzie legendy, jak ci, co nadal tkwią na Skellige. #teamskellige. Podobno są tacy. Gwint to karcianka, która została wpleciona w przygodę Geralta uskutecznianą na przestrzeni trzeciej części gry. Ot, można było zahaczyć tego i owego pana w karczmie, rzucić wyzwanie i rzucić się w wir karcianej zabawy. Zasady są relatywnie proste, choć podobno w standalone są zmiany w mechanice, acz nie znam podstawki na tyle, by Wam to wytłuścić, sorry.

gwint3

Obecnie talia składa się z 40 kart, z czego można mieć ich mniejszą ilość, z oczywistych względów strategicznych jakimi jest zwiększenie częstotliwości wypadania na rękę, tych najbardziej pożądanych egzemplarzy. PROTIP ładny, nie? 2pln. gro kart w Waszych taliach zasilą karty brązowe, czyli potwory wystawiane na stół maści wszelkiej, ale także karty specjalne, jak np. pogoda mrożąca jednostki sieczące w zwarciu czy mgła spowijająca rząd jednostek dystansowych, ale też wyzwalająca z talii Mglaki, lekkie koksy, ale wywołujące grozę kiedy jest ich więcej, a jeszcze dorzuć do tego pojenie ich Gromem, potkiem zwiększającym moc identycznych jednostek o 4 i pomnóż jednostki roju Gniazdem Potworów i okaże się, że przeciwnik właśnie kiśnie po drugiej stronie kabla mając przed sobą bogate rozstawienie potworów wszelkich, uskutecznione w zaledwie kilku ruchach. !PROTIP ALERT! Osobną kategorią są karty srebrne, mocniejsze, tak konkret jak po białku na siłce, ale tych można mieć tylko sześć w talii. Plejadę możliwości zamykają karty złote, niewrażliwe na wszelkie efekty karty postaci, najmocniejsze, co oznacza, że można mieć takowych maksymalnie cztery.

Rozgrywka to dość szybkie trzy rundy, z czego zwycięsko z pojedynku wychodzi ten, kto zaliczy dwa zwycięstwa. Na ręce początkowo znajduje się jedenaście kart + karta bohatera, dowódcy danej talii o różnorakich właściwościach, jak choćby opcja wymiany kart na inne w trakcie rozgrywki, czy też mocniejsza jednostka, ewentualnie możliwość skopiowania wyłożonych już kart na blat. A o co chodzi? O to, by wystawić jednostki, tak by suma ich punktów siła, była wyższa niż suma siły zagranych kart przeciwnika. Proste. Stół podzielony jest na trzy części po stronie każdego z gracza, co przekłada się na przynależność jednostek do danych rzędów. Są rębacze w zwarciu, jednostki dystansowe i wielkie maszyny oblężnicze na tyłach. Umiejscowienie ich ma znaczenie, bowiem niektóre karty specjalne, jak zmienna pogoda, obejmuje swym zasięgiem konkretny rząd.

gwint5

I tu już hulaj dusza, piekła nie ma. Następuje zwolnienie maszyny losującej i po dość przystępnym tutorialu, skoro nawet mnie nauczył minimum podstaw zabawy, zaczyna się jazda. Oczywiście o ile zdecydujecie się na potyczkę z żywym przeciwnikiem. Choć ptaszki ćwierkają o grze dla pojedynczego gracza, póki co nie uświadczycie jej w becie. Można walczyć z botami co prawda, albo łączyć się z osobami z listy znajomych (Gwint wymaga instalacji GOG Galaxy), ale to nie to samo, co walka z żywym organizmem. Szykuj się zatem na srogie lanie, ale nie bądź tylko biernym widzem i próbuj swoich zagrań. Coś nie pasuje, wybierz inną frakcję, a że są cztery, o odmiennych kartach, każdy znajdzie coś dla siebie. Sam bawię się potworami, bo zło jest pyszne, ale jeśli ktoś woli, może wskoczyć w karty Królestw Północy, Scoi A’Tael lub Skellige. Przeklęte Skellige. Będzie jeszcze Nilfgaard, ale w chwili obecnej stoi za wielkim czerwonym napisem wkrótce dostępne. 

To co interesuje zapewne wielu z was to paczki z kolejnymi kartami. Są. W wielu wariantach. Można nafarmić odpowiednią ilość sztuk złota, 100 na beczkę lub zapłacić cząstką wypłaty za większy transport. Jedna beczka to cztery karty dobierane losowo i jedna, którą wybrać można manualnie. Kruszec wpada za odnoszone zwycięstwa, także w manierze losowej. Ziarnko do ziarnka i jest, wiadomo. Cenowo na złotówki to koszta jak na zrzucie zamieszczonym poniżej.

gwint1

Do tego dochodzi możliwość tworzenia kart podług własnych potrzeb za zdobywane flagi, również za stoczone boje. Tych osobno kupić się nie da, fragmentów i nadzieja w dropie po bitce. Co prawda można też karty niszczyć, by ową walutę otrzymać, ale zgodnie z zasadą prawilnego chomika, coś zawsze może się jeszcze przydać. Kombinowania jest co niemiara, a samych kart obecnie 208. Tak czy siak popatrzyć na nie nawet warto, bo poza pięknymi ilustracjami, niektóre okraszone są animacjami, a niektóre, niestety, niedokładnymi opisami. Ileż to razy na początku rzuciłem Pożogę spalając swoje najsilniejsze jednostki, a nie tylko przeciwnika PROTIP ALERT, alo Zarazą wytłukłem najsłabsze, swoje PROTIP ALERT To błędy nowicjusza, które nie zdarzają się później, ale pierwszy efekt to siarczysty facepalm i gromki śmiech przeciwnika.

Prawdopodobnie, bo nie ma tu komunikacji między graczami. Nie tęsknie, choć to dziwne grać w grę, w której nikt nie chce od mojej matki, gdzie nie definiują mnie od części rowerowych, albo radzą deinstalację, picie rozpuszczalnika i zabijanie się bo jestem zbyt dobry/słaby i generalnie śmierdzą mi nogi. Można za to pogratulować przeciwnikowi na koniec starcia, co jest miłym gestem i tylko największe leszcze tego nie czynią (zdarzyło się tak może raz), a wtedy nawet przegrany dostanie jakieś materiały na nowe karty. Ładnego obrazka dopełnia oprawa muzyczna, z czego każda z frakcji ma własne utwory, acz potworów jest najlepszy \m/

Najbardziej zadziwiające jest jednak to, że jak bardzo nie byłem sceptyczny do Gwinta i karcianek w ogóle, nie mogę się oderwać i gdzieś myśli orbitują w okół jeszcze jednej partyjki. Ewentualnie siedmiu. A przecież to dopiero beta, bez PvE, czy innych trybów. Olaboga.

Dodaj komentarz



12 myśli nt. „Gwint – BETA – pierwsze wrażenia

  1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    A ja nie dalej jak w czwartek zainstalowałem i przebrnąłem przez tutka. Więcej nie mogłem bo jakoś się nie złożyło (żona coś tam coś tam) ale jeszcze przysiądę. W W3 gwintowe queściki omijałem, wolałem jednak walić ze słorda w monstera ale ten standalone Gwint wygląda zachęcająco.
    Tylko ta nazwa. Gwint? Z gwinta to się wi… oranżadę piło.

    1. thewhitestar

      @brum75

      IMO walenie ze słorda w W3 obsysa po całości (dopiero w dodatkach są fajne walki), o wiele więcej przyjemności sprawiało mi złojenie komuś dupy w gwincie, więc priorytetowo szukałem chętnych do gry. Problem tylko taki że 99% wszystkich gier wygrywałem z p w d (mimo oczywiście wyższego poziomu trudności). Ogólnie duży potencjał wyczuwam, czekam z niecierpliwością, ale nie chcą mi dziady wysłać kluczyka…

      PS. leśny dzban z gwintem to tak raczej nie bardzo

  2. dealen

    Kiedyś było takie coś, jak Cavalier, ale gwinta to to nie miało, bo było w kartonie.

    Grałem przedwczoraj i w tutka i jeden meczyk i spoko. W sumie to jest wiele zmian, ale trzon rozgrywki jest taki jak wcześniej, szczególnie podoba mi się rozdzielenie na tury całej rozgrywki.

  3. aryman222

    Grałem.
    1. Wydawało mi się niemożliwe, żeby Gwint osiągnął masowy sukces ( w stylu Heartstone), ale po becie zdanie zmieniłem.
    2. Nie wdając się zbytnio w szczegóły – mechanikę bardzo dobrze zbalansowano, nie ma talii, która rządzi niepodzielnie. W W3 śmiesznie prostą taktyką było wykorzystywanie wszystkich dostępnych szpiegów w pierwszej turze i zmiażdżenie przeciwnika w kolejnych, dzięki uzyskanym nowym kartom. W Gwincie S (standalone) szpiedzy ssą i trzeba trochę bardziej się postarać.
    3. W Heartstone przestałem grać, kiedy zauważyłem, że gram nie taliami, które lubię, tylko takimi na które są wyzwania (hajs!). Póki co Gwint jest wolny od takich głupot, nie ma też nadmiaru kart niosących randomowe efekty, co rónież wkurzało mnie w H.
    4. Najważniejszy problem – mała ilość talii. 5 talii to dobry początek, ale nie zatrzyma graczy na dłużej niż kilka miesięcy (singlowe kampanie to tylko przerywnik, choć pewnie świetny, skoro to CDP RED). Po kilkudziesięciu grach wiem już jakie silne strony mają dane talie i mogę się przed nimi do pewnego stopnia zabezpieczyć. Przydałoby się więcej taktyk i niespodzianek, tak żeby niemożliwe było przygotowanie się na wszystkie. Ponadto zbyt mała liczba kart i talii prowadzi do tego, że z beczek już teraz (mam 12 level) wypadają mi karty, których mam pod dostatkiem. Otwieranie beczek powinno być bardziej ekscytujące…
    5. PROTIP (level: MASTER). Zwycięska talia? Królestwa Północy oparte na Wzmocnionych Trebuszach (co 2 tury walą do przeciwnika!) i kartach wskrzeszających z cmentarza. Wygrywam przynajmniej 2/3 pojedynków 🙂

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @lemon

      A mało. wczoraj wbiłem czwarty, bo na trzy gry, które grałem, dwie wygrałem, bo oddali partie (na dźwięk mojego nicku!), a trzecią wygrałem.
      jestem gapa, nie mam zbyt wiele czasu i często niszczę swoje jednostki. Dodatkowo znajomemu czwarty level się zbugował i nie mógł iść dalej, więc powiedzmy, że mi też 😉
      I tak wipe na premierę zdaje się ma być, więc nie mam parcia. Ot, pogrywam.

  4. Kiler

    Wygląda sympatycznie: szybka i proste zasady. Dobrze, że nie kolejna zrzynka niemal 1:1 z MTG (oczywiście pije do HSa ; )). Choć z tego co widać przewija się bazowo 13 kart na 25 (czy 40 Nitkowych), co mimo wszystko wygląda na ogromne uzależnienie od startowej ręki. Oby do tego nie dołożyli modelu losowości HSa na kartach. Długo trzeba grindować, tak średnio, na busterek? : )

    Widzę na stronie gry, że trzeba się zarejestrować i czekać na klucz. Orientuje się ktoś jak długi jest czas oczekiwania?

Powrót do artykułu