Enter the Gungeon – bullet hell extravaganza

Nitek dnia 17 marca, 2016 o 9:39    6 

Włączam, widzę piksele, myślę sobie, fajnie. Dajcie muzykę. Wchodzi. Siedzę przed tym monitorem jak masło na słońcu. Takie piękne. Kupili mnie w pięć minut.

Okej, puryści polygonowi, za drzwi.

Enter the Gungeon (oficjalne www) to kolejna pozycja spod indyczego kupra sygnowanego twin stick shooter bullet hell fest miodna zabawa, czyli pomieszanie z poplątaniem, a w krótkiej linii siódma woda po kisielu z Isaaca i jemu podobnych. Zasady są tyle szalone, co niezwykle proste. Na klawie rolujemy na backstage’u jakiś unik, jakiś strzał, myszką operujemy celownikiem i naparzamy do wszystkiego co się rusza, a co nie rusza też.

gungeon2

Wszystko przez to, że porozrzucane po kątach piksele ulepione w książki czy inne formy, są podatne na destrukcje PhysX style, przez co co moment coś lata rozwalone w pył, co fajowsko komponuje się z ogólnym chaosem generowanym przez przeciwników, których są tu istne roje. Bullet hell nie wziął się z powietrza, bo źrenice odkleją Wam się od oczu feerią barw jaką Gungeony generują. Dobrze jest. Widzisz to? To kule wyglądające jak kule strzelające kulami w nadlatujące kule. Bang!

Naszym podstawowym skillem, poza strzelaniem w miarę prosto, jest rolka pozwalająca na uniki lecących kul i wszelkiej maści specjale odpychające przeciwników i oddalających ich wystrzelone kule. Robi się z tego prawdziwy zręcznościowy misz masz, do którego zręczne palce to absolutne minimum. A jeśli jesteś wirtuozem klawiatury, tym lepiej dla Ciebie. bo akcji tu tyle co nawozu na wiosennym polu. Dodajcie do równania możliwość wywracania mebli i dziarskiego siania ołowiu czy też wiązek laserowych zza przewróconych stołów i patrzcie w lustro jak uśmiech zawija Wam poliki na powieki. Tak dobrze jest.

gungeon3

Sam Szatan projektował grę, bo nie dość, że pokus w postaci ilości bohaterów różniących się od siebie m.in. ekwipunkiem wsadził tu czterech, dorzucił lokalnego co-opa. Nie widziałem jeszcze daily challenge’y, ale myślę, że przy losowo generowanym wszystkim, poziomach, przeciwnikach, ale także loocie z fikuśnymi broniami mogącymi stawać w szranki nawet z gazylionem Borderlandsów, są zadatki na dobre wyzwania dzienne. Bo mówiłem? Nie mówiłem. Enter the Gungeon został namaszczony losowością tak dobrą, żebyś nigdy nie dostał tego samego ani na wejściu, środku ni końcu. Śmierć zaś jest tu szybka, skarby się gubią i trzeba uważać podczas uprawiania tego maratonu pozytywnego wygrzewu, gdzie lufy Waszych rozgrzanych giwer nadają więcej sygnałów dymnych po wystrzale niż kiedyś Indianie kocykiem nad ogniskiem machali.

Dobrze się bawię, nie mogę przestać, będę się bawił, po premierze, teraz, ukradło mi serce. Nie wiem na ile różnić się będzie wersja finalna od obecnie mi dostarczonej, ale wiem, że czekam na nią z przyklejonym nosem do zraszanej po zewnętrznej deszczem szyby. Piąty kwietnia, jestem gotowy, smaruje się wyciągiem z hajpa.

 1

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Enter the Gungeon – bullet hell extravaganza

Powrót do artykułu