Call of Duty Infinite Warfare BETA – pierwsze wrażenia

Nitek dnia 24 października, 2016 o 21:02    1 

Ło matko, wreszcie się udało i przyklapłem na dłuższą chwilę, by okiełznać zmiany, bądź ich brak w kolejnej odsłonie flagowego zarabiacza dolaresów Activision. Nie do końca jest świeżo, nie całkiem odtwórczo, ale złapałem się na tym, że jak na betę z kilkoma mapami na krzyż, czas spędzony z nim, niekoniecznie był czasem straconym. I tak, jest robot grasujący na czworaka kosząc wszystkich na drodze. Co za czasy.

Robot, symbiotyk, to jedna z klas postaci jakie można tym razem sobie wybrać. Wszystkie w pełni konfigurowalne, co stanowi podwaliny dla skrzynek, które to otwieramy od czasu do czasu za uzbierane w trakcie zabawy klucze. Te wpadają z automatu, głównie za nasze wyczyny i to dzięki nim możemy otworzyć skrzynki. Te lepsze stoją za trzydzieści, te gorsze za dziesięć, a jak się komuś spieszy do kosmetycznych zmian w postaci, w calaku najpewniej będzie mógł skrzynki sobie wykupić za prawdziwe pieniążki, co pokazało już Black Ops 3, wraz z wprowadzeniem czarnego rynku. Inne dostępne klasy to także pan mocno zmechanizowany, oraz kilku wojaków, różniących się między sobą przede wszystkim wyglądem modelu postaci, jak i zdolności, którą mogą zużyć po napełnieniu odpowiedniego paska. Dodatkowo, posiadają też swoje osobiste perki, co jest chyba szczytem zróżnicowania jaki mógł zostać wprowadzony po BlOpsach.

Osobom, trzem w całych internetach, które dały lajka pod pamiętnym swojego czasu zwiastunem, spieszę z wyjaśnieniem, że nie spędziłem nocy z ową betą, ani jakiejś zatrważającej ilości czasu, z przyczyny oczywistej, jego braku. Niemniej jednak wprowadzono kilka rzeczy, które dość głośno krzyczą, hej! Jestem tu nowy. Przede wszystkim rysowanie pozycji przeciwników w zasięgu wzroku. Dość dziwna sprawa na początku, bo wyobraźcie sobie, że kiedy ktoś odda do Was strzał, gra obrysowuje go czerwonym konturem. Podobnie ma się sprawa, kiedy to my strzelamy. Widzimy to tylko my i jest to dość osobliwe. Przynajmniej na początku, bo później jakoś przeszkadza czy dziwi coraz mniej, zwłaszcza jak przypomniałem sobie jak ciężko mi czasem było dostrzec kogokolwiek na mapach w zeszłoroczniej odsłonie serii.

Wytwarzanie swojej broni ledwo liznąłem, bo a to, żeby odblokować kolejne ulepszenia pukawek, potrzebna była odpowiednia waluta zbierana za kolejne meczyki, albo poziom, a ani tego, ani tego nie chciało mi się farmić, zgodnie z mocnym postanowieniem nie brnięcia w betę dłużej, niż to konieczne. No bo po co, skoro wszystko i tak najpewniej pójdzie w diabły przy calaku. Ilość dostępnych części pod giwerę była jednak widoczna, a każdy element zmieniał statystyki pukawek czy to ograniczając odrzut, czy zwiększając ilość nabojów w magazynku. Nie jest to rzecz zastępcza, bo w CODach od zawsze można sobie coś było do broni dobrać, ale uzupełniająca. Pewnie i nowe fikuśne warianty strzelania też się pojawią, ale aż tak daleko nie doszedłem. Jest w każdym razie na co zbierać poza rzeczami tak oczywistymi jak killstreaki (szału nie ma, wszystko znajome, w nowych szatach, choć raz koleś zaorał taktycznym nukiem, po 30 zabiciach), kilkoma perkami, stosem kamuflaży odblokowanych za różnorakie wyzwania, których jest na pęczki, ot, standard obrzydliwy. Poniekąd nowością jest wybór strony konfliktu w potyczkach multi, co daje nowe wyzwania, które gra podsuwa nam per meczyk.

codinfw2

Teatr zmagań zaprezentowany w becie był dość zróżnicowany, z czego weterani, bądź ci, którzy jeszcze dobrze bawili się w Modern Warfare 2 z rozrzewnieniem wspomną Terminal, teraz w wydaniu kosmicznym, gdzie zamiast samolotu stoi wahadłowiec, a lotnisko zastąpiono portem kosmicznym. Jest także walka na dość klaustrofobicznej mapce jakiejś bazy, gdzie ubici przeciwnicy zaczynają fruwać po jej korytarzach. Lekki zawód, bo miałem nadzieję na jakieś cioranie bez grawitacji, a tak to lipton. Może w pełnej wersji mnie zaskoczą. Była także obecna mapa, chyba w jakimś muzeum, lat pięćdziesiątych, pełna plątaniny po mniejszych i większych pomieszczeniach przecinanych otwartą przestrzenią. Jak to zwyczajowo bywa, punktów przyjęcia ołowiu w różne miejsca ciała w takich momentach było więcej niż podczas zamachu na JFK. Taki standard zabawy. Śnieżna mapa jakoś mało mi wypadała, niestety, bo dość malownicza jest, ale też przez to niespecjalnie zapada w pamięć. Jak zawsze brakuje jakiejś selekcji miejsc zabawy, wskaźnika, gdzie lubi się pykać, by zwiększyć szanse na rotację gry wokół określonej mapy. Tyle lat i wciąż się nie nauczyli, co powoduje, że po roku zabawy, ktoś obwarowany wszystkimi mapami, ma nie lada problem, by zagrać na tych najulubieńszych, bo przecież robi się ich prawie trzydzieści. Ostatnią obecna mapką był Precint, średniej wielkości, o wielu wąskich uliczkach i ścianach nastawionych na przebieżki.

COD Infinite Warfare_MP_Frontier

Mobilność i bieganie po ścianach po raz kolejny daje radę i dziwnie biega się po samej tylko podłodze. te kilka osób lubiących trailer, niezły chaos sieje obecnie, mając już po trzydziestym levelu, wyczyniają momentami cuda. I jakoś nadal bieganie się nie nudzi. Wizualnie wydaje się być mniej urodziwie od poprzedniczki, jakoś bardziej sterylne jest to wszystko i w zestawieniu palety wszystkich smaków BlOpsów ciężko było się przyzwyczaić do stonowanej przyszłości Infinite Warfare. Za to dźwiękowcy wciągnęli jakieś wzmacniacze, bo giwery i cała oprawa wydawała się dźwięczyć w uszach lepiej niż pozostałe wejścia w serii. Jest mięsiście, mocno. Fajno. Beta miała zas jedyny mankament, bo oferowała trzy tryby zabawy, żadne szaleństwo, wszystkie arcade, bez hardkoru. Smutek.

Mimo wszystko, jak co roku, bawiłem się dobrze. Nie ma tu rewolucji, rozwiązania z mobilnością postaci, które mają nogi (!), jeszcze mnie nie nudzą, a kolejne serie oranych przeciwników nadal zawstydzają nawet niżej podpisanego. Zdecydowanie lepiej tu niż w Ghostach, niekoniecznie fajniej niż w BlOpsach trzecich, grane trochę zbyt bezpiecznie, aniżeli odważnie. Tak jakby chcieli odrobić straty sprzed trzech lat, ale na to z tak dużą konkurencją na plecach może być za późno.  No, ale gdzie Infinite Wrafare nie może, tam Modern Warfare Remastered pośle.

Zobaczymy, premiera już za dwa tygodnie.

Nie robiłem skrinów, więc zamotałem jakimiś ogólnodostępnymi.

Dodaj komentarz



Jedna myśl nt. „Call of Duty Infinite Warfare BETA – pierwsze wrażenia

  1. Stah-o

    Dla mnie to będzie pierwsza odsłona kodzika od czasów blackopsów pierwszych, której zdecydowanie i definitywnie nie kupię. Nie narzekałem kiedyś na Ghosty, bawiłem się tam, mimo mankamentów wszelakich, dobrze. To co zrobili tym razem to cios w grdykę z jednoczesnym ukręceniem moszny. Pomijając już wszystko to co piszesz Nitku o zachowawczym charakterze tej wersji, najbardziej zabolało mnie, że gra wygląda jakby była podróbką samej siebie przez całą masę nieudolności. Wspomnę jedynie o koślawych animacjach postaci i ciągłej czkawce (12 na 12 zagranych przeze mnie meczy), która być może wynikała z jakiegoś laga a być może była spowodowana czymś innym (mikroprzycięcia miałem nawet przy rozglądaniu się w pustym pomieszczeniu – xbox one). Nie kupię i już!

Powrót do artykułu