Book of Demons – demon kaczuszka

Nitek dnia 4 października, 2016 o 12:50    6 

W wywarze wczesnego dostępu moczy się obecnie wiele tytułów. Paleta tak różnorodna jak pozycje w kamasutrze. Scamy, DayZ, gro innych survivalowych gierek, które nie wiadomo czy w ogóle kiedykolwiek ktoś ogarnie, czy po prostu stwierdzą dość, wydajemy i wiele, wiele innych. Coś koło trzech setek, gdzieś mi się ostatnio w oczy rzuciło. Jest też Book of Demons, z Polski. Kopie w zad mocno.

Pamiętacie ten dreszczyk, kiedy za pierwszym razem w Diablo wpadało się na pierwszy poziom katakumb, haczyło Butchera na trzecim i czasem, jeśli miało się szczęścia w sam raz, rzezało się dodatkowo Leorica. Szybkie wprowadzenie i już, wycieczka w nieznane, by wyplenić najmroczniejszych z mrocznych, szatana i całą armię przydupasów. Dokładnie tak zaczyna się Book of Demons, które nie wzbrania się przed inspiracjami dzieckiem Blizzarda, wprowadzając do wszelkich h’n’s nie tylko oryginalny wygląd, co ciekawe mechaniki zabawy. Świeższe niż powietrze pod klasztorem.

Na ten czas dostępna jest tylko jedna klasa postaci, pan wojownik co z miecza przywalić umie. Zakładani z łotrzycą i magiem póki co jedynie roztaczają wizje kolejnych klas, które kiedyś ruszą w loszki z okrzykiem bitewnym w płucach. I pyk, generowane losowo lochy, urodziwe, jak zresztą wszystko, wycięte z papieru, co robi wrażenie bardzo pozytywne, bo jest stosunkowo mroczno i klimatycznie, acz niepozbawione humoru. Szatan z gumową kaczuszką, znakomicie.

bod_screenshot_04Eksploracja wycięta została z konieczności pladrowania na szeroką skalę, albowiem nasza postać porusza się po stricte wyznacoznej ścieżce. Niby cios w ryj dla grającego, inny zakrzyknie, ograniczają! Kiedy się jednak dobrze przyjrzeć, ten zabieg ma ręce i nogi, bo trzeba czasem manewrować między przeciwnikami, ich ciosami, i atakami z dystansu. Tu duży plus za ogarnięcie sterowania, bo można połączyć WSAD i mysz, sięgnąć w dowolnej chwili po kontroler, co przełącza sterowanie w locie, można sterować też na samej myszce i użytkować karty z palca.

No tak, karty. Te zastąpiły klasyczny ekwipunek, oferując wiele kombinacji wynikających ze specyficznego dobierania talii. Początkowo nie ma tego zbyt wiele, jakieś potki na zdrowie, magiczne zbroje wymagające odpowiednich wartości many, są dodatkowe ciosy, pasywne perki, a całość opiewa na 32 sztuk w talii. Pewnie kiedyś będzie więcej, choć z tego co mi wiadomo, zrobienie wszystkiego i zdobycie kolejnych kart w lochach spokojnie styka na 27 godzin zabawy. Poza posiadaniem karty, trzeba mieć na nie miejsce, a to należy wykupić u starca w wiosce na górze, zatem po złoto ruszyć trzeba, hen!

Sama walka z przeciwnikami została odpowiednio wzbogacona ciekawymi elementami, by grający mógł istotnie odczuć coś nowego. poza standardowym zaklikiwaniem przeciwników na śmierć, trzeba trafiać z mychy w tarcze, by je rozwalić, ewentualnie na padzie konieczne jest dołożenie masowania kolejnego guzika na padzie, by to zrobić. Wrodzy magowie motają czary, które można anulować przytrzymując kursor nad ichniejszymi ikonami, a napotkani bossowie to już w ogóle inna para kaloszy. Mają swój pasek zdrowia z kolejnymi fazami, podczas których a to respią swoich obrońców, a to zbroją się i rosną w siłę, czy motają magiczną destrukcją. Fajne patenty składające się lekko chaotyczną całość, zwłaszcza kiedy przeciwnicy wybiegają z każdej strony i nagle trzeba obklikać te wszystkie wrażliwe punkty. A tu gargulec morfuje w posąg, nadlatują toksyczne świnie, a ty orasz jak jemioł te wybuchające beczki przy ścianie.

bod_screenshot_05Wybornie sprawdza się między kolejnymi loszkami Flexiscope. To generator kolejnych poziomów lochów do odwiedzenia według ilości czasu jaki aktualnie posiadamy, dzięki czemu Book of Demons można kliknąć nawet między zupą a drugim daniem, które wciągnięci w zabawę i tak najpewniej spalicie. Ot, klikamy w dostępne opcje, a system powiększa powierzchnie i zasiewa je odpowiednią ilością przeciwników, nawet losuje ich rodzaje, by nigdy nam nie było nudno. Miodzio. Sama zabawa jest stosunkowo łatwa, choć kiedy przeciwnicy zalewają otoczenie, może być ciężko, w związku z koniecznością klikania w wiele miejsc jednocześnie i do tego zagrywając kartami. Strona Steam stoi tekstem o wyższych poziomach trudności o przyjemnej nazwie totalna masakra chociażby, więc wyzwanie czyha, acz nie widziałem. Być może to unlock na koniec, klasycznie, bo teraz można całe loszki przelecieć mimo, że to wczesny dostęp.

Levelowanie postaci także zrealizowano niestandardowo. Po osiągnięciu odpowiedniego poziomu możemy wybrać czy chcemy dać +1 w zdrowie czy w manę. Druga niewybrana opcja trafia do kociołka, serio i warzy się pośród włoszczyzny i żabich udek. Wpadają tam także większe skarby, by zupa była smaczna. Żeby je wyciągnąć trzeba pogadać z dziewką w miasteczku i wrzucić jej golda w kiesę, by dane zbiory wyciągnąć. Wic polega na tym, że kolejne kociołki Obeliksa są droższe, a w przypadku śmierci w loszkach, zupa Romana przepada. Konkretny wykrętas podgrzewający atmosferę na niższych poziomach.

bod_screenshot_03Book of Demons jawi się jako projekt, na który warto baczyć. Ocieka klimatem, bawi rozgrywką i łamaniem skostniałych schematów. Początek zapowiada dość uproszczoną zabawę, co może być mylące, bo już chwilę później rozpościera skrzydła niczym belzebub, a tego wiadomo, należy ubić. W Book of Demos oczywiście, pierwszej części z planowanej trylogii, dobrej rzeczy w zalewie chłamu.

Czekam na calaka. Zdecydowanie.

Podesłał developer.

Skoro jesteśmy w temacie Early Accessu, polecam poczytać drogę Book of Demos po premierze, post mortem BoD. A dzisiaj PC Gamer ujawnił tajne wskazówki i zasady Valve odnośnie realizacji early accessu. TUTAJ.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Book of Demons – demon kaczuszka

  1. emperorkaligula

    Osiębior już na 34 poziomie po “normalu”.

    Steam pokazuje 8 godzin na liczniku. Idlowania nie było. Pękł z tego co widzę mocno zbyt łatwy normal ale są kolejne 4 poziomy trudności – z losowymi loszkami oczywiście. Nie umarłem ani razu. Ostatni boss nie bardzo mógł mi coś zrobić (nawet potka nie wypiłem). Ale i tak świetnie się szlachtowało i to jeszcze nie koniec. Mam jeszcze sporo rzeczy do wymaxowania 🙂

    Minusy? W grze jest 8 czarów. Używałem tylko jednego i to na samym początku. Potem już wolałem w 100% pasywny ekwipunek. Calutka grę 100% many załadowanej w ciuchy. Trochę szkoda, bo czary też można ulepszać i pewnie są niezłe, ale jak samymi gratami szedłem jak w masło to po co zmieniać kombinować?

    Consumable nawet nie rozważałem (jakieś dziwne potki, jakieś bomby) bo potka lecząca mi wystarczała w awaryjnych sytuacjach.

    Nie bardzo ogarniam tez kociołek. Starałem się uzbierać za każdym razem złotą nagrodę (3 brązowe składniki = 1 srebrny, 3 srebrne = 1 złoty) i zawsze dostawałem albo złoto albo zwój expa. Liczyłem na coś ciekawszego, jak już ryzykujemy zawartością kociołka.

    Teraz tylko czekam na więcej dobroci, roadmapa na steamie do poczytania 🙂

  2. Zebulah

    Kurcze, wygląda jak zmodowane Diablo 1, które jest jedyną częścią serii, do której wracam.
    Kusi, ale jak sobie przypomnę, że podobną chęć miałem na Torchlight, po czym przeszedłem i kompletnie nie pamiętam to trochę emocje stygną. Wciągam na listę, ale kupię pewnie dopiero w bundlu.

Powrót do artykułu