Battlerite – trochę grzeszę

Nitek dnia 30 września, 2016 o 12:06    3 

Hej, wiecie jak to jest, że mówi się, że w coś się nie gra i nagle bang! gra się z przypadku. Co gorsza, podoba się. Nie lubiłem zbytnio wyścigów, ATS, kierownice przygarnąłem, lubię wyścigi. Nie znałem roguelike’ów, zacząłem prowadzić gikza, uwielbiam rogale. Słyszę MOBA, mam wysypkę, nigdy nie zagrałem w obawie o czas wolny, Battlerite, nie mogę się oderwać. Podobno to nie MOBA, ale często w jednym zdaniu stoi.

Czym zatem jest? To arena brawler, gdzie toczą boją czempiony w zestawieniu 2v2, ewentualnie 3v3, choć tam moje nogi jeszcze mnie nie zawiodły. Poza tym można pobawić się z botami, bądź w samouczku czy po prostu potrenować. A jest co.

W wachlarzu postaci do przyswojenia, ogrania i zapamiętania palety poszczególnych zdolności jest obecnie piętnaście. Towarzystwo podzielone jest na postaci walące z bliska, dystansu i stanowiące wsparcie dla członka, bądź członków drużyny, zazwyczaj motające czarami na odległość, ale posiadającymi także przydatne zdolności użytkowe wręcz, jak bańka spowalniająca strzały przeciwnika, jednocześnie lecząc członka drużyny i odpychając lub w późniejszej fazie spowalniając przeciwnika, którzy weń wejdą. Jest tego dość, by zając Wam trochę czasu na całkowite spamiętanie wszystkich możliwych kombinacji, acz nie jest to konieczne, bo operowanie wszelkimi zdolnościami można opanować w mig, a przy okazji są zbliżone do siebie po względem działania.

battleriteI tak są dostępne uniki, które pozwalają przeskoczyć takiej Jade za linie przeciwników, by stamtąd oddać celne strzały ze snajperki odkupione odpowiednim opóźnieniem. Unik właściwy jest dla każdej postaci, ale dobrze ulokowany daje odmienny efekt, bo czasem dobrze wymierzone miejsce docelowe potrafi ogłuszyć delikwenta, albo uzdrowić sprzymierzeńca, bądź obdarować drużyną czasową protekcją. Wsparcie mota na dystans przez moment potrzebnymi punktami zdrowia, nakładając bariery i kontrując uderzenia przeciwnika. Oldur manipuluje czasem cofając wartości otrzymanych przed chwilą obrażen, ale też zatrzymując przeciwnika na cenne sekundy, zaś Shifu to mistrz włóczni, swoisty fruit nija z tym, że tu jako owoce występują makówki drużyny przeciwnej.

Nie każdy atak da się wyprowadzić natychmiast, niektóre wymagają od nas celnych trafień pozostałymi zdolnościami i naładowania odpowiedniego paska. Są także warianty ciosów ulepszające ich skuteczność i szybkość wyprowadzania, ale to też kosztuje. Zwieńczeniem trudów zadawanych ciosów są ataki ostateczne, niczym w Overwatchu. Równie skuteczne, co zróżnicowane i niekoniecznie oznaczające zwycięstwo.

Modyfikatorami zabawy są tytułowe Battlerite’y, które dobieramy niczym karty co rundę. Każda z postaci ma pięć tierów ulepszeń pozwalające na ulepszenie zdolności. Cztery partie po trzy rajty (rajtuzy) i ostatnia, w rundzie piątej, zawierająca jedną, z czego dobrać można każdorazowo tylko jedno. Zestawy są przypisane na sztywno, szkoda, więc nijak tu coś modyfikować czy kolekcjonować karty. Dobrze się zapoznać z właściwościami poszczególnych zagrań i dopasować nie tyle względem przeciwników po drugiej stronie areny, co też pod styl uprawianej zabawy. Bo wiecie, nic to, że gram postacią dystansową, skoro i tak doskakuje i szarpię się w zwarciu. Mao Tse Koń mówił, że warto zaskakiwać nieoczekiwanym, nie? Element poznawczy ułatwia poprawne spolszczenie, które nie jest idealne, ale nie razi po oczach czymś uwłaczającym odbiorcy. Brakuje nazwy zdolności, ale osobiście mi to nie przeszkadza. I tak gawiedź spolszczy nazewnictwo na swoje.

battlerite3Rozgrywkę prowadzi się WSADem uzupełnianym o machanie i celowaniem myszą we wszystkich kierunkach. Rasowy twin stick shooter i trochę szkoda, że nie da się jednak uskuteczniać gry na padzie niczym w singlowym, a niezwykle podobnym, Forced Showdown. Z drugiej strony to zrozumiałe, bo rzucanie czarów obszarowych i wskazywanie miejsc docelowych dla uników byłoby na padzie zadaniem dość karkołomnym. Zdolności przypisane są do klawiszy WSAD okalających plus spacja, więc rachityczność palców nie jest wymogiem koniecznym do spełnienia. Jest intuicyjnie, nawet po zmianie czempiona.

Areny nie są specjalnie zróżnicowane pod względem konstrukcji. Są małe murki wokół, których należy odpowiednio manewrować unikając wrażego ognia, a i po czasie w niektórych miejscach odnawiają się kulki zawierające energię ładującą zdolności, w tym tą ostateczną. Na środku zaś znajduje się runa, która rozbita daje członkom drużyny zastrzyk energii oraz odnawia zdrowie. przydatna sprawa. Same starcia sa nie dość, że szybkie to także krótkie, z zegarem zestawionym na dwie minuty z dodatkowym czasem, odpowiednikowi nagłej śmierci, gdzie arena zamyka się do środka i wychodząc za nowe granice tracimy zdrowie, ostatecznie okładając się na metrze kwadratowym. To, że starcia trwają maksymalnie 15 minut, nieraz ledwo sześć lub mniej, to nie licha sprawa, bo nie trzeba wiele czasu, by w Battlerite się pobawić. Co oczywiście kończy się haczykiem w poliku i jeszcze jeden raz, ostatni, czego nie powiedział nikt nigdy. Nie zapomnijmy też o muzyce, klasa.

Battlerite (1)System nagród wytargano żywcem z Overwatcha. Skrzynki z losowym lootem kosmetycznym. Są skórki postaci, broni, pozy, awatary czy skiny zwierzaków, które przyjdzie Wam ujeżdżać na rozpoczęciu każdej potyczki. Skrzynki można dokupić za prawdziwą walutę ( mikropłatności na kosmetykę – obecne ), bądź nafarmić wypełniając dzienne wyzwania, bądź levelując czempionów, bo i za to są nagrody. Dodatkowe dropy golda otrzymujemy też za kolejne wygrane starcia, więc wydawanie pieniędzy na skrzynki nie jest koniecznością. Chyba, że ktoś ma dryg czy potrzebę to może, choć poszczególnych przedmiotów jest naprawdę sporo, ale nijak się tu wzbogacić wzorem CSa chociażby, bo nie da się tego sprzedać za nic więcej, niż wirtualne srebrniki.

Chodzą słuchy, że gra docelowo ma być F2P, ale nie wiem czy coś w tym temacie się nie zmieni, bo obecny wczesny dostęp, choć bardzo dopieszczony i niemożebnie miodny, bierze szturmem serca graczy, zbierając wokół siebie około 10k osób grających jednocześnie (No Man’s Sky obecnie to jakieś 900 osób i spada). Koszt wejściowy to 19.99e za wczesny dostęp i wszystkich obecnych i przyszłych czempionów. Jest też paczka mega fana, dorzucająca skórki, ale to już prawie jurków trzydzieści i niezbyt potrzebne.

Battlerite jest odświeżonym wcześniejszym projektem studia Stunlock, Bloodline Champions, które możecie sprawdzić za darmo (model F2P) przed ewentualnym rzuceniem się na młodszego brata tegoż. Nie znałem tematu, wszedłem w to na świeżo i mnie zassało. Bawię się przednio, choć dopiero na randze siódmej, z wahnięciami punktów w obie strony, balansując na krawędzi upadku, co rusz ocierając się kolejny poziom. Szybkie tempo, krótkie partie i hausty miodności, nic tak nie budzi o szóstej nad ranem. I nie, w ogóle nie czuć, że to jakiś early access, więc niech Was metka tym razem nie zwiedzie.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Battlerite – trochę grzeszę

  1. tom_tom

    Gra nie jest zła, nie mniej jak dla mnie brakuje jej tochę … nie wiem …głębi?
    Kosmetyka postaci jest na chwilę obecną żenująco uboga. Tzn, alternatywme skórki to po prostu przerobione tekstury (przez przerobione tekstury mam na myśli coś co zajmuje ok 10sec pracy grafika.)

Powrót do artykułu