Pierwsze wrażenia – Torchlight II [z video]

Nitek dnia 24 września, 2012 o 20:58    72 

Jedna gra, jeden weekend, dwa punkty widzenia. Zapraszamy do tekstu wszystkich, którzy wiedzą co to są bossy, moby, dropy, potiony, skille i talenty.

200710_screenshots_2012_09_22_00009.jpg

Pjotroos: Nie da się pisać o Torchlight II kompletnie pomijając Diablo 3, więc równie dobrze mogę zacząć od porównania obu gier. Porównanie zaś wypada tak, że o ile Diablo 3 mi się w ogóle nie spodobało, o tyle przy Torchlight II godziny uciekają mi w błyskawicznym tempie. To może dziwić, jako że idea stojąca za każdą z gier jest w zasadzie taka sama: Tworzymy postać, a następnie mordujemy nią wszystko co się rusza i zbieramy do plecaka wszystko, co nie jest przyspawane do podłogi. 90% akcji załatwiamy lewym przyciskiem myszy. Skąd więc diametralnie różne wrażenia? Powody można by mnożyć, ale podstawowy jest chyba taki, że Runic Games w Torchlight II zwyczajnie mi zaufało. Zaufali mi na tyle, że pozwolili samemu dobierać talenty po uzyskaniu poziomu, samemu dbać o to żeby nie zabrakło mi leczniczych mikstur, samemu wybrać kolejność zwiedzania wybranych podziemii. Za porażkę mogę mieć pretensje tylko do siebie, ale dzięki temu każdy sukces też lepiej smakuje.  

Nitek: A dodać trzeba, że o porażkę w TL2 wcale nie jest tak trudno. Gra nie pieści się z grającym już na starcie, dając mu do wyboru gry cztery poziomy trudności: casual, normal, veteran oraz elite i bonusowy tryb hardcore (o ile masz cztery zwoje, zwane także certyfikatami). Nie starczyło mi odwagi na coś więcej niż veteran i na takim poziomie gram aktualnie. O ile pierwszy akt nie sprawiał problemów, tak w drugim ginę co krok, a dłużej przy życiu zostaję tylko kiedy wracam od początku mapy do miejsca mojego poprzedniego i następnego zgonu. Z jednej lokalizacji trzy moby nawet mnie przegoniły, bo dostawałem baty w 5 sekund po respawnie. Tylko, że gra swoim systemem rozwoju postaci zachęca do tego, by przeć dalej.

2012_09_20_00009.jpg

P: Z drugiej strony strasznie trudno trzymać się tylko jednej postaci, gdy każda z nich oferuje diametralnie inną rozgrywkę. Wybierać możemy między nastawionym na walkę wręcz berserkerem, outlanderem preferującym bronie dystansowe, klasycznym magiem i wszechstronnym inżynierem. Każda z tych klas ma do tego trzy różne drzewka talentów, dodatkowo zwiększające ilość dostępnych opcji. Mimo kilkunastu godzin spędzonych dotąd w grze nie udało mi się jeszcze opuścić pierwszego aktu. Zamiast tego co i rusz tworzyłem nowego bohatera i ponownie rozpoczynałem przygodę, raz samemu, raz w dwu- albo trzyosobowej kooperacji. Tak dropy jak i mapy są tu generowane losowo, więc o wrażenie deja vu było bardzo trudno. Jedyny element stały to questy, z reguły kończące się walką z bossem, ale do tych bossów z przyjemnością się wracało.

N: Ja niestety nie wiem jak wygląda losowość map – wsiąkłem w sieczkę moją berserkerką na tyle, że nie sprawdzałem innych wariantów. Uderzyło mnie natomiast to, że po wyjściu z mapy lub gry przeciwnicy nie odradzają się, więc jeśli nie zostawiliśmy sobie portalu to czeka nas przeprawa przez puste mapy, a te są dość duże. Nie jest to sandbox, ale w drugim akcie siedzę około 6 godzin i nie wyszedłem jeszcze poza ramy mapki głównej (i kilku losowych dwu – trzy poziomowych lochów na niej). Poziom trudności i nagromadzenie mobów na metr kwadratowy przerasta mnie czasami. Nie bawiłem się jeszcze w potyczki multi, bo na początku nie działały jak powinny (czyli w ogóle), ale samemu też się nie nudzę, co pozwala stwierdzić, że gra ma dużo uroku także dla samotników. 

200710_screenshots_2012_09_22_00017.jpg

P: Bo w singlu i w kooperacji (do sześciu graczy naraz) to jest w zasadzie ta sama gra. Nie ma umiejętności unikalnych dla gry kooperacyjnej, każdy gracz oddzielnie też zbiera swoje łupy (nie ma więc zawodów w "kto szybciej kliknie w pomarańczowy przedmiot"). Wraz z ilością graczy rośnie też ilość, wytrzymałość i siła wrogich stworów, więc wyzwań nigdy nie brakuje. Miałem wręcz wrażenie, że przy przełączeniu się z singla na grę trzyosobową poziom trudności rozgrywki na weteranie skoczył z "czasem boli" na "głównie boli". Mój biedny Outlander ni z tego ni z owego stał się postacią zrobioną z porcelany, i po pierwszym mocniejszym ciosie musiał łykać miksturę leczniczą i brać nogi za pas. Z drugiej strony obecność dwóch innych osób oznaczała że, gdy już zgraliśmy swoje działania, łatwiej było jednej osobie kręcić kółka wokół bossa a dwóm pozostałym spokojnie robić swoje. Im bardziej drużyna jest zgrana, tym łatwiej o sensowny postęp również dlatego, że swoimi unikalnymi łupami można się swobodnie między sobą wymieniać. Trzykrotnie większa grupa to trzykrotnie większa szansa, że znajdzie się dla nas jakiś przyjemny nowy przedmiot, pozwalający sięgać po miksturę leczniczą odrobinę rzadziej. 

N: Ah, no tak. Gra to przecież niekończący się potionfest. Na szczęście nasze zwierzaki, oprócz samodzielnego sprzedawania przedmiotów, mogą też za nas biegać na zakupy. Bardzo dobra rzecz, która nie ujmuje płynności rozgrywce, bo przez to do miasta wracamy zdecydowanie rzadziej. Zasada działania jest banalna – wrzucamy zwierzakowi do plecaka zbędne przedmioty, zmieniamy zakładkę, ustawiamy ile potionów i scrolli ma przynieść i jednym kliknięciem puszczamy go na miasto. Po paru minutach zwierzak wraca, a my mamy uzupełnione zapasy tego, co nam niezbędne. W samym mieście standardowo – dostajemy i oddajemy questy, wzmacniamy przedmioty czarami, wyciągamy magiczne kamienie z ekwipunku czy też zostawiamy w skrzynkach rzeczy 'na kiedyś' (skrzynki są dwie, jedna prywatna, jedna wspólna dla wszystkich naszych postaci). Jak wspomniałem – standard. Oprawa graficzna to znane i drażniące niektórych pastele, a dźwięki są jak wyjęte żywcem z wcześniejszych odsłon Pana Szatana. Całość oprawy jest bardzo dobrze zrealizowana, włączając w to przerywniki między rozdziałami rodem z Cartoon Network. Nie każdemu musi się to podobać, ale przy tempie, w jakim sama gra jest prowadzona, i tak przestaniecie na to zwracać uwagę.

Torchlight2_2012_09_23_15_15_07_837.jpg

P: Bo tempo rozgrywki to chyba największa zaleta tej gry. Runic Games nie bawiło się w żadne rewolucje gatunku. Zamiast tego wzięli sprawdzoną formułę i wycisnęli z niej maksimum. Przestojów w grze praktycznie brak. Nie ma tu pięciu minut, w których nie znajdywalibyśmy jakiegoś nowego dropu, nie spotykali nowego minibossa, nie wbijali kolejnego poziomu albo nie okrywali kolejnego lochu. Możemy włączyć grę na przysłowiowy kwadrans, zacząć bieg od lokacji do lokacji, zapominając nawet o rozdaniu w międzyczasie punktów statystyk i talentów, i zorientować się że zamiast piętnastu minut przez palce uciekły nam dwie godziny. Naprawdę mało w tej grze jest elementów frustrujących albo przeszkadzających w zabawie. Fajnie jest nawet wtedy, gdy jest naprawdę trudno. 

N: A zatem mamy dość sporą losowość map, cztery klasy postaci, niezliczone warianty sprzętu jaki moby zostawiają po sobie (łącznie z mieczem z Minecrafta), mamy Claptrapa z Borderlandsów, mamy 4 poziomy trudności dostępne od piewszego włączenia, mamy możliwość modowania, mamy dobrą oprawę audiowizualną, mamy dużo leveli naszej postaci gdzie sami decydujemy jak będzie się rozwijać, w skrócie – mamy grę kompletną, która nie wyciąga od nas z portfela za lepszy mieczyk. Tu albo grasz albo jesteś leszcz i walczysz z podstawową bronią. Nie ma drogi na skróty. I to wszystko już od 65 złotych, a na Torchlighta 2 warto byłoby wydać nawet te 199. 

Torchlight2_2012_09_21_00_49_45_51.png

Wspomniałem, że jeszcze nikt nie zapowiedział żadnego DLC? 

Halo? Jesteście tam? No i poszli grać… Zaczekajcie!

 

P.S. Możecie grać z nami i rzeszą userów Gikza i gadać na naszym Team Speaku 193.33.34.20:10509
Hasło brzmi "okoń". Nie, no, hasło to 'gikz'. Zapraszamy w nasze progi. 

 

P.P.S. Dla miłośników doznań organoleptycznych mamy również bonusowy filmik (wraz z komentarzem Dyrektora Internetu):

 

Dodaj komentarz



72 myśli nt. „Pierwsze wrażenia – Torchlight II [z video]

  1. borianello

    To ja wtrącę swoje 3 grosze: dla mnie osobiście T2 okazało się całkiem niespodziewanie najfajniejszą grą, w jaką zagrałem w tym roku (BF3 się nie liczy). Jest prosta, bezpretensjonalna, masakrycznie przyjemna. Nie mam obadanych innych klas, ale gra emermagiem przypomina mi bardzo klasyczne strzelaniny spod znaku Ikari Warriors – tylko jest o wiele bardziej dynamiczna, grafika jest bardzo przyjemna, świetna muzyka no i możemy niemal dowolnie konfigurowac postać, drzewka rozwoju faktycznie się różnią. To taki diablowaty pinball.
    Wady? Jeszcze tego nie sprawidziłem, ale potencjalnie widzę jedną: na ekranie tyle się dzieje, że gra w coopie może się okazać bardzo nieczytelna.

  2. powazny_sam

    Mi tej gry sprzedawać nie trzeba, ale znając życie i tak zaraz przyjdą hejterzy co powiedzą że TL to pokemony a gra ma być posępna i ponura (cytat). Odkopałem jedynkę i jak ktoś mi powie że nie jest mroczna mimo “rysunkowego” stylu to chyba ma klapki na oczach albo jest uprzedzony.
    PS. Gamespot wstawił recenzję i strategicznie dali grze taką samą notę jaką dostało D3 🙂 Ciekawe czy to przypadek.

        1. borianello

          @bosman_plama

          IMHO o wieeele miodniej. Mam nabite około 15 godzin i gra nie znudziła mi się w ogóle, chociaż H&S to nie jest mój ulubiony rodzaj gry. D1 bardzo mi się podobało, D2 wynudziło mnie po 2-3 tygodniach, od Sacred odbiłem się na samym poczatku, na kilka godzin zatrzymało mnie Path of Exile.
          Fajne w T2 jest m.in. to, że można grę potraktowac jako strzelaninę:)

  3. Pjotroos

    O, i jest pierwsza jedynka w ocenach. Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich fanów Diablo 3 🙂

    @borianello – W kooperacji faktycznie kocioł potrafi być czasem większy, ale naprawdę sporadycznie zdarzało mi się przez to zebrać bęcki. Szybko nawykniesz, potem już gra się dobrze.

    @powazny_sam – Gamespot ocenia biznesowo. Co zrobisz, nie oni jedyni.

      1. Pjotroos

        @Twoja_Stara

        Wzmianka o Diablo 3 była a propos, żeby zwyczajnie mieć to z głowy. Tekst miał się w zamierzeniu skupić na Torchlight II jako takim. Nie powiem, chętnie bym wciągnął w to kogoś, kto równo pocinał w D3 a teraz kupił też T2 ale kto to mógłby być spośród regularnie piszących? Anegdotek o znajomych, którzy zachłysnęli się w pierwszej chwili D3 ale T2 uważają teraz za grę lepszą, nie widzę sensu przywoływać. To by było dolewanie oliwy do ognia. Znajomi, którzy D3 dalej są zachwyceni, T2 zwyczajnie nie kupili.

              1. ChaliElle

                @Pjotroos

                Jako ‘lekko hardkorowy’ hack’n’slasher, weteran wszystkich Diablo, Dungeon Siege’ów czy pierdyliarda innych tytułów (także Trochlighta 1) stwierdzam – elite nie jest casualowy, ale na pewno nie tak satysfakcjonująco trudny jak Inferno w Diablo III w momencie premiery. Po wszystkich nerfach – nadal D3 jest trudniejszy. Całość walki ‘w starciu’ opiera się na tzw. potionfest’cie, jak było to w D2. Magiem gra się też piekielnie podobnie do DII – Frost Phase, tutejszy odpowiednik teleportu działa prawie identycznie, dając naprawdę niezłe możliwości pozycjonowania się i kite’owania. Outlander jest ciekawy, bo akurat na nim trzeba bardzo uważać. Od mniej więcej połowy II aktu dosyć łatwo znaleźć przeciwników, którzy biorą postać ‘na strzała’, co bywa lekko frustrujące. Co do pytania o zacięcie do lootu etc.. So far, trzy dni grindfestu. Naprawdę przyjemnego, co najmniej równie bardzo jak w D3, D2, czy czymkolwiek podobnym, Sacred, chociażby. Brakuje PvP, rzeczywiście. Nawet nie pojedynków 3v3, ale chociaż dueli. Chociaż OPness Embermage pewnie by zarżnął jakikowliek balans. Prismatic Bolt for teh win.
                To jeszcze czekamy na PoE. Zobaczymy co finalnie okaże się najlepszym H’n’Sem tego roku. So far – Borderlands 2 prowadzi. 😉

  4. ArchiePL

    Taki temat mam ?
    Może to zabrzmi jak żart – myślę coby nie kupić z przyjaciółmi 4 kopi tej gry – ale mam zasadniczy problem który mi skutecznie uniemożliwił skończenie diablo itp: A mianowicie (chwila ciszyyyyyyy):
    Arachnofobia (yep, w moim przypadku działa także w grach) – szczególnie na takie cienko nożne istoty. Dużo tego tałatajstwa występuje w T2 ? Czy ew jest możliwość podmiany modelu takiego przeciwnika ? Z góry dzięki za info

    1. aihS Webmajster

      @ArchiePL

      TL2 wspiera mody więc z prostą podmianą modelu nie powinno być problemu. Wydaje mi się również, że warto napisać to na forum Runic Games. Znając ich podejście do graczy nie zdziwiłbym się gdybyś dostał takiego moda od kogoś od nich.

      Swoją drogą nie sądziłem, że arachnofobia może bazować na obrazie z gry. Jeszcze mi brakuje kogoś kto powie, że nie może grać w MMO bo ma agorafobię.

      1. ArchiePL

        @aihS

        niestety też mnie to dziwi – ale też nie ma reguły na to- grywam w alien swarma – i jest ok – co jest cholernie dziwne. Grałem w diablo 2 – i może nie uciekałem ze strachu pod łóżko ,ale ciśnienie rośnie i takie tam – a , że akt 3 jest jaki jest, to tam skończyłem granie. Trochę to beznadziejne jak na 22 latka – bo naprawdę z powodu tego i słabego serducha do różnych bestii i straciłem wiele hitów…. Dzięki za info zarzucę tematem na forum, a wracając do gry – dużo tego tam jest ,czy raczej aż takiej tragedi nie będzie ?.

    2. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @ArchiePL

      ło
      znam przypadek kolegi, który uciekł z pokoju jak w pierwszym Resident Evil wyskoczyła tarantula, współczuję.
      Są pająki, peta można zamienić w pająka, ale jako że gra jest otwarta na mody, być może ktoś kiedyś temat ogarnie i dałoby się coś z tym zrobić 🙂

    3. Pjotroos

      @ArchiePL

      Tak jak pisze aihS – są w grze modele pająków we wszystkich odmianach (chociaż tak z głowy kojarzę tylko jedną lokację, w której wystąpiły), ale spokojnie można je podmienić na coś innego za pomocą modów. Jeśli takich modów jeszcze nie ma to pewnie kiedyś powstaną. I nie brzmi to wcale jak żart. Nie wiem z czego to wynika, ale znam trochę osób z arachnofobią i wszystkim się to przenosiło również na filmy i gry.

  5. Mindestens

    Dwie-trzy godziny grania w co-opie (elite/hardcore) – po skończonej walce wycofałem nieco chara, choć okolica wyczyszczona, po czym zapowiedziałem, że za moment wracam. Wróciłem po dwóch minutach, by zobaczyć moją outlanderkę leżącą w kałuży krwi. Nie wiem, czy mój towarzysz nieopatrznie skitował jakieś moby z daleka, ale przezornie odstawiłem grę na kilka dni, gdyby miał to być bug. Wróciłem tymczasem do jedynki ją nieco podcalakować, ale gdyby ktoś się znalazł na co-opa, to się pewnie prędko przełamię.

    1. powazny_sam

      @ArchiePL

      Kurcze kiepska sprawa z tymi fobiami. Poczytałem z ciekawości na wikipedii i to podobno można leczyć, ale rozbroiło mnie zdanie “pacjent jest od razu konfrontowany z tym, co budzi najsilniejszy lęk, przykładowo wielkim włochatym pająkiem, którego kładzie się mu np. na twarz” 😮

  6. aryman222

    nie, no, Panowie, ten artykuł obsysa… :p zacznijmy od tytułu – co to jest k*** za tytuł? w ogóle nie ma sensacji… nie lepiej byłoby coś w stylu dzisiejszej recenzji Onetu: ” Uwierzycie? “Torchlight II” wręcz zmiażdżył “Diablo III”!” ? 😀 a poza tytułem… tak poza tytułem tym to jest git, zajebiście się czytało 😀

Powrót do artykułu