Pierwsze wrażenia – Medal Of Honor: Warfighter

Nitek dnia 27 października, 2012 o 8:25    26 

No i dotarł. Najnowszy Medal Of Honor, przerywnik cyklu wydawniczego Battlefielda, teoretycznie konkurent Call Of Duty. Czy was zasmuci, czy też wprawi w euforię powodując niekontrolowane kliknięcie w KUP TERAZ?

 

Postanowiłem to sprawdzić. Mój obecny czas gry to około trzy godziny, chociaż wydaje mi się, że trochę mniej. W tym czasie dotarłem do misji trzynastej, czyli ostatniej (ale jeszcze nie skończyłem), z czego pierwsza to interaktywne intro, druga to trening, a jeszcze inna to oddanie jednego strzału ze snajperki (serio, jest to liczone jako cała misja).

MOHW_2012_10_24_20_02_36_737.jpg

CO MI SIĘ PODOBAŁO w czasie, który spędziłem z grą:
-oprawa. Można kochać albo nienawidzić, ale jednego engine'owi Frostbite 2 nie da się odmówić – jest ładny. Szczegółowość tekstur, obiektów i modeli postaci jest na wysokim poziomie. Oczy cieszą takie szczegóły jak woda ściekająca z dachu, czy rozwiewana przez wiatr, efektowne warunki pogodowe, detale broni, malownicze widoczki i eksplozje. Jest na czym oko zawiesić, bo mimo że to samo dźwiga BF3, to MOH nie jest kalką. Jest inny, trochę upośledzony względem młodszego brata, ale nie jakiś specjalnie gorszy. Silnik tworzony był przez DICE i widać to w MOH, że Danger Close nie umiało poradzić sobie z jego możliwościami.

MOHW_2012_10_24_21_57_27_791.jpg

-audio. Dźwięki strzelanin przetaczają się po pokoju. Wszystko jest bardzo sugestywne, ogłuszające wręcz, ale sprawdza się wyśmienicie. Muzyka przygrywa gdzieś w tle, czasami nieznacznie wychylając się do przodu, by podkreślić obecne zdarzenia na ekranie. Voiceovery są dobre i nie psują odbioru gry, przynajmniej kiedy gramy po angielsku. Wtrącę tutaj, że GROM też jest. W postaci kilku NPC, którzy mówiąc po angielsku brzmią jak Rosjanie, ale przeplatają to też polszczyzną, co wyszło dość ciekawie.

MOHW_2012_10_24_23_20_26_176.jpg

CO MI SIĘ NIE PODOBAŁO:
-fabuła. Teoretycznie gdzieś jest, ale jakoś nie wciągnęła mnie. Ot, grałem żeby sobie postrzelać. Między levelami nasz bohater rozmawia z kimś przez telefon i w trakcie rozmowy przypomina sobie co działo się w jednostce, choć później to ewoluuje, a ja sam dopiero bliżej końca połapałem się kto jest kim i dlaczego gra rzuca mnie po całym świecie.Nie umiem się też zżyć z oddziałem. Są dla mnie po prostu NPC. Nie wzruszył mnie ich los, kiedy otworzyli podminowane drzwi. Nieumiejętnie jest prowadzone całe to budowanie więzi z graczem. Mnie nie przekonuje.

MOHW_2012_10_24_23_45_23_816.jpg

-samo strzelanie jest nijakie. Biegniemy, strzelamy, kucamy, strzelamy, przeciwnicy chowają się za osłonami i tam zostają, zero kombinacji, ot, biegną na z góry ustaloną pozycję, by zostać tam na wieki.
Za każdym razem tak samo, a przeciwnicy są zawsze w tych samych miejscach. Pamiętne akcje, rodem z COD, gdzie wyłamujemy drzwi, są teraz wynagradzane – dziwne, za dziwną czynność. O co chodzi? Ustawiamy się z drużyną pod drzwiami i wybieramy początkowo jedną opcję wyłamania drzwi – z buta. Jak podczas zwolnienia czasu przy wpadaniu do pomieszczenia poślemy przeciwników strzałem w dyńkę, to po wykonaniu takich strzałów w ilości czterech, dostajemy nowe opcje wyłamania drzwi – łomem, strzelbą, tomahawkiem. Co to daje? Nic. Inną animację i to wszystko, więcej korzyści nie stwierdziłem.

MOHW_2012_10_25_18_41_20_629.jpg

-monotonia. Strzelanie, bieganie, kucanie, strzelanie to większość mechaniki rozgrywki. Wystarczy stanąć w miejscu tak, by nikt nam nie wszedł na plecy i strzelać do wyskakujących zza osłon, niczym na strzelnicy, przeciwników. Nawet nie ma niekończącego się respawnu, ale wyzwania też nie ma. Co prawda w trakcie grania była misja – przerywnik, pościg samochodem, ale jest to bardzo słabo zrealizowane. Uprzedzając fakty, wiedzcie też, że jest misja „skradankowa” samochodem. Poważnie. Nie dość, że widać na mini mapie pozycję ściganego, to gra zawsze podpowiada nam gdzie pojechał i nie sposób go zgubić. Próbowałem. Dodatkowo przejechałem całą planszę bez używania hamulca, ściągając nogę z gazu może dwa razy, co przy tak ostrych zakrętach powinno, ale nie kończyło się, na pobliskim budynku. Taki element dodany 'bo mogli', ale jednak zupełnie zbędny. Strzelanie na szynach, czyli AI prowadzi – my strzelamy, też jest.

MOHWD_2012_10_24_21_47_11_934.jpg

– do tego wszystkiego dochodzi nieporęczne sterowanie. We wspomnianym pościgu myszka magicznie się wyłącza. WSAD odpowiada za sterowanie samochodem, natomiast strzałki… za rozglądanie się w nim. Gra posiada też możliwość wychylania się zza osłon, ale nie w jakiś cywilizowany sposób jak w Dishonored chociażby (klawisze Q i E). Oj nie. Za łatwo by było. Tutaj trzeba kucnąć defaultowo lewym controlem i przymierzyć bronią używając lewego alta (tak, alta, nie prawego przycisku myszy, chociaż ma taki sam efekt celowania), dopiero wtedy można się wychylać za pomocą A i D. Proste, nie?

MOHW_2012_10_25_19_47_46_544.jpg

– korytarzowe poziomy i festiwal skryptów. Idziemy prosto, nie ma rozwidleń, a ja sam popsułem pierwszą normalną misję idąc w prawo, a nie w lewo. Spowodowało to, że snajper strzelił gdzieś gdzie mnie nie było, przeciwnicy wysypali się za wcześnie w ilości nie pozwalającej mi przejść do dogodnej pozycji, przez co musiałem się poświęcić i zgarnąć kulkę. Później kurczowo trzymałem się mojego towarzysza i jego debilnego wręcz AI (potrafi spudłować stojąc bezpośrednio za przeciwnikiem, niczym komandosi w XCOMie). Niby jest efektownie dzięki skryptom, tu jakiś budynek się zawali, tam wybuchnie statek i zacznie się podtapiać, ale po tej wtopie zostałem podświadomie ograniczony i zniechęcony do dalszej eksploracji mapy, dalej niż tam gdzie widzę. Tak, później zepsułem grę jeszcze dwa razy.

MOHW_2012_10_25_22_15_32_948.jpg

-nijaka interaktywność z otoczeniem. Owszem, czasami się coś sypie, ale jest to raczej efekt skryptu niż Frostbite'a 2. Dodatkowo dochodzą takie absurdy jak to, że możemy zestrzelić szereg wiszących billboardów lub metalowych ścianek, ale na końcu przeciwnik chowa się np. za drewnianą, obudowaną poręczą i nie da się tego przestrzelić ani rozwalić. Dosłownie z minutę szukałem miejsca i kąta, żebym mógł trafić przeciwnika. Bez sensu rozwiązanie. Podobnie jak skradankowe elementy. W związku z liniowością i korytarzową strukturą poziomów, przeciwnicy są w tych samych miejscach, stoją i nigdy się nie odwracają. Całe skradanie tak właśnie wygląda. Zero w tym finezji, zero oczekiwania na to, kiedy przeciwnik popatrzy w inna stronę. Oni po prostu na nas nigdy nie patrzą.

MOHW_2012_10_25_19_31_19_928.jpg

Wszystko powyższe nie jest recenzją. Jest zbiorem moich spostrzeżeń, które odnotowałem pykając w nowego MOHa. Nasuwa mi się po tych zaledwie kilku godzinach myśl, żebyście pieniądze na MOHa przeznaczyli na coś fajnego. W cenie MOHa aktualnie dostaniecie Hotline Miami, Mark Of The Ninja i może jeszcze do worka wpadnie wam Deadlight. Zdecydowanie lepszy wybór niż Warfighter.
 

Dodaj komentarz



26 myśli nt. „Pierwsze wrażenia – Medal Of Honor: Warfighter

  1. teekay

    Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że to po prostu kiepska gra (jak prawie każdy współczesny militarny shooter). Ale myślę, że jednak gros graczy nie kupuje tej gry stricte dla singla, a raczej dla rozgrywek sieciowych. Kampania traktowana jest w takich grach właśnie jako popis silnika albo trening przed multi. Sam jestem nawet ciekawy co jest z tym multi w MoHu, bo czytałem do tej pory sprzeczne opinie.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @teekay

      racja 🙂 ale liczylem na cos wiecej, jedna misje ktora wryje mi sie w pamiec jak z poprzednika obrona domku w gorach. z tego zapamietam chyba ta misje przerywnik ze strzalem ze snajperki 😀

      dlatego tez nie jest to recenzja.

      tworcy ogolnie powinni sie ogarnac i robic gry multi only, a nie mydlic oczy singlami. a poprzednie, stare mohy mialy taki radosny SP 🙁

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @Pjotroos

          Strzel mnie w potylice, mogę się mylić, ale wątpie. Niestety nie ma tam licznika ile się gra, bo wiedziałbym na pewno, a tak to strzelam, że właśnie tyle mi to zajęło.

          Nie doliczam też czasu, kiedy zespułem skrypty w połowie misji i musiałem robić je od nowa (misje) 🙂

          1. nacho66

            @Nitek

            Wszelkie recki i opinie mowia, ze kampania nie zajmuej dluzej niz 4 godziny. Ja posiadam wersje ‘demo’ i wiekszosc wnioskow Nitka mozna wyciagnac juz po 30 minutach. Nie wiem jak z multiplayerem ale nie wylozylbym nawet 15 ojro zeby sie przekonac.

            W sumie to ciesze sie, ze spartolili ta gre. Zycze EA jak najwiecej takich gniotow

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @teekay

          no wszystkie akcje są mniej lub bardziej prawdziwe, ale czy powinien to być jeden chapter?
          to wygląda tak – snajperzy kładą się na statku mierzą, wskakuje napis ileś tam godzin później, masz widok z lunety, dostajesz rozkaz ściągnięcia JEDNEGO gościa (jak się pomylisz – restart), headshot – koniec misji.

          i to jest pełnoprawna misja. jedna. na bodajże 13. Takich normalnych wychodzi z 10, bo dwie to śmieszne misje samochodowe.

  2. Mariosgh

    Szkoda, że to taki crap wyszedł. Jako, że mam teraz mało czasu na gry, a konkretnie na regularne granie to szukam czegoś, w co można pograć 20-30 minut i wyjść w dowolnym momencie bez poczucia straty, mam nadzieję że wiecie co mam na myśli. Hotline Miami wydaje się dobrą opcją, ale coś poza tym?

  3. 3eefc4ke

    No i tego się obawiałem 🙁
    Ja nie rozumiem jak można spieprzyć taką grę? Mają miliony dolarów, ekstra silnik, setki fanów z pomysłami i wskazówkami czego chcą a tu … De U Pe A
    A CoD i tak się sprzeda lepiej…
    Dobrze, że kupiłem PREMIUM a nie MOH…a szkoda tej marki.

          1. nacho66

            @Pjotroos

            Jest ogromna roznica pomiedzy CoDem a FIFA. Ciezko od FIFY oczekiwac zmian lub innowacji bo i sama dyscyplina sportowa, ktora gra symuluje, sie nie zmienia. A FIFA od paru lat calkiem niezle sobie radzi z odwzorowaniem pilki noznej, poza bugami ciezko jest wytknac brak jakiegos waznego elementu. Wiec ciezko oczekiwac rowniez jakis wielkich zmian. Choc i tak kazdy fan FIFY Ci powie, ze zmniany sa wystarczajace, zeby przesiadac sie co rok ze starej FIFY na nowa. Nawet za te 30-50 euro (zaleznie od sklepu i wersji). Poza tym ludzie lubia byc na biezaco ze skladami, koszulkami i z samym rozwojem pilkarzy.
            Na upartego moglbys rzec, ze w pilce noznej kazdy kolejny sezon jest taki sam, graja te same druzyny tylko w innych koszulkach i ze zmienionym skladem. A jednak miliony ludzi na calym swiecie co rok subskrybuja kanaly sportowe i bilety na stadion

            CoD to co innego. CoD nie symuluje czegos do czego zasiadasz co tydzien przed TV lub na zywo na stadionie. Nie dostajesz ‘fazy’ na CoDa po obejrzeniu meczu, tak jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku FIFY (czy innych gier sportowych, gdy dostajesz fazy po wycigu F1 czy meczu NBA). CoDa zatem oceniasz zupelnie inaczej, troche jak kolejny czesci filmow o Bondzie, ktore aby zostac uznanymi za udane, musza miec dobra fabule i nie moga kopiowac toczka w toczke scen z poprzednich filmow. Zreszta, nie chodzi mi tylko o CoDa bo mam wrazenie, ze w tym roku akurat wiecej argumentow bedzie przemawiac za CoDem niz za tym nieszczesnym MoHem

            To jest w sumie ciekawy temat na dyskusje albo nawet felieton i nie da sie wszystkich mysli splaszczyc do pojedynczego komentarza, ale uwazam, ze jest gigantyczna roznica pomiedzy cyklicznymi grami odworowujacymi rzeczywiste zmagania sportowe i bedace niejako suplementem tych rzeczywistych zmagan oraz pasji do danej dyscypliny, a cyklicznymi grami, ktore od tej rzeczywistosci sa oderwane i stanowia osobny i zamkniety ‘pakiet rozrywkowy’

            1. Pjotroos

              @nacho66

              Nacho, “ogromna różnica” o której mówisz, to Twój mocno subiektywny punkt widzenia. FIFA w sposób satysfakcjonujący przedstawia w formie gry komputerowej mecze piłkarskie dwóch drużyn. COD w sposób satysfakcjonujący przedstawia w formie gry komputerowej małe areny, na których ludzie mordują się nawzajem. To, że to pierwsze jest faktyczną dyscypliną sportową a to drugie nie jest, to naprawdę kwestia drugorzędna. Granie padem w FIFĘ ma tyle samo wspólnego z prawdziwą grą w piłkę co granie padem w COD z prawdziwym strzelaniem do ludzi. Ale obie robią to na tyle dobrze, że mają ogromne rzesze fanów. Naprawdę ogromne. Takie, z których dobrowolnie się nie rezygnuje. I ci fani są w pełni zadowoleni z rokrocznej odsłony lekko podrasowanego tego samego.

              Ja nie mówię zresztą o tym, czy odświeżenie składów, koszulek i tabel ligowych jest wystarczającym argumentem za wydaniem 50$ albo 50€ na nową odsłonę serii. Jak dla mnie dla fana serii jest to równie dobry powód, jak nowy zestaw map, broni i perków w kolejnej odsłonie ulubionej części shootera. Kampania singlowa wcale nie jest koronnym elementem COD, tak jak zdajesz się sugerować. To dodatek do sieciowych zmagań, identycznie jak w Battlefieldach czy ostatnim MOH. Parę godzin zabawy, gdzie można przywyknąć do sterowania, przed rzuceniem się pod lufy innych ludzi.

              Ja mówię o sytuacji, z jaką mają do czynienia recenzenci. FIFA dostaje co roku bardzo wysokie oceny, nawet jeśli nie wprowadza istotnych zmian, bo zdają sobie sprawę że to po prostu sprawdzony model, który sprawdza się nadal. EA przygotowało grę dla konkretnej publiki, ta gra w gusta tej publiki trafia doskonale. Czy faktycznie mają prawo odejmować oczka od oceny i przypinać jej łatkę zbuka, tylko dlatego że cykliczność im przeszkadza? A jeśli nie mają, jeśli takie podejście jest w przypadku FIFA usprawiedliwione, to analogiczne dlaczego mieliby karać Activision i COD tylko za to, że na Eurosporcie nie jest nadawana prawdziwa wersja Mistrzostw Świata W Strzelaniu Ludziom W Twarz?

              Długi temat, faktycznie. Może faktycznie na felieton.

Powrót do artykułu