Pięć złamanych głów

bosman_plama dnia 18 lipca, 2014 o 8:45    60 

Złapałem chwilę oddechu i z tej okazji kupiłem Final Fantasy X, w które grałem dawno, dawno temu na PS2, ale którego nie ukończyłem, nie pamiętam już z jakiego powodu. Pamiętałem za to, że gra ogromnie mi się podobała i że lubiłem zastosowany w niej system walk. A gdy odpaliłem jej poprawioną wersję (HD) odkryłem, jak wiele dotyczących FFX rzeczy zapomniałem. Na przykład tego, że pojawiały się w niej łamigłówki.

Pewnego dnia zirytowany permanentnym bólem stóp Edyp napotkał na drodze sfinska i rozwiązał jego zagadkę, co dla Teb skończyło się tak, jak się skończyło. Zapewne nie była to pierwsza w historii ludzkości opowieść o bohaterze rozwiązującym zagadki, trudno też nazwać ją optymistyczną. Niemniej od czegoś trzeba zacząć, więc zacznę od Edypa. Choć dla niego i Teb błyskotliwość nie doprowadziła do niczego dobrego (w skrócie: prawie wszyscy giną, miasto upada), zagadki stały się popularnym elementem opowieści o wielkich czynach. Powracały w rozmaitych legendach, z nich trafiły do literatury (najbardziej obecnie znany przykład to gra w zagadki Bilba i Golluma) a potem, oczywiście, do gier.

luluGdy pierwszy raz zobaczyłem w Dragon Age Morrigan, od razu wiedziałem, że kogoś mi przypomina. Tu jeszcze jest japońskawa i ma na imię Lulu.

Oczywiście, zwyczajne zagadki to nie wszystko. Mamy jeszcze łamigłówki; jedne pojawiają się jako element gier, inne determinują całe tytuły zmieniając je w tzw. gry logiczne. Kiedyś, gdy na moim pierwszym pececie grałem w coś, co nazywało się Cheesemaster, wydawało mi się, że to właśnie będzie mój ulubiony gatunek. Potem odkryłem, że w grach można też strzelać oraz zbierać drużynę przed wyruszeniem w drogę.

To właśnie w cRPGach po raz pierwszy zirytowałem się na zagadki. Owszem, niektóre udawało mi się rozwiązać, gdy dostawałem odpowiedni zestaw danych, z których mogłem wyciągnąć właściwe wnioski. Czasem jednak trafiałem na łamigłówkę, do której rozwiązania niezbędna była umiejętność wchodzenia w umysł twórców. A ten pozostawał dla mnie zamknięty.

CBS_MACGYVER_007_CLIP2Koleś stworzony po to, by grać w przygodówki.

Tego typu zagadki sprawiły, że odszedłem od przygodówek, nad czym do dziś boleję, bo tam właśnie trafiają się świetne opowieści. Choć jednak zwykle bez trudu odgaduję w filmowych i książkowych kryminałach “kto zabił”, to rzadko udawało mi się wpaść na pomysł, że połączenie kosmyka włosów, igły i muszelki pozwoli mi zbudować COŚ, co stanie się częścią większego urządzenia składającego się też z trzepaczki, koła od wózka i poduszki. Dość szybko doszedłem do wniosku, że twórcy przygodówek robią swoje gry dla MacGyvera. Ponieważ nim nie jestem, dałem sobie z przygodówkami spokój.

laraLara bawiła się kółkami zębatymi…

Niestety, łamigłówki nie chciały odpuścić. Co ciekawe jednak, o ile drażniły mnie w przygodówkach, to już w kolejnych odsłonach Tomb Raider sprawiały mi prawie tyle samo frajdy, co wiadoma fizyka. Podobnie rzecz ma się w przypadku Uncharted (tym bardziej, że tam przestrzenne zagadki są zwykle prostsze). Nawet jeżeli ciskałem po ścianach ciężkimi przedmiotami przy niektórych przestrzennych łamigłówkach w Alicji, wracałem do nich, bo ich rozwiązywanie sprawiało mi satysfakcję (choć to raczej labirynty niż zagadki).

drake… to czemu Drake nie miałby się nimi pobawić? Albo to rodzaj hołdu złożonego Tomb Raider przez Uncharted, albo dowód na to, że łamigłówki w podziemiach opierają się na dość ograniczonej liczbie pomysłów.

Ale już w Dragon Age łamigłówka: “jak ustawić członków drużyny, żeby pojawił się most” nielicho mnie zezłościła i skończyło się na tym, że sięgnąłem do solucji. Jeśli w grze pojawiły się jakieś poszlaki jak tą zagadkę rozwiązać, to je przegapiłem. Dla mnie był to typowy przykład straty czasu opartej o grę w próby i błędy. Czysta losowość, a co za tym idzie oszustwo. “Uczciwa zagadka” to w moim pojęciu taka, w której twórcy gry podrzucają graczowi tropy jak ją rozwiązać. Jeśli je przegapi, ma problem, ale może ich poszukać. Sytuacja, w której rozwiązuje łamigłówkę metodą prób i błędów, bo innego sposobu nie ma, to dla mnie przekręt, błąd w sztuce.

leogrGra w “rozwiąż zagadkę i w nagrodę spróbuj przeżyć starcie z potworami” też może mieć swój urok, pod warunkiem, że od początku wiem, że taka właśnie rozrywka mnie czeka.

No i w takim przypadku ginie erpegowość cRPGa. Fajnie, że w Legend of Grimrock pojawiają się łamigłówki, w tym akurat przypadku wpisane jest to w charakter gry. Gry w łażenie po lochach i szukanie sposobów na znajdywanie w nich przejść były zawsze połączeniem zabaw logicznych z lekko taktycznymi walkami. Istnieją jednak także cRPGi nie ograniczające się do przechodzenia przez lochy, takie z rozbudowanymi statystykami postaci. Jedną z rzeczy, które najbardziej podobały mi się w ogólnie nienajlepszej Lionheart: Legacy of the Crusader był właśnie fakt, że o sukcesie w poszukiwaniu ukrytych przejść nie decydowały żadne zagadki, ale statystyki postaci. Komputer dokonywał “rzutu kostką” i jeśli spostrzegawczość i coś tam jeszcze gracza były odpowiednio wysokie to znajdywał ukryte przejście (nawet jeśli go nie szukał). A jak nie, to nie. Oznaczało to czasem, że trzeba było kilka razy powracać do tych samych lochów po tym, jak podkręciło się umiejętności złodzieja (albo kupiło odpowiednie amulety), ale to właśnie była zawartość RPGa w cRPGu, która bardzo mi się podobała.

llotc

Jeden z sympatycznych widoczków w Lionheart. Szkoda, że ta gra to przykład zmarnowanego potencjału.

Łamigłówki w Final Fantasy X nie są specjalnie skomplikowane. Przeszkadzają mi mniej niż wyskakujący znikąd prości przeciwnicy, których można pokonywać z zamkniętymi oczami, żeby nabijać punkty doświadczenia przed spotkaniem z bossem. Do tego w miarę sensownie twórcy wpisują je w fabułę gry. Wolałbym jednak, żeby ich wcale nie było. Prosty ze mnie chłopak i prostych rozwiązań szukam. W Neverwinter Nights na przykład częściej rozwalałem zamki w kufrach, niż szukałem sposobów na ich otwieranie. Ale to temat na zupełnie inny wpis.

Dodaj komentarz



60 myśli nt. „Pięć złamanych głów

  1. MusialemToPowiedziec

    Ten motyw z Lionheart to IMO jedna z podstaw dobrego cRPG – to umiejętności postaci mają decydować o sukcesach i porażkach. Dlatego np. taki Mass Effect 2 jest znacznie gorszym RPG niż Mass Effect 1 – różnice między Shepardem na poziomie 1 i 30 nie są duże, obejrzenie Outro zależy głównie od tego, jak dobrze używamy myszki/pada.

  2. idomes

    Trochę nie na temat,dwa zdania o wczorajszym graniu razem. Ostatecznie był tylko Sam i ja, ale Magicka w coopie okazała się w pytę fajnym radosnym rozgardiaszem, dawno się tak nie uśmiałem grając w grę. Dość, że w samym tutorialu zginęliśmy sześć razy, później przestałem już liczyć 😆
    Opanowanie czarów mocno śmiechowe, parę razy Sam poraził mnie piorunem, ja go niechcący podpaliłem (siebie zdołałem też zamrozić i spuścić na głowę wielki kamulec) , w cztery osoby ta gra po prostu musi niszczyć.
    PS opanowanie czaru wskrzeszenia to podstawa 🙂

    1. nufiko

      @idomes

      Jakbyście coś znów organizowali takiego to się też bym pisał. Wczoraj grałem ze znajomymi analogowo twarzą w twarz, ale jakbyście dali znać dzień wcześniej to jeszcze nie miałem planów.

      PS. Mam jedną kopię Magicki do podarowania jakby ktoś też chciał grać, tylko muszę wykombinować jakiś fajny sposób odstąpienia. Może macie jakieś pomysły?

  3. powazny_sam

    A na temat artykułu to wprawdzie nie rpg ale od razu przypomniał mi się Teenagent i tamtejsze “logiczne” zagadki. Ale jakoś źle tego nie wspominam , potrafiliśmy z bratem na zmianę godzinami tkwić w jednej lokalizacji aż w końcu coś wyszło, netu nie było, solucji nie było a grę udało się ukończyć. No ale to były dawne czasy, gry były lepsze , trawa bardziej zielona, itd itp wiecie o co chodzi 🙂

  4. Nitek De Kuń

    Największą zagadką FF X jest ta karcianka. Chociaż nie, to karawana w New vegas jest przegięciem absolutnym, bo grając w karciankę FF X nie znając zasad dało radę to ogarnąć w miarę bez problemu. tej z New vegas nie czaję do teraz i unikałem jej jak ognia.
    A samo FF X pamiętam, kolega kupił, przeszedł, pożyczył mi na ps2 i mówi masz tydzień . I dałem radę bawiąc się przednio, zbierając koparę na ówczesnych renderach, które miażdżyły orzechy. I nic to, że voice overy takie se, a dialogi słabe. Był rozpierdol, w scenie romantycznej zwłaszcza. Render właściwy zaczyna się 6:20 http://youtu.be/XSYxU-Lpkwc

    Niestety FFX jak i większość FInali w moim przypadku nie nadawał się na drugie przejście. Tylko jednego skończyłem parę razy i o dziwo to nie była siódemka tylko dziewiątka, chyba najbardziej urokliwy Final ze wszystkich w jakie grałem (tuż przed XI chyba, zepsułem se PS2 niechcący).

    A zagadki, hejtuje logiczne, mimo że jedna z moich fav gier ever była nimi przepełniona. Black Dahlia, mega kozak fest http://youtu.be/v5UJ5lcnzt0, miała zagadki na poziome tych z Myst, Riven itd. Miała też kody, które pozwalały je ominąć 😀 A historia tam wyborna. I Dennis Hopper (RIP)

    1. MusialemToPowiedziec

      @Nitek

      Karcianka w New Vegas jest prosta. Postawą jest “oczko” – musisz ułożyć karty jak najbliżej-ale-nie-więcej niż 26 (jest jakieś minimum, ale nie pamiętam, pewnie powyżej 20). Różnice:
      – karty trzeba układać albo w kolejności rosnącej albo malejącej.
      – figury zamiast punktów mają specjalne cechy: walet usuwa kartę, dama pozwala odwracać kolejność budowania karawany, król powiększa dwukrotnie wartość karty, as i joker chyba też coś robią, ale nie pamiętam.

      I to chyba tyle, nie pamiętam żeby kolory miały znaczenie.

      Talia dająca niemal 100% wygranych Pokaż
        1. MusialemToPowiedziec

          @LiberNull

          Takie ostrzeżenie – na pewno facet w Novac stosuje właśnie taką talię, więc z nim łatwo przegrać 😛 . Za to raz wygrałem u niego z +10000 kapsli (głównie w formie kasy NCR i Legionu) i w ogóle ma on sporo kasy.

          Najłatwiejszy jest pewnie ten facet z Karawan, co jako pierwszy nas uczy z czym to się je.

    2. lemon

      @Nitek

      W FFX utknąłem. Ogrywałem dawno temu na emulatorze (niedługo później kupiłem PS2), było fajnie, myślałem że już koniec gry, ale nie – dorwałem jakiś latający statek i łup! – nagle wszędzie sami przepakowani bossowie nie do przejścia. Poleciałem gdzieś, gdzie się pływało i rozwiązywało właśnie jakąś łamigłówkę i od tamtego momentu do gry nie wróciłem. Co jest dalej?

  5. projan

    Jak to w DA losowość? Jak się stanie na określonej płytce tak się określone części mostu pojawią/znikną. Element w milionie gier na różne sposoby wykorzystywany. Czysta logika, żadna losowość.

    W przygodówkach już dawno odeszli od mocno nielogicznych zagadek. Da się samemu (prawie 🙂 ) na wszystko wpaść.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @projan

      No dobra, ale tych płytek jest sporo i nie ma żadnych (w każdym razie ja żadnych nie znalazłem) sugestii która jest właściwa. Po prostu musisz rozstawiać swoich na właściwych płytkach, które są właściwe BO TAK a nie dlatego, że wynika to z jakiejś filozofii, religii (a akurat lokacja jest ultrareligijnie nacechowana), albo dlatego, że posągi salę wcześniej stały w określonej kolejności. Logika zagadki istnieje sama dla siebie, określona płytka jest właściwa, bo jest właściwa i tyle. Czyli działa to na zasadzie prób i błędów i odnajdywania schematu, który wymyślili sobie twórcy. Mnie takie gierki nie kręcą w cRPGach.

      W podobnej sytuacji w Baldurs Gate2 musiałeś stawać na właściwych płytkach, odnajdując te, które układają się w słowo wynikające z lokacji. Taka zagadka – w cRPG – ma dla mnie sens. Podobnie jak w Arcanum rozmowa z królem klanu krasnoludów, gdzie możesz go przekonać do właściwego postępowania jeśli wcześniej poznałeś dobrze krasnoludzką filozofię. Poznaję grę i jej świat i dzięki temu mogę rozwiązywać zadania.

      Przy czym zdaję sobie sprawę, że jestem niekonsekwentny, bo takie same zagadki w Tomb Raider czy Alicji albo Uncharted już sprawiają mi frajdę. Niestety, racjonalizm w tym przypadku zawodzi:D.

            1. Nitek De Kuń

              @mokraTrawa

              E nie, po matkach nie. Po czytelnikach, prezesach, magazynierach, listonoszach i każdym innym.

              Obserwuję dyskusję od dwóch dni, ale mało kto dotknął punkt widzenia czytelnika i profil danego medium.
              Osoby, które znają wolumeny gier sprzedawanych w naszym 38 milionowym kraju wiedzą, że jest jeszcze dużo do zrobienia i sporo rodaków musi zostać “przechrzczonych” na graczy. Później możemy ich sobie segmentować na casuali, wymagających, po pięćdziesiątce, młodzież gimnazjalną i stworzyć dedykowane im serwisy i czasopisma. O ile oczywiście dane medium będzie miało model biznesowy inny niż “naściemniamy inwestorowi a po pół roku zobaczymy co będzie”.
              Z mojego punktu widzenia, wolę zamówić materiał, który opisze / pokaże czym jest Vanishing of Ethan Carter, czy This War of Mine, niż drążyć temat o co Adrian Chmielarz pokłócił się z Grzegorzem Miechowskim. Pewnie, że chciałbym się dowiedzieć, ale pewnie wtedy jednego z panów przestałbym lubić. Tymczasem niewiedza jest błogosławieństwem
              W okresie od połowy marca do początku maja na GOL-u zrobiliśmy zestaw materiałów tekstowych i wideo z takich gier jak Wiedźmin 3, Lords of the Fallen, Raven’s Cry, Enemy Front, Hellraid, The Vanishing of Ethan Carter oraz This War of Mine. Każdy z nich powstał z naszej inicjatywy, jedynie w przypadku Wiedźmina był to wywiad mailowy – reszta na podstawie pokazów. Mieliśmy w nich naprawdę sporo nowych informacji oraz niepublikowanych wcześniej fragmentów gameplaya. Oglądały się świetnie i komentarze były pozytywne. Jasne, nie były pięknie zapakowane jak materiał Polygonu, ale w naszej pracy staramy się po prostu przybliżyć użytkownikom gry i podpowiedzieć, którymi z nich powinni się zainteresować, a które omijać. Drugiego dna nie ma. Oczywiście, wśród naszych tekstów są wielostronicowe galeryjki pokroju “10 najgłupszych zakończeń”, ale one mają przyciągnąć innego użytkownika i ożywić serwis.
              Tym czasem jutro publikujemy wywiad z Project Leadem i Design Leadem Torment: Tides of Numenera, “human touch” w nim nie ma, ale za to dla czekających na ten tytuł jest tona ciekawych informacji.
              ————–
              pokazał ciekawy punkt widzenia, i chyba warto go rozwinąć. Tyle jest jojczenia, że w prasie jest mnóstwo bezwartościowych newsów, robienia taniej sensacji, felietonów o niczym itp. Ale dlaczego tak jest? Bo właśnie te badziewia się klikają, co przekłada się na kasę dla portalu. A czemu się klikają? Cóż, widać większośc odbiorców takich tekstów oczekuje – mało ambitnej papki. Zresztą to nie tylko bolączka branży gier. Czemu jak grzyby po deszczu powstają kolejne mutacje pseudo-prawdziwych durnot w TV typu wszystkich “Ukrytych Prawd”, “Pamiętników z wakajci” itp? Przecież to jest taka papka, że człowieka głowa może rozboleć. Hint: bo masy ludzi chcą ten szajs oglądać. Warto sobie zadać więc pytanie: czy gdyby te wszystkie szajso-newsy i tanie sensacje w branży growej się nie klikały, to byłyby tworzone? Nie, zdechłyby śmiercią naturalną. Czy gdyby z kolei ambitna publicystyka była popularna i się dla odmiany klikała, byłoby jej wciąż tak mało? Nie, mielibyśmy tego od zajebania. Może więc przydałoby się nie tyle zapytać redaktorów, czemu tworzą takich niskich lotów teksty, ale w zamian spytać czytelników, czemu tak ich ten niski poziom jara i czemu masowo klikają w takie badziewia. Tutaj rządzi prawo rynku: na co popyt, na to podaż…

              1. mokraTrawa

                @Nitek

                dokładnie, takie życie, to samo spotkało wyborczą, to samo dzieje się z antyweb itd dlatego do newsów mam feedly z ang serwisów i coś się wybierze

                a tak to jedynie co czytam namiętnie to gamasutra, twitter i jakieś technologiczne zza oceanu, ale one o grach praktycznie nie piszą, polskich o grach nic

              1. aihS Webmajster

                @powazny_sam

                TL;DR Chmielarz napisał “paczajta jak się tworzy dobry content na Polygonie polskie pismaki”, aggro złapali głównie, ale nie tylko, ludki z Polygamii (pewnie przez zbieżność nazw albo tylko oni zalajkowali fejsbunia A. Ch. :P), zaczęło się “nam nie płacą za dobre pisanie” oraz “chcecie content premium to płaćcie” (Radek Zaleski) itd itd

            1. Stah-o

              @aihS

              Muve za to zaserwował datę 23.07 jako premierę. Ot i Polska nasza, mimo, że wszyscy mówimy w tym samym języku, za cholerę się czasem nie idzie porozumieć. Gdyby jeszcze nie fakt, że Divinity jest dostępne na rynku globalnym od tak długiego czasu, to jeszcze bym zrozumiał, a tak ? o so chodzi? Tirami będą wieźli te klucze cyfrowe?

  6. urt_sth

    Przypomniała mi się taka zagadka chyba w Neverhood (ewentualnie Put Put goes to the moon), w sumie dość trywialna, ale nie dla mnie bo głuchy jestem, a tam sekwencję dźwięków różnej wysokości trzeba było powtórzyć. Jak to była frustracja, prawie na nagłówek wybiórczej o złym wpływie gier.

Powrót do artykułu