Pięć (tu rzeczywiście był przecinek) zdziwień na piatek

bosman_plama dnia 5 grudnia, 2014 o 8:51    103 

Czy zdarzyło się ostatnio, że gra Was zaskoczyła? Nie jest dziś o to łatwo, bo wścibstwo internautów połączone z marketingowymi przeciekami, zalewem teaserów i trailerów, istniejącymi wciąż demonstracyjnymi wersjami gry oraz tysiącami blogów, na których gracze opowiadają o każdym szczególe, sprawiają, że gdy odpalamy jakąś grę tak naprawdę często wiemy o niej już wszystko. A jednak, czasem może się nam przytrafić zdziwienie.

O ile zaskoczenie nie dotyczy faktu, że gra jest dziurawa jak polskie drogi, zabugowana niczym budżetowe programy dla administracji publicznej i brzydka jak sumienia polityków, to niespodzianki w grze wydają mi się czymś niezwykle cennym. To wspaniałe – odpalić grę i otworzyć szeroko oczy ze zdumienia. I pozostać z niepewnością i radością do końca. Coraz o to trudniej, internet odbiera nam takie doznania. Możemy oczywiście okazać się twardzielami, którzy nie czytają żadnego wpisu na temat gry, w którą chcemy zagrać, ale zwykle ciekawość zwycięża. Przyznam, że chyba tylko raz się jej oparłem – w przypadku Heavy Rain. To właśnie przy tej grze, dla której tajemnica jest, jak to z kryminałami bywa, bardzo ważna, wyszło na jaw, że niektórzy ludzie czerpią niepojącą satysfakcję z psucia zabawy innym. Dlatego nie należało czytać na forach o HR, bo pewna liczba idiotów wpisywała gdzie tylko mogła wyjaśnienie kto jest zabójcą.

skyrim

Takie Skyrim jest oczywiście fajne, ale nim gra się zaczęła, już dokładnie wszyscy wiedzieliśmy o czym będzie. Pokazały nam to trailery, a do tego mieliśmy za sobą doświadczenie innych gier z serii. Największym, w sumie zaskoczeniem był fakt, że smoki zabija się tylko trochę trudniej niż muchy.

Na szczęście nikt poza Nitkiem nie jest w stanie czytać absolutnie o każdym tytule (że nie wspomnę o graniu weń). Dlatego czasem można się jeszcze zdziwić.

Ponieważ ostatnio nie mam prawie czasu, by grać, miły los dorzucił do mojego chaosu kalendarza nowy czynnik – siostrzenicę, która wpada od czasu do czasu, żeby pobyć trochę z wujkiem, w czasie, gdy jej mama zasuwa na jakąś dziwną zmianę w robocie a tata zarabia na zabawki na obczyźnie. Ponieważ rodzice to gracze, mała wie co to konsola oraz pad (myszka i klawiatura to dla niej nieco wyższa szkoła jazdy). Już po pierwszym growym spotkaniu gdy dzieciak po tym, jak wyciąłem w pień legiony drani w Diablo3 zapytał: “oni są źli, prawda?” uznałem, że lepiej, by krew nie zalewała hektolitrami ekranu w obecności małolaty. Fajnie, że tłumaczy sobie wszystko jak trzeba, ale lepiej, żeby sobie tego tłumaczyć nie musiała.

quake

Być może powinienem grać przy siostrzenicy w Q3? Krwi wprawdzie rekordowo tam dużo, ale dzięki starej grafice i odrealnieniom postaci cała gra może wydawać się abstrakcyjna.

Przeszukałem więc ps store w poszukiwaniu dem gier dla dzieciaka. Szukałem na czuja – po obrazkach, tytułach i prostych opisach. Jasne, Little Big Planet to strzał oczywisty. Bywały jednak i inne.

W ten sposób znalazłem Puppeteer. Na okładce jedna kolorowa pacynka obejmuje drugą, wszystkie kolory są żywe i jaskrawe, jak w bajkach. Coś tam mi mignęło, że gra traktuje o przedstawieniu kukiełkowym. Nie kombinując dłużej ściągnąłem demo.

Puppeteer_cover

Szczęście, że sprawdziłem te dema nim posadziłem przed nimi dzieciaka.

Puppeter długo “gra” grę dla dzieci. Intro zaczyna się od bajkowego obrazka oraz opowieści o jakiejś tam księżycowej królowej, która rządziła ładnie oraz sprawiedliwie korzystając z mocy księżycowego kamienia. Brzmi trochę jak “Czarodziejka z Księżyca” tylko bez demonów do usieczenia. No dobra, słucham dalej. Królowa miała swoją ulubioną zabawkę – misia. Super.

No i ten Misio, wyobraźcie sobie, zbuntował się przeciw królowej (obrazek robi się ciemniejszy a pluszowy miś zyskuje demonicznie czerwone oczy), uwięził ją, zabrał kamień. Rządzi teraz porywając dzieci, zżerając ich dusze a je same zmieniając w kukiełki, które stają się jego sługami.

misio

Misio. Nie jest grzeczny dziś i nie podaje łapki.

Zaraz potem dostajemy filmik o tym, jak Misio nas porywa, odgryza nam głowę i rzuca nasz drewniany korpusik na podłogę i tak go pozostawia. Następnych kilka minut spędzamy biegając tym korpusikiem w poszukiwaniu jakiejś głowy. Pierwsza, jaką znajdujemy to wyszczerzona czaszka, drugą jest pająk…

czacha

Dawno nie zaliczyłem takiego opadu szczeny. I żeby była jasność – nie było w tym nic negatywnego. Gra jest przednia. Ma świetnie dopasowaną kukiełkową grafikę. Mistrzowskim pomysłem jest konsekwentne używanie teatru jako scenografii – od czasu do czasu opada kurtyna, a przez całą grę (tzn. tak zakładam, bo na razie mam za sobą tylko demo) towarzyszą nam reakcje publiczności – okrzyki, westchnienia, czasem oklaski. Pełny czad. Już wiem, że tę grę kupię. Dla siebie, oczywiście, nie dla siostrzenicy.

Nie piszę tu, żeby zrobić zarzut twórcom, że niewinne dzieci mogły paść ofiarą Misia. To nie jest alarmujący wpis. Po prostu dlatego, że dotąd nie przyglądałem się grom, które odruchowo kategoryzowałem jako dziecięce, przeżyłem coś, co nie przytrafiło mi się od dawna w grach – radosne zdziwienie czymś absolutnie nieoczekiwanym. Nie wiedziałem nic o Puppeteer, tylko mi się wydawało, że wiem. Dzięki temu miałem z tej gry znacznie więcej zabawy niż z tytułu, który niemal znałem na pamięć  nim jeszcze go kupiłem.

Takie zaskoczenia są dobre. Przytrafiły się Wam ostatnio podobne?

Dodaj komentarz



103 myśli nt. „Pięć (tu rzeczywiście był przecinek) zdziwień na piatek

      1. lupus_yonderboy

        @Probabilistyk

        Jakie Wy macie konfigi, ze tak na tę grę psioczycie? Ja pykam na core i5 760, 8GB ram i radeonie 7850, full detale w FullHD w single i full detale w 720p w multi. Nie wywala mnie z serwerów(poza oczywistymi przypadkami gdy wchodzi ktoś z zarezerwowanym slotem(np na ATSgaming.de) nie ginę po strzałach zza winkla, nie kumam OCB. Nie żebym był ślepym fanbojem, ale u mnie działa i gra sie przyjemnie, nie da się tego porównać do listopada 2013, wtedy chrupało jak złe.

        Oświecicie mnie?

        1. lemon

          @lupus_yonderboy

          “U mnie działa” – szczęściarz. 🙂 Detale nie mają tu nic do rzeczy. Iluś tam osobom po kilku minutach gra wywala się do pulpitu (albo nawet BSOD). Patrząc na fora, nie jest to tylko paru gikzów, a spora grupa rozsiana po całym świecie. Dice takie dumne ze swojego Frostbite’a, że nie wiedzą, co stanowi problem. Wywaliłem cholerstwo z dysku po dwóch dniach triala. Szkoda nerwów.

  1. iHS

    Stanley Parable. Czytałem tylko, że to coś innego. Włączyłem. Faktycznie, mieli rację. Jestem wielkim fanem. Przeszedłem chyba wszystkie zakończenia.
    Drugie, ostatnio, zupełnie inne zaskoczenie, Battleblock Theater. Straciłem nadzieję, że coś mnie wessie jak odkurzacz w czwartej jakby na to nie patrzeć dekadzie istnienia. Po czym z kumplem który właśnie został ojcem hasamy sobie po platformach, przełączamy przełączniki, giniemy średnio raz na minutę. Jedna z najfajnieszych gier ever. Patrząc na fun jaki daje, powinna kosztować 50 euro, kosztuje w promocjach coś koło dwóch.

  2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Kurczaki, wychodzi na to że stary już jestem, wszystko już widziałem i nic mnie nie zaskoczyło. Chociaż, nie powiem, na pierwszy trailer jestem chlebem patrzyłem z narastającym zdziwieniem. Z drugiej strony po koziosymulatorze nie było to zaskoczenie zapierające dech w piersiach.

  3. urt_sth

    Mnie jęcząca Lara zaskoczyła pozytywnie (ale akurat nie jękami), niby wszyscy się zachwycali i dużo było materiałów, ale jakoś nie wierzyłem – a w istocie solidna przygodowa gra, nie żeby arcydzieło czy coś, ale to i tak więcej niż się spodziewałem. Co prawda dla mnie mogła by być krótsza o jedną czwartą, dzięki temu zostawiła by jeszcze lepsze wrażenie, bo z czasem wkradła się monotonia.

  4. furry

    Mnie zaskoczyło, że w tytule wpisu jest przecinek po słowie “Pięć” i zacząłem się doszukiwać jakiegoś drugiego dna. #interpunkcyjnegestapo

    A tak w ogóle, przeczytałem rano ten tekst Dukaja o “Interstellar” i faktycznie dobry:
    http://kulturaliberalna.pl/2014/12/02/jacek-dukaj-interstellar/ (zawiera orzeszki spoilery).

    Tylko uwaga do zdania “Zamiast tego Ziemię Nolanów niszczą bliżej nieokreślone katastrofy i zarazy” – zaraza jest znana, to śnieć, można sprawdzić w wikipedii, nie linkuję z powodu psychozy Last Christmas.

  5. powazny_sam

    Ja nie tyle o zaskoczeniu, co o tym że podobny zabieg “teatralny” jest w BattleBlock Theater, kurtyna, narrator, reakcje publiczności (oklaski jak wepchniesz kompana do wody albo “niechcący” trafisz go granatem). Swoją drogą gierka też niby niewinna, ale jak pierwszy wpindoliła mnie żywcem wielka wiewiórka to sam aż podskoczyłem na siedzeniu. Nie mówiąc już o tym jak efekciarsko postać się rozczłonkowuje po kontakcie z materiałem wybuchowym 😉

    Az innej beczki, zachęcony ostatnim paczem odpaliłem Red Faction Guerrilla. Fajne!

  6. Tasioros

    W związku z szerzącą się paranoją Wham, na podstawie kilkuletnich badań, postanowiłem opracować prosty poradnik “Jak nie usłyszeć Last Chritmas przez Wigilią”:

    1. Nie słuchaj Last Christmas (Wham) przed Wigilią.
    2. Nie mów nikomu, że bierzesz udział w tej chorej grze. Istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że ktoś będzie pragnął Twej przegranej. Prawdopodobieństwo wynosi 100%.
    3. Możesz powiedzieć jedynie zaufanym osobom.
    4. Gdy bierzesz w tym udział, NIE MA zaufanych osób.
    5. Omijaj centra handlowe szerokim łukiem (może być kompozytowy), a najlepiej korzystaj z obwodnicy.
    6. Nie słuchaj żadnego radia! Nawet te, które brzydzą się popkulturową papką dla tłuszczy, może w swej zajebistości dać przykład utworu, który leci w każdym innym radiu a u nich nie.
    7. Nie dzwoń do nikogo na telefon komórkowy (i tak nie masz do kogo ty smutny nolifie).
    8. Najlepiej też nie odbieraj telefonu. W ogóle.
    9. Nie otwieraj ŻADNYCH linków w internecie. Na Gikzie możesz otwierać tylko moje.
    10. Jeśli ktoś Cię zapewnia, że jego link jest Wham free, usuń go z listy znajomych i ignoruj aż do świąt.
    11. Pamiętaj – nie ufaj nikomu! Każdy jest teraz potencjalnym wrogiem.
    12. Bonus – Samoobrona

    Jeśli ktoś ma jakieś dobre rady – niech dopisze.

  7. Probabilistyk

    Dobra offtop – piątkowe granie.
    Wiem, że ostatnio ustawki przeszły na steama, ale mam wrażenie, że przez to wiele osób przegapia temat. Ja natomiast melduję się, że w 2 najbliższe weekendy (piątki) odpadam, inne obowiązki i takie tam… wiecie.

    1. Beti

      @Probabilistyk

      Dzisiaj gramy 🙂
      Z tego co widziałam na steamowej grupie, to trochę chętnych będzie 🙂 Najpierw gramy w L4D2. Zobaczymy czy kampanie czy versusa. Wrzuciłam 8 nowych map do kampanii jak coś 🙂 Nie wiem czy na wszystkich działa versus. Ale pewnie i tak zagramy na tych co już są, zeby nowi nie mieli za trudno 😉
      Ten weekend to ostatni, w który mogę swobodnie pograć 😉 Do świąt będzie ciężko.

      ed. zaczynamy wcześniej, bo około 20.

  8. Tasioros

    Mnie ostatnio zaskoczył Far Cry 3. Ogólnie to wiedziałem na czym gra polega, ale wiedząc, że kiedyś sam zagram, nie przyglądałem się zbytnio tematowi. Jak wiadomo można/trzeba tam polować, aby zwiększyć swoje możliwości inwentarza. Nastała chwila, że potrzebowałem dwóch skór tapira. Przyodziałem się więc w łuk, na mapie oznaczyłem obszar gdzie tapiry czują się jak ryby w wodzie i ochoczo pognałem w długą podróż Jeepem. Po minucie byłem na miejscu. Chwilę się poszwędałem i w oddali ujrzałem tapira z kolegami. “Zrobię to jak należy” – obiecałem sobie. Łuk w dłoniach, przykuc w krzakach, można się skradać. Trzeba nawet, bo tapir to zwierz płochliwy i na mój widok spiernicza. Tak więc pełzam od krzaka do krzaka nie spuszczając tapira z oka. Trzeba podejść dość blisko, bo łuk szybkostrzelny nie jest, a i sam jeszcze nie do końca go opanowałem. No i tapir. Jestem coraz bliżej, linia ja-tapir skraca się niemiłosiernie, choć powoli. Ostatni krzak, to stąd upoluję tapira. Patrzę na niego przez chwilę. Jestem tylko ja i tapir. Wycelowywuję łuk. Ja, łuk, tapir. Naciągam cięciwę. Ja, łuk, strzała, tapir. Docelowawywuję. Strzała, tapir. Gdy już myślę o zadaniu śmierci tapirowi, za plecami słyszę złowieszczy pomruk. Opuszczam łuk. Przy kolejnym pomruku odwracam się. Zajebał mnie tygrys. Fajna ta gra!

  9. Yerz

    Zaskoczyłem się Survarium. Od BF3 żadna strzelanka mnie tak nie wciągnęła a to dopiero jeden tryb.
    A planują kolejne zaskoczenie:

    Freeplay – The player will spawn on one of the random starting positions on big location inhabited by mutants, anomalies and other players. This mode gives the player (You) complete freedom of action – You will have the choice; who to assist and who to attack; to be a loner or to join the group of other players and possibly survive longer.

    The content of the map will be randomly generated and will depend on the actions of players, so each walkthrough will be unique and unpredictable. The goal in this mode is to survive and solve the various mysteries you may encounter during your adventures.

        1. urt_sth

          @Beti

          Chcę zastąpić wodę czymś ze smakiem, a że po upieczeniu panforte została mi pomarańcza bez skóry to o niej pomyślałem.

          Ostatnio prawie się przełamałem i kupiłbym triple sec’a. No ale to rzecz typowo kuchenna i jak patrzę na cenę to zawsze odkładam na półkę.

  10. mr_geo

    Primordia.
    Zwykle trzymam się z daleka od przygodówek tego typu, bo albo są to a) absurdalnie długie kobyły na przegryzanie się przez które nie mam czasu b) opowiastki bez śladu logiki i wewnętrznej spójności, z fabułą która nie oferuje nic poza jakimiś durnymi wygibasami c) urągające inteligencji durne klikadła z “wyzwaniami” intelektualnymi na poziomie chomika po lobotomii, a fabuł pozbawione prawie zupełnie.

    A w przypadku Primordii dostałem interesującą opowieść osadzoną w dopracowanym, ciekawym świecie, z bardzo fajnym, pogodnym_choć_melancholijnym klimatem, zagadki które są interesujące a jednocześnie logicznie spójne i mają uzasadnienie w fabule oraz sympatycznych bohaterów. Kupione przypadkiem za jakieś grosze na wyprzedaży GOG, warte każdego eurocenta i jeszcze dziesięć razy tyle.

    No i bezustanne źródło zaskoczeń (różnych, ale jakoś tak w 50% przyjemnych): japońskie/koreańskie gry na Wii które kupuje za bezcen i “na pałę” przy okazji wizyt w Singapurze albo Malezji, kierując się w 99% obrazkiem na okładce i tymi paroma zdaniami “in Engrish” na odwrocie pudełka (jedyne moonrunes jakie rozpoznaje to te japońskie oznaczające “exit” i “power”). Z pozostałego 50% zaskoczeń duża część to często “WTF IS THAT?!?!” które generalnie uznaje za “na plus” – człowiek uświadamia sobie jak różne kulturowo od tego w którym sam się wychował i wyrósł może być inne społeczeństwo…

  11. lemon

    Takie ponoć fest zaskoczenie z KotOR-a niestety zostało mi odebrane – kolega zaczął pokazywanie gry od ostatniej rozmowy z Malakiem. 🙂 Pamiętam dobre zaskoczenia z pierwszego sezonu TWD

    Spoiler! Pokaż

    albo Game of Thrones RPG

    Spoiler! Pokaż

    . Parę lat temu pozytywnie zaskoczyło mnie AI wrogów w pierwszym Far Cry: nie zapomnę jak mutant uciekł mi sprzed lufy tylko po to, żeby zakraść się do mnie z tyłu.

Powrót do artykułu