Pięć zagubień przed piątkiem

bosman_plama dnia 13 lutego, 2015 o 8:45    155 

Pamiętacie czasy, kiedy wszystko było prostsze? Nie, nie te, gdy jeszcze nie potrafiliśmy mówić, a zjedzenie robaka w piaskownicy było zwyczajnym poznawaniem świata a nie przygodą życia. Te, kiedy wchodziliśmy do sklepu i kupując grę wiedzieliśmy czy to strzelanka, czy cRPG i nawet zapytana o gatunek gry stuletnia babcia klozetowa potrafiła bez pudła określić co znajduje się w pudełku z grą na podstawie jego okładki. O tej, być może bezpowrotnie utraconej przeszłości, mówię.

Nie jestem pewien jaki to był dzień tygodnia, ale zdarzyło się kiedyś, po raz pierwszy, że w opisie gry znalazłem zwrot: “…z elementami RPG”. Zastrzygłem wtedy uszami i pomyślałem, że to fajnie, bo przecież lubię rpgi. Głupi ja, nie zdawałem sobie sprawy, co właśnie się zaczęło. Od tamtej pory “elementy RPG” mają nawet symulatory lodówek, choć coraz chętniej pozbywają się ich same erpegi, które z kolei zawierają elementy strzelanek, skradanek itp. Część graczy tak odwykła od elementów RPG w cRPG, że kiedy Alpha Protocol uzależniło wyniki strzelania od rozwoju postaci, a nie szybkości poruszania myszką/padem, gracze zaczęli labidzić, że model strzelania jest jakiś do bani.

To, oczywiście, element ewolucji gier. Kiedyś, dawno temu były tak proste, że składały się z dwóch kresek i kwadracika, który można było odbijać między nimi. Później nieco się rozwinęły i przybrały postać ludzika przepychającego kamole między diamentami i tupającego niecierpliwie nóżką, jeśli zbyt długo zastanawialiśmy się co robić. Wtedy nie było jeszcze żadnych gatunków, były po prostu gry. Jednak wkrótce okazało się, że rozwój wymusił podziały i klasyfikacje, zaś gracze podzielili się na wielbicieli tego, bądź innego rodzaju zabijania czasu przy pomocy urządzeń stworzonych pierwotnie, by szyfrować dane i obliczać najlepsze trasy wędrówki na Księżyc.Graliśmy więc w symulatory, przygodówki, strzelanki, platformówki itp. itd. I przez jakiś czas to się sprawdzało.

Ponieważ nie ma dziś obrazków, dostajecie w zamian wesołą piosenkę

Ale przestało, z kilku powodów. Po pierwsze, jakkolwiek byśmy nie zrzędzili, gdy starają się rozwijać. Owszem, błądzą często w tych staraniach. Ich twórcy dostrzegają jednak, że nawet najbardziej tępi gracze wytresowani by naciskać przycisk: “kupuję” po pierwszej reklamie nowego tytułu, od czasu do czasu potrzebują czegoś nowego. Szukając sposobów na urozmaicenie rozrywki zaczęli mieszać gatunki przekonani (po doświadczeniach kina i literatury), że to zrobi grom dobrze. I trudno im odmówić racji. Na pierwszy ogień poszły “elementy RPG”, bo ktoś łebski zauważył, że rozwój postaci oferuje graczom możliwość szybkich nagród za grę, czym stymuluje do dalszego grania. “Elementy RPG” stały się więc rodzajem marchewki dla gracza i spisały się znakomicie. Potem zaczęto wciskać gdzie się da tzw. minigry, zagadki itp. Równolegle w cRPGach wzmacniano elementy zręcznościowe pożyczane z innych gatunków gier. Dorzucono je też w części przygodówek, przez co z czasem przestały przypominać klasyczne przygodówki.

Wszystko to spełniało swoją rolę. Gry stawały się coraz bogatsze w rozmaite elementy a dzięki temu ciekawsze. Część starych graczy marudziła oczywiście, że przygodówki, w których nie spędza się połowy życia na klikaniu w każdy piksel to nie przygodówki, a cRPGi, w których o wyniku walki decyduje zręczność w posługiwaniu się myszką/padem to nie cRPGi. Ale ewolucja, jak to ona, nie przejmuje się dinozaurami.

W ten sposób powracamy do korzeni, kiedy istniały po prostu gry. Czym jest Far Cry3? Strzelanką? To prawda. Ale ma rozwój postaci i sprzętu bogatszy niż Mass Effect3, nazywany cRPGiem. Ma fabułę, wyraziste postaci i dialogi żywsze niż Skyrim. Pamiętacie stare spory o to, jaka jest tak naprawdę definicja cRPGa? Teraz dopiero byśmy się pogubili. Tyle, że takie dyskusje umarły, bo nie bardzo jest dziś o czym rozmawiać. Definicje? Jakie definicje? Wszystko jest dziś jedną wielką mieszanką.

Co, oczywiście, sprzyja wysokości sprzedaży. W dawnych, zdefiniowanych czasach, fani cRPGów kupowali cRPGi, fani strategii strategie itp. Dziś, gdy różnice coraz bardziej się zacierają po prostu kupujemy wszystko i czerpiemy z tego zabawę, albo (jak wskazują dyskusje pod głosowaniem na najgorsze gry roku) czujemy złość i rozczarowanie. Granice nie zostały, naturalnie, całkowicie zatarte. Sądzę jednak, że ku temu zmierzamy. I jakkolwiek wydaje mi się, że trudno będzie wymieszać na przykład taki gatunek jak… A nie, czekajcie, to już się stało.

Dodaj komentarz



155 myśli nt. „Pięć zagubień przed piątkiem

      1. Garett

        @bosman_plama

        Mit. Na początkach internetu czy może nawet wcześniej, jakaś babka robiła badania nad wpływem informacji rozpowszechnianej drogą elektroniczną czy jakoś tak. I puściła w obieg książkę z różnymi “faktami”, dużo pierdół tam było i między innymi to, że podczas snu przez całe życie człowiek zjada ileś tam pająków. (historia opowiadana z pamięci, więc detale mogą się różnić, ale ogólny sens chyba zachowałem)

              1. Beti

                @Garett

                Oglądałam jakiś odcinek Fear Factor. Uczestnicy w parach mieli zjeść kilkanaście skorpionów i wypić krew z ogromnymi białymi ruszającymi się larwami. W innym odcinku były wielkie karaluchy i coś tam… Ludzie to zjedli. Co prawda mieli zawartość żołądka w gardle ale w 15 minut pochłonęli wszystko….

  1. Private_dzban

    Definiowanie czegokolwiek zawsze będzie kłóciło się z postępem, nic nowego. Tak długo jak uda się zrobić jakiś dobry mix gatunkowy, to chyba nie ma co narzekać. Np. przy Deus Ex: HR dobrze się bawiłem, a to co najmniej mix FPS, skradanki i RPG, czy czegoś jeszcze?

    PS. Jak na filmiku zobaczyłem znaczek Decepticonów to liczyłem na jakiś dramatyczny twist…

      1. /mamrotha

        @bosman_plama

        Co masz do MLP??? Obejrzałem dwa razy wszystkie cztery sezony (tu podziękuję córce), jak się już człowiek pogodzi z tym, jak wyglądają główne bohaterki, to fajna bajka jest (i przeważnie z sensownym przesłaniem co odcinek – podsumowania w listach do księżniczki Celestii ) 🙂

        <3 Spike

        :p

        1. lemon

          @Iago

          Ja jednak bym QTE bronił. Tam gdzie nie przesadzają z oknem czasowym na wciśnięcie guzika, jest okej. QTE odpowiada mi jako coś pośredniego między cutscenką a właściwą rozgrywką, coś dzięki czemu mam wpływ na to, czy postaci uda się jakaś widowiskowa akcja, pokazana z najefektowniejszej kamery.

  2. MHT

    Życie to ciągła zmiana, nawet w grach 🙂 I trudno się dziwić. Czytając negatywne opinie o Dying Light stwierdziłem że bardzo trudno jest dogodzić przeciętnemu graczowi. Trzeba dodać wszytsko co już widział w ostatnich grach plus wymyślić coś nowego co go zachwyci i czego będzie wymagać w następnych produkcjach. Fabuła ma być porywająca jak w najlepszych serialach, postacie mają mieć osobowość, mają być wciągające i głębokie. Ale jednocześnie nie może być za dużo czytania, a już broń Boże przydługich monologów! To skandal, że wstęp do gry trwa tak długo! Ile można gracza męczyć tą fabułą? 😉 Gdyby Fallout wyszedł dzisiaj, założę się że miałby ogromny poziom negatywnych opinii. Przecież tam się nic nie dzieje!

    1. idomes

      @MHT

      No i patrz, przypadkiem odkryłem grę, która się łapie na wszystkie kryteria 😀
      Odpaliłem przedwczoraj Thomas Was Alone i zaorało mi zwoje. Nietrudna platformówka, opatrzona ascetyczną ale bardzo wysmakowaną oprawą oraz narracją, która kasuje większość rpgów poprzedniej dekady. Niby gra o kilku skaczących kolorowych czworokątach, ale dzięki kilku prostym zdaniom z offu mają więcej osobowości niż NPC z gier Bethesdy razem wzięte. A jak jeszcze dodać ducha “Autostopem przez galaktykę” to już w ogóle robi się kosmos.

  3. Tasioros

    Nie było jeszcze mieszanki przygodówki ze strategią lub RTSem. Albo wyścigówki z przygodówką Point’n’Click. Albo cRPG z grą taneczną. Albo skradanki z grą ekonomiczną. Chyba, bo nie znam za wiele produkcji japońskich.

    A Far Cry 3 bardzo fajny jest. Ostatnio spotkałem tam cycki.

            1. amonlb

              @Beti

              Prawdę mówiąc to nie są tacy głupi. Ta w kamizelce odblaskowej co nimi dowodzi zrobiła ze swojej szafy dobrze prosperującą markę i aktualnie kręci lody z wielkimi markami odzieżowymi. Ostatnio jako jedna z czterech na całym świecie wzięła udział w kampanii organizowanej przez Bershke (o ile ich nie pomyliłem – istnieją podobne)

              Nie twierdzę że są fajni i nie koniecznie chciałbym spędzać z nimi czas (ilość selfie, słodkości i pustych przemyśleń wygłaszanych na głos na minutę by mnie pewnie zabiła) ale doceniam ich ogarnięte podejście do Internetu.

              W ogóle w Polsce mamy kilka niezłych przykładów jak zrobić kasę w sieci nie wkręcając ludzi w lewe zakupy 😀 Przykład to jakoszczedzacpieniadze.pl właściciel pozamiatał w temacie blogowania. Chociaż nie pisze ani o ciuchach ani o słitaśnych sposobach na zmianę betonu przed wyjściem na spacer z psem.

              1. Beti

                @amonlb

                To, że wystąpiła w kampanii słabej marki Bershka nie jest wielkim wow. Bycie głupiutką świetnie sprzedaje się (patrz. żona Boruca) 😉
                Nie śledzę jej poczynań, bo kompletnie mnie nie interesuje. Nawet nie wiem skąd ona jest i kiedy zaczęła się jej popularność, ale wyrywkowo czytając jej wypowiedzi i oglądając jej zdjęcia śmiem twierdzić, że nadawałaby się do finału miss piękności, do części w której trzeba odpowiadać na pytania 😉

              2. amonlb

                @Beti

                Bershka nie jest WOW dla ciebie ale weź pod uwagę że mamy do czynienia z nastolatką wybacz, że to piszę – Ikoną stylu i idolką tysięcy innych nastolatek. Dla nich zimowa czapka w środku lata, podarte jeansy i napis jem szpinak na rozciągniętym T-shircie to obowiązkowy komplet w szafie.

                Żony piłkarzy nie muszą być rozgarnięte 😉 mają się dobrze prezentować przynajmniej te, o których mówi się w mediach. Jakoś nie przypominam sobie żeby pokazywali żony piłkarzy, które nie trafiają w TEN specyficzny kanon piękna.

                Tak w ogóle to po co być mądrym jak można być pięknym i bogatym?

              3. Private_dzban

                @amonlb

                Królowe hadrkoru to VOD na pornhubie. Polecam. Warsaw shore się chowa.
                Co do zamiany w naszych rodziców to jestem za a nawet przeciw. Z jednej strony masz rację, bo, fakt, sam pamiętam jakie głupoty się robiło, a teraz piętnuję podobne zachowania (ot taka pozytywna wersja hipokryzji).
                Z drugiej jednak strony da się obiektywnie stwierdzić, że to co dziś puszcza się w telewizji (a co moździeży chłonie) prezentuje niższy poziom, niż wcześniej. Ja kiedyś oglądałem Johnnego Bravo (oglądam po dziś dzień), Toma i Jerrego, Dextera, Świat według Ludwiczka. Świetne, inteligentne kreskówki. Teraz to jedynie na Pingwiny z Madagaskaru przyjemnie się patrzy. No chyba, że za bardzo skaczę po kanałach i nie potrafię docenić 😛

              4. Beti

                @amonlb

                Siedem dziewcząt, które mają kłopoty z panowaniem nad emocjami i samokontrolą, mieszkają ze sobą w jednej willi przez trzy miesiące, przestrzegając ustalonych wcześniej zasad.

                i tymi zasadami jest łamanie wszystkich zasad 😉
                I nie, walk w kisielu tam nie zobaczysz. Co najwyżej ręka-głowa-ściana 😉

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @urt_sth

          Napisałem skrótem. Nie wiem co konkretnie zdechło, bo ekipa uwija się jak dzika i nie ma z nią kontaktu. Serwery pewnie żyją, ale padło połączenie z nimi. Coś podobnego trafiło się miesiąc temu. Zdaje się, że ma to coś wspólnego z wymianą sprzętu na lepszy.

          1. urt_sth

            @bosman_plama

            To luz – ogarną i o ile nie straciłeś czegoś w locie to powinno być git. Choć pamiętam taką akcję, że podczas prac konserwacyjnych odłączyli nam jedną macierz wyłączając synchro, a później przełączając na tę drugą jakoś tak się nie zsynchronizowała i cały misterny plan poszedł w pi… Na bazach później jakieś cyrki były aby odtworzyć zmiany, a i tak nie wszytko dało się odzyskać.

  4. Daimonion

    W zasadzie od niepamiętnych czasów wiadomo, że nie istnieje coś takiego jak czystość gatunkowa. Nie czepiałbym się więc “elementów RPG” w strzelankach, ani też elementów zręcznościowych w RPG. Czepiałbym się za to z uporem proporcji, w jakich mieszamy poszczególne elementy naszej międzygatunkowej produkcji. Sądzę, że złość i rozczarowanie, o których wspomina Bosman, biorą się – między innymi – z zaburzenia proporcji i związanego z tym błędnego przypisywania np. “erpegowości” czemuś, co tak naprawdę nie jest już erpegiem, bo inne elementy zdominowały mieszankę. Wezmę przykład świeży i gorący (tak, oczywiście znów będę hejtował Inkwizycję). Powiedzcie, tak z dystansem, co to w ogóle jest za gatunek? Ja stawiam na zręcznościówkę dla masochistów. Nie widzę powodu, by sensem rozgrywki w erpegu było zapierniczanie po wielkiej pustej lokacji i szukanie flaszek/odłamków/kawałków mozaiki/punktów orientacyjnych – w dodatku umieszczonych czasem na półkach skalnych, na które nie wskoczy nawet gumiś-krasnolud. To jest po prostu nudne – a przynajmniej nudne dla mnie, człowieka, który zasugerował się terminem RPG. Jeśli nie macie pomysłu na fabułę, to chociaż system walki zróbcie przyjemny – ale tego też zabrakło. Przypomina mi się “Kingdoms of Amalur” – też były karty, mmowaty świat i zręcznościowa walka. Ale jakimś cudem tam to wszystko się broniło – może dlatego, że dziabanie przeciwników było naprawdę satysfakcjonujące? Mało tego – podejmowane w Amalur decyzje, choć wiele ich nie było, przekładały się chociaż na statystyki postaci. Tu możemy sobie wybrać, jak ma wyglądać ogródek i na tym koniec. Ulepszamy twierdzę, na którą nikt nie napada (wspomnijcie Normandię w ME2), podejmujemy decyzje, które niczego nie zmieniają. Nie oczekiwałem od Inkwizycji, że będzie dziełem doskonałym (jak zapowiadali twórcy) i ukoronowaniem gatunku. Ale oczekiwałem, że jednak będzie reprezentantem GATUNKU. Tymczasem nie jest. Koniec, kropka. Czy to zwiastun zaniku gatunkowości jako takiej i czekającej nas epoki, w której gra to po prostu gra, a nie jakiś jej gatunek? Nie wiem, ale jeśli tak, to ja wysiadam. Mieszajmy, eksperymentujmy, kombinujmy – bez tego rzeczywiście nie ma rozwoju – ale róbmy to jakoś z głową i nie przekraczajmy granic zdrowego rozsądku. Jeśli idę do baru i zamawiam śledzia, to chcę dostać śledzia, a nie ciastko czekoladowe posypane łuskami.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Daimonion

      Bioware już dawno położyło lagę na cRPG i robi zręcznościówki i strzelanki.
      Mnie pod tym względem rozczarował Mass Effect, a potem przestałem się dziwić. Toteż po DAI nie spodziewałem się uerpegowienia i pod tym względem nie byłem zawiedziony.
      Mają pewnie ten problem, co ludzie od Wiedźmina – jak zrobić walkę, żeby nie była nudna. Jeśli odchodzisz od turowej taktyki na rzecz miarowego klikania myszką, to rzeczywiście brniesz w zręcznościową walkę. Gorzej, gdy twórcy boją się powiedzieć to otwarcie i zamiast iść do końca w Diablo bawią się w półśrodki.

      1. Daimonion

        @MusialemToPowiedziec

        A h’n’s nie powinien czasem dostarczać radości z siekania potworków? Podkreślam – “radości”. A pamiętam, jak ludziska jechali po “Alpha Protocol”, bo sterowanie do kitu…
        Nie wiem, jaką postacią grałeś, ale odkąd Vivienne zdobywa specjalizację, nie ma to większego znaczenia – i tak nie jesteś potrzebny. Możesz spokojnie skanować otoczenie w poszukiwaniu flaszek i czekać, aż pojawią się nowe przedmioty do zgarnięcia (choć na 90% i tak będą gorsze o tych, których używasz przez ostatnie 40 godzin).

        1. MusialemToPowiedziec

          @Daimonion

          Wiem, wiem, wszak napisałem, że 99% walki robi AI 🙂

          A do co radości – nigdzie nie napisałem, że to dobre h’n’s 🙂 .
          Mi walki w DAI nie sprawiały radości od momentu kiedy okazało się, że jestem zmuszony wybierać między magiem i łucznikiem (wziąłem łucznika, bo uznałem że magiem to bym musiał co chwilę wchodzić do pseudo-taktyki rzucać AOE), ale tyle GOTY zebrało, że chyba komuś jednak się podoba.

          1. Daimonion

            @MusialemToPowiedziec

            No właśnie tego nie rozumiem. Co się ludziom tak podoba? Niechże ktoś wreszcie wypunktuje. Grafika? Dobra, ale nie przesadzajmy – brak cyklu dobowego, a metal wygląda jak mocno lakierowany. Fabuła – nie i to raczej nawet entuzjaści przyznają. Walka – to wiemy. Decyzje – żadne. Towarzysze – mnie pasują, ale mizeria całej historii powoduje, że ich potencjał zostaje zmarnowany. Muzyka – dobra, ale nie wybitna. No więc w czym leży siła tej produkcji?
            A może ja po prostu stary już jestem i nie nadążam za współczesnością? Może należy pogodzić się z tym, że czasy Tormenta, KOTOR-ów, drugiego NWN-a i pierwszego Wiedźmina minęły? Szkoda. Tyle w ramach podsumowania.
            PS – Lecz nawet w smutnych czasach wydawcy powinni zachować jakieś resztki uczciwości i nie przypisywać pewnych cech gatunkowych pozycjom, które z tymi cechami mają wspólnego bardzo niewiele lub nic.

              1. Daimonion

                @MusialemToPowiedziec

                Imprezka w olbrzymiej piaskownicy, z której nawet piasek wywieźli, nie mówiąc o zabawkach? Skoro tak, to ja do miana najlepszego erpega ostatnich lat nominuję Saints Row 3 – ta gra niczego nie udaje, było kilka dojrzałych, trudnych moralnie wyborów (np. komu oddać uratowane dziwki), nie nudziło mi się w trakcie wykonywania aktywności, a kolekcjonowanie zdjęć fanów było znacznie lepszym pomysłem niż kolekcjonowanie odłamków:-) A, no i była fizyka cycków!

              2. MusialemToPowiedziec

                @Daimonion

                Nie wiedziałem że AssCreed to RPG 🙂 .

                Ogólnie, jak dajesz ludziom jakiegokolwiek Sandboxa, to ocena automatycznie idzie w górę. Jak do tego jest to duży sandbox, to w ogóle 10/10. Nawet jak walki są ujowe, NPCe drewniani a questy nudne.

                Nawet AssCreed Unity ma swoich obrońców…

      1. Kawira

        @bosman_plama

        Te faktycznie nie, ale wszelkie Dragon Ejdże, Divinity i tym podobne jak najbardziej.

        tak btw ja ogólnie hejtuję real time cRPGi. Stosunek walk do rolplejowania jest tylko spoko w Baldurach, ale przez fakt, że to DnD nie mogę nigdy przejść…alergia :D. W ogóle już Simsy i X3 są bardziej rpgowe od kochanych tu Neverwinterów

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Kawira

          W sumie to oceny na temat Neverwinter były tu raczej podzielone. Jedynkę ludzie polubili przede wszystkim za multi, w które rzeczywiście grało się całkiem przyjemnie.
          Dwójka była – moim zdaniem – dużo lepsza, ale gdy próbowałem ją sobie jakiś czas temu odświeżyć, nie pograłem zbyt długo. Może się zestarzała gorzej od BG?
          W Baldurach rzeczywiście lubiłem walkę. I w ID też.

  5. jarqlo

    A tymczasem najlepszy developer minionego roku wg gikz.pl lubimy jak patrzysz Ubisoft pochwalił się rekordową sprzedażą
    https://www.ubisoftgroup.com/comsite_common/en-US/images/pressrelease_downloadablemm_20150212_050959_ubisoftq3fy15englishfinaltcm99193930.pdf
    “For the first nine months of fiscal 2014-15,sales totaled €1,293.9 million versus €813.0 million in the corresponding prior – year period, representing an increase of 59.2% (or 58.3% at constant exchange rates).”

  6. emperorkaligula

    Gdyby nie “kocham konie” to bym zmarnował kilkanaście sekund życia 😉 Fest przełomowe odkrycie, że obecne gry wychodzą poza ramy pojęć utworzonych nawet do 30++ lat temu… Po co w ogóle próbować na siłę starać się opisać grę jednym zwrotem ? To że próbuje tego dzisiejszy marketing to nie znaczy, że to dobre rozwiązanie. Przecież więcej informacji (etykietek gatunkowych w typ przypadku) tym lepiej…

Powrót do artykułu